Koniec kontraktu jamalskiego… i co dalej? [ANALIZA]

18 listopada 2019, 12:36
840_472_matched__p4fysu_Gazprom
Fot. Gazprom.ru

W piątek 15 listopada PGNiG wydał oświadczenie woli zakończenia wraz z końcem 2022 roku tzw. kontraktu jamalskiego, na mocy którego Polska kupuje gaz od Rosji. Czy to oznacza definitywny koniec handlu błękitnym paliwem z Gazpromem?

Piątkowa informacja PGNiG to wdrożenie w życie tego, o czym rząd Zjednoczonej Prawicy mówił już od lat: zawarty we wrześniu 1996 roku i aneksowany później kontrakt jamalski, czyli umowa określająca warunki sprzedaży gazu przez Gazprom do Polski przejść ma do historii. Stanie się tak 31 grudnia 2022 roku – wtedy też kontrakt wygaśnie.

Umowa jamalska ma nad Wisłą bardzo złą prasę – i w pełni na to zasługuje. Zawarte w niej niekorzystne rygory, ograniczenia a wreszcie i sama klauzula cenowa są dla strony polskiej potężnym ciężarem, rzutującym na całość gospodarki. Wkrótce jednak ich moc dobiegnie końca – ale czy to samo stanie się z importem gazu z Rosji w ogóle? Innymi słowy mówiąc: czy Polska po 2022 roku będzie jeszcze kupować – na mocy innych umów - gaz od Gazpromu? Odpowiedź na to pytanie wymaga zarysowania szerszej perspektywy.

Obecnie Polska – po raz pierwszy w swej historii – dysponuje w negocjacjach gazowych z Rosją realnymi atutami, których liczba, według wszelkich prognoz, będzie się tylko zwiększać. Od końca 2015 roku działa Terminal LNG w Świnoujściu, który jest jedną z najintensywniej wykorzystywanych jednostek tego typu w Europie. Wkrótce ma on zostać rozbudowany – obecne moce regazyfikacyjne rzędu 5 mld m3 rocznie zostaną zwiększone do 7,5 mld m3, a z czasem być może nawet do 10 mld m3. Gaz skroplony ma trafiać do Polski także dzięki pływającemu terminalowi, czyli jednostce FSRU, która cumować ma w Zatoce Gdańskiej. Poszerzenie infrastruktury do odbioru tego surowca jest konieczne – dzięki szerokiemu wachlarzowi umów zawartych z Katarem i USA, już w 2024 roku do Polski trafiać może aż 12,5 mld m3 LNG rocznie. To tylko o ok. 5 mld m3 mniej niż wynosi obecne zapotrzebowanie kraju na gaz. Co więcej, za kilka miesięcy ruszyć ma budowa gazociągu Baltic Pipe o przepustowości rzędu 10 mld mld m3 rocznie. Jednocześnie PGNiG zapowiada zwiększenie własnego wydobycia (sięgającego obecnie ok. 4 mld m3) i prace nad alternatywnymi źródłami pozyskiwania gazu, czyli m.in. wyłapywanie metanu z kopalń węgla.

Te wszystkie przedsięwzięcia – o ile przebiegną zgodnie z planem - sprawiają, że Polska już niedługo będzie w stanie prowadzić rozmowy z Gazpromem na swoich warunkach. Obecny import błękitnego paliwa z Rosji, osiągający rozmiary ok. 9 mld m3 rocznie, będzie można zastąpić źródłami nierosyjskimi. Widmo szantażu gazowego zniknie bezpowrotnie, Warszawa będzie mogła odejść od stołu w dowolnym momencie – fiasko negocjacji nie będzie bowiem oznaczać automatycznie zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Możliwości do prowadzenia rozmów są zatem nieporównywalnie lepsze niż w latach 2009-2010, gdy prowadził je wicepremier w rządzie PO-PSL Waldemar Pawlak (choć wciąż nie można znaleźć wytłumaczenia dla jego nie profesjonalizmu i faktu, że chciał on zawrzeć kontrakt sięgający do… 2037 roku). Polska jest zatem na dobrej drodze, by po 2022 roku zająć taką pozycję, która umożliwi prowadzenie rozmów nad potencjalnymi nowymi kontraktami gazowymi z Rosją, ale na zasadach całkowicie rynkowych.

