Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Nie będzie transformacji bez taniej energii. Polski przekaz w Brukseli na PKEE Energy Day

PKEE Energy Day 2026
PKEE Energy Day 2026
Autor. E24/Magdalena Melke

Bezpieczeństwo, konkurencyjność, regulacje i ceny energii elektrycznej – to właśnie wokół tych tematów toczyła się dyskusja na PKEE Energy Day 2026 w Brukseli, organizowanym przez Polski Komitet Energii Elektrycznej. Uczestnikami spotkania byli decydenci polityczni, prezesi największych spółek energetycznych i analitycy think-tanków energetycznych. A wszyscy z nich zgromadzili się po to, by dyskutować o tym, jak jednocześnie mieć i zjeść ciastko transformacji energetycznej: odzyskać konkurencyjność UE i zrealizować cel dekarbonizacji.

Wiemy, że musimy utrzymać dotychczasowe tempo dekarbonizacji, a nawet starać się je przyspieszyć. Popieramy bieżące wysiłki UE na rzecz przyspieszenia elektryfikacji. Jednak patrząc na ceny energii elektrycznej, nie możemy zelektryfikować naszego systemu z dnia na dzień. Nie możemy przeprowadzić elektryfikacji, jeśli koszty energii elektrycznej pozostaną wysokie” – mówił Wojciech Wrochna, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej w Ministerstwie Energii.

Polska prymusem transformacji energetycznej

W trakcie konferencji PKEE Energy Day polscy decydenci polityczni i przedstawiciele biznesu postanowili spojrzeć na zagadnienie polskiej transformacji z innej strony – tym samym kładąc narracyjny nacisk na to, co udało się osiągnąć nad Wisłą w trakcie ostatnich 22 lat członkostwa we Wspólnocie.

W rzeczywistości Polska jest jednym z krajów, które dekarbonizują się naprawdę szybko – wystarczy spojrzeć na liczby i dane” – podkreślił w trakcie wystąpienia otwierającego minister Wrochna.

Polska rozpoczęła transformację energetyczną z uzależnieniem od produkcji energii z węgla na poziomie 96 proc. Dysponowaliśmy mocą wytwórczą wynoszącą 18 GW, a wiele elektrowni zbudowano w latach 70. Mieliśmy coraz mniej rentowny sektor wydobycia węgla kamiennego oraz całkowitą zależność od importu ropy i gazu z Rosji. Dzisiaj posiadamy zdywersyfikowane źródła importu ropy i gazu (LNG, Baltic Pipe, FSRU w Gdańsku), całkowicie wycofaliśmy rosyjski gaz, a w ostatnią sobotę 70 proc. energii elektrycznej pochodziło z OZE.
podkreślił minister Wrochna

Jeśli więc ktoś twierdzi, że Polska nie posuwa się tak szybko, jak powinna, to po prostu nie jest to prawda” – zaznaczył minister Wrochna. „W porównaniu z wieloma państwami członkowskimi faktycznie dekarbonizujemy nasz system energetyczny i przeprowadzamy transformację w tempie, któremu jak sądzę, żadne inne państwo członkowskie nie dorównało”.

Nie są to puste słowa, mające wzbudzić jedynie narodową dumę czy optymizm. Jak informuje think-tank Ember Energy, Polska zredukowała udział węgla w produkcji energii o ok. 40 proc. (do 51 proc.), a źródła niskoemisyjne generują już blisko 30 proc. energii. Choć Polsce zdecydowanie daleko do zostania czempionem zielonej zmiany (szczególnie biorąc pod uwagę powolne pożegnanie z energetyką węglową), warto odnotować wysiłek, jaki włożyła w dekarbonizację własnej gospodarki.

Dla porównania: w 2004 r. węgiel odpowiadał za niespełna 50 proc. niemieckiego miksu energetycznego, a polityka transformacji energetycznej Energiewende została przyjęta już w 2000 r., razem z ustawą o odnawialnych źródłach energii. Obecnie udział węgla spadł do poziomu ok. 15-20 proc.

