- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Cena jedności Zachodu. Spór o rosyjski diesel i rozmowy o Nord Stream mogą zmienić relacje USA i Europy
Autor. www.whitehouse.gov
Wypowiedzi europejskich przywódców po zawarciu umowy handlowej z Rosją niepokoją obywateli UE, ponieważ amerykańskie otwarcie na rosyjski olej napędowy stawia Zachód przed pytaniem znacznie szerszym niż dostępność paliwa. Analitycy i publicyści dyskutują o tym, czy doraźna próba ograniczenia kosztów energii może podważyć wiarygodność wieloletniej polityki sankcyjnej?
Należy zauważyć, że ten spór ma już trzy wymiary: rynkowy, transatlantycki i wewnątrzamerykański. Co ważne w związku ze zbliżającymi się wyborami połówkowymi, także w samym Waszyngtonie trwa debata, czy aktualna administracja dopuszczając import rosyjskiego diesla, nie przekroczyła uprawnień wyznaczonych przez Kongres, który zawsze był dla Amerykanów symbolem ich demokracji.
Rynek reaguje na baryłki, polityka na sygnały wysyłane przez Waszyngton
Przypomnijmy, w dniu 9 października 2026 r. amerykański Departament Skarbu wydał licencję generalną OFAC nr 135. Zezwala ona, w zakresie wskazanych regulacji sankcyjnych, na transakcje związane ze sprzedażą, dostawą, rozładunkiem i importem rosyjskiego oleju napędowego, także do Stanów Zjednoczonych, do 7 kwietnia 2027 r.
Nie jest jednak ani potwierdzeniem wykonania dostaw, ani sama w sobie rozstrzygnięciem wszystkich kwestii wynikających z ustawowego zakazu importu. Prezydent Trump zapowiedział początkowo ponad 300 tys. ton paliwa, następnie 500 tys. ton w listopadzie, później milion ton oraz kolejne 3 mln ton zależne od dalszych dostaw i zdolności produkcyjnych. Jak słusznie jednak zauważają firmy tradingowe zajmujące się handlem ropą, są to wielkości deklarowane, których nie należy utożsamiać z już dostarczonym surowcem ani z trwałym wzrostem światowej podaży. To aktualnie biorąc pod uwagę ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną jest raczej trudne do zrealizowania. Prawdopodobnie jednak w przyszłości będzie to jednak możliwe pod oddaniu nowych inwestycji jak projekt Payakha realizowany przez Rosnieft, czy rozwiniecie produkcji ze złóż arktycznych jak Vostok Oil, obejmującego złoża na Półwyspie Tajmyr i we wschodniej Syberii. Utrzymanie przez Zachód jednego stanowiska wobec Rosji staję się więc kluczowe dla przyszłości kiedyś zawartych sojuszy.
Dla rynków sytuacja paliw w ostatnich dniach stale się pogarsza. Ropa wyceniana jest już na poziomie 110,6 dolarów za baryłkę według notowań podawanych Reuters (ICE Brent Crude Energy), co oznacza wzrost o kilkanaście procent więcej w stosunku do okresu wstrzymania działań militarnych w Zatoce. Niestety, konflikt nie tylko powrócił, ale wręcz spowodował jego rozprzestrzenianie się. Po atakach na tankowce w pobliżu cieśniny Ormuz. W poniedziałek jemeńscy bojownicy Huti, według informacji medialnych, wzięli na siebie odpowiedzialność za ataki na obiekty Saudi Aramco w Yanbu oraz pole naftowe Shaybah.
Kluczowe więc będzie to, ile paliwa rzeczywiście trafi do odbiorców i w jakim czasie, biorąc pod uwagę problemy z frachtem. Jednorazowa dostawa może chwilowo złagodzić napięcia, lecz nie zastępuje stabilnego strumienia produkcji. Jeżeli rosyjski diesel zostanie jedynie przekierowany z innych kierunków do USA, zmienią się trasy handlu, ale światowa podaż nie wzrośnie o całą zapowiedzianą ilość. Dopiero dodatkowa produkcja lub uwolnienie zapasów oznaczałyby rzeczywisty przyrost dostępności. Vijay Vaitheeswaran, ekspert energetyczny Council on Foreign Relations, wskazuje na ograniczenia wynikające z uszkodzeń rosyjskiej infrastruktury rafineryjnej i czasu potrzebnego na dostawy.