Trudno jednak stwierdzić na pewno, czy do zawarcia takich umów dojdzie. O całkowitym zerwaniu kontaktów gazowych z Rosją mówił kilkukrotnie minister Piotr Naimski. Jego racje znajdują uzasadnienie w historii działalności Gazpromu, którą boleśnie odczuła także Polska (o tym poniżej). Poza tym, można zastanowić się, czy na polskim rynku dalej będzie miejsce na rosyjski gaz – w 2024 roku wolumen importu z USA, Kataru i złóż norweskich wynieść może nawet 20 mld m3, do tego trzeba dodać co najmniej 4 m3 własnego wydobycia. Co prawda część amerykańskiego surowca będzie można odsprzedać na rynkach światowych (dzięki klauzuli FOB), ale nawet biorąc pod uwagę dynamiczne tempo wzrostu zużycia gazu w Polsce (w latach 2015-2018 skoczyło ono z poziomu 16 mld m3 do ok. 17 mld m3) krajowe potrzeby wewnętrzne powinny zostać zaspokojone bez dodatkowych umów z Rosją.

Można się natomiast spodziewać, że Gazprom nie przepuści szansy, by kusić Polaków atrakcyjnymi umowami. Tak było na Litwie – kiedy uruchamiano pływającą jednostkę LNG w Kłajpedzie niektóre media zaczęły podawać informacje o niezwykle atrakcyjnej ofercie gazowej złożonej przez Rosjan.

Trzeba jednak umieć realnie ocenić wartość gazu z Rosji. Patrząc z polskiej perspektywy na kontrakty gazowe z Gazpromem należy wystrzegać się libertariańskiego, wolnorynkowego podejścia. Wyrażona w walucie cena, która widnieje na rachunkach wystawianych przez rosyjską spółkę, to tylko część realnych kosztów, jakie przychodzi płacić za ten gaz. Błękitne paliwo z Rosji to bowiem surowiec nie tylko energetyczny, ale też polityczny, napędzający państwo Władimira Putina – dla Kremla sprzedaż węglowodorów zapewnia tak wpływy do budżetu, jak i wpływy mocarstwowe za granicą.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat Rosja wiele razy używała gazu jako środka nacisku politycznego. Stanowi to realizację ukutej tuż przed upadkiem ZSRS tzw. doktryny Falina-Kwicińskiego, która – zwięźle mówiąc – postulowała zastępowanie wycofujących się z Europy Środkowej i Wschodniej sił Armii Czerwonej więzami energetycznymi, umożliwiającymi utrzymanie przetransformowanej Rosji wpływu na politykę państw tego regionu. Potęgę rosyjskiego gazu najdotkliwiej odczuła Ukraina, jedna z ofiar tzw. wojen gazowych. Moskwa cały czas stara się utrzymać uzależnienie Europy od swojego błękitnego paliwa, czemu służą np. projekty Nord Stream, będące przedsięwzięciami politycznymi, służącymi m.in. do utrzymania rosyjskich wpływów w regionie. Gazprom nie posiada też opinii wiarygodnego dostawcy, co zostało wykazane m.in. w czasie prowadzonego przez Komisję Europejską postępowania antymonopolowego, podczas którego rosyjska spółka przyznała się do naruszania prawa unijnego, dzięki czemu zyskiwał uprzywilejowaną pozycję. A wzrost siły tej firmy jest przecież równoznaczny ze wzrostem siły Rosji. Nie bez powodu dziennikarze Michaił Zygar i Walerij Paniuszkin zatytułowali swoją książkę „Gazprom. Rosyjska broń”. Historia pokazuje też, że propagandowe hasło strony rosyjskiej wykorzystywane przy sprzedaży gazu „Gdzie się handluje, tam się nie wojuje” straciło swą wiarygodność. Nie można już zatem argumentować, że zawieranie nowych kontraktów z Gazpromem poprawia bezpieczeństwo, bo „uspokaja” zapędy Kremla.

Gaz z Rosji nie jest niemile widziany na polskim rynku dlatego, że jest rosyjski. Po prostu surowiec ten stał się narzędziem do utrzymywania pozycji i wpływów Moskwy w Europie. Tej okoliczności nie można pomijać przy ustalaniu ceny tego paliwa. Czy zatem po 2022 roku można spodziewać się nowych kontraktów gazowych z Rosją? To zależy, ale nie tylko od kwoty widniejącej na rachunku, ale też od polityki władz na Kremlu.