W ciągu ostatnich 22 lat Czechy ograniczyły zużycie węgla w energetyce z ok. 60 proc. do 34 proc. (posiadając jednocześnie stabilną bazę jądrową). Hiszpania – z 25 proc. do 1 proc.. Naturalnie w tym samym okresie Dania obniżyła udział węgla w miksie z ok. 45-50 proc. do zaledwie 3 proc.., jednak warto pamiętać, że porównujemy tutaj kraje całkiem odmienne pod względem wielkości, zaludnienia i struktury przemysłowej (6 mln wobec 38 mln obywateli w Polsce).

Pokazuje to, że choć przed Polską daleka droga do spełnienia celów UE, to przez ostatnie 22 lata wykonaliśmy znaczący wysiłek w stronę zielonej energetyki. Minister Wrochna podkreślał, że Warszawa nie sprzeciwia się elektryfikacji czy dekarbonizacji, jednak w ich realizacji musi kierować się pragmatyzmem.

Transformacja energetyczna nie może zniszczyć przemysłu czy osłabić konkurencyjności, dlatego Polska jest „przeciwna wiążącym celom, ponieważ w obecnej sytuacji ich realizacja jest technicznie i praktycznie niemożliwa” – dodał Wrochna.

W podobnym tonie wypowiadał się Borys Budka, poseł do Parlamentu Europejskiego, przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii (ITRE): "Energia elektryczna nie może być dobrem luksusowym - jeśli tak będzie, kraje nie będą się elektryfikować".

Koszty systemu EU ETS wynoszą około 11 proc. średniej ceny energii elektrycznej dla przemysłu w Unii, a w Polsce nawet połowę tej kwoty. Jeden system, jeden cel, radykalnie różne konsekwencje (…)” – dodał Budka. „W ostatnią niedzielę wybory regionalne w Niemczech pokazały, że Unia zbyt często zapomina o swoich obywatelach. Kiedy europejscy prawodawcy wyznaczają ambitne cele oderwane od codziennej rzeczywistości obywateli, ci ostatni wyrażają sprzeciw przy urnach wyborczych”.

Rzeczywistość pokazuje, że to właśnie na tym dysonansie zyskują skrajne opcje polityczne w UE.

Polska propozycja 3P

Przedstawiciele Polski w Brukseli przedstawili spójny pogląd na zachodzącą transformację energetyczną, umiejscawiając się gdzieś w „pozytywnym środku”. Wielokrotnie podkreślano, że transformacja jest konieczna, a Warszawa ją popiera; jednocześnie, problematyczne okazuje się jej tempo i zbyt wyśrubowane założenia ideowe (i terminowe).

Wystąpienia można by podsumować hasłem „3P” kluczowych zagadnień transformacji energetycznej: pragmatyzmie, przemyśle i przystępności cenowej.

W kontekście konkurencyjności szczególnie mocno wybrzmiał głos polskich przedsiębiorstw energetycznych (PGE, Tauronu, Energi i Enei), które wielokrotnie podkreślały, jak kluczowa jest cena energii elektrycznej. „Rok temu złożyliśmy obietnicę przystępnej cenowo energii dla 6 mln klientów Tauronu (z przemysłu i gospodarstw domowych). Nie obchodzi ich, czy pochodzi ona z lądu, z morza, z Polski, Niemiec czy Czech — najważniejsza jest cena. 98 proc. klientów twierdzi, że jest ona zbyt wysoka” – zaznaczył prezes Tauronu i wiceprezes zarządu PKEE, Grzegorz Lot.

Z kolei zdaniem prezeski Energi i członkini zarządu PKEE Magdaleny Kamińskiej, konkurencyjność powinna być nieodłącznym elementem dekarbonizacji i transformacji energetycznej. Zdaniem Kamińskiej, do jej wzmocnienia niezbędna jest poprawa w trzech kluczowych obszarach: cen energii, regulacji oraz kapitału.

Według prezeski Energi, ceny energii są w coraz mniejszym stopniu uzależnione od kosztów paliwa czy efektywności inwestycji na etapie budowy elektrowni, a większą rolę odgrywa to, jak dobrze potrafimy się dostosować do zawiłości rynku. „Musimy wdrożyć nowe modele biznesowe, które zachęcą klientów do dostosowania swojego zapotrzebowania do potrzeb systemu” – zaznaczyła Kamińska. Jako drugi obszar wskazała tworzenie stabilnych, przewidywalnych i długofalowych regulacji, ponieważ inwestorzy tworzą horyzonty inwestycyjne „liczone w dziesięcioleciach, a nie pięcioletnich cyklach wyborczych”.

