Reklama
Reklama
Reklama
  • sponsorowane
  • WYWIADY
  • W CENTRUM UWAGI

Największa polska farma wiatrowa na morzu zamyka kluczowy etap. Dyrektor zarządzający Baltica 2 z Ørsted: „W offshore każdy szczegół ma znaczenie”

Baltica 2 instalacja monopali
Baltica 2 instalacja monopali
Autor. Orsted materiały prasowe

Zakończenie instalacji 111 gigantycznych monopali na dnie Bałtyku to nie tylko inżynieryjny sukces, ale wygrany wyścig z czasem. Budowa największej morskiej elektrowni wiatrowej w Polsce wchodzi w decydującą fazę. W rozmowie z E24 dyrektor zarządzający Baltica 2 z Ørsted, Ulrik Lange zdradza kulisy budowy tego ogromnego projektu infrastrukturalnego, ocenia potencjał i konkurencyjność rynkową polskich firm oraz mówi, czemu w offshore każdy szczegół ma znaczenie.

Magdalena Melke, E24: Firmy Ørsted i PGE ogłosiły właśnie pomyślne zamontowanie wszystkich 111 monopali w projekcie Baltica 2. Dlaczego ten kamień milowy jest tak ważny i jak, z Pana perspektywy inżynierskiej i menedżerskiej, wpłynie on na kolejne etapy budowy morskiej elektrowni wiatrowej?

Ulrik Lange, dyrektor zarządzający morskiej farmy wiatrowej Baltica 2 z Ørsted: Z technicznego punktu widzenia element ten nazywa się fundamentem, ale z punktu widzenia budowy stanowi on podstawę całej morskiej farmy wiatrowej. Konstrukcje te mają ogromne rozmiary i stanowią kluczowe elementy projektu.

O jakiej skali mówimy?

Monopale mogą osiągać długość nawet 100 metrów – co odpowiada długości boiska do piłki nożnej – i ważyć do 1900 ton. Do tej pory zainstalowaliśmy 107 monopali dla turbin oraz dodatkowe cztery dla morskich podstacji, co daje łącznie 111 sztuk. Obecnie montujemy elementy, które określamy jako konstrukcje pomocnicze.

Do monopalu mocowane są tzw. dodatkowe struktury stalowe (z ang. secondary steel): platforma cumowania dla statków serwisowych, klatka anodowa zapobiegająca korozji oraz dwie platformy (wewnętrzna i zewnętrzna).

Był to dla nas ważny krok, ponieważ w zasadzie wszystkie pozostałe prace morskie i instalacyjne mogą być teraz prowadzone niezależnie. Oznacza to, że można przystąpić do instalacji kabli wewnętrznych, czyli przewodów łączących poszczególne turbiny.

Ponadto na zamontowanych fundamentach możemy posadowić cztery morskie stacje elektroenergetyczne, a także ułożyć kable eksportowe łączące te stacje z lądem. Wreszcie otwiera to drogę do samego montażu turbin. Gdybyśmy nie dotrzymali terminu 1 listopada, objąłby nas zakaz palowania, co zmusiłoby nas do demobilizacji i wznowienia prac dopiero w maju przyszłego roku.

Jaki jest powód ustalenia właśnie tego terminu?

Termin ten jest związany z zapewnieniem dobrostanu ssaków morskich. Od 1 listopada do 1 maja obowiązują surowe przepisy dotyczące hałasu, uniemożliwiające nam prowadzenie intensywnych prac palowych. Niedotrzymanie tego terminu spowodowałoby poważne konflikty między kolejnymi etapami instalacji.

Dotarcie do tego punktu nie było łatwe. Wymagało skrupulatnego planowania obejmującego wstępny projekt, proces przetargowy i zamówienia. Zawarliśmy wszystkie umowy na kluczowe komponenty i usługi, przewidzieliśmy potencjalne ryzyka, opracowaliśmy strategie mitygacji oraz plany awaryjne, a także utrzymywaliśmy ścisły dialog z naszymi wykonawcami, aby zapewnić precyzyjną i terminową realizację.