KomentarzeLiczba komentarzy: 46
Andrettoni
środa, 20 listopada 2019, 21:21

Rozumiem przyczyny decyzji politycznych, ale czy autor ma świadomość, że przy obecnym wydobyciu gaz z USA skończy się za 20 lat, a gaz z Rosji za 50 lat? Rosja ma 1/3 złóż gazu, ale jakby nie patrzeć nawet 50 lat to raczej mało. Mamy jedno pokolenie do kryzysu gdy Rosja będzie dyktować warunki z przyczyn obiektywnych i dwa pokolenia do wyczerpania się gazu. Co później ? Węgiel?

wRG
sobota, 23 listopada 2019, 18:28

Kanada ma ogromne złoża hydratów na dnie morza... Leży koło USA, zawsze można z nimi podpisać umowę.

Niuniu
wtorek, 19 listopada 2019, 16:22

asdsd - jak gaz LNG jest tak tani to dla czego PGING nie chce ujawnić cen jakie My płacimy zasłaniając się tajemnicą handlową? ceny te są zresztą publikowane w zagranicznych analizach nie przeznaczonych dla polskiego czytelnika i "troch" się różnią od twoich. Ceny spotowe są bardzo różne i zależą od pory roku podaży i popytu. Czsem wynoszą tyle co podajesz ale są i niższe i wyższe. Poza tym taka wyliczanka jak zrobiłeś będzie aktualna jeśli ceny i ich proporcje przez wiele lat nie ulegają zmianie a tak nie jest. I ostatnie, jak LNG jest tak korzystne to dla czego terminale importowe LNG w Europie są praktycznie niewykorzystywane? Dla czego większość europejskich Państw wspiera projekt NS2 a kraje bałkańskie mało się nie pozabijają o podłączenie do Tureckiego Potoku? A chętnych na gaz z Chorwackiego terminala importowego LNG jakoś nie widać. Ja wiem jedno na pewno - od kilku lat ceny gazu na świecie spadają, PGING chwali się, że też kontraktuje gaz na super warunkach (ale ich nie ujawnia) tylko moje rachunki za ten gaz jakoś nie chcą. Tak przy okazji o opłacalności i ekonomi: NS2 podobno jest projektem politycznym a nie ekonomicznym bo koszt inwestycji- coś ok. 10 mld dolarów to wyjątkowo drogo. A Kanada właśnie buduje terminal eksportowy LNG i gazociąg który ma do niego doprowadzać gaz z miejsc wydobycia. Sam gazociąg ma kanadyjczyków kosztować 6,6 mld dolarów. I to się opłaca a NS2 nie?

Max
środa, 20 listopada 2019, 23:38

Coś kiepsko z twoim logicznym myśleniem. Krytykujesz dywersyfikacje dostaw i masz pretensje do PGING, że rachunek za gaz nie spada, a czy wiesz, że obecnie ponad60% gazu w Polsce pochodzi z Rosji? Pomyślałeś, że może dlatego nie odczuwamy spadku ceny gazu na światowych rynkach bo za Tuska i Pawlaka wynegocjowano powiązanie ceny gazu z ceną ropy? Przepłacamy obecnie gaz z Rosji w porównaniu z Niemcami o jakieś 29% i dlatego właśnie są potrzebne nowe inwestycje. Terminale LNG są niewykorzystywane? Dobre sobie. To dlaczego budują się nowe? Nawet Niemcy budują swój nowy terminal. Ceny LNG są powszechnie znane. Były artykuły choćby na tym portalu. A Nord stream 2 jest projektem politycznym bo ma uzależniać energetycznie kraje europy środkowo wschodniej. Nie wierzę, że komuś poza ruskimi trolami trzeba to tłumaczyć. Przeczytaj jeszcze raz artykuł jak nie zrozumiałeś.

Nysa
środa, 27 listopada 2019, 17:49

Po co mi jakaś tam "dywersyfikacja" skoro amerykański gaz jest droższy 40% od rosyjskiego ? Może mi ktoś wytłumaczy bo ja nie kumam . A propos terminali LNG . Są wykorzystywane tylko w 20 % reszta stoi pusta . A budowane są nowe tylko pod naciskiem USA .