Panel dyskusyjny podczas PKEE Energy Day 2026
Panel dyskusyjny podczas PKEE Energy Day 2026
Autor. E24/Magdalena Melke

Ostatnim elementem był kapitał. „Potrzebujemy długoterminowych, sprawiedliwych programów finansowych, wspierających przedsiębiorstwa. Jest to szczególnie potrzebne w sektorach nieobjętych krajową pomocą lub programami regulacyjnymi oraz w obszarach, które nie osiągnęły jeszcze efektywnej skali, gdzie bariera wejścia dla inwestorów jest nadal wysoka” – zaznaczyła Kamińska.

Nacisk polskich firm energetycznych na kwestie dotyczące realizmu energetycznego i pragmatyzmu transformacji nie powinien dziwić. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę dane przytoczone w raporcie Draghiego z 2024 r., gdzie wprost pokazano, jak wiele w ciągu ostatnich lat UE straciła w zakresie konkurencyjności europejskiego przemysłu (także tego zielonego).

W raporcie wprost zaznaczono, że polityka klimatyczna musi wspierać przemysł (inaczej ucieknie on za granicę), obniżyć ceny energii i skupić na neutralności technologicznej w energetyce. Azja (w tym Chiny) w godnym podziwu tempie przechodzi z pozycji „fabryki świata” do kontynentu, gdzie rodzą się nowe technologie, powstają patenty a gospodarki rosną.

Koronnym przykładem są Chiny, gdzie rodzime auta elektryczne z sukcesem wypierają propozycje BMW czy Volkswagena – i zaczynają powoli przymierzać się do zdobycia polskiego, niemieckiego czy francuskiego rynku.

Nadmiar czy niedomiar regulacji?

Zdaniem Toma Howesa, doradcy ds. transformacji ekologicznej i regulacji rynku z Dyrekcji Generalnej ds. Energii w Komisji Europejskiej, poprawa konkurencyjności UE będzie możliwa przy ściślej zintegrowanym rynku wewnętrznym, wdrożeniu założeń Net Zero Industry Act i Industrial Accelerator Act oraz dzięki wykorzystaniu funduszy unijnych do wspierania rozwiązań „Made in EU”.

Jednak według prezesa Lota, pobudzenie konkurencyjności będzie możliwe dopiero po zrewidowaniu przepisów dotyczących CO₂ i systemu EU ETS „w ciągu najbliższego roku lub dwóch, ponieważ działamy według innych zasad niż nasi globalni konkurenci”. I między innymi dlatego zostajemy w tyle. Podobne stanowisko przedstawił minister Wrochna: „Nie da się budować konkurencyjności poprzez regulacje”.

Jest to stanowisko, z którym zdecydowanie można polemizować. Ostatecznie to właśnie państwowe wsparcie i nierzadko praktyki protekcjonistyczne stosowane na początkowym etapie pozwoliły wykształcić zachodnich czempionów gospodarczych (a ostatnio także chińskich).

Jak zaznaczała Ismini Kyriazopoulou, szefowa Działu Sieci Energetycznych z Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI), choć całkowita deregulacja nie jest rozwiązaniem, to głównym motorem konkurencyjności są innowacje i przystępne ceny energii dla branż energochłonnych.

Sztywność regulacji może powodować w sektorze energetycznym gwałtowne zmiany, z którymi trudno sobie poradzić, ponieważ podaż i popyt muszą być stale zrównoważone. Przekroczenie równowagi po jednej ze stron powoduje słabe punkty i podnosi ceny za kilowatogodzinę dla użytkowników końcowych.
mówiła Kyriazopoulou

Jak dodała, to właśnie wtedy powstaje luka, której nie jest w stanie wypełnić czysta energia. Rozwiązaniem miałaby być modernizacja sieci elektroenergetycznych, ponieważ – jak zaznaczała prezeska Kamińska – obecnie to nie wytwarzanie energii jest wąskim gardłem transformacji, a jej koordynacja na rynku. I to właśnie w tym aspekcie, jak i w zakresie spójnych taryf sieciowych, regulacje mogą okazać się (częściowym) rozwiązaniem problemu.

