Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Rio Tinto dopina swego. Aborygeni pozwolą na wydobycie miedzi

Rio Tinto Australia Aborygeni
Rio Tinto
Autor. Rio Tinto

Brytyjsko-australijski gigant górniczy Rio Tinto wynegocjował zgodę społeczności aborygeńskiej na realizację projektu wydobycia miedzi i złota w Winu w Australii Zachodniej. Złoże Winu zostało odkryte w 2017 r., kopalnia ma mieć moc przerobową na poziomie do 10 mln ton rudy rocznie.

Kopalnia Winu ma być jednym z najważniejszych projektów Rio Tinto w najbliższej przyszłości, a porozumienie z Aborygenami stanowi krok naprzód w realizacji inwestycji.

Krok naprzód

Porozumienie zawarto pomiędzy Rio Tinto a Nyangumarta Warrarn Aboriginal Corporation (NWAC) – australijską korporacją aborygeńską reprezentującą lud Nyangumarta. Jak poinformowano w komunikacie, porozumienie ustanawia długoterminowe partnerstwo obejmujące rozwój kopalni na terytorium Nyangumarta i określa ramy współpracy między Rio Tinto i NWAC.

Tradycyjne ziemie ludu Nyangumarta obejmują obszar ponad 33 tys. km2, rozciągając się od plaż Eighty Mile Beach aż po tereny wspomnianej Wielkiej Pustyni Piaszczystej. To tradycyjni gospodarze tych terenów, związani ze swoją ziemią, którzy przez wiele lat walczyli o podmiotowość wobec australijskiego prawa. W 2009 r. Sąd Federalny Australii uznał wyłączne prawa Nyangumarta do ich rdzennych obszarów. Pomaga w tym właśnie NWAC, której trzonem działalności jest zarządzanie prawami do ziemi, a także realizacja projektów kulturalnych, gospodarczych i środowiskowych na tradycyjnych terenach plemienia, leżących w regionie Pilbara w Australii Zachodniej.

To właśnie tam, na Wielkiej Pustyni Piaszczystej, ok. 300 km od miejscowości Broome i Port Hedland, powstanie kopalnia będąca własnością Rio Tinto (70 proc. udziałów) i japońskiej firmy Sumitomo Metal Mining Co. (SMM).

Zgodnie z obecnymi szacunkami, początkowa moc przerobowa kopalni ma wynosić 10 mln ton rudy rocznie - co, warto podkreślić, nie jest równoznaczne z produkcją 10 mln ton miedzi rocznie, ponieważ rudę należy jeszcze przetworzyć.

Całkowita kwota inwestycji ma wynieść 438 mln dol., wliczając w to wszystkie wydatki na prace eksploracyjne i projekty. Kopalnia ma ruszyć najwcześniej za cztery lata, w 2030 r.

Inwestycje przyszłością pokoleń

Złoże Winu zostało odkryte w 2017 r. i od tamtej pory Rio Tinto zaczęła budować relacje ze społecznością aborygeńską (ludami Nyangumarta i Martu), przygotowując grunt pod inwestycję.

Zdaniem cytowanej Margaret (Nyaparu) Rose, starszej z ludu Nyangumarta, decyzja o współpracy była „długo przygotowywana i starannie rozważana”, a przy stole negocjacyjnym spędzono pięć lat.

"Dbanie o naszą ziemię i kulturę było sednem każdej rozmowy, jaką prowadziliśmy na temat Winu" - zaznaczyła Rose, dodając, że dzięki umowie społeczność aborygeńska będzie dysponować środkami i zasobami niezbędnymi do ochrony własnej ziemi i zapewnienia możliwości rozwoju społeczności.

Jak podkreślił członek starszyzny Nyangumarta, Charlie Wright, umowa „zapewnia ludowi Nyangumarta miejsce przy stole negocjacyjnym przez cały czas trwania projektu”. „Ciężko pracowaliśmy, aby zapewnić, że głos naszego ludu zostanie wysłuchany, a teraz skupiamy się na tym, by te obietnice stały się rzeczywistością” – dodał.

YouTube cover video

Warto spojrzeć na inwestycję Rio Tinto nie tylko przez pryzmat wydobycia miedzi i złota. Z perspektywy lokalnej ludności, kopalnia Winu rzeczywiście może być szansą na poprawę ich sytuacji ekonomicznej i stopy życiowej, w czym pomagają organizacje takie jak NWAC oraz ustanowiony przez australijski rząd Native Title Act.

Wspomniana ustawa wymusza na spółkach pokroju Rio Tinto nie tylko wypłacenie wielomilionowych rekompensat finansowych, lecz przede wszystkim finansowanie lokalnych systemów szkoleniowych – stając się de facto instytucją edukacyjną, zapewniającą „fach w ręku”.

Obszary Wielkiej Pustyni Piaszczystej są oddalone od cywilizacji, a tereny zamieszkiwane przez lud Nyangumarta kwalifikowane są jako obszary o bardzo ograniczonym dostępie (ang. very remote.

