Reklama
  • ANALIZA
  • W CENTRUM UWAGI

Poufne informacje w rękach Pekinu? Były szef węgierskiego MSZ idzie do chińskiego giganta

X by FM_Szijjarto
X by FM_Szijjarto
Autor. X by FM_Szijjarto

Z polityki do biznesu – i to chińskiego. Właśnie takiego transferu dokonał były minister spraw zagranicznych Węgier, Péter Szijjártó. „W okresie swojego urzędowania Szijjártó był mocno zaangażowany w pozyskiwanie chińskich inwestorów” – podkreśla w komentarzu dla E24 dr hab. Robert Rajczyk, starszy analityk ds. Węgier z Instytutu Europy Środkowej w Lublinie (IEŚ).

Polityk zrzekł się mandatu poselskiego i objął stanowisko kierownicze w chińskim koncernie motoryzacyjnym BYD, produkującym samochody elektryczne.

Z polityki do biznesu

Złożyłem rezygnację z mandatu parlamentarnego. Powodem jest niezwykle korzystna oferta objęcia stanowiska międzynarodowego od jednej z wiodących firm w światowej gospodarce” – oznajmił Szijjártó we wpisie na swoim facebookowym profilu. „Od dziś będę nadal pracować na stanowisku szefa relacji zewnętrznych grupy i rozwoju nowych linii biznesowych”.

Węgierska telewizja ATV podała, że były minister poinformował wcześniej o swojej decyzji przebywającego w USA byłego premiera Viktora Orbana, w którego rządzie był szefem dyplomacji. Były premier i lider Fideszu pogratulował Szijjarto nowego stanowiska we wpisie w portalach społecznościowych.

Portal Telex powiadomił, że po przegranej Fideszu w kwietniowych wyborach były szef węgierskiej dyplomacji otrzymał propozycje pracy od kilku międzynarodowych firm. Jak widać chińscy partnerzy przedstawili najbardziej przekonującą ofertę.

Reklama

Nowe-stare początki

Zdaniem dr hab. Rajczyka, rezygnację Szijjártó z mandatu parlamentarnego można interpretować jako kolejny dowód na kryzys powyborczy w partii Fidesz, którego nie przełamał ponowny wybór Viktora Orbána na przewodniczącego ugrupowania w połowie czerwca.

W byłej partii rządzącej brak jest zmian w strategii politycznej, a głównym wyzwaniem dla ugrupowania Viktora Orbána jest obecnie zatrzymanie dalszej utraty poparcia wyborców i rywalizacja o nich ze skrajnie prawicowym Mi Hazánk” – zaznacza ekspert.

W związku z zachodzącymi przesunięciami politycznymi, przejście dawnego ministra MSZ do chińskiej firmy nie jest zaskakujące. Przez ostatnie 12 lat Szijjártó pełnił funkcję szefa węgierskiej dyplomacji. Podczas jego kadencji Węgry wdrażały politykę „otwarcia na Wschód” (węg. Keleti Nyitás), której celem było zmniejszenie zależności gospodarczej i politycznej Budapesztu od Unii Europejskiej i NATO. W efekcie Węgry zacieśniały relacje z Rosją, Chinami i krajami turkijskimi – również w zakresie energetyki.

Były szef węgierskiej dyplomacji w okresie swojego urzędowania był mocno zaangażowany w pozyskiwanie chińskich inwestorów” – zaznacza dr hab. Rajczyk.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż Péter Szijjártó jako minister spraw zagranicznych i handlu miał dostęp do informacji klauzurowanych węgierskiego wywiadu, które mogą mieć istotną wartość dla strony chińskiej.
podkreśla ekspert IEŚ

Maska pragmatyzmu

Politycy eurosceptycznej partii Fidesz, która posiadała większość w węgierskim parlamencie przez ostatnie 16 lat, niezmiennie przekonywali, że energetyczne inwestycje i interesy prowadzone z Moskwą i Kremlem miały podłoże czysto biznesowe i były podyktowane przede wszystkim interesem Węgier i geografią.

Maska pragmatyzmu opadła po tym, jak 7 kwietnia bieżącego roku do prasy wyciekły zapisy poufnych rozmów między Viktorem Orbánem a Władimirem Putinem, w których ówczesny premier Węgier zapewniał prezydenta Rosji o swojej gotowości do wsparcia i porównywał się do myszy, pomagającej uwięzionemu lwu.

Prorosyjskość polityków Fideszu (a w gruncie rzeczy – rosyjskie ukierunkowanie węgierskiego systemu energetycznego, bowiem nowy premier Péter Magyar niekoniecznie wykona zwrot o 180° w tym zakresie) była szeroko omawiana w europejskich mediach. Jednak w tym samym czasie Budapeszt rozwijał stosunki z Pekinem, co niektórzy określali ustawianiem się w roli głównego przyczółka dla Państwa Środka w Europie Środkowej.

