- W CENTRUM UWAGI
Rewizja ETS nie wystarczy. Potrzebny jest nowy model
Komisja Europejska zaproponowała zmiany w systemie EU ETS na lata 2031–2040. Zdaniem Warsaw Enterprise Institute (WEI) nie rozwiązują one jednak podstawowego problemu – rosnących kosztów ponoszonych przez przemysł i gospodarstwa domowe. Zamiast kolejnych korekt potrzebny jest więc system, który premiuje rzeczywistą redukcję emisji.
Zaproponowana przez Komisję Europejską (KE) rewizja systemu EU ETS polega m.in. na zwiększeniu wsparcia dla przemysłu energochłonnego w ramach systemu, poprzez m.in. podniesienie wartość darmowej alokacji dla części sektorów o około 6 mld euro do 2030 r.
KE zaproponowała też obniżenie liniowego współczynnika redukcji emisji z obecnych 4,3 proc. do 3,7 proc. w latach 2031–2035 oraz do 1,7 proc. w latach 2036–2040. Utrzymane mają zostać także darmowe uprawnienia dla sektorów objętych mechanizmem granicznym – na poziomie 15 proc. w latach 2034–2037 – a ich całkowite wygaszenie przesunięto na 2038 rok.
Kolejne propozycje dotyczą m.in. utworzenia Banku Dekarbonizacji Przemysłu o wartości 100 mld euro oraz mechanizmu ETS Investment Booster opartego na 400 mln uprawnień od 2027 roku.
WEI: problem tkwi w konstrukcji
Według WEI wszystkie te propozycje modyfikują poszczególne elementy systemu, ale nie rozwiązują dotychczasowych problemów. Jak wskazuje Sebastian Stodolak, wiceprezes WEI, Bruksela nie zmieniła tych parametrów działania systemu ETS, które od początku przesądziły o jego słabościach.
„_Pułap emisji nadal ustala się administracyjnie, podaż uprawnień nadal jest decyzją polityczną, a cena pozostaje zależna od decyzji regulatora. Wolniej opadający limit emisji i większa liczba darmowych uprawnień nie tworzą bardziej przewidywalnego systemu. Sprawiają jedynie, że jego polityczny charakter staje się bardziej widoczny” – wskazuje Sebastian Stodolak.
ETS zwiększa koszty i osłabia konkurencyjność
W czerwcu WEI zaprezentował w Parlamencie Europejskim w Brukseli Brukseli raport pt: „W poszukiwaniu optymalnej polityki klimatycznej” przygotowany przez ekonomistę Marka Lachowicza.
Jednym z głównych wniosków raportu jest to, że choć ETS często przedstawiany jest jako mechanizm rynkowy, w praktyce jego funkcjonowanie znacząco odbiega od zasad wolnego rynku. Przedsiębiorstwa objęte systemem nie mają alternatywy dla zakupu uprawnień do emisji i muszą je nabywać niezależnie od ich ceny. Jednocześnie podaż uprawnień kształtują przede wszystkim decyzje administracyjne, a nie mechanizmy popytu i podaży.
Dokument zwraca też uwagę na niestabilność cen uprawnień, co utrudnia przedsiębiorstwom planowanie wieloletnich inwestycji, szczególnie związanych z transformacją energetyczną i modernizacją przemysłu.
Koszty obecnego systemu są szczególnie odczuwalne w takich krajach takich jak Polska.Nasz kraj znajduje się w grupie państw najbardziej narażonych na skutki systemu ze względu na strukturę gospodarki, wysoki udział przemysłu energochłonnego i uzależnienie od tradycyjnych źródeł energii.
Według raportu WEI obciążenie polskiej gospodarki wynikające z ETS może sięgać nawet 12,87 mld euro rocznie. Po przeliczeniu na mieszkańca oznacza to koszt dochodzący do 352 euro rocznie.
Ta sama cena emisji CO₂ oznacza zupełnie inne konsekwencje dla Niemiec czy Francji niż dla Polski. W Europie Środkowo-Wschodniej ETS często działa bardziej jak obciążenie gospodarcze niż impuls modernizacyjny” – podkreśla Marek Lachowicz, autor raportu.
ETS 2 uderzy w gospodarstwa domowe
Szczególne kontrowersje budzi wprowadzenie ETS2, które od 2028 roku obejmie transport drogowy oraz ogrzewanie budynków. Według raportu WEI koszty tego rozwiązania najmocniej odczują gospodarstwa domowe o niższych dochodach oraz mieszkańcy mniejszych miejscowości, którzy mają ograniczone możliwości szybkiej zmiany źródeł ogrzewania czy sposobu przemieszczania się. Analiza wskazuje, że ceny ogrzewania mogą wzrosnąć o 31–41 proc., a koszty transportu o około 25 proc.
Rosnące koszty energii i emisji wpływają również na konkurencyjność przedsiębiorstw. Firmy działające w UE ponoszą wydatki, których nie muszą ponosić konkurenci spoza wspólnoty, co zwiększa ryzyko przenoszenia produkcji poza Europę. Zdaniem WEI obecny system może więc prowadzić do zjawiska „ucieczki emisji” – zamiast redukować globalne emisje, może przesuwać działalność przemysłową do regionów o mniej restrykcyjnej polityce klimatycznej.
Alternatywa dla ETS: zachęty zamiast kar
Alternatywą proponowaną przez Warsaw Enterprise Institute jest odejście od systemu ETS i zastąpienie go rozwiązaniami opartymi na zachętach inwestycyjnych. Koncepcja, zakłada dwa główne instrumenty: ulgi podatkowe za dekarbonizację oraz fundusze szybkiej innowacji.
Ulgi podatkowe miałyby nagradzać przedsiębiorstwa za rzeczywistą redukcję emisji poprzez obniżenie zobowiązań podatkowych. Firma, która modernizuje produkcję, wymienia flotę lub wdraża nowe technologie, otrzymywałaby korzyść proporcjonalną do osiągniętego efektu środowiskowego. Decyzja o wyborze technologii pozostawałaby po stronie przedsiębiorców, którzy najlepiej znają specyfikę własnej działalności.
Drugim elementem byłyby fundusze szybkiej innowacji, które miałyby zmniejszyć koszt kapitału potrzebnego do transformacji. Mechanizm pozwalałby na korzystniejsze finansowanie inwestycji w środki trwałe i technologie ograniczające emisje, zwiększając udział prywatnego kapitału w procesie modernizacji gospodarki.
Handel emisjami zakłada, że regulator jest w stanie określić właściwy poziