- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Legislacyjny bubel w imię bezpieczeństwa? Zachód gasi pożary bez niszczenia magazynów energii
Od czasu czwartkowej wypowiedzi ministra energii Miłosza Motyki, temat przepisów przeciwpożarowych proponowanych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) wrócił do dyskusji publicznej. Branża krytykuje resort i ostrzega przed zduszeniem polskiej transformacji, z kolei Państwowa Straż Pożarna nie dopatruje się ze strony MRiT nadmiernej gorliwości. Czy dojdzie do porozumienia w sprawie rozporządzenia WT2026?
”Z perspektywy ochrony przeciwpożarowej proponowane wymagania należy ocenić jako uzasadnione i racjonalne” – tak st. kpt. Wojciech Gralec z wydziału prasowego Biura Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej (PSP) ocenił kontrowersyjne (z perspektywy branży) przepisy, zawarte w WT2026.
Bezpieczeństwo przede wszystkim?
”Magazyn energii elektrycznej w przypadku awarii (pożaru) może stwarzać zagrożenie dla użytkowników budynku oraz stanowić istotne wyzwanie dla prowadzenia działań ratowniczych” – informuje PSP.
YT
”Dlatego ważne są rozwiązania umożliwiające szybkie odłączenie instalacji, wczesne wykrycie zagrożenia oraz ograniczenie skutków ewentualnego pożaru” – podkreślają eksperci Państwowej Straży Pożarnej, w komentarzu udzielonym E24.
Zaproponowane wymagania uwzględniają dostępną wiedzę techniczną oraz zagraniczne wymagania i wytyczne w tym obszarze. Wymagania te są ukierunkowane na zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników budynku oraz ekip ratowniczych, mając na względzie, że aktualnie na rynku dostępne są magazyny energii elektrycznej o zróżnicowanym poziomie bezpieczeństwa w związku z brakiem jednolitych krajowych regulacji dotyczących wprowadzania na rynek tych wyrobów oraz deklarowania ich właściwości użytkowych i stopnia bezpieczeństwa. – stwierdza PSP
W podobnym tonie wypowiada się MRiT. W odpowiedzi udzielonej E24, resort deklarował, że celem nowych przepisów jest „zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, funkcjonalności oraz komfortu użytkownikom poszczególnych budynków”.
„Staramy się, aby przepisy były optymalne, z uwzględnieniem potrzeby wyważenia interesów wszystkich uczestników procesu inwestycyjno-budowlanego” – podkreślało MRiT.
Ogniotrwałe pudełko
W tym miejscu warto przypomnieć propozycje resortu. W przypadku najmniejszych magazynów (o pojemności do 10 kWh) rozporządzenie nakazuje umieszczenie akumulatorów w pomieszczeniu nieprzeznaczonym na stały pobyt ludzi oraz wyposażenie omawianego pomieszczenia w autonomiczną czujkę dymu – wydaje się to racjonalnym minimum.
Jednak schody zaczynają się dla instalacji o większej pojemności. Magazyny o pojemności 10-50 kWh (rynkowy standard dla domów jednorodzinnych) muszą zostać umieszczone w wydzielonym pomieszczeniu technicznym, przeznaczonym wyłącznie do tego celu i spełniającym normy EI 60 (ściany), REI 60 (stropy) i EI 30 (drzwi).
Dzięki temu w ciągu co najmniej godziny pomieszczenie nie zawali się i nie przepuści na zewnątrz płomieni, dymu ani wysokiej temperatury, dając czas na ewakuację. Podobne obostrzenia stosuje się w kotłowniach o mocy powyżej 30 kW, rozdzielniach elektrycznych, stacjach transformatorowych czy serwerowniach.
Autor. E24, Gemini
Z perspektywy przemysłu powyższe wymagania są jak najbardziej zasadne, wręcz standardowe. Jednak dla inwestora i właściciela domku jednorodzinnego, wstawienie certyfikowanych, stalowych drzwi EI 30 to spory rygor i dodatkowy koszt.
Z kolei dla magazynów 50-100 kWh (dedykowanych mniejszym przedsiębiorstwom i małym gospodarstwom rolnym) wymagania rosną jeszcze bardziej: pojawia się bezwzględny wymóg instalacji zaawansowanego systemu sygnalizacji pożarowej (SSP) lub stałego samoczynnego urządzenia gaśniczego (SUG). Dodatkowo, akumulatory muszą być dzielone na grupy o maksymalnej pojemności 50 kWh, z zachowaniem minimalnego, metrowego odstępu między nimi, co utrudnia budowę dedykowanego pomieszczenia.
