- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Dostawy ropy do Polski na celowniku. Huti blokują kluczową cieśninę
Autor. E24/mapy Google
Konflikt na Bliskim Wschodzie eskaluje. Po zablokowaniu przez Iran cieśniny Ormuz, rebelianci Huti informują o rozpoczęciu podobnej blokady na innym, kluczowym szlaku transportowym. „Blokada cieśniny Bab al-Mandab oznacza potencjalnie bardzo duże problemy dla światowej gospodarki – tym większe, że cieśnina Ormuz ponownie została zablokowana” – mówi w komentarzu dla E24 Marcin Krzyżanowski, iranista, ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
Jak zaznacza Krzyżanowski, rebelianci Huti już w 2023 r. pokazali, że są w stanie skutecznie blokować cieśninę Bab al-Mandab, a przynajmniej bardzo mocno zakłócać jej przepustowość.
Niezależni, ze wsparciem Iranu
„We wtorek dotarły do nas informacje o tym, że saudyjskie tankowce zostały zmuszone do zwrócenia z ustalonego kursu – miały trafić do portu jednego z krajów Azji Południowej” – dodaje ekspert.
Podczas gdy siły USA przeprowadzają dwunasty z rzędu dzień ataków na Iran, jemeńscy rebelianci Huti przyznali się do ataku na dwa saudyjskie tankowce – mieli na nie skierować drony i rakiety za rzekome naruszenie blokady morskiej. Rzecznik wojskowy grupy, Yahya Saree, obiecał kontynuuować operacje morskie i egzekwować zasadę „oblężenie za oblężenie”.
W efekcie prezydent USA Donald Trump zagroził rebeliantom na portalu Truth Social: „Stany Zjednoczone pociągną Iran do odpowiedzialności, ponieważ Huti są zastępcą i/lub pełnomocnikiem Iranu, a jeśli rebelianci przeprowadzą dalsze ataki, Iran i oczywiście sami Huti zostaną ukarani poważnymi sankcjami militarnymi”.
Autor. Truth Social / @realDonaldTrump
Grupa Huti liczy ok. 200 tys. bojowników, reprezentujących zajdycki odłam szyizmu. Wyłonili się z trwającej wiele lat wojny domowej w Jemenie (do końca 2021 r. zginęło w niej ok. 377 tys. osób, a 4 mln zostały przesiedlone) i stali się najpotężniejszą siłą polityczną w kraju. Stolicę Jemenu, Sanę, zdobyli w 2014 r., a rok później obalili wspieranego przez Zachód prezydenta Abd-Rabbu Mansoura Hadiego. Jego sojusznicy w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich kontynuują wysiłki, mające na celu wyparcie Hutich.
”Huti to organizacja niezależna, działająca na własny rachunek. Równocześnie bardzo ściśle współpracują z Iranem” – podkreśla Krzyżanowski. „Teheran zapewnia Huti wsparcie nie tylko w postaci dostaw uzbrojenia (w szczególności amunicji artyleryjskiej oraz systemów dronowych), ale również wsparcie wywiadowcze. Iran pomaga również identyfikować cele morskie – jednostki, które chcą przepłynąć przez cieśninę”.
Jak podaje Reuters, siły morskie UE w regionie Aspides zaleciły w środę, aby „statki handlowe powiązane z interesami Izraela, Stanów Zjednoczonych lub Arabii Saudyjskiej unikały przepływania przez Morze Czerwone i Zatokę Adeńską do czasu obniżenia poziomu zagrożenia”.
Cios w Europę
Nazwa Bab al-Mandab (z arabskiego: Brama Łez lub Wrota Żalu) odnosiła się zwyczajowo do trudnych warunków żeglugowych, jakie panują w cieśninie łączącej Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. W swoim najwęższym punkcie liczy zaledwie 29 km szerokości, a zablokowanie jej przez rebeliantów Huti może doprowadzić do łez również globalny handel – w tym surowcami energetycznymi.
Cieśnina Bab al-Mandab to brama do Morza Czerwonego, przez które z kolei dopływa się do Kanału Sueskiego. To właśnie dlatego pozostaje ona krytycznym szlakiem dla globalnego handlu: jest najkrótszą drogą morską, łączącą azjatyckie i europejskie rynki.
Autor. IMF Port Watch
Codziennie przez cieśninę przepływa ok. 70 statków, łącznie – 15 proc. światowego wolumenu kontenerowego handlu morskiego, 1,36 mln ton towarów: tekstylia, sprzęt AGD, zboża, a także nawozy, rudy metali, węgiel, ropa i LNG.
