- W CENTRUM UWAGI
- ANALIZA
Windfall tax destrukcyjny dla polskiego kapitału? Branża paliwowa w natarciu
Autor. Envato/DmytroMykhailov
Sejm RP przyjął tzw. ustawęwindfall tax. Senat z kolei zgłosił swoje poprawki. Wokół przepisów narosło wiele kontrowersji. Branża paliwowa mówi o „haraczu”, „drenowaniu polskiego kapitału”, a przede wszystkim o niezgodności dokumentu z Konstytucją RP.
Windfall tax, a właściwie ustawa z 19 czerwca 2026 r. o podatku od nadzwyczajnych zysków ze zbycia paliw ciekłych osiągniętych od marca do grudnia 2026 r., miała być reakcją na kryzys paliwowy związany z konfliktem na linii USA-Iran i zamknięciem cieśniny Ormuz. Stawka podatku ma wynosić 60%, a podstawą opodatkowania ma być nadwyżka przychodów ponad kwotę przychodów, jaka zostałaby osiągnięta przez danego podatnika przy zastosowaniu marży referencyjnej. Rok referencyjny to z kolei rok obrotowy zakończony przed 1 marca 2026 r. Wpływy mają zasilić budżet państwa o ok. 4 mld zł.
Nadzwyczajne zyski czy zwyczajne przychody?
Jak podczas posiedzenia Komisji Finansów Publicznych 17 czerwca br. mówił Krzysztof Rutkowski, przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej (PGP), dokument opiera się na wadliwej konstrukcji, gdyż jest adresowany głównie do importerów paliw. Jego zdaniem, przygotowanie tej ustawy ma świadczyć o nierozumieniu działań polskiego sektora paliwowego.
Importerzy kupują bowiem paliwo w cenie rynkowej – trudno więc mówić o „nadzwyczajnych zyskach” tego rodzaju spółek. Warto dodać także, że w ustawie nie wyodrębniono kwestii wydobycia, będącego najbardziej rentownym elementem sektora.
W momencie, kiedy rośnie cena ropy naftowej, zarabiają ci, którzy tę ropę wydobywają (...). Następnie: jeżeli cena diesla na rynkach wzrosła – w uproszczeniu – z 700 do 1,5 tys. euro, to zarabia ten, kto przerabia ropę na diesla. I te dwie kategorie faktycznie skorzystały na sytuacji światowej. Natomiast importer paliw (...) jest biorcą ceny z rynku.
Krzysztof Rutkowski, przewodniczący Rady Nadzorczej PGP
PGP wskazuje w opublikowanym na swojej stronie komunikacie, że „(…) ważne jest, aby przy tak istotnych projektach dialog ze stroną społeczną był realny, a nie jedynie formalny (…). Projekt dotyka nie tylko największych uczestników rynku. Jego skutki mogą odczuć również firmy, które pełnią istotną rolę w bilansowaniu rynku, utrzymywaniu konkurencji i zapewnianiu dostępności paliw”.
Sporo się dzisiaj działo podczas Komisji Finansów Publicznych w sprawie podatku zwanego powszechnie #WindfallTax.
— Krzysiek Kopeć (@KrzysiekKopec) June 17, 2026
Poniżej jedno z najciekawszych wystąpień przedstawiciela stowarzyszenia Polska Grupa Paliwowa.#paliwa
Źr. @KancelariaSejmuhttps://t.co/4ZMHZ2qppv pic.twitter.com/Z22XxIBF86
Robert Petruczuk, prezes zarządu PGP, w rozmowie z E24 podkreślił, że przepisy ustawy obejmują zbyt wąską perspektywę czasową.
Problemem jest to, że podatek dotyczy jedynie pierwszej połowy tego roku, a tak naprawdę nie wiadomo jeszczem co zadzieje się do końca tego roku obrachunkowego. Nie wiadomo jeszcze czy zabrane w tej chwili firmom pieniądze – poduszkę finansową, w tej chwili określaną „nadprogramowymi zyskami" – nie byłyby dla nich ratunkiem w drugiej połowie 2026 r.
Robert Petruczuk, prezes zarządu PGP
Przedstawiciele firm importerskich zgadzają się z tym stwierdzeniem. Bartłomiej Zawistowski, dyrektor finansowy i członek zarządu w Solumus S.A., tłumaczy, że w branży paliwowej nie generuje się stałej stopy zwrotu w każdym miesiącu roku obrachunkowego. „My mamy sporą sezonowość. Teraz realizujemy miesiące ze stratą, co angażuje kapitały własne. Owszem, są miesiące, w których osiągamy zysk – właśnie one stanowią tę »poduszkę finansową«, tymi środkami spółka się finansuje w okresie ponoszenia straty”. Dodaje, że to, który miesiąc danego roku obrotowego jest zyskowny, a który nie, zależy od marży i premii lądowej ustalanej na rynku przez krajowego producenta. To Orlen i państwo ustalają hurtową cenę sprzedaży paliwa, co ma przełożenie na jego cenę detaliczną.
Jak uważa Zawistowski, ze względu na to, że ten podatek jest przychodowy, a nie dochodowy, zagraniczne koncerny z dużym kapitałem nie będą musiały go płacić. Jego zdaniem jest to droga do obciążenia polskiego przedsiębiorcy, prowadząca do zniszczenia konkurencyjności wewnątrz kraju. Odwołuje się także do programu „Ceny Paliwa Niżej” (CPN), który przestanie działać wraz z końcem czerwca i ma bezpośredni wpływ na ochronę zagranicznych koncernów w przypadkuwindfall tax.
Dochodzimy do tak kuriozalnej sytuacji, że my jako importerzy, między innymi dostarczający produkt do tych zagranicznych koncernów, zapłacimy podatek – którego one nie zapłacą, otrzymały pakiet ochrony w formie CPN-u. Ten zmniejszył ich przychody ze sprzedaży, zrównując z rokiem benchmarkowym ustalonym przez ministerstwo. A mnie – importera, któremu CPN nie bardzo pozwolił zarabiać na produkcie – postawiono w sytuacji konieczności zapłacenia. Nie wiem czy taka była intencja, żeby ściągać pieniądze z polskiego przedsiębiorcy, a chronić zagraniczne koncerny naftowe.
Bartłomiej Zawistowski, dyrektor finansowy i członek zarządu w Solumus S.A.
Konkurencyjność pod ostrzałem
Takie podejście ma zabijać konkurencyjność i drenować kapitał polskiego przedsiębiorcy, tym samym kumulując go w zagranicznych koncernach. „Znaleźliśmy się w kuriozalnej sytuacji – w wyniku działań Orlenu spółka przez dwa lata traciła na produkcie, a w tym roku zarobi. Stoi więc przed szansą zapłaty podatku minimalnego CIT z tyt. nieosiągnięcia przez Spółkę minimalnej rentowności sprzedaży (spowodowanego zaniżaniem cen przez Orlen w roku 2023), podatku od tzw. zysków nadzwyczajnych oraz podatku CIT, gdyż podatek nadzwyczajny – płacony przez Spółkę w proponowanej przez Ministerstwo Finansów formie – nie zalicza się do kosztów uzyskania przychodów” – konkluduje przedstawiciel spółki Solumus, dodając, że niemożliwa jest kalkulacja kwoty, jaką trzeba będzie zapłacić. To dlatego, że „kalkulacja opiera się na wartości osiągniętych przychodów. Przychody, w takich spółkach jak nasza, są zależne od ustalonej przez Orlen ceny”. Wartość zakupu jest z kolei uzależniona od ceny giełdowej.
Postulat importera jest taki, żeby rząd nie obniżał jego konkurencyjności i szans operacyjnych na krajowym rynku względem zagranicznych międzynarodowych koncernów. A ten podatek właśnie taką sytuację tworzy.
Bartłomiej Zawistowski, dyrektor finansowy i członek zarządu w Solumus S.A.
I choćwindfall tax nazywamy „podatkiem”, Marcin Niemczyk z Citronex Trans Energy sp. z o.o. zaznacza, że przewidziany sposób kalkulacji nie jest zgodny z treścią ustawy o rachunkowości i jej zasadami, pomijając olbrzymią część kosztów ponoszonych przez przedsiębiorców. Łamie również Konstytucyjną zasadę „prawo nie działa wstecz”. Woli więc nazywać go „konfiskatą”, uważając, że dokument „przeczy wszelkim zasadom krajów demokratycznych”. Niemczyk powołuje się na przedstawione podczas senackiego posiedzenia przez jedną z firm wyliczenia, z których wynika, że ta zapłaci podatek równy dwukrotności swojego zysku (aktualizacja – poprawka senacka obniża wysokość „konfiskaty” do wysokości zysku plus normalny podatek CIT, czyli firma ta zapłaci i tak więcej niż wyniesie jej zysk).
Niemczyk także uważa, że treść ustawy rażąco uderza w polskie firmy, które – jeśli nie mają wsparcia kapitałowego z zagranicy – mogą zbankrutować. Jego zdaniem, sytuacja ta rodzi ryzyko likwidacji kilkuset bądź tysiąca stacji benzynowych w Polsce, należących do tutejszych firm oraz ogromnych problemów z zaopatrzeniem rynku w paliwa, prowadzących do skokowego wzrostu cen.
Rozmówca E24 twierdzi, że obciążanie finansowe dotknie jedynie kilku firm – bo choć handlujących paliwami spółek jest kilka tysięcy, to nowe przepisy obejmą tylko te, które posiadają koncesję na obrót paliwami ciekłymi z zagranicą (OPZ).
Branża paliwowa operuje na bardzo niskich marżach (ok. 1%), co utrudnia finansowanie zewnętrzne, a każda nadwyżka zazwyczaj jest od razu reinwestowana. Odebranie tych środków może doprowadzić do braku 5-10% paliwa w kraju oraz fali bankructw, co w obliczu wojny za granicą dramatycznie osłabi polski potencjał obronny. A, jak wiadomo, żadna armia na świecie nie jest w stanie funkcjonować bez paliwa.
Marcin Niemczyk, Citronex Trans Energy sp. z o.o.
Co istotne, konsekwencje wprowadzenia omawianej ustawy, prawdopodobnie uderzą także w konsumenta. Niemczyk podkreśla, że choć zdaniem rządu ceny nie wzrosną ze względu na istniejącą na rynku konkurencję, to dokument właśnie tę konkurencję eliminuje. A brak konkurencji zaowocuje wyższymi cenami dla klientów. Jak mówi ekspert z Citronex Trans Energy, „w Polsce istniejetylko kilka niezależnych, prywatnych baz paliwowych dostępnych dla polskich firm. Dwie z nich należą już do spółek ukraińskich, których ekspansja zapewnia jeszcze wzrośnie, ponieważ ustawa ich nie dotyczy – podobnie jak firm białoruskich, które zdobywają coraz większy udział w rynku paliw w Polsce”.
Dodaje, że całość tej sytuacji„podcina nogi polskim przedsiębiorcom”, gdyż może w efekcie doprowadzić do zaprzestania finansowania przez banki firm, a finalnie wywołać efekt domino – doprowadzić je do bankructwa i pozbawić pracy kilka tysięcy zatrudnionych w sektorze osób. Należy przy tym pamiętać, że bazy paliwowe i siedziby tych spółek często znajdują się w miejscowościach, w których rynek pracy jest najmniej łaskawy. Byłoby to więc pozostawienie wielu ludzi bez realnej alternatywy.
O komentarz poprosiliśmy także Orlen. Otrzymana odpowiedź brzmi:
ORLEN działa zgodnie z obowiązującymi przepisami i aktywnie uczestniczył w konsultacjach projektu ustawy, przedstawiając swoje uwagi w przewidzianym trybie. Spółka jest przygotowana na funkcjonowanie w nowych warunkach regulacyjnych.
Biuro Prasowe Grupy ORLEN
Tym, co również wzbudza kontrowersje, jest fakt, że w treści ustawy – wbrew jej nazwie – mówi się nie o „zyskach”, ale o „przychodach”. A te nie są przecież tym samym co marża. Importerzy podkreślają, że kupowali produkt drożej, bo tego wymagał od nich rynek.
KonsTYtucJA – czy zawsze jest najważniejsza?
Nie możemy pominąć kwestii dot. zgodnościwindfall tax z Konstytucją RP z 2 kwietnia 1997 r. Branża głośno wyraża oburzenia faktem, że tej zgodności… nie ma.
Przede wszystkim największym zaskoczeniem i rzeczą niakceptowalną jest to, że ustawa jest niezgodna z Konstytucją RP, zasadami rachunkowości oraz porządkiem prawno-gospodarczym cywilizowanych krajów. Burzy to zaufanie do rządu, który do wyborów szedł z hasłami o obronie praworządności, a teraz depcze nie tylko Konstytucję, ale też wszelkie zasady praworządności i porządku prawnego.
Marcin Niemczyk, Citronex Trans Energy sp. z o.o.
Jednak nie tylko przedstawiciele spółek wyrażają taką opinię. Jest ona bowiem zgodna z oceną konstytucjonalistów. Jak czytamy w przygotowanej przez dr. hab. nauk prawnych Jacka Zaleśnego opinii prawnej, niezgodność występuje „na wielu płaszczyznach”. Problemy dot. sześciu konstytucyjnych artykułów i polegają na:
1. Art. 199 ust. 1 Konstytucji RP zakłada konieczność rozpatrywania przez Sejm projektu ustawy w trzech czytaniach – tutaj ten obowiązek został spełniony jedynie „formalnie”.
2. Art. 123 ust. 1 Konstytucji RP zakazuje uchwalania ustaw podatkowych w trybie pilnym – choć w tym przypadku Rada Ministrów nie uznała projektu za „pilny”, to sposób, w jaki go uchwaliła był „pilny” – stało się to w ciągu trzech dni.
3. Art. 2 w zw. z art. 88 Konstytucji RP mówi o „zakazie retroaktywności prawa” w takim zakresie, o jakim mowa w tzw. windfall tax.
4. Art. 2 w zw. z art. 88 Konstytucji RP wnosi „zasadę zaufania uczestników stosunków prawnych do państwa i stanowionego przezeń prawa”, którą omawiany podatek narusza.
5. Art. 31 ust. 3 Konstytucji RP zakłada zasadę proporcjonalności, według której „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty i praw”.
6. Art. 21. w zw. z art. 64 Konstytucji RP wprowadza zasadę, zgodnie z którą Rzeczpospolita Polska „chroni własność, a wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i ze słusznym odszkodowaniem. Własność może być ograniczona tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności”.
Zdanie naukowca reprezentującego Uniwersytet Warszawski potwierdza opinia prawna przygotowana przez specjalistów z Kancelarii Doradztwa Celnego i Podatkowego Rutkowski & wspólnicy (KDCP), przygotowana dla Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Jak czytamy, „uzasadnienie i przedstawiona tam analiza zawierają wyłącznie uogólnione stwierdzenia dotyczące sytuacji rynku paliwowego w Polsce, nie uwzględniając różnej sytuacji uczestników ww. rynku – w tym zwłaszcza braku możliwości realnego wpływania na kształtowanie marż przez importerów”.
Zdaniem prawników, ustawa jest nie tylko jawnym uderzeniem w zasadęlex retro non agit, zabraniającą prawu działać wstecz, ale także stanowi „intensywną ingerencję w sferę konstytucyjną praw majątkowych przedsiębiorców oraz w swobodę wykonywania działalności gospodarczej, gdyż poprzez wysoką stawkę podatku od nadzwyczajnych zysków (…) prowadzi de facto do zajęcia (konfiskaty) prawie całego zysku, o których mowa w Ustawie”.
Wysoki poziom fiskalizmu oraz brak pogłębionej analizy wpływu regulacji (OSR) na zdolność przedsiębiorstw do realizacji inwestycji, prowadzą do powstania poważnych wątpliwości co do spełnienia konstytucyjnego wymogu proporcjonalności koniecznych dla wprowadzania rozwiązań w obszarze danin publicznoprawnych o takiej – jak projektowany podatek od zysków nadzwyczajnych – sile rażenia i wpływu na kluczowy dla bezpieczeństwa państwa segment paliwowy w Polsce.
KDCP
Poprawki, które do treści ustawy wniósł Senat RP, dotyczą wprowadzenia limitu kwoty podatku. Kwota takiej daniny nie mogłaby przekroczyć dochodu ustalonego na potrzeby podatku dochodowego od osób fizycznych lub prawnych. Jeśli chodzi o spółki jawne – ograniczenie odnosiłoby się do zysku bilansowego.
Przejście tej ustawy przez kolejne etapy legislacyjne miałoby sprawić, że zacznie ona obowiązywać w sierpniu br. Podpis Prezydenta RP, finalizujący proces przyjęcia przepisów, oznaczałby objęcie podatkiem nie realnego zysku firm, ale swego rodzaju ich hipotetycznych wyników. W dodatku, odbyłoby się to z mocą wsteczną. Jak wspomnieliśmy wyżej, Konstytucja RP zakazuje prawu działać wstecz – z wyjątkiem określonych sytuacji, do której ta się nie zalicza.
