- WIADOMOŚCI
Cyberbezpieczeństwo zmienia rynek falowników. Europa szuka alternatywy dla Chin
Autor. Envato
Rosnące zagrożenia związane z cyberatakami zwracają uwagę na nowe ryzyko związane z falownikami i łańcuchami dostaw. Jak wskazuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w swoim ostatnim raporcie to część szerszego wyzwania, przed którym stoją rządy w UE: jak zwiększać bezpieczeństwo energetyczne i odporność łańcuchów dostaw nie spowalniając transformacji energetycznej.
Falownik przekształca prąd stały (DC), wytwarzany m.in. przez panele fotowoltaiczne i akumulatory, w prąd przemienny (AC), który może zasilać domy, firmy, fabryki i sieć elektroenergetyczną.
Skala znaczenia tych urządzeń jest ogromna. Zainstalowane obecnie na świecie instalacje fotowoltaiczne mają łączną moc blisko 3 TW i odpowiadają za prawie 9 proc. światowej produkcji energii elektrycznej. Żadna z nich nie mogłaby funkcjonować bez falowników.
Falownik to potencjalny punkt ataku
Falownik steruje instalacją fotowoltaiczną, wiatrową czy magazynem energii BESS. Optymalizuje przepływ mocy, monitoruje wydajność i wspiera bezpieczeństwo sieci. Nowoczesne falowniki są zazwyczaj połączone z internetem i innymi sieciami, co umożliwia ich zdalne sterowanie, ale jednocześnie tworzy potencjalny kanał cyberataku.
Jeśli napastnik uzyska do nich dostęp może potencjalnie kontrolować i modyfikować działanie urządzenia, do którego jest on podłączony. Atak może wykorzystać słabości połączenia internetowego, zabezpieczeń hasłem lub systemu zdalnego sterowania.
IEA zwraca uwagę w swoim raporcie na to, że zagrożenie może pojawić się także w łańcuchu dostaw. Na etapie produkcji w urządzeniu może zostać utworzony tzw. backdoor, czyli nieautoryzowany kanał dostępu. Ryzyko dotyczy również aktualizacji oprogramowania dostarczanych przez producenta, które mogą zawierać złośliwy kod.
Konsekwencje takich ataków mogą obejmować lokalne zakłócenia pracy instalacji, ale także długotrwałe przerwy w dostawach energii.
UE wskazuje państwa wysokiego ryzyka
Komisja Europejska ogłosiła niedawno ograniczenia finansowania ze środków UE, w tym za pośrednictwem Europejskiego Banku Inwestycyjnego i Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, dla projektów słonecznych, wiatrowych i magazynowania energii wykorzystujących falowniki z państw uznanych za „wysokiego ryzyka” pod względem cyberbezpieczeństwa.
Do tej kategorii zaliczają się obecnie Chiny, Rosja, Iran i Korea Północna. Spośród nich Chiny są jedynym znaczącym dostawcą falowników na światowym rynku.
Decyzja Brukseli spotkała się z ostrą reakcją Pekinu. 8 maja 2026 r. chińskie Ministerstwo Handlu skrytykowało nowe ograniczenia, ostrzegając, że mogą one zaszkodzić relacjom handlowym, bezpieczeństwu łańcuchów dostaw i transformacji energetycznej w Europie.
W UE obowiązują także przepisy mające ograniczać ryzyko cyberbezpieczeństwa związane z falownikami i innym sprzętem. Należą do nich dyrektywa NIS2, Akt o cyberodporności oraz kodeks sieciowy dotyczący cyberbezpieczeństwa.
Litwa już ogranicza
Na poziomie państw członkowskich dobrym przykładem jest Litwa. Od maja 2025 r. obowiązują tam ograniczenia i zabezpieczenia dotyczące zdalnego sterowania falownikami. Od maja 2026 r. przepisy obejmują także istniejące instalacje. Część z nich będzie wymagała modernizacji.
Szczegóły dotyczące dokładnego zakresu nowych ograniczeń UE nie zostały jeszcze opublikowane. Powszechnie przewiduje się jednak, że będą one bezpośrednio dotyczyć wyłącznie projektów o skali przemysłowej korzystających z unijnego dofinansowania.
Według prognoz IEA tego rodzaju instalacje będą odpowiadać za około połowę globalnego przyrostu mocy w nadchodzącej dekadzie. Większość mniejszych instalacji mieszkalnych i komercyjnych, często montowanych na dachach, zgodnie z obecnie dostępnymi informacjami nie będzie objęta ograniczeniami.
Europa nie jest jedyna
UE nie jest jedynym regionem podejmującym takie działania. W USA ustawa National Defense Authorization Act z grudnia 2025 r. ograniczyła możliwość wykorzystywania środków na zakup falowników i innych urządzeń od państw uznawanych za „kraje zagrożone”, w tym Chin.
Raport IEA wskazuje także, że Korea Południowa jest w ponad 90 proc. uzależniona od chińskich dostaw falowników. Z kolei na przykład Indie w 2025 r. wprowadziły wymóg, zgodnie z którym falowniki korzystające z programu wsparcia dla dachowej fotowoltaiki mogą przesyłać dane wyłącznie do serwerów hostowanych w Indiach.
Chiny kontrolują produkcję
IEA podaje, że w 2025 r. Chiny odpowiadały za około 80 proc. światowych mocy produkcyjnych falowników wykorzystywanych w instalacjach fotowoltaicznych i akumulatorach. To nieco więcej niż ich udział w globalnej produkcji modułów fotowoltaicznych, ale mniej niż w produkcji płytek krzemowych, gdzie sięga on około 95 proc.
Chińskie falowniki są zazwyczaj najtańszą opcją na większości głównych rynków. Jednocześnie oferują wysoką wydajność, regularne aktualizacje produktów i wysoką niezawodność.
Tymczasem Europa ma drugi co do wielkości udział w światowych mocach produkcyjnych falowników – około 8 proc., czyli około 95 GW.
Co istotne, europejska produkcja falowników jest jednym z nielicznych elementów łańcucha dostaw fotowoltaiki, w którym moce produkcyjne przewyższają obecny popyt. Po uwzględnieniu rozwijającego się rynku magazynów energii BESS europejskie moce nadal wydają się większe od zapotrzebowania.
Sama produkcja w UE nie wystarczy
Europa eksportuje również falowniki, m.in. do Ameryki Północnej, a jednocześnie importuje je z zagranicy. Dotyczy to m.in. mikrofalowników, które są często sprowadzane z Chin.
Nie wiadomo jeszcze, ile europejskich mocy produkcyjnych będzie potrzebnych w związku z nową polityką UE. Dokładny zakres ograniczeń jak wskazuje IEA nie został bowiem ogłoszony, a tylko część instalacji otrzymuje unijne dofinansowanie.
Część istniejącej podaży może zostać skierowana na rynek krajowy zamiast na eksport, a także do projektów objętych unijnym finansowaniem. Alternatywą byłoby zwiększenie lub dostosowanie mocy produkcyjnych, choć modernizacja linii wymagałaby czasu.
Brakujące dostawy mogłyby również pochodzić z państw, które UE nie uznaje za „wysokie ryzyko”, w szczególności z krajów Azji Południowo-Wschodniej.
Falowniki ujawniają szerszy dylemat
Debata o falownikach zdaniem IEA pokazuje szerszy problem, przed którym stoją rządy w UE tworzące strategie przemysłowe. Technologie energetyczne produkowane w Chinach są często najtańsze i bardziej konkurencyjne technologicznie. Ograniczanie zależności od chińskich dostawców nie jest więc proste – nie powinno prowadzić do niepotrzebnego wzrostu kosztów ani spowalniać budowy nowych mocy.
Poszczególne państwa muszą przy tym równoważyć kwestie gospodarcze i bezpieczeństwo energetyczne.
EA nie wskazuje jednego rozwiązania ani konkretnego modelu dla poszczególnych państw. Jednocześnie pokazuje, że cyberbezpieczeństwo coraz mocniej łączy się z polityką przemysłową i bezpieczeństwem energetycznym.
IEA zapowiada kontynuację tego tematu w wydaniu „Energy Technology Perspectives” z 2027 r.





Wybrane okazje dla Ciebie