Według ujawnionych założeń, resort rozwoju przewiduje wprost zakaz instalacji jakichkolwiek magazynów energii w mieszkaniach, na balkonach, w loggiach i na tarasach, a także na strychach oraz poddaszach nieużytkowych.
Przepis ten stanowi potężny cios dla rozwijającego się niezwykle dynamicznie rynku „balkonowej fotowoltaiki” oraz unijnej koncepcji aktywnych, rozproszonych prosumentów w miejskich blokach mieszkalnych.
Branża bije na alarm
Stanowisko resortu nie przekonało przedstawicieli branży, którzy od kilkunastu tygodni biją na alarm, mówiąc o zagrożeniu dla polskiej transformacji energetycznej, wzroście kosztów dla użytkowników i braku logiki.
Dla porównania:
- magazyn do 10 kWh wystarcza na pokrycie podstawowych potrzeb przeciętnego domu jednorodzinnego do 24 godzin (pod warunkiem odłączenia energochłonnych sprzętów)
- magazyn 10-50 kWh pozwala na całkowitą niezależność energetyczną dużego domu jednorodzinnego przez 2-5 dni (w trybie oszczędnym)
- magazyn 50-100 kWh umożliwia funkcjonowanie gospodarstwa rolnego do 24 godzin
„Propozycje są zwyczajnie dziurawe i kulawe – w przypadku magazynów energii pokazują silosowość i brak wyobraźni – przecież mogę mieć w garażu magazyn energii w postaci samochodu kilkukrotnie większy niż stacjonarny” – komentował dla E24 Bartłomiej Orzeł, ekonomista i były pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. Programu Czyste Powietrze.
Z kolei prezes PORT PC Paweł Lachman podkreślał, że „według dostępnych analiz rzeczywisty poziom ryzyka pożarowego jest porównywalny do ryzyka związanego ze sprzętem AGD i wyraźnie niższy niż w przypadku technologii wykorzystujących otwarty ogień”.
Zobacz też

Równocześnie warto zaznaczyć, że pożar baterii litowo-jonowych (na których oparta jest znaczna część magazynów BESS) jest incydentem wyjątkowo trudnym do opanowania. Płonące ogniwa produkują własny tlen, przez co odcięcie go z zewnątrz (np. za pomocą koca gaśniczego) nie rozwiązuje problemu.
W trakcie pożaru dochodzi do emisji toksycznych i skrajnie wybuchowych gazów (m.in. fluorowodoru, tlenków azotu i tlenku węgla), istnieje również wysokie ryzyko ponownego zapłonu - nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin po pozornym ugaszeniu płomieni i wystudzeniu pogorzeliska.
Jak dodaje PSP, celem przepisów techniczno-budowlanych „nie jest całkowite wyeliminowanie możliwości wystąpienia pożaru, lecz ograniczenie możliwości jego powstania, a w razie jego wystąpienia m.in. ograniczenie rozprzestrzeniania się ognia i dymu w budynku”.
Zerknijmy, jak to robią inni
Czas goni – szczególnie jeśli chcemy trzymać się ambitnych celów wyznaczonych przez zieloną transformację. Zgodnie z szacunkami Polskich Sieci Elektroenergetycznych, Polsce potrzeba ok. 10 GW nowych mocy w postaci elastycznych źródeł energii lub magazynów energii, aby zapewnić stabilność sieci do 2032 roku.
Magazyny energii (BESS) stały się niezbędnym elementem transformacji energetycznej, pozwalając m.in. na przesunięcie wykorzystania wyprodukowanej w południe energii słonecznej na wieczorny szczyt zapotrzebowania.
Z perspektywy prosumentów, nastawionych na autokonsumpcję, instalacja tego typu jest konieczna do opłacalności inwestycji w OZE i przejścia na rozliczenia wartościowe oparte na cenach giełdowych.
Czy w takim wypadku propozycja MRiT rzeczywiście może być zbyt rygorystyczna? Ostatecznie, Polska nie jest jedynym krajem rozwijającym magazyny energii – nie jest również liderem.
Wśród państw członkowskich UE są nimi zdecydowanie Niemcy – łączna pojemność magazynów energii BESS w kraju wynosi ok. 25,5 GWh, najwięcej w Europie. Kwestie bezpieczeństwa reguluje tam w głównej mierze norma, która precyzyjnie definiuje wymogi dla domowych magazynów energii z bateriami litowymi.
Zamiast skupiać się na ścianach, Niemcy skupiają się na akumulatorach. Kluczowym wymogiem jest zdanie przez baterię tzw. testu propagacji. Oznacza to, że nawet w przypadku najgorszego scenariusza (ucieczki termicznej) w pojedynczym ogniwie, pożar i wysoka temperatura nie przeniosą się na sąsiednie ogniwa oraz nie doprowadzą do zniszczenia i rozerwania zewnętrznej obudowy urządzenia.
Jeśli magazyn poprawnie przejdzie test, może być instalowany wewnątrz budynków, w piwnicach i pomieszczeniach gospodarczych.
Z kolei we Włoszech (ok. 18,8 GWh w BESS) – gdzie niedawno przeprowadzono aktualizację przepisów przeciwpożarowych – podzielono magazyny energii na kategorie technologiczne, lokacyjne (na zewnątrz, w kontenerach, w budynkach) i funkcjonalne. Skoncentrowano się na prewencji ucieczki termicznej, a ciężar odpowiedzialności przesunięto częściowo na inżynierów, projektantów i wykonawców.
Przepisy faworyzują ogniwa i moduły BESS posiadające rygorystyczny certyfikat UL9540A, będący „złotym standardem” oceny rozprzestrzeniania pożaru w systemach bateryjnych i zapobiegający ucieczce termicznej.
Dodatkowo wprowadzono warunek umieszczenia komponentów w wydzielonych, dedykowanych przedziałach technicznych o potwierdzonej odporności ogniowej na poziomie minimum REI 30 lub EI 30, a także obligatoryjny wymóg instalacji zaawansowanych, automatycznych systemów detekcji i sygnalizacji pożaru.
Włoska legislacja również mówi o standardach odporności ogniowej, odległościach, zaawansowanych systemach detekcji i sygnalizacji pożaru czy rozwiązaniach konstrukcyjnych radzących sobie z wybuchem gazów. Jednak rygor zaproponowany przez Rzym nie ogranicza rozwoju rynku - co widać po prężnie rozwijającej się branży.
Legislacyjna nadgorliwość czy nieudolność?
Według źródła zbliżonego do Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ), zaproponowanie tak zapobiegliwych przepisów przeciwpożarowych ze strony resortu rozwoju i technologii może wynikać z kwestii braku ustandaryzowanej certyfikacji.
Jak podał informator E24, to brak norm przeciwpożarowych (dotyczących konkretnie magazynów energii) może zwiększać presję na stosowanie jak najszerszych i jak najbardziej zapobiegliwych obostrzeń. Ostatecznie, nikt nie chce odpowiadać za ludzką tragedię wywołaną legislacyjnym czy inżynieryjnym niedopatrzeniem. Pośrednio potwierdzają to również metody, jakie zastosowały inne kraje UE.
Niestety, równocześnie skutkuje to ryzykiem zastopowania rozwoju magazynów energii w Polsce, a to z kolei uderza w proces elektryfikacji kraju i spowalnia transformację energetyczną.
Biorąc pod uwagę, jak zaawansowane, przemyślane i zróżnicowane są rozwiązania przeciwpożarowe stosowane przez Niemcy czy Włochy, wygląda na to, że osoby odpowiedzialne za propozycje zawarte w WT2026 zdecydowały się na pójście „linią najmniejszego oporu”.
W efekcie składane propozycje być może i zapewnią konsumentom większe bezpieczeństwo – jednak ostatecznie przede wszystkim zniechęcą ich do inwestycji w magazyny energii, ponieważ proces ich instalacji okaże się zbyt drogi, czasochłonny i skomplikowany.
Rozwiązania stosowane przez naszych zachodnich sąsiadów pokazują, że interesy bezpieczeństwa publicznego i transformacji energetycznej są do pogodzenia. Problemem nie jest konieczność zachowania bezpieczeństwa, na co kładzie nacisk PSP. Problemem jest brak zniuansowania przepisów i dostosowania ich do rzeczywistości technologicznej i rynkowej.
Pogodzenie tych interesów wymaga jednak zastanowienia się nad długofalowymi skutkami ekonomicznymi i gospodarczymi rozwiązań legislacyjnych, a także realnej, szeroko zakrojonej pracy ministerialnej, obejmującej wymierne konsultacje społeczne oraz dialog ze środowiskiem biznesowym i inżynieryjnym.
Zdecydowanie nie widać tego podejścia w przedstawionej przez MRiT Ocenie Skutków Regulacji, gdzie lakonicznie stwierdzono, że proponowane przepisy „nie są »surowsze« niż wymagania i wytyczne stosowane w innych rozwiniętych krajach zarówno na terenie UE, jak i poza nią. Ich »rygor« należy oceniać przez pryzmat proporcjonalności do ryzyka”.
Informator E24 zapewnia jednak, że resort klimatu i środowiska "od dawna rozmawia z MRiT" i jest bliski osiągnięcia porozumienia poprzez złagodzenie przepisów - tak, aby nie wpływały negatywnie na rynek magazynów energii.