To ważny kamień milowy, a jednocześnie pierwsza kampania instalacyjna na morzu, którą realizujemy w ramach projektu Baltica 2.

Realizacja projektu o mocy 1,5 GW wymaga zarządzania złożonymi zależnościami. W jaki sposób firma Ørsted koordynuje logistykę i pracę wielu wykonawców, aby ograniczyć opóźnienia na tak rozległym morskim placu budowy?

Chociaż publicznie deklarujemy, że wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem, w rzeczywistości wyprzedzamy terminy. Wolimy dotrzymywać obietnic niż składać zbyt ambitne deklaracje. To osiągnięcie wiąże się z zarządzaniem licznymi powiązaniami między umowami a procesem produkcji. Jest to ogromna operacja logistyczna: produkcja monopali w Niemczech, ich transport do naszego portu instalacyjnego, mobilizacja oraz załadunek na statki instalacyjne.

Odnotowaliśmy minimalną liczbę awarii statków, ponieważ nasi wykonawcy byli w pełni przygotowani i skoncentrowani na terminowej dostawie. Ta płynna realizacja wynika ze ścisłej współpracy między działami projektowania, produkcji, transportu i instalacji.

Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do posiadania odpowiednich ludzi. Ørsted dysponuje szerokim zespołem wysoce doświadczonych ekspertów w dziedzinie energetyki morskiej, którzy rozumieją ryzyko i potrafią proaktywnie eliminować przeszkody.

Wynika to z 30-letniego doświadczenia firmy Ørsted, zwłaszcza że morska farma wiatrowa  o mocy 1,5 gigawata jest przedsięwzięciem niezwykle złożonym.

Jest to olbrzymi projekt infrastrukturalny. Moc 1,5 GW odpowiada zużyciu energii przez 2,5 miliona polskich gospodarstw domowych.

Nie chodzi tylko o zamontowanie turbin; budujemy morską farmę wiatrową, która stanie się kluczowym elementem polskiej infrastruktury energetycznej.

Ulrik Lange, dyrektor zarządzający morskiej farmy wiatrowej Baltica 2 z Ørsted
Ulrik Lange, dyrektor zarządzający morskiej farmy wiatrowej Baltica 2 z Ørsted
Autor. Ørsted materiały prasowe

Jak polski rynek morskiej energetyki wiatrowej wypada na tle innych rynków, na których Państwo działali, takich jak np. Tajwan?

Istnieje znacząca różnica. Na Tajwanie początkowe podejście skupiało się na projektach demonstracyjnych. Zbudowaliśmy elektrownię Formosa 1 o mocy 128 megawatów, co pozwoliło nam nawiązać współpracę z lokalnymi dostawcami, zapoznać się z ramami regulacyjnymi oraz zdobyć bezcenne doświadczenie na nowym rynku przed rozpoczęciem realizacji większych przedsięwzięć. Następnie kierowałem projektem Changhua 1 i 2a o mocy 900 megawatów, a obecnie kończymy realizację projektów Changhua 2b i 4 o mocy 920 megawatów.

Natomiast podczas gdy na Tajwanie stopniowo zbudowaliśmy około dwóch gigawatów w ramach trzech projektów, w Polsce od razu rozpoczynamy od projektu o mocy 1,5 gigawata jako naszego debiutu. Nie mamy tu takiej samej stopniowej krzywej uczenia się.

Oznacza to, że wszystko musi się udać za pierwszym razem. Nie mają Państwo luksusu popełniania błędów.

Oczywiście nie chcieliśmy ponieść porażki również w przypadku projektu o mocy 128 megawatów, ale konsekwencje nie byłyby tak poważne, jak w przypadku projektu o skali 1,5 gigawata. Pod względem kulturowym i politycznym każdy nowy rynek jest wyjątkowy.