Oznacza to, że Aborygeni je zamieszkujący posiadają minimalny dostęp do dóbr, usług i interakcji społecznych. Część z nich mieszka w małych miejscowościach (największa z nich, Bidyadanga, liczy do 850 osób), oddalonych od najbliższego szpitala w Port Hedland czy w Broome czasem nawet o 500 km. Dodatkowo, podróżowanie między nimi często wymaga jazdy po nieutwardzonej drodze, częściowo nieprzejezdnej w porze deszczowej.

Z tego względu inwestycja może przynieść rozwój infrastruktury, szkolnictwa, usług i miejsc pracy.

Tysiące lat dziedzictwa wysadzone w powietrze

Współpraca między Aborygenami a przedstawicielami kopalni nie zawsze przebiegała bezproblemowo. Jak podaje portal Mining.com, w czerwcu 2020 r. podczas prac mających na celu rozbudowę wydobycia rudy żelaza w regionie Pilbara w Australii, Rio Tinto wysadziła dynamitem święte miejsce Aborygenów sprzed 46 tys. lat.

Obiekt miał nie tylko wyjątkowe duchowe i tożsamościowe znaczenie dla lokalnej społeczności, lecz był także obiektem badań naukowych. Na miejscu znaleziono liczący ok. 3-4 tys. lat warkocz z ludzkich włosów. Dowodził on nieprzerwanej obecności członków społeczności Puutu Kunti Kurrama i Pinikura (PKKP) na tym terenie.

Choć wysadzone dwie starożytne jaskinie w wąwozie Juukan znajdują się w odległości ok. 500 km od planowanej kopalni Winu, to zdarzenie to wpłynęło na kształt negocjacji z ludnością rdzenną przy projekcie kopalni miedzi i złota – paradoksalnie, niekoniecznie w negatywny sposób.

Parlamentarne śledztwo wykazało, że Rio Tinto wiedziało o wyjątkowości miejsca – czemu przedsiębiorstwo początkowo zaprzeczało, licząc na polubowne i bezkosztowe zakończenie sprawy. Najpewniej początkowe biznesowe kalkulacje założyły, że sprawa rozejdzie się po kościach, do czego szczęśliwie ostatecznie nie doszło.

Od kryzysu do sukcesu?

W efekcie medialnego skandalu i działań zaangażowanych polityków, ze stanowisk odeszli trzej kluczowi członkowie zarządu, a Rio Tinto publicznie przeprosiło PKKP i zobowiązało się do wypłaty odszkodowań, wsparcia projektów kulturalnych i powołania fundacji na rzecz ochrony dziedzictwa.

I to właśnie dzięki nagłośnieniu sprawy oraz udowodnieniu celowych, szkodliwych działań Rio Tinto, lud Nyangumarta mógł zyskać lepszą pozycję negocjacyjną z górniczym gigantem.

Firma nie mogła sobie pozwolić na kolejny wizerunkowy skandal. W efekcie proces negocjacyjny został wydłużony (łącznie trwał niemal dekadę), Aborygeni zostali mocniej włączeni w proces decyzyjny dotyczący ziemi, stanowiących ich dziedzictwo kulturowe i duchowe.

Kopalnia Winu stanowi kolejny przykład tego, jak spółki górnicze coraz intensywniej inwestują w sektor wydobycia miedzi. Transformacja energetyczna, choć najczęściej dodajemy do niej przedrostek „zielona”, nie oznacza rezygnacji z kopalin.

Zamieniamy węgiel, ropę i gaz na miedź, lit, grafit, żelazo czy molibden. I choć struktura uzależnienia będzie inna, prawda jest taka, że zarówno panele fotowoltaiczne, jak i turbiny wiatrowe, powstają dzięki zużyciu surowców - a te należy wydobyć z ziemi, a następnie przetworzyć.

Popyt na miedź napędzany jest przez elektryfikację oraz rozwój centrów danych i sztucznej inteligencji. Metal ten jest najlepszym, najbardziej efektywnym surowcem, jaki można wykorzystać do produkcji kabli czy elementów elektroniki. Jednocześnie rosnąca luka podażowa popycha przedsiębiorstwa górnicze do poszukiwania nowych złóż, mogących zaspokoić rosnący popyt.

W efekcie niejako powracamy do starego jak świat dylematu: aby zazielenić nasz sektor energetyczny i gospodarkę, zmniejszyć emisję, będziemy musieli wydobywać surowce – niekiedy znajdujące się na terenach, które emocjonalnie wolelibyśmy pozostawić jako dziewiczo nietknięte.

Najważniejsze, abyśmy tym razem uwzględnili interesy i dobrobyt lokalnych społeczności, uszanowali ich dziedzictwo, a także zadbali o to, aby dostosować interesy przemysłu i przedsiębiorstw do aspektów zrównoważonego wykorzystania środowiska. Świat jest pełen szarości, a realizm energetyczny nie musi i nie powinien być równoznaczny z działaniami dewastującymi ekosystem.

Reklama
Reklama