YouTube cover video
Reklama

Co nas łączy, co nas dzieli

Gdyby temat był mniej poważny, można by zażartować, że po pytaniu o to, czy transformacja energetyczna dzieli czy łączy państwa członkowskie, wśród panelistów zapanował typowy „polski optymizm”. Większość z obecnych odpowiedziała, że dzieli – a potem podała powody, czemu tak sądzi i co można poprawić w tej sytuacji.

W ciągu ostatnich lat temat transformacji energetycznej i wybieranych przez państwa źródeł energii stał się nie tyle zagadnieniem technicznym, co bardziej politycznym, a w konsekwencji - również ideowym. Coraz wyraźniej pokazują to kolejne tury wyborów lokalnych i krajowych poszczególnych państw członkowskich.

W ciekawy sposób odniósł się do tego sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska (MKiŚ), Krzysztof Bolesta, który powiązał bezpieczeństwo energetyczne Europy z uniezależnieniem się od paliw kopalnych i przejściem na bezemisyjne źródła energii. „To właśnie nam się nie udało, ponieważ powinniśmy byli skupić się na bezpieczeństwie energetycznym, a zamiast tego położyliśmy cały nacisk na klimat” – podkreślił Bolesta.

Jako przykład podał Chiny, z którymi UE od sześciu lat odnotowuje powiększający się deficyt handlowy. „Nie udało nam się wykorzystać obecnej polityki jako przewagi nad naszymi konkurentami. Dlaczego więc mielibyśmy kontynuować ją bez żadnych zmian ani poprawek?” – pytał retorycznie.

Polskie stanowisko prezentowane na panelu było spójne: tak dla transformacji energetycznej, tak dla konieczności jej modyfikacji – przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo, które powinno stać się w krótkim okresie ważniejsze, niż natychmiastowe odchodzenie od węgla.

Dekarbonizację osiągamy poprzez elektryfikację, nie na odwrót” – zaznaczał prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, Grzegorz Onichimowski. „Nie możemy sobie pozwolić na utratę kolejnych kilkuset megawatów, czy to z węgla, czy z jakiegokolwiek innego źródła (…) Musimy zmienić tempo i przechodzić na energię elektryczną, wykorzystując wszystkie dostępne środki”.

Obecnie system EU ETS kręci się w kółko. Nie wspiera skutecznie OZE w porównaniu z wytwarzaniem konwencjonalnym, ponieważ – choć wszyscy wiedzą, że OZE wytwarzają tanią energię – pilnie potrzebujemy mocy gwarantowanej, a odnawialne źródła energii jej nie zapewniają. Magazynowanie energii może pomóc na 4 lub 8 godzin, ale nie na 10 dni czy dwa tygodnie „Dunkelflaute”.
dodał prezes Onichimowski

Stanowisko pełnej neutralności technologicznej zostało poparte przez Ralfa Wezela, sekretarza generalnego EUTurbines oraz Olgę Fasiecką, prezeskę zarządu Enei. W przypadku ostatniej prelegentki warto zaznaczyć, że w aktywach jej firmy znajduje się ostatnia komercyjnie opłacalna kopalnia węgla kamiennego w Polsce, Bogdanka. „Wycofywanie mocy konwencjonalnych musi być starannie skoordynowane, a transformacja musi przebiegać etapowo” – dodała Fasiecka.

Jedynym głosem przemawiającym w duchu dotychczasowego (i nadal w większości utrzymującego się) podejścia UE do transformacji energetycznej była Marzena Rogalska, główny doradca ds. dekarbonizacji przemysłu w Dyrekcji Generalnej ds. Działania w Zakresie Klimatu z Komisji Europejskiej. „Wszyscy jesteśmy winni grzechu infrastruktury” – powiedziała, argumentując jednocześnie, że OZE to tak naprawdę jedyne „rodzime europejskie” źródło energii.

Kiedy słyszę głosy wzywające do elastyczności, rozumiem podejście etapowe – nie da się mieć wszystkiego z dnia na dzień. Jednak podstawowym celem polityki klimatycznej i instrumentów rynkowych, takich jak system handlu uprawnieniami do emisji (ETS), jest przyspieszenie inwestycji. Nie wszyscy zainwestują w tym samym czasie” – dodała.

