Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Plama ropy w kurorcie Putina i kolejki po paliwo. Czy ukraińskie uderzenia zmieniają nastroje w Rosji?

Plakat wyborczy Jednej Rosji. "Popierać Putina to minimum".
Plakat wyborczy Jednej Rosji. "Popierać Putina to minimum".
Autor. Telegram patrii Jedna Rosja

Na początku października Ukraińcy trafili w pływający pod flagą Liberii tankowiec Afromax Rio o imponującej długości 247 m, który znajdował się u wybrzeży słynnego rosyjskiego kurortu Soczi. Mieszkańcy nadal znajdują pokryte ropą ptaki, a wzdłuż wybrzeża narastają zanieczyszczenia. Podobnych zdarzeń jest więcej, ale czy zwykli Rosjanie rzeczywiście zaczynają już mieć dość rozpoczętej przez Władimira Putina wojny?

Reklama

Lokalne władze początkowo – jak to zdarzało się już w przeszłości w przypadku podobnych ataków – zaprzeczały wyciekowi ropy. Ostrzeżenie wydał tydzień po ataku, którego dokonano 6 października, gubernator Kraju Krasnodarskiego Wieniamin Kondratjew. Specjaliści ds. środowiska, z którymi rozmawiał portal Moscow Times uważają, że niechęć władz do upublicznienia szczegółów dotyczących wpływu ataku na środowisko pojawia się w obliczu coraz większej liczby dowodów na wyciek i jest sprzeczna z rosyjskim prawodawstwem, które „zakazuje klasyfikowania informacji dotyczących środowiska i zanieczyszczenia środowiska”.

Milczenie władz i kolejne zagrożenia dla środowiska

Niezależnie Greenpeace zidentyfikował plamę ropy rozciągającą się na 25 km kwadratowych 8 października. Rosyjska organizacja Prozracznyj Mir zidentyfikowała plamę ropy rozciągającą się wzdłuż wybrzeża od Noworosyska w kierunku miejscowości Archipo-Osipowka, położonej około 70 kilometrów (43 mil) na południe.

Mieszkańcy Noworosyska, Soczi i mniejszych nadmorskich miejscowości położonych wzdłuż trasy tankowca zgłaszali znalezienie pokrytych ropą ptaków oraz śladów zanieczyszczeń wyrzucanych na brzeg.

Moscow Times przypomina w kontekście wycieków u wybrzeża Soczi o wycieku w Anapie, do którego doszło w grudniu 2024 roku, kiedy to dwa tankowce pływające pod rosyjską banderą uległy uszkodzeniu podczas burzy. Do Morza Czarnego przedostało się wówczas ponad 9 000 ton ciężkiego oleju opałowego, mazutu. Zanieczyszczenie spowodowane wyciekiem rozciągało się od anektowanego Krymu aż po Gruzję, choć najsilniej dotknięty został rosyjski obwód krasnodarski.

Według ekspertów, z którymi rozmawiał portal, zanieczyszczenie w wyniku uszkodzenia tankowca u wybrzeża Soczi jest nieporównywalne mniejsze. „Wtedy dotknięte zostały setki, a nawet tysiące ptaków. W tym przypadku liczba ta mieści się w granicach jednej cyfry. Wtedy około 60 kilometrów linii brzegowej pokrywał ciągły pas oleju opałowego” – opisał ekspert, który odmówił podania swojego nazwiska z powodów bezpieczeństwa.

Chociaż tankowiec Afromax Rio może przewozić do 100 000 ton metrycznych ropy – prawie 10 razy więcej niż łączny ładunek dwóch tankowców, które spowodowały wyciek w Anapie w 2024 roku – mniej wyraźny wpływ tego wycieku na środowisko wynika prawdopodobnie z apokaliptycznego pożaru udokumentowanego na pierwszych zdjęciach po zdarzeniu. „Oczywiście płonąca ropa zanieczyszcza powietrze, a następnie produkty spalania trafiają do morza” – powiedział ekspert. Jak podkreślił, skala tych szkód jest jednak nieporównywalna z tym, co mogłoby się stać, gdyby cała ta ropa wyciekła do morza w postaci niespalonej.

Reklama

Nie pierwszy raz rosyjskie władze nie chcą informować o skali zanieczyszczenia, jakie powstało w wyniku ukraińskiego ataku na tankowce na rosyjskich wodach. Podobną sprawę opisywaliśmy w kwietniu, gdy w mieście Tuapse w Rosji nad Morzem Czarnym z nieba spadł „czarny deszcz”, a wolontariusze oczyszczali plaże z ropy przy pomocy wiader. Zamieszkałe przez około 60 tys. osób Tuapse to cel ataków Ukrainy ze względu na znajdującą się tam rafinerię ropy naftowej i port. Niezależne rosyjskie media donosiły wówczas, że władze próbują tuszować rozmiar katastrofy. I nietrudno się domyślić, że podobnych sytuacji jest o wiele więcej niż nawet te, które udaje się opisywać mediom.