Wania
czwartek, 28 listopada 2019, 13:27

Zwłaszcza w Rosji są budowane pod naciskiem USA. Niemcy też trudno podejrzewać o naciski USA. Co do cen.... Nasze umowy z Rosją na gaz są o wiele wyższe od rynkowych, stąd i gaz z USA jest tańszy dla nas od rosyjskiego. Gdyby nie te inwestycje to rosyjski gaz zawsze za kare byłby dla nas znacznie droższy od tego na rynku. Biorąc pod uwagę kontrakty to rosyjskiego o wiele droższego teraz nam nie trzeba.

Nysa
piątek, 29 listopada 2019, 14:04

@Wania Pisałem o terminalach regazyfikacyjnych LNG czyli do odbioru gazu skroplonego. Rosja buduje taki terminal w obwodzie kaliningradzkim bo jest odcięta od Rosji granicami innych państw. Natomiast Niemcy coś tam budują ale tylko dla picu żeby uspokoić amerykanów. Zresztą też Niemcy i Europa Zachodnia stale podlegają naciskom USA poprzez cła na importowane produkty z Europy i sankcje na firmy budujące NS2. Natomiast jakie są ceny amerykańskiego gazu LNG to można dowiedzieć się na stronie Amerykańskiego departamentu Energii. Praw fizyki nie da się oszukać . Trzeba włożyć dużo energii żeby obniżyć temperaturę gazu do stanu ciekłego i z powrotem doprowadzić do tanu gazowego w krótkim czasie. A to kosztuje. Zresztą teraz PIS podwyższa ceny papierosów i alkoholu żeby pokryć straty na imporcie gazu LNG. Taka jest brutalna prawda.

zdziwiony
środa, 4 grudnia 2019, 12:09

Koło prawdy to nawet nie stałeś. Przez pierwszy rok działalności gazoportu sprzedał on 1000 cystern ze skroplonym gazem. Kupują go prywatne firmy. I jakoś wszystkim się to opłaca.

Nysa
środa, 4 grudnia 2019, 21:06

Nie tylko Gazprom ale również Novatek ale tylko tam gdzie nie ma gazociągów i infrastruktury do dostarczania zwykłego gazu. W ogóle gaz LNG jest niekonkurencyjny do 8000 km.

Autoro
wtorek, 19 listopada 2019, 14:42

Ruski gaz dla polski srednio 250 dol za 1000 m3 dla niemiec 200. Na rynku spotowym 160-180. Amerykanski po regazyfikacji 170.

Arek
wtorek, 19 listopada 2019, 12:42

Jeżeli będziemy mieli gazu pod dostatkiem z innych źródeł niż Rosja to nie ma sensu z Rosjanami dyskutować i barć od nich gaz. No chyba, że zrobią Polsce tak atrakcyjną cenę to można jakąś część gazu brać.

Stary Grzyb
wtorek, 19 listopada 2019, 11:36

Jakich "kontraktów z Gazpromem"? Polska podjęła i skutecznie realizuje potężne przedsięwzięcia infrastrukturalne, mające na celu uwolnienie się od odziedziczonego po sowieckiej okupacji uzależnienia energetycznego od odwiecznego wroga i zaprzestanie wynikającego z ze wspomnianego uzależnienia finansowania tego wroga (co dotyczy nie tylko gazu, ale i ropy, której już tylko 50% importujemy z Rosji, a po ukończeniu rozbudowy Rurociągu Pomorskiego i tego będziemy mogli się pozbyć), a docelowo także uzyskanie pozycji znaczącego lokalnego reeksportera gazu i ropy, więc jakie "kontrakty z Gazpromem", powtórzę? Wszelkie kontrakty nie tylko z Gazpromem, ale z Rosją jako taką należy bezwzględnie eliminować, zaś jedynym wymiarem nie kontraktów, a kontaktów z Rosją powinna być liczna, po zęby uzbrojona, doskonale wyszkolona i bitna armia, plus jak najbardziej rozbudowana obecność Amerykanów w Polsce, to wszystko.

Nysa
środa, 27 listopada 2019, 17:51

Tak tylko Polska nie jest zadłużona od "odwiecznego wroga" lecz od Zachodu i USA na olbrzymią sumę. Obecne zadłużenie Polski jest tylko ułamkiem tego zadłużenia z końca lat 70 ub. wieku.

Reklama
Tweets Energetyka24