Ocena skutków wymaga więc oddzielenia politycznej zapowiedzi od fizycznych możliwości rynku. Rząd Federacji Rosyjskiej oficjalnie zrewidował swoje roczne plany, obniżając prognozę wydobycia na cały 2026 rok do poziomu 494,2 mln ton (około 9,88 mln baryłek dziennie). Oznacza to spadek o ponad 17 mln ton w skali roku i oznacza najniższy poziom produkcji ropy w Rosji od 17 lat. Jednak według oficjalnych danych Międzynarodowej Agencji Energii IEA te dane są znacząco niższe i rosyjska produkcja mogła wynosić maksymalnie 8,34 mln baryłek dziennie.
Powody tej sytuacji są dwa, pierwszy: ukraińskie ataki na rafinerie, terminale przeładunkowe i magazyny ropy powoduje, że nie tylko rafinacja, ale i eksport czy magazynowanie stają się bardzo trudne, jeśli nawet nie niemożliwe, co znów powoduje wygaszanie produkcji. Drugi to sankcje zachodnie na dostęp do części zamiennych lub ich prefabrykacji zarówno pod naprawy po atakach, jak i zwykłą eksploatację techniczną. Rosja zwłaszcza w zakresie zaawansowanych technologii nie ma możliwości samodzielnej ich produkcji.
Jednakże patrząc w przyszłość możliwości produkcyjne rosyjskich firm energetycznych stają się mniej istotne, w stosunku do politycznego wymiaru znoszenia sankcji przez amerykańską administrację. Stany Zjednoczone są mocarstwem i nikt temu nie zaprzecza, ale budowanie relacji geopolitycznych w obszarze bezpieczeństwa energetycznego wymaga strategii dłuższej horyzontalnie i nierealizowanej jedynie z poziomu swojej potęgi. Dla europejskich sojuszników to sygnał polityczny ma wymiar, a nie dostawa mniejszej czy większej partii diesla. Sankcje mają znaczenie nie tylko jako ograniczenie handlu, lecz także jako działania zapobiegawcze i wypływające z zawartych sojuszy. Jest to zarazem deklaracja, jak i zobowiązanie, że krótkoterminowe korzyści gospodarcze czy wewnętrznie politycznie nie wyprą wspólnie uzgodnionych i długofalowych celów strategicznych. Gdy jeden z istotnych partnerów zmienia zasady, pozostali muszą ponownie ocenić trwałość całej strategii i de facto zasadność uzgodnionych latami porozumień.
Bezpieczeństwo energetyczne to towar na straganie
Rada Europejska na posiedzeniu 15–16 października wyraziła ubolewanie z powodu czasowego złagodzenia amerykańskich sankcji na rosyjski diesel i opowiedziała się za zwiększaniem presji na Rosję. Głos Rady to ważniejszy punkt odniesienia niż pojedyncze wypowiedzi polityków. Wskazuje niestety na instytucjonalną rozbieżność strategii między Waszyngtonem a Unią Europejską.
Amerykańska licencja nie znosi unijnego zakazu importu rosyjskich produktów naftowych, obowiązującego od 5 lutego 2023 r. Ewentualny wpływ rosyjskich dostaw na Europę może więc przebiegać pośrednio, przez światowe ceny i przesunięcia ładunków między rynkami. Ale bez bezpośredniego powrotu tych produktów do legalnego importu w UE.
Te różnice podejść będą miały swoje skutki w przyszłości, nawet jeśli w uproszczeniu nie należy sprowadzać ich do prostego przeciwstawienia amerykańskich cen przed wyborami do europejskich wartości. Działania amerykańskiej administracji dealem z Rosją uruchomiły myślenie po stronie europejskich przywódców, że należy bardziej intensywnie szukać sposobów ograniczenia kosztów energii. A właśnie kwestia dostaw diesla do USA podniosła ocenę tych zdarzeń na poziom geopolityczny wśród państw Zachodu. Najważniejszym pytaniem zadawanym politykom w Brukseli jest: czy spór o sankcję dotyczy tylko działań krótkoterminowych, czy stosownie do narracji Rosji dalsze ulgi dla agresora. I nie jest to pytanie bezzasadne.
Dostawy diesla jako test przewidywalności
Dla europejskich rafinerii znaczenie będą miały przede wszystkim faktyczne wolumeny i kierunki dostaw. Jeżeli rosyjski eksport zwiększy dostępność diesla na rynku światowym, może wywierać presję na ceny hurtowe i marże rafineryjne. Jeśli nastąpi jedynie zamiana odbiorców, efekt będzie zależał od kosztów transportu, dostępności tankowców, zapasów i regionalnych niedoborów.
Samo ogłoszenie porozumienia nie przesądza o trwałej przecenie. Nie ma również prostego przełożenia ceny hurtowej na cenę przy dystrybutorze. Znaczenie mają kursy walut, podatki, logistyka i polityka marżowa sprzedawców. Dlatego krótkotrwały impuls cenowy może być dla konsumenta słabiej widoczny niż polityczny koszt sporu. Dla przedsiębiorstw dodatkowym obciążeniem staje się niepewność: czy zawarte kontrakty pozostaną wykonalne, jeśli Kongres zakwestionuje podstawę prawną decyzji lub administracja ponownie zmieni kurs?
Najważniejsze będą więc trzy kwestie: rzeczywista skala i regularność dostaw, prawna trwałość amerykańskiego wyjątku oraz sposób uzgadniania dalszej polityki z partnerami. Jednorazowa operacja nie musi zapowiadać normalizacji relacji z Rosją. Przedłużany wyjątek, pozbawiony wspólnych warunków i skutecznego nadzoru, mógłby jednak stopniowo zmieniać sens sankcji.
Stawką jest więc nie tylko kilka milionów ton paliwa. Spór pokazuje, jak presja cenowa i kalendarz wyborczy przenikają do polityki bezpieczeństwa, a następnie wracają do USA jako konflikt o granice władzy prezydenta. Dla Europy zasadnicze pytanie brzmi: czy amerykańskie zobowiązania pozostają elementem trwałej strategii, czy stają się decyzjami, których horyzont wyznacza kolejny kryzys cenowy? Od odpowiedzi zależy zarówno wiarygodność presji na Rosję, jak i polityczny fundament współpracy transatlantyckiej.
Od sankcji do zaufania
Sankcje gospodarcze dotycząca obszaru energetycznego oczywiście nie są instrumentem stricte militarnym, a decyzja o rosyjskich dostawach oleju napędowego wbrew uzgodnionym porozumieniom nie zmienia zobowiązań z artykułu 5 traktatu północnoatlantyckiego. Jednakże postrzeganie w Europie dla tego obszaru jest zupełnie inne w Paryżu, Berlinie, czy w Warszawie w stosunku do polityków w Waszyngtonie.
Kraje unijne doskonale zdają sobie sprawę, że rosyjski przemysł zbrojeniowy napędzają pieniądze ze sprzedaży surowców energetycznych. Działanie administracji amerykańskiej wpływa na osłabienie politycznego zaufania, od którego zależy współpraca sojusznicza. Państwa planujące wieloletnie wydatki obronne potrzebują przewidywalności nie tylko wojskowych deklaracji, ale również strategii wobec Rosji.
Problem staje się bardziej odczuwalny w kontekście opisywanej przez Europejskie Biuro Analiz Parlamentarnych koncepcji „NATO 3.0”: większej odpowiedzialności Europy za obronę konwencjonalną przy utrzymaniu istotnej roli strategicznej USA. Europejscy sojusznicy mogą wówczas odczytywać rozluźnienie sankcji jako dodatkowy koszt przejmowania odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo. Zwłaszcza, że Europę coraz bardziej martwią także rozmowy dotyczące rosyjskiej infrastruktury gazowej.
Od jakiegoś czasu administracja USA rozmawia z Rosją o możliwym przejęciu udziałów w gazociągach Nord Stream przez amerykańskich inwestorów oraz wznowieniu dostaw rosyjskiego gazu do Europy. Według informacji medialnych pomysł zakłada zaangażowanie kapitału z USA w infrastrukturę gazową Nord Stream 1 i Nord Stream 2 oraz czerpanie zysków z przyszłych dostaw surowca do Europy po zakończeniu wojny w Ukrainie.
Działania te wpisują się w szersze kroki administracji Trumpa zmierzające do łagodzenia części ograniczeń gospodarczych nałożonych na Rosję. Waszyngton doskonale zdaje sobie sprawę, że kraje członkowskie UE odcięły się od rosyjskiego gazu, bo amerykańskie firmy fantastycznie zarabiają na dostawach gazu LNG. Trafnie opisuje to raport Anne-Sophie Corbeau and Tatiana Mitrova z Columbia University Analysis dated October 20, 2026 They discuss reports of a U.S. peace proposal calling for the resumption of larger shipments of Russian gas to Europe). Omawia on doniesienia o amerykańskiej propozycji pokojowej zakładającej powrót większych dostaw rosyjskiego gazu do Europy.
Autorki raportu ostrzegają, że Waszyngton wspierałby w ten sposób konkurenta własnego LNG, utrudniając zdobywanie kontraktów potrzebnych do finansowania kolejnych amerykańskich terminali eksportowych. Nie zmienia to jednak faktu, że według The New York Times amerykańscy wysłannicy pokojowi (m.in. Jared Kushner i Steve Witkoff) przedstawili zarys planu pokojowego, w którym kluczowym elementem ma być wznowienie przesyłu dużych wolumenów rosyjskiego gazu rurociągowego do Europy (oraz potencjalne cofnięcie sankcji na eksport rosyjskiego LNG) w celu skłonienia Moskwy do zakończenia wojny.
Jak pisałem wcześniej, USA mają zupełnie inną perspektywę oceny sytuacji w Europie. Dlatego obiektywnie trzeba zauważyć, że mogą postrzegać ponowne wykorzystanie gazociągów Nord Stream nie tyle jako powrót do dawnego modelu zależności Europy od Rosji, lecz jako potencjalny instrument geopolityczny i biznesowy. Oceniając to z pozycji Waszyngtonu nie są to żadne działania na szkodę Partnerów. Istotna staje się ich możliwa interpretacja polityczna w samej Europie. Nie jest to w żadnym razie dowód automatycznego rozpadu sojuszu, ale w umysłach Europejczyków zaczyna kiełkować niepokój.
Co się stanie, jeżeli administracja amerykańska nastawiona generalnie na relacje transakcyjne i mocno biznesowe wykorzysta różne środki nacisku na kraje UE, tłumacząc się kilkoma przesłankami? Przedstawienie wznowienia dostaw jako warunku porozumienia z Rosją, gdzie przeciwników projektu można byłoby oskarżać o blokowanie pokoju lub utrzymywanie wysokich cen energii. Budowania ścieżką dyplomatyczną sugestii, że decyzje dotyczące rozmieszczenia wojsk amerykańskich, priorytetów dostaw uzbrojenia lub innych form wsparcia zależą od szerszego porozumienia politycznego z Europą. Ostatecznie nawet wskazywania, że na niezrozumiałym dla amerykańskiego kapitału jest rezygnacja z zysków jakie daje ponowny handel poprzez Nord Stream 1 i 2 i yutując ostatnie wypowiedzi Prezydenta Trumpa skierowane do Europy: „odejdziemy”.
Niestety historycznie mieliśmy do czynienia z amerykańskim izolacjonizmem w okresie międzywojennym zgodnie z Neutrality Acts, więc taki scenariusz nie jest nierealny choć wydaje się obecnie mocno wątpliwy.
Stara mądrość mówi, że „historia lubi się powtarzać”, choć rzadko przybiera dokładnie tę samą postać, bo choć mija czas, zmieniają się przywódcy, instytucje i technologie, to mechanizmy powracają.
W tym sensie ewentualne amerykańskie zaangażowanie w Nord Stream mogłoby nadać dawnemu europejskiemu dylematowi nową formę. Nie oznacza to nieuchronności takiego scenariusza. Europejska zdolność do wyciągnięcia wniosków zależałaby jednak od tego, czy państwa członkowskie zachowają realne alternatywy energetyczne, własny potencjał obronny i wspólne stanowisko. Siłę sojuszu można bowiem oceniać także po tym, ile swobody pozostawia jego członkom wówczas, gdy ich interesy zaczynają się różnić. I za to trzymam kciuki.


