Reklama

Drony rozbijają rosyjski sektor paliwowy. Kreml płaci coraz wyższą cenę za wojnę

Okładka
Autor. Defence24

Rosja nadal wydobywa ogromne ilości ropy, ale coraz gorzej radzi sobie z przetwarzaniem jej w paliwo. Ukraińskie ataki na rafinerie i logistykę zmuszają Kreml do ograniczania eksportu, reglamentacji sprzedaży oraz kosztownych napraw infrastruktury.

Jak państwo posiadające ogromne zasoby ropy doprowadziło do reglamentacji paliwa? Czy ukraińskie ataki mogą trwale osłabić rosyjski sektor naftowy? I jakie wnioski powinna wyciągnąć Polska, której najważniejsze rafinerie znajdują się w zasięgu rosyjskich systemów uderzeniowych? O tym rozmawialiśmy w programie Punkt Krytyczny Energetyki24.

Za krótka kołdra

Rosja przez lata była nazywana stacją benzynową Europy. Obecnie jej największym problemem nie jest jednak wydobywanie ropy, lecz jej przerób i dostarczanie gotowych paliw na rynek wewnętrzny. W kraju działa około 30 dużych rafinerii, z których mniej więcej 20 znajduje się w europejskiej części kraju. Jak podkreśla Marszałkowski, praktycznie wszystkie zostały już co najmniej raz zaatakowane przez ukraińskie bezzałogowce.

Skala operacji wyraźnie wzrosła. W pierwszych latach wojny sukcesem było dotarcie pojedynczego drona do rafinerii, natomiast obecnie w jeden obiekt może uderzyć kilka lub kilkanaście maszyn. Powoduje to uszkodzenia instalacji, ograniczenie przerobu ropy oraz spadek ilości paliwa trafiającego na stacje. Rozległe terytorium, które przez lata stanowiło rosyjski atut, utrudnia jednoczesną ochronę Moskwy, Krymu, obiektów przyfrontowych i rafinerii położonych daleko na wschodzie kraju. Nie wszystko można obronić. Rosjanie muszą wybierać, czy chronią Moskwę, Krym, czy rafinerie.

Reklama

Wojna dociera na stacje

Skutki ataków coraz mocniej odczuwają rosyjscy obywatele. Problemy z paliwem zbiegły się z okresem wakacyjnym oraz żniwami, gdy zapotrzebowanie na benzynę i olej napędowy rośnie. Wyższe ceny przekładają się na koszty transportu, żywności i usług. Władze ograniczyły eksport benzyny i oleju napędowego, a na części stacji wprowadzano limity sprzedaży, zakazy tankowania do kanistrów oraz obsługę kierowców w zależności od parzystych i nieparzystych dni. Obniżono również wymagania jakościowe wobec paliwa.

Reklama

Pozwala to chwilowo zwiększyć jego dostępność, lecz może prowadzić do awarii nowszych samochodów, szczególnie pojazdów produkcji chińskiej, które zajęły dużą część rosyjskiego rynku. Jednocześnie koncerny naftowe przeznaczają coraz więcej pieniędzy na naprawy uszkodzonych instalacji. Środki, które powinny finansować modernizację zakładów i poszukiwanie nowych złóż, są wydawane na doraźne przywracanie produkcji.

Firmy nie inwestują już w rozwój, lecz próbują jedynie odzyskać wcześniejsze zdolności. W dłuższym okresie może to doprowadzić do jeszcze większych problemów sektora.
ocenia Marszałkowski

Lekcja dla Polski

Ukraińskie ataki pokazują również, jak trudne byłoby utrzymanie pracy polskich rafinerii w przypadku konfliktu z Rosją. Zakłady w Płocku i Gdańsku znajdują się w zasięgu rosyjskich rakiet i dronów, a porty na Bałtyku mogłyby zostać szybko odcięte. Zdaniem Mariusza Marszałkowskiego Polska powinna skupić się nie tylko na obronie infrastruktury, lecz także na możliwości jej szybkiej naprawy oraz stworzeniu alternatywnych dróg dostaw paliwa. Kluczowe znaczenie ma przedłużenie natowskiego systemu rurociągów paliwowych przez wschodnie Niemcy do Polski. Infrastruktura ma docelowo sięgać Bydgoszczy i umożliwiać sprowadzanie paliwa od zachodnich sojuszników. „Trudno sobie wyobrazić, aby rafinerie w Płocku i Gdańsku mogły w czasie wojny pracować tak jak w warunkach pokoju. Musimy mieć alternatywne możliwości zaopatrzenia kraju” – podkreśla Marszałkowski.

Reklama

Zobacz również

Reklama