- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Rok z Karolem Nawrockim. Batalie o rachunki, OZE, klimat i wiatraki
Autor. @prezydentpl/X.com
Jaki był ostatni rok dla Karola Nawrockiego? Na pewno inny niż wszystkie. Od 6 sierpnia 2025 r. prezydent wielokrotnie miał wpływ na regulacje w zakresie energetyki w Polsce, a w kampanii wyborczej jedna z jego głównych obietnic dotyczyła obniżenia rachunków za prąd w naszym kraju. Co się udało, co się nie udało, nad czym trwają pracę i jakim prezydentem dla sektora energetycznego jest Karol Nawrocki?
Rząd publikuje dziś w swoich mediach społecznościowych szereg ustaw zawetowanych przez prezydenta Nawrockiego. Część z nich dotyczyła kwestii energetycznych, o czym zaraz, wokół części – jak wokół podatku od nadzwyczajnych zysków czy łączenia kwestii rozwoju rynku biometanu z kwestiami dotyczącymi innych OZE – trwa spór. Ale wszystko zaczęło się od obietnicy: Polacy zapłacą niższe o jedną trzecią rachunki za prąd w ciągu 100 dni od objęcia urzędu przez Karola Nawrockiego.
Rachunki na sztandarach
A rachunki wywołują emocje. I można na nich zbić polityczny kapitał. Jak mówił w rozmowie z E24 Bartłomiej Orzeł, analityk organizacji Project Tempo, „energetyka będzie kluczowym elementem kampanii, bo ceny energii są dla obywateli niezwykle istotne”, odnosząc się do następnych wyborów parlamentarnych.
„Obecnie dominuje krótkowzroczna logika polityczna, która każe wprowadzać ceny regulowane i tarcze, by uniknąć gniewu wyborców. Nie ma w tym nic dziwnego. Przykładowo, tarcza paliwowa kosztuje nas półtora miliarda złotych miesięcznie, podczas gdy roczna obniżka VAT-u na energię elektryczną, która powinna być fundamentem naszej transformacji, kosztowałaby około 3,5 miliarda złotych” – komentował pod koniec maja Orzeł, odnosząc się do działań rządu.
„Wyborcy nie powinni jednak wierzyć w proste rozwiązania złożonych problemów” – powiedział także, a to zdanie dobrze oddaje obietnicę obniżenia rachunków. Tak, prezydent ma dużą władzę, ale nie ma magicznych rozwiązań. Na pewno też doskonale zdawał sobie sprawę jeszcze w kampanii wyborczej, że rząd KO nie będzie jego sprzymierzeńcem, więc wielkie obietnice niekoniecznie będą wykonalne.
Bo przecież prezydent rzeczywiście, z lekkim poślizgiem, powrócił z projektem obniżenia cen energii elektrycznej w Polsce o jedną trzecią. Jak pisał red. Jakub Wiech, prezydencka koncepcja opiera się na czterech filarach. „Pierwszy to likwidacja szeregu opłat wchodzących w skład rachunku za prąd: opłaty OZE, mocowej, kogeneracyjnej i przejściowej. Drugi to ograniczenie kosztów tzw. zielonych i niebieskich certyfikatów. Trzeci to obniżenie opłat dystrybucyjnych. Czwarty to obniżenie stawki podatku VAT na prąd do 5%. Według zapowiedzi prezydenta, propozycje te przełożą się na ponad 800 zł oszczędności na średnim rachunku za prąd polskiego gospodarstwa domowego” – opisywał w listopadzie ubiegłego roku red. Jakub Wiech.
Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy! 🇵🇱 pic.twitter.com/qon5qtfQeT
— Kancelaria Prezydenta RP (@prezydentpl) August 6, 2026
Projekt, niestety, utknął w sejmowej zamrażarce, a obecnie trwają podobno prace nad kolejnym prezydenckim pomysłem w tym samym zakresie. Nie twierdzę, że wysokość rachunków za prąd Polaków to wina prezydenta Nawrockiego, ale składanie wielkich obietnic w wiadomej atmosferze politycznej, to kampanijny cynizm.