Jak wyglądają ramy regulacyjne w Polsce w porównaniu z innymi krajami?

Współpraca z PGE w Polsce – podobnie jak partnerstwa, z których korzystaliśmy na Tajwanie – okazała się nieoceniona. Nie polegamy wyłącznie na naszych partnerach, ale czerpiemy od nich kluczową wiedzę na temat ram regulacyjnych i lokalnego kontekstu. Poruszanie się w tych realiach jest niezbędne, zwłaszcza że decydenci i organy regulacyjne często wciąż zapoznają się ze specyfiką naszej działalności.

Częścią naszej roli jest edukowanie kluczowych interesariuszy. Niedawno zaprosiliśmy przedstawicieli polskiego rzadu oraz lokalnej administracji na morze, aby na własne oczy mogli zobaczyć, jak wygląda kampania instalacyjna, ponieważ trudno jest wyobrazić sobie skalę prac w odległości 40 kilometrów od brzegu.

Zabrali ich Państwo na statek?

Dokładnie. Popłynęliśmy z nimi na miejsce. Oprócz widoczności operacyjnej nadrzędną ambicją, łączącą Tajwan i Polskę, jest rozwój morskiej energetyki wiatrowej. Kolejnym wyzwaniem jest analiza tego zagadnienia z perspektywy strategicznej – a konkretnie wspólnego celu, jakim jest budowa lokalnego przemysłu i łańcuchów dostaw. To właśnie jest najtrudniejsze.

Porównanie Polski i Tajwanu może być skomplikowane, ale opierając się na swoim doświadczeniu, jak oceniłby Pan gotowość do współpracy oraz poziom wiedzy branżowej wśród polskich decydentów politycznych i biznesowych?

Polityczna ambicja rozwoju sektora i budowania lokalnych kompetencji jest bezsprzecznie obecna. Widzimy silne wsparcie ze strony rządu i lokalnych przedsiębiorstw energetycznych. Rozumiemy ten priorytet i aktywnie się w niego wpisujemy.

Z biznesowego punktu widzenia naszym celem jest budowa tych farm wiatrowych w sposób jak najbardziej wydajny i opłacalny. Jeśli korzystanie z usług lokalnych dostawców zapewnia korzyści logistyczne i finansowe, jest to oczywisty wybór.

Polskie fabryki produkują 75% pomocniczych elementów stalowych dla projektu Baltica 2. Jak ocenia Pan możliwości polskich firm i ich potencjał do szerszego udziału w łańcuchu dostaw morskiej energetyki wiatrowej?

Polska działa w tej branży już od dłuższego czasu – niekoniecznie jako dostawcy tzw Tier 1, ale jako kluczowi poddostawcy w łańcuchu dostaw komponentów dla morskich stacji eleketroenergetycznych, fundamentów i kabli. Chociaż historycznie nie odbywało się to na ogromną skalę, już wcześniej z powodzeniem korzystaliśmy z usług polskich producentów.

Obecnym priorytetem jest zbudowanie zaufania do stałego strumienia polskich projektów, co da branży pewność potrzebną do inwestowania, rozwijania potencjału i zwiększania skali działalności. Przy ocenie kontraktów, jeśli dostawca nie posiada wymaganych możliwości finansowych lub technicznych, jego wybór wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem w porównaniu ze sprawdzonymi międzynarodowymi alternatywami.

Jednak lokalna gotowość do współpracy jest duża. Jak Państwo zauważyli, 75% naszych elementów konstrukcji pomocniczych pochodzi z Polski. Świętowaliśmy to podczas majowej uroczystości rozpoczęcia instalacji monopali zorganizowanej na terenie zakładów lokalnego dostawcy - Grupy Przemysłowej Baltic. To tylko kwestia czasu, zanim lokalni dostawcy poszerzą zakres swojej działalności.

Kluczowym przesłaniem – które podkreślamy również na Tajwanie  jest konieczność utrzymania konkurencyjności. Dostawcy nie mogą polegać wyłącznie na wymogach dotyczących lokalnego łańcucha dostaw czy krajowych zamówieniach, aby zapewnić sobie kontrakty. Muszą dążyć do osiągnięcia globalnej konkurencyjności i kierować swoją ofertę na rynki międzynarodowe.

Wracając do rozwoju know-how, czy istnieją konkretne obszary, na których polskie firmy powinny się skupić, aby pozostać konkurencyjnymi i ostatecznie rozszerzyć działalność za granicą?

Już są konkurencyjne. W Baltica 2 przestrzegamy unijnych przepisów dotyczących przetargów, co oznacza, że polskie firmy zdobywają kontrakty, konkurując bezpośrednio z międzynarodowymi graczami.

Polskie firmy nie mogą jednak oczekiwać, że zdobędą kontrakty tylko dlatego, że są polskie. Takie podejście będzie ich kosztować przyszłe możliwości rozwoju. Wiedza specjalistyczna w Polsce szybko rośnie, a my mamy już za sobą początkową fazę rozruchu. Teraz skupiamy się całkowicie na zwiększaniu skali działalności.

Polska udowodniła, że potrafi budować morskie stacje elektroenergetyczne, kable i konstrukcje stalowe. Najtrudniejszym segmentem, do którego można wejść, jest produkcja turbin. Jednak wieże są już produkowane w Polsce.

Chociaż w tym konkretnym projekcie możemy nie korzystać z łopat wyprodukowanych w Polsce, fabryki łopat działają tu od lat. Obecnym celem jest zabezpieczenie portfela projektów, co da producentom turbin pewność niezbędną do głębszego zakorzenienia produkcji w Polsce.

Co musi się wydarzyć od teraz do pierwszej połowy 2027 roku, aby projekt Baltica 2 dostarczył pierwszą energię zgodnie z harmonogramem? Jakie są kolejne kluczowe kroki?

To dobre pytanie. Pod względem operacyjnym wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem. Po zainstalowaniu wszystkich monopali i ukończeniu w połowie konstrukcji pomocniczych uważamy fazę fundamentową za strategicznie zakończoną.

Kolejnym ważnym etapem będzie montaż morskich stacji transformatorowych i kabli eksportowych, który rozpocznie się pod koniec 2026 roku. Stacje mają dla nas kluczowe znaczenie, ponieważ ich instalacja umożliwi rozpoczęcie podłączania kabli. Instalacja kabli eksportowych potrwa do pierwszego kwartału 2027 r., a następnie zostaną ułożone kable wewnętrzne. Do kwietnia 2027 r. cały zakres instalacji – z wyjątkiem turbin – powinien zostać ukończony. Montaż turbin odbędzie się od drugiego do trzeciego kwartału 2027 r. Wszystkie umowy zostały podpisane, a wykonawcy są w pełni zmobilizowani.

Następnie główny nacisk zostanie przeniesiony na integrację. Oprócz fizycznej instalacji musimy zakończyć prace na morzu i bezpiecznie zasilić wszystkie elementy.

Zasilanie odbywa się według ścisłej sekwencji: zaczynając od podłączenia do sieci operatora systemu przesyłowego (TSO), przechodząc do stacji transformatorowej na lądzie, przez kable eksportowe do stacji transformatorowej na morzu, dalej do kabli wewnętrznych, aż w końcu do turbin. Turbina nie może zostać w pełni oddana do użytku, dopóki cały ten łańcuch nie będzie aktywny. Jesteśmy całkowicie zależni od całościowej integracji farmy wiatrowej; nie możemy jej oddawać do użytku w oddzielnych częściach.

Dziękuję za wywiad.

Dziękuję.

Materiał sponsorowany

Reklama