I choć to cieśnina Ormuz stanowi główne wąskie gardło dla globalnego eksportu węglowodorów i produktów chemicznych, to Bab al-Mandab dostarcza ropę naftową (ok. 12 proc. światowego handlu) i LNG (ok. 8 proc.) przede wszystkim do Europy i Ameryki Północnej. W efekcie kryzys energetyczny, który poprzednio w największym stopniu uderzył w kraje Azji (m.in. Japonię, Koreę Południową czy Indie), teraz jeszcze mocniej odbije się na rynku europejskim.
Transport ropy przez Bab al-Mandab odegrał istotną rolę w zmniejszeniu presji na światowe rynki energetyczne - to właśnie przez tę trasę przepływała ropa z Arabii Saudyjskiej, która dociera m.in. do Polski. Zgodnie z danymi z kwietnia ok. 40 proc. ropy przerabianej przez Orlen pochodzi z Saudi Aramco, której dostawy kierowano właśnie do portu Janbu nad Morzem Czerwonym.
Autor. EIA
Obecnie ze względu na ataki rebeliantów Huti i konflikt amerykańsko-irański, ruch przez Bab al-Mandab zmalał niemal o połowę. Podczas ostatniej blokady (polegającej na regularnym ostrzale przez Hutich statków handlowych) jesienią 2023 r., stawki ubezpieczeń od ryzyka wojennego wzrosły na tyle, że globalni armatorzy zdecydowali się przekierować floty na południe.
Nowa trasa biegła przez Przylądek Dobrej Nadziei, a czas dostawy towarów zwiększył się o 10-14 dni, a indeksy kosztów frachtu kontenerowego wzrosły ponad dwukrotnie. Z kolei wolumeny ropy transportowanej przez Bab al-Mandab skurczyły się z 9,3 mln baryłek dziennie (2023 r.) do 4,2 mln baryłek (2024 r.). Wówczas szok podażowy został złagodzony przez dostawy od państw spoza OPEC+, jednak tym razem globalne rynki przeznaczyły już część zapasów na ograniczanie negatywnych efektów kryzysu spowodowanego blokadą cieśniny Ormuz.
Żyjąc duchem rewolucji
Wstępne porozumienie pokojowe między Iranem a USA z czerwca bieżącego roku okazało się jeszcze bardziej kruche, niż początkowo zakładano. W odpowiedzi na utrudnianie przepływu i ataki na statki handlowe w cieśninie Ormuz, przeprowadzane przez irański reżim, USA wznowiły działania zbrojne wobec Teheranu.
Od dwunastu dni lotnictwo Stanów Zjednoczonych przeprowadza serie ataków na Iran, celując w magazyny rakiet, radary, systemy obrony powietrznej, jednak irańskie media państwowe mówią również o ostrzałach infrastruktury transportowej i infrastruktury cywilnej o charakterze krytycznym (np. zniszczenie pięciu mostów w prowincji Hormozgan).
Zobacz też

Jednak jak zaznacza ekspert, straty, jakie ponosi Iran, są poważne, ale wciąż zbyt małe, by móc złamać reżim.
>”Republika Islamska przygotowywała się do tej wojny od bardzo wielu lat. Wyciągała wnioski zarówno z własnych doświadczeń z wojny z Irakiem, jak i z obserwacji interwencji amerykańskiej w Iraku i Afganistanie. Do tego cały czas rozbudowywała swoją podziemną infrastrukturę zbrojeniową, przygotowując się właśnie na taki scenariusz – intensywnych nalotów amerykańskich, izraelskich, bądź ze strony obu tych krajów” @ zaznacza Krzyżanowski
„Złamanie Teheranu z powietrza będzie bardzo trudnym zadaniem, o ile w ogóle będzie to możliwe. Zakładam, że Iran jest w stanie przetrwać kilka miesięcy tego typu kampanii, jednocześnie trzymając światową gospodarkę jako zakładnika” – dodaje ekspert. „Trzeba pamiętać, że blokada cieśniny Ormuz nie jest realizowana jako cel symboliczny, tylko po to, by wywrzeć presję na światową ekonomię. Jest obliczona na zwyżkę cen paliw i nawozów, która ma doprowadzić do ustępstw ze strony Waszyngtonu”.
"Iran nie walczy o realizację jakiegoś pomniejszego celu. Z punktu widzenia Republiki Islamskiej jest to walka o przetrwanie i o najwyższe stawki. Stąd też mała podatność Iranu na jakiekolwiek naciski czy negocjacje"
podkreśla Krzyżanowski
”Za wszelką cenę chcą uniknąć tak zwanego systemu rundowego, czyli sytuacji, w której co kilka miesięcy Stany Zjednoczone czy Izrael, wspólnie bądź osobno, bombardują Iran, systematycznie degradując jego możliwości obronne oraz bazę przemysłową” – dodaje.
”Trzeba pamiętać o tym, że Republika Islamska powstała w wyniku rewolucji. Żyjąc duchem rewolucji, oporu i męczeństwa, władza nie podda się i nie ustąpi” – mówi Krzyżanowski.



