- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Pierwsze sto dni wojny, końca nie widać. Windfall tax a bezpieczeństwo paliwowe Polski
Po pierwszych stu dniach konfliktu na Bliskim Wschodzie rynek ropy i paliw przestaje zachowywać się jak po krótkotrwałym szoku cenowym, a zaczyna funkcjonować w warunkach przedłużającego się kryzysu bezpieczeństwa dostaw.
Gdy konsumenci płacą więcej za paliwa, polski rząd szuka źródła finansowania działań osłonowych i pracuje nad podatkiem od nadzwyczajnych zysków w sektorze paliwowym. Intencja polityczna jest zrozumiała, ale problem polega na tym, że w sektorze paliwowym nie każda firma, która ma wyższe przychody przy droższej ropie naftowej, osiąga automatycznie nadzwyczajny zysk.
Większy niż szok lat 70.
Krótkie zaburzenie można przeczekać, obsłużyć zapasami, przesunięciem dostaw, droższym frachtem albo czasowym uwolnieniem rezerw. Długotrwały kryzys zmienia już rachunek ekonomiczny całego sektora: od wydobycia, przez rafinerie, po logistykę, handel hurtowy, zapasy obowiązkowe i stacje paliw.
Obecny kryzys nie jest już wyłącznie problemem ceny ropy naftowej. Jest problemem fizycznej dostępności energii, logistyki, transportu morskiego i odporności całego systemu.
Atul Arya, Senior Vice President & Chief Energy Strategist w S&P Global Energy podczas konferencji „Middle East Petroleum and Gas Conference” w Londynie powiedział, że świat doświadcza jednego z największych kryzysów dostaw energii od embarga naftowego z 1973 r. – przy czym obecne zakłócenie ma obejmować ok. 16 proc. globalnej podaży ropy, czyli dwukrotnie więcej niż szok z lat 70.
Arya zwracał uwagę, że błędem jest patrzenie wyłącznie na cenę baryłki. Zakłócenia obejmują nie tylko ropę, ale również produkty gotowe: olej napędowy, paliwo lotnicze, surowce petrochemiczne i komponenty do produkcji nawozów sztucznych.
Szczególnie ważne dla Europy jest paliwo lotnicze, ponieważ ok. 45 proc. europejskiego zapotrzebowania jest powiązane z systemem rafineryjnym Bliskiego Wschodu. To oznacza, że kryzys szybko przenosi się z rynku surowcowego na rynek gotowych produktów, transport lotniczy, logistykę i koszty operacyjne gospodarki.
Zapasy i logistyka kupiły czas
Podobnie Philippe Khoury, Executive Vice President Sales & Trading w ADNOC, podkreślał na wspomnianej konferencji, że rynek przetrwał pierwsze 90 dni zakłóceń dzięki zapasom, uwalnianiu rezerw strategicznych, osłabieniu popytu i zmianom logistycznym.
W jego ocenie, jeśli zakłócenia utrzymają się przy odbudowie popytu, rynek może przejść z fazy zarządzania wyższymi cenami do fazy realnych niedoborów fizycznych.Ten wątek jest kluczowy dla oceny polskiego projektu windfall tax.
Dlatego podkreślę raz jeszcze – jeżeli kryzys nie dotyczy wyłącznie ropy naftowej, ale obejmuje już także paliwa gotowe, gaz ziemny, siarkę, nawozy sztuczne, ubezpieczenia cargo, dostępność załóg i inne ryzyka, to konstrukcja podatku nie powinna być ani wybiórcza, ani oderwana od realnych kosztów utrzymania dostaw.
Polski projekt na tle UE
Wysoka cena baryłki ropy naftowej zwiększa wartość sprzedaży, ale równocześnie podnosi koszt zakupu paliw, koszt finansowania zapasów, koszt zabezpieczenia transakcji, koszt ubezpieczenia i wartość kapitału zamrożonego w logistyce.
W warunkach wojny ten mechanizm staje się jeszcze bardziej niebezpieczny, ponieważ pieniądz potrzebny jest nie tylko do zarabiania, ale także do utrzymania ciągłości dostaw na rynek krajowy oraz do Ukrainy, która pozostaje zależna od stabilnych dostaw paliw w warunkach wojny obronnej przeciw Rosji.
Na dziś Polska jest jedynym państwem UE, które zapowiedziało konkretny krajowy windfall tax w reakcji na obecny kryzys. Równolegle pięć państw: Niemcy, Włochy, Hiszpania, Portugalia i Austria, wezwało w kwietniu br. Komisję Europejską do przygotowania rozwiązania okołounijnego.
Kto naprawdę zarabia na kryzysie
Obecny kryzys pokazuje różnicę między zyskiem księgowym, rentą surowcową i realną zdolnością finansowania dostaw. Największymi beneficjentami ponadnormatywnego wzrostu cen ropy naftowej, gazu ziemnego i paliw są zwykle te podmioty, które mają dostęp do własnego wydobycia oraz mogą przerabiać surowiec na paliwa gotowe.
Zintegrowany koncern zarabia na kilku etapach łańcucha wartości jednocześnie. Firma, która działa głównie w handlu, imporcie, logistyce albo dystrybucji, musi natomiast kupować droższy towar, zabezpieczać, przewozić i utrzymywać większą wartość zapasów. To nie jest zarzut wobec konkretnego podmiotu, lecz opis różnicy między modelami biznesowymi w sektorze paliwowym.