Chińczyk, Węgier - dwa bratanki?

Jak pisał Dominik Héjj na łamach IEŚ w 2023 r., Szijjártó krytykował unijną politykę de-riskingu, polegającą na ograniczaniu zależności importowej Brukseli od Pekinu. Jak przekonywał: „Postrzegamy de-risking jako prawdziwe ryzyko. Oddzielenie gospodarek Wschodu i Zachodu, oddzielenie gospodarek Chin i Europy jest ryzykiem dla nas tutaj, w Europie”.

Nie bez znaczenia dla tego stanowiska pozostawały chińskie inwestycje w regionie. Zaledwie rok wcześniej chiński gigant baterii CATL podpisał umowę na budowę flagowej fabryki w Debreczynie. Inwestycja, wyceniana na 7,34 mld eur, przewiduje powstanie zakładu o mocach produkcyjnych 100 GWh rocznie – to baterie nawet do miliona aut elektrycznych.

Rozwijanie wspólnych relacji potwierdziła wizyta Xi Jinpinga w Budapeszcie w 2024 r. Fidesz postawił na chińskie baterie i rozwój elektromobilności, zachęcając do inwestycji takie podmioty jak Sunwoda w Nyíregyháza oraz BYD Company w Szeged. Jak zaznaczali analitycy IEŚ, za czasów Szijjártó węgierski rząd oferował chińskim inwestorom bardzo korzystne warunki i chętnie dofinansowywał węgierską gałąź przemysłu związaną z elektromobilnością.

Strona węgierska pośredniczyła w procesie zakupu/dzierżawy gruntów pod fabryki oraz bezpośrednio dotowała te inwestycje z budżetu państwa. „Subsydia sięgały od kilku do kilkudziesięciu procent ich wartości. Od 2017 r. na Węgrzech zainwestowało 10 dużych chińskich firm” – pisała Aleksandra Poznar na łamach IEŚ.

Praca Szijjártó najwyraźniej się opłaciła. Jak wskazuje czołowy europejski think-tank MERICS, Węgry pozostają głównym celem chińskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie – w 2025 r. przyciągnęły inwestycje o wartości 3,9 mld eur. To właśnie do Budapesztu trafiła większość inwestycji Państwa Środka w EV.

Reklama

Wyboje na drodze

Jednak nie wszystko idzie tak sprawnie, jak początkowo zakładano. Pomimo tego, że inwestycja w Szeged jest kluczowa dla BYD (byłaby to pierwsza fabryka chińskich EV na terenie UE, co zwalniałoby ją z nałożonych przez Brukselę taryf), Chińczycy zderzyli się z procesami biurokratycznymi i opóźnieniami w instalacji sprzętu. Start produkcji przesunięto z 2025 r. na czwarty kwartał 2026 r.

Jak podawał portal Świat OZE, po zmianie rządów na Węgrzech również inwestycja CATL napotyka problemy – zaostrzono politykę wobec firmy i po wykryciu skażenia wód gruntowych metalami ciężkimi zarządzono rygorystyczne audyty we wszystkich zakładach. W efekcie fabryka wciąż czeka na ostateczne zatwierdzenie pozwoleń środowiskowych, bez których nie może uruchomić testowej produkcji ogniw. Gotowa jest pierwsza faza zakładu o planowanej mocy produkcyjnej 40 GWh.

Problemem może okazać się również postępujący w UE de-risking, tak krytykowany przez Szijjártó. Jak zaznaczają eksperci MERICS, wymogi zawarte w niedawno opublikowanym projekcie Unijnego Akceleratora Przemysłowego (IAA) (m.in. dotyczące hasła „Made in Europe” w zakresie zamówień publicznych) stworzyłyby de facto silną barierę dostępu do rynku dla chińskiego eksportu.

W niektórych okolicznościach mogłoby to stanowić zachętę do lokalizacji produkcji. Mogłoby to jednak również skłonić chińskie przedsiębiorstwa do rezygnacji z części europejskiego rynku (np. z korporacyjnych flot samochodowych), ponieważ dostęp do rynku stałby się zbyt uciążliwy. Przepisy te mogłyby również zagrozić rentowności istniejących projektów, takich jak fabryka BYD na Węgrzech, oraz podnieść poprzeczkę dla przyszłych inwestycji” – podkreślają analitycy.

Biorąc pod uwagę historię działań politycznych Pétera Szijjártó, jego przejście do współpracy z chińskim BYD nie jest zaskakujące. Jako były, prominentny polityk, który przez ostatnich 12 lat miał dostęp do wszystkich poufnych, rządowych informacji, Szijjártó stanowi cenny nabytek dla chińskiego przedsiębiorstwa i może pomóc zarządowi BYD w lepszym zrozumieniu unijnych polityk oraz lobbingu na rzecz inwestycji EV.

MM / Jakub Bawołek PAP

Reklama
Reklama