Wszystko jest w najlepszym porządku

Czy w takim razie Rosjanie są zmęczeni wojną, która regularnie przenosi się na ich terytorium? Zbadała to korespondentka New York Timesa, która postanowiła porozmawiać ze zwykłymi Rosjanami o tym, czy problemy gospodarcze, kryzys paliwowy, rafinerie, magazyny i centra danych w ogniu sprawiają, że mają dosyć wojny. Czy może 630 dronów, jakie Ukraina wystrzeliła w stronę m.in. Moskwy w czwartek 22 października to dla nich już za dużo?

Mężczyzna o imieniu Dania, z którym Valerie Hopkins rozmawiała w kolejce po paliwo na stacji benzynowej Rosnieftu stwierdził, że „wszystko jest w porządku” po tym jak czekał pół godziny na możliwość zatankowania. Jak pisze Hopkins, powodów takiego podejścia jest kilka: z jednej strony może ono wynikać ze strachu i konformizmu, z drugiej z przyzwyczajenia do złych warunków życia. W dodatku Rosjanie na co dzień niemal pływają w antyukraińskiej propagandzie organizowanej przez ich państwo.

Reklama

Strategia Ukrainy dotycząca ataków na rosyjską infrastrukturę ma m.in. spowodować, że zwykli Rosjanie odczują ciężar wojny i będą domagać się jej zakończenia. Oczywiście, jak wielokrotnie powtarzał prezydent Wołodymyr Zełenski, ataki te mają przede wszystkim na celu ograniczenie możliwości finansowania wojny przez Rosję, której gospodarka opiera się na handlu surowcami.

Chociaż ukraińska kampania znacznie ograniczyła rosyjską produkcję ropy, powodując wyraźne szkody gospodarcze, to nie wystarczyło to jeszcze, by radykalnie zmienić życie w Rosji – oceniła korespondentka New York Timesa.

„Kijowowi brakuje pocisków balistycznych i dronów z napędem odrzutowym, którymi Rosja codziennie ostrzeliwuje ukraińskie miasta. A ukraińskie ataki, skupione głównie na celach gospodarczych i wojskowych, nie budzą takiego samego strachu, jak systematyczne ataki Rosji na ukraińskie cele cywilne” – opisała.

Reklama

W niedawnym wywiadzie Wołodymyr Zełenski nawoływał: „Niech dadzą przynajmniej ludziom światło”, odnosząc się do wielokrotnych prób przynajmniej rozejmu energetycznego między Rosją a Ukrainą. Ostatecznie po rosyjskich obietnicach to zawieszenie broni zawsze kończyło się wzmożonymi atakami ze strony Rosji. Teraz Ukraina przygotowuje się na kolejną zimę, a ta może być równie, a może nawet jeszcze bardziej ciężka w wyniku nieustającej rosyjskiej agresji, skoncentrowanej w dużej mierze właśnie na tym, by pozbawić ducha (a przede wszystkim życia) tych, którzy zdecydowali się pozostać w szarganym okrutną wojną kraju.

Surrealizm życia codziennego w Rosji

Za to ataki ze strony Ukrainy mobilizują politycznie Rosjan, którzy próbowali wcześniej ignorować wojnę i jej skutki – twierdzi korespondentka NYT. Dziennikarka pytała mieszkańców budynku w Rosji, który ucierpiał w wyniku ataków Ukrainy, czy czują gniew wobec swojego państwa za rozpoczęcie wojny. „Wręcz przeciwnie, ataki sprawiają, że ludzie nienawidzą ich jeszcze bardziej, ponieważ ich domy zostały zniszczone” – odpowiedział jeden z rozmówców, odnosząc się do Ukraińców.

Mieszkająca w tym samym budynku kobieta stwierdziła, że oglądanie telewizji było dla niej w ostatnim czasie surrealistyczne, ponieważ nie wspomniano w niej o ataku, który pozbawił jej dachu nad głową. Dodała, mimo wszystko, że nadal ufa rosyjskim przywódcom.

Reklama

„Popieram mojego prezydenta, tym bardziej po tym wszystkim, bo człowiek zdaje sobie sprawę, że po prostu trzeba go wspierać i zjednoczyć się wokół niego” – powiedziała.

„Uważam, że mamy ogromne szczęście, że mamy Putina” – podkreśliła.

Reklama