Płynność jest królem
To nie jest techniczny detal, tylko sedno problemu. Wysokie ceny paliw oznaczają większe zapotrzebowanie na kapitał obrotowy.
Jeżeli tona paliwa kosztuje więcej, więcej pieniędzy trzeba przeznaczyć na jej zakup, większe są limity kredytowe, większa wartość zabezpieczeń, większe ryzyko zmienności cen i większe obciążenie związane z zapasami obowiązkowymi.
Państwo może więc w praktyce próbować opodatkować nie tylko nadzwyczajną rentę, ale również pieniądze potrzebne firmom do utrzymania ciągłości dostaw.
Gaz ziemny testem spójności podatku
Polski projekt różni się od klasycznego europejskiego podejścia właśnie tym ryzykiem. Unijne rozwiązanie z 2022 r. było projektowane jako solidarnościowa składka od nadwyżkowych zysków sektora paliw kopalnych. Obejmowało ropę, gaz, węgiel i rafinerie, a minimalna stawka wynosiła 33 proc. nadwyżkowych zysków. Logika tego rozwiązania była szeroka: skoro kryzys energetyczny dotyczył paliw kopalnych jako całości, danina miała obejmować ropę naftową, gaz ziemny, węgiel i rafinerie.
W polskiej debacie szczególnie problematyczny jest wątek gazu ziemnego. Jeżeli gaz ziemny w nowym polskim podatku zostałby pominięty albo potraktowany łagodniej, trudno byłoby mówić o konsekwentnym podatku od nadzwyczajnej renty energetycznej.
A przecież obecny kryzys bliskowschodni nie dotyczy wyłącznie ropy naftowej. Gaz ziemny i koszty energii są częścią tego samego układu naczyń połączonych. Khoury wskazuje, że w czasie obecnego kryzysu straty produkcji LNG, wzrost cen LNG oraz dłuższa perspektywa odbudowy infrastruktury mają istotne znaczenie.
Dwa ostrzeżenia
Różnica dotyczy także tego, kogo opodatkowuje się w praktyce.
W Wielkiej Brytanii dodatkowy podatek od nadzwyczajnych zysków objął przede wszystkim producentów ropy i gazu z Morza Północnego. Po doliczeniu go do istniejących obciążeń sektorowych łączne opodatkowanie ich zysków sięgało ok. 75 proc., a danina (tzw. Energy Profits Levy) została przedłużona do 2029 r.
Przykład z Włoch pokazuje natomiast, jak ważne jest precyzyjne zaprojektowanie takiego podatku. Tamtejszy podatek od nadzwyczajnych zysków energetycznych został częściowo zakwestionowany przez sąd konstytucyjny, m.in. z powodu sposobu zdefiniowania podstawy opodatkowania.
To ważna lekcja dla Polski: windfall tax musi być rozwiązaniem dobrze skalibrowanym, opartym na jasnych kryteriach i odpornym na zarzut nierównego traktowania firm. W przeciwnym razie zamiast stabilizować rynek, może stać się źródłem politycznych, prawnych i regulacyjnych dyskusji.
Gdy podatek zjada płynność
Największe ryzyko polega na tym, że podatek wprowadzony w czasie trwającej wojny może odebrać część zysków firmom, gdy te muszą finansować droższy towar, droższe zapasy, większe zabezpieczenia i bardziej ryzykowną logistykę.
To jest szczególnie niebezpieczne przy braku sygnałów o szybkim zakończeniu konfliktu. Jeżeli rynek może przejść do wspomnianej już fazy niedoborów paliw, to stabilność finansowa uczestników rynku stanie się elementem bezpieczeństwa paliwowego kraju.
Skutek może być odwrotny od zamierzonego. Rząd, chcąc sfinansować obniżki podatków dla konsumentów, może nieświadomie osłabić konkurencję na rynku paliwowym. Mniejsze albo niezależne firmy mogą ograniczyć skalę działania, zmniejszyć import, zredukować aktywność handlową albo rezygnować z bardziej ryzykownych kontraktów. W efekcie rynek paliwowy może stać się bardziej skoncentrowany, mniej konkurencyjny i mniej odporny na kolejne zakłócenia.
Końca wojny nie widać
Po stu dniach wojny na Bliskim Wschodzie najważniejszy wniosek dla Polski jest prosty – to nie jest moment na podatkowe eksperymenty. Windfall tax może być zasadny, jeśli rzeczywiście odbiera część nadzwyczajnej renty tym, którzy ją osiągnęli.
Dlatego polski projekt powinien bardzo precyzyjnie rozróżniać rentę rafineryjną, rentę wydobywczą, efekt wyceny zapasów, marżę handlową i realny przepływ gotówki. Powinien także uwzględniać koszty finansowania zapasów obowiązkowych, zabezpieczeń i działalności importowej. Bez tego państwo może opodatkować nie nadzwyczajny zysk, ale zdolność firm do utrzymywania bezpieczeństwa dostaw.
W warunkach braku sygnałów o zakończeniu wojny wysokie ceny paliw oznaczają większe zapotrzebowanie na kapitał, większe koszty zapasów i większe ryzyko logistyczne. Odebranie firmom części tej płynności może więc nie obniżyć cen paliw, lecz osłabić konkurencję, ograniczyć import i zmniejszyć odporność rynku paliwowego w Polsce dokładnie wtedy, gdy ta odporność będzie najbardziej potrzebna.