To właśnie Rogalska przypominała o tym, czemu w ogóle zaczęliśmy rozmawiać o transformacji energetycznej (przynajmniej częściowo). Zmiany klimatu coraz widoczniej wpływają na życie obywateli oraz biznesu i to właśnie z tego powodu zaczęliśmy wyceniać emisje CO2. I to właśnie dlatego potrzebny jest nam system EU ETS, który wymusza zmiany inwestycyjne i infrastrukturalne.

Mamy już za sobą początkową fazę, w której wdrażaliśmy nowy system przy niskich cenach w ramach EU ETS. Teraz rozpoczyna się prawdziwa faza bardziej znaczącej transformacji (...) Czy uważacie, że przy rosnącym popycie, konkurencyjnym zapotrzebowaniu ze strony centrów danych oraz elektryfikacji przemysłu ceny energii nagle spadłyby bez polityki klimatycznej? Nie, ceny energii odzwierciedlają koszt transformacji (...) Żadna pojedyncza reforma ani prosta zmiana, w wyniku której system ETS nagle zniknie, nie poprawi naszej pozycji konkurencyjnej.
podkreśliła Rogalska

Zdaniem urzędniczki rozwiązaniem mają być inwestycje, również te dokonywane z pieniędzy uzyskiwanych przez EU ETS, jak i systemy wsparcia wdrażane przez Fundusz Modernizacyjny (dla 12 państw członkowskich o najniższych dochodach), Bank Dekarbonizacji i Fundusz Dekarbonizacji Przemysłowej. „Europa potrzebuje bardzo jasnego programu inwestycyjnego. Szczerze mówiąc, nie widzę obecnie niczego bardziej wartościowego niż czyste technologie i innowacje” – dodała.

Miejsce dobrobytu

Europa stoi dziś przed strategicznym wyborem” – stwierdził prof. Michał Romanowski, adwokat i partner w kancelarii prawnej Romanowski&Partners. „Nie jest to wybór między energią odnawialną a energią jądrową, ani między klimatem a gospodarką – bez silnej gospodarki nie ma szans dla klimatu. Prawdziwy wybór jest o wiele bardziej fundamentalny: czy chcemy pozostać kontynentem produkcji, innowacji i dobrobytu, czy też stać się kontynentem coraz droższej energii, rosnącej zależności geopolitycznej i kurczącej się bazy przemysłowej?”.

Jak podkreślił prof. Romanowski, energia „nie zna ideologii”, jedynie realizm i pragmatyzm. „Kluczowe pytanie nie brzmi: jak szybko przeprowadzimy transformację, ale jak przeprowadzić transformację, która wzmocni Unię Europejską, a nie ją osłabi” – dodał. „Nie ma zielonej gospodarki bez taniej energii”.

Skuteczny europejski system energetyczny musi opierać się na trzech filarach w dokładnie tej kolejności: przystępności cenowej, bezpieczeństwie i dekarbonizacji. Jeśli energia nie jest przystępna cenowo, przemysł upada. Jeśli nie jest bezpieczna, nasza gospodarka staje się zakładnikiem geopolityki. Potrzebujemy realizmu.
zakończył prof. Romanowski

Konferencja Energy Day organizowana przez PKEE jest dobrym przykładem polskiego lobbingu energetycznego. Jeżeli rzeczywiście chcemy mieć wpływ na kształt europejskich regulacji, musimy być aktywnym członkiem Wspólnoty – a to wymaga stałej obecności polskich polityków, naukowców, analityków, spółek i instytucji energetycznych w Brukseli.

Podczas wydarzenia 9 września na sali obecnych było wiele osób z pozostałych krajów członkowskich UE, a ich liczba była wystarczająca, aby z pełną uczciwością stwierdzić, że wydarzenie nie stało się „polską bańką” w Brukseli. Cel – czyli dotarcie z polskim przekazem na temat transformacji energetycznej do szerszej publiczności – został osiągnięty w zadowalającym stopniu.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że dołączający na brukselskie korytarze Polish Energy Infrastructure House (PEIH) stanie się kolejną cegiełką, budującą obecność polskiej narracji w UE. Ostatecznie, transformacja energetyczna jest naszym wspólnym przedsięwzięciem, a Unia Europejska została stworzona jako miejsce ścierania się interesów wielu państw ją tworzących – decydujących się dobrowolnie iść w tym samym kierunku.

Reklama
Reklama