Ustawa wiatrakowa i weto gazowe
Początek prezydentury to też ważne weto. Jeszcze w sierpniu 2025 r. prezydent Karol Nawrocki zawetował tzw. ustawę wiatrakową, deklarując, że staje w ten sposób „po stronie społecznej”. Oprócz przepisów liberalizujących zasady inwestycji w wiatraki na lądzie, nowelizacja miała mrozić ceny prądu dla gospodarstw domowych do końca 2025 roku. „Tzw. ustawa wiatrakowa jest nieudolnym sidłem, zasadzką na prezydenta Karola Nawrockiego, ale on sobie z tym poradzi” – mówił wówczas jeszcze przyszły szef KPRP Zbigniew Bogucki.
Do ustawy na pewno można było mieć zastrzeżenia (i samo łączenie dwóch wątków trudno nie uznać za coś innego niż zagrywka rządu; znamy to już z polskiej polityki), ale choćby Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) stwierdziło wówczas, że decyzja prezydenta Nawrockiego o zawetowaniu ustawy wiatrakowej to „stracona szansa na przyspieszenie inwestycji w lądową energetykę wiatrową”, która mogłaby przynieść „realne korzyści w postaci niższych rachunków za prąd”.
Decyzja ta też okazała się wyznacznikiem nowego podejścia części polityków związanych z PiS do źródeł odnawialnych. 7 marca 2026 r. kandydat na premiera z ramienia PiS Przemysław Czarnek wygłosił słynne „OZE-sroze”, przypieczętowując nowy rozdział wojenki między polskimi partiami, które na zmianę oddają sobie władzę. Źródła odnawialne, transformacja energetyczna, inwestycje w energetykę wiatrową, tak ważne dla rządu Mateusza Morawieckiego, zaczęły przeszkadzać PiS-owi. Partia stanęła po tak skrajnej stronie, że okazało się, iż nawet Konfederacja nie jest tak dużym przeciwnikiem OZE. Mimo wszystko w lipcu br. zaczęła działać pierwsza morska farma wiatrowa w Polsce Baltic Power – a przecież jest to projekt, nad którym pracowano przez lat, pierwsze decyzje podejmowano za rządów PiS, o czym pisał red. Kacper Świsłowski.
Niewykluczone, że ta zmiana energetycznej trajektorii w partii „winnej” w ogromnym stopniu postępom polskiej transformacji energetycznej, częściowo nakłoniła Mateusza Morawieckiego do utworzenia stowarzyszenia Rozwój Plus. PiS zaczął przecież szukać wyborców wśród bardziej skrajnych grup i chyba wszyscy już zaczynają się w tym gubić. A wracając do prezydenta – on zdaje się realizować jeszcze inną politykę, swoją własną, choć trzeba przyznać, że również nie stroni on od skrajności.
Pod koniec sierpnia 2025 r. prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o zapasach ropy i gazu – już trzecią wówczas „energetyczną” propozycję prawną przedłożoną mu przez rząd. Sprawę opisywał red. Jakub Wiech.
„Krytyka projektu dotyczyła głównie tego, że ułatwiał składowanie zapasów gazu poza Polską. Intuicyjnie może się to wydawać mniej bezpieczne, bo nie ma się nad tymi zapasami bezpośredniej kontroli, ale w sytuacji np. wojny na polskim terytorium zapasy składowane poza krajem mogą być szalenie istotne ” – pisał red. Jakub Wiech.
Składowanie gazu za granicą na pewno nie wyglądałoby w ten sposób, że krajowe zapasy powędrowałyby do Niemiec - tu nie chodzi nawet o wpisaną do ustawy zgodę ministra i techniczne możliwości ściągnięcia tego surowca w ramach warunków wpisanych do projektu, tylko o realia rynkowe - z liberalizacji korzystałyby głównie prywatne przedsiębiorstwa, obracające niedużymi względem rynku polskiego wolumenami. A warunki stawiane w obecnych regulacjach są nie do utrzymania - i o tym wie także opozycja.
Jakub Wiech, E24
Dwa podejścia do referendum klimatycznego
Kolejny przełomowy moment to na pewno wniosek prezydenta o zarządzenie referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Senat nie wyraził na nie zgody, choć prezydent już złożył kolejny wniosek o referendum w tej sprawie. O tym pierwszym red. Alicja Jankowska pisała tak: „Prezydent Karol Nawrocki proponuje referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Na zadane w nim pytanie trudno jest odpowiedzieć, ponieważ sugeruje ono już jedyny słuszny wybór. Trudno przecież popierać politykę, która podnosiłaby koszty życia, prawda? Sęk w tym, że to raczej brak polityki klimatycznej i transformacji energetycznej może podnieść koszty życia w obliczu zmieniającego się klimatu i starzenia się polskiego systemu energetycznego”.
A jak miało brzmieć to jedno jedyne pytanie? „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Jak wyjaśniała red. Alicja Jankowska, „Problem w tym, że jest to pytanie z tezą, co nie powinno mieć miejsca w pytaniu referendalnym. Ponadto tezą, która jest nieprawdziwa”.
Przy drugim wniosku o referendum pytanie po prostu skrócono do: „Czy jest Pan/Pani za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”. Senackie komisje ponownie odrzuciły wniosek.
Kto korzysta z nadzwyczajnych zysków?
Pod koniec lipca prezydent skierował ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków do Trybunału Konstytucyjnego. Rząd zarzuca mu blokowanie pieniędzy potrzebnych na finansowanie pakietu CPN. Premier Donald Tusk stwierdził, że decyzja prezydenta jest „szokująca”. Red. Dominika Góra pisała na łamach E24 o tym, jak widzą ją przedstawiciele branży paliwowej.
„Jak podczas posiedzenia Komisji Finansów Publicznych 17 czerwca br. mówił Krzysztof Rutkowski, przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej (PGP), dokument opiera się na wadliwej konstrukcji, gdyż jest adresowany głównie do importerów paliw. Jego zdaniem, przygotowanie tej ustawy ma świadczyć o nierozumieniu działań polskiego sektora paliwowego” – opisywała red. Dominika Góra.
Jak dodała, importerzy kupują bowiem paliwo w cenie rynkowej – trudno więc mówić o „nadzwyczajnych zyskach” tego rodzaju spółek. Warto dodać także, że w ustawie nie wyodrębniono kwestii wydobycia, będącego najbardziej rentownym elementem sektora.
„Jeżeli ktoś się cieszy z prezydenckiego weta wobec ustawy o opodatkowaniu nadmiarowych zysków, to są to zagraniczne koncerny. Te środki mogłyby trafić na obniżkę cen paliw” – mówił 6 sierpnia w TOK FM minister energii Miłosz Motyka. Według szacunków Money.pl część regulacji, które zawetował prezydent mogłyby zasilić w tym roku budżet państwa dochodami na poziomie nawet 7,3 mld złotych. Jedną z ważniejszych z tego punktu widzenia byłaby właśnie ustawa dotycząca tzw. windfall tax.
Deregulacja po myśli Prezydenta
Prezydent zawetował także Ustawę deregulacyjną w zakresie energetyki. Miała ona wprowadzać pakiet uproszczeń dla branży i odbiorców, m.in. podniesienie progu mocy instalacji OZE zwolnionych z koncesji (z 1 MW do 5 MW), podniesienie progu dla PV niewymagającego pozwolenia na budowę (ze 150 kW do 500 kW na własne potrzeby), rozwójcable poolingu oraz ujednolicenie i uproszczenie rachunków za prąd.
Kancelaria Prezydenta uznała zbyt wysokie progi zwolnień z koncesji i pozwoleń za próbę dopuszczenia do „samowolki budowlanej” w OZE bez dostatecznej kontroli państwa i braku wpływu lokalnych społeczności na inwestycje. Po zawetowaniu pierwszej wersji w sierpniu 2025 roku, rząd przygotował zmodyfikowany projekt nowelizacji ustawy. Nowe przepisy zostały uchwalone przez parlament i podpisane przez prezydenta Karola Nawrockiego na początku lipca 2026 r.
Nowa wersja została jednak okrojona. Wycofano z niej zapisy dotyczące podnoszenia progów dla inwestycji w OZE: przepis podnoszący próg mocy instalacji OZE zwolnionych z koncesji z 1 MW do 5 MW oraz podnoszący próg zwolnienia z pozwolenia na budowę dla PV ze 150 kW do 500 kW. Najważniejsze założenia ostatecznie podpisanej ustawy to zmiana wyglądu rachunków za prąd na bardziej przejrzysty, cyfryzacja korespondencji oraz zapisy dotyczące ciepłownictwa, w tym ułatwienie pozyskiwania finansowania oraz procesów inwestycyjnych w zeroemisyjne źródła ciepła.
Nowe zgrzyty i polityczne decyzje
Nowy zgrzyt na linii rząd-prezydent i na tle energetycznym zarysowuje projekt nowelizacji ustawy o OZE, który ma przede wszystkim stworzyć system aukcyjnego wsparcia dla instalacji wytwarzających biometan o mocy powyżej 1 MW. „Obecnie rząd chce uruchomić system wsparcia dla dużych biometanowni. W projekcie pozostały jednak przepisy, które mają przyspieszyć inwestycje wiatrowe. PiS zapowiada ich wykreślenie, a nad ustawą ponownie pojawia się widmo prezydenckiego weta” – opisywał niedawno red. Karol Byzdra.
„Jeszcze w maju polskie media informowały, że MKiŚ zamierza oddzielić przepisy biometanowe od wiatrakowych, ponieważ obawia się powtórzenia konfliktu z prezydentem. Ostatecznie z projektu usunięto najbardziej politycznie drażliwe rozwiązania, w tym zmianę zasady odległościowej, lecz pozostawiono regulacje planistyczne, które rząd przedstawia jako techniczne usprawnienie procesu inwestycyjnego, a PiS jako próbę wprowadzenia ułatwień dla wiatraków w ustawie poświęconej przede wszystkim innym technologiom OZE” – pisał red. Karol Byzdra.
I co dalej? Polacy są chyba przyzwyczajeni do tego, że obecny rząd i obecny prezydent nie wybierali siebie nawzajem, ale jakoś muszą ze sobą żyć. Część ustaw powraca w nowym kształcie i na część zmienionych rozwiązań prezydent się zgadza. Ale nie jest łatwo. Wojna polsko-polska nadal, z jakiegoś powodu, rozgrywa się m.in. wokół węgla (prezydent to twardy zwolennik) i OZE, wzajemnego zarzucania sobie braku patriotyzmu czy działania na szkodę Polaków.
Warto zwracać uwagę na to, że pomimo władzy jaką dzierżą nasi politycy, na pewno wydarzenia i tak nie mają większego wpływu. Prezydent Nawrocki – pomimo uśmiechniętych zdjęć z prezydentem USA Donaldem Trumpem – nie ma dostępu do zawiłości jego procesu decyzyjnego, który doprowadził m.in. do wzrostu cen ropy. Polski rząd nie wycofa Amerykanów z wojny przeciw Iranowi, nie wpłynie na reżim ajatollahów i nie otworzy cieśniny Ormuz.
Za to polska energetyka nie zmieni się z dnia na dzień, choć i tak zmienia się w zawrotnym tempie. Jest to akurat taki sektor, który nie znosi przestojów, potrzebuje ciągłych zmian i inwestycji. Pozostaje nam mieć nadzieję, że przedstawiciele różnych stron sceny politycznej zdają sobie sprawę z tego, jak kluczowa pozostaje energetyka dla bezpieczeństwa naszego kraju, i że na dłuższą metę, naprawdę, nie warto używać jej jako narzędzia do nawalanki na przeciwnika.


Wybrane okazje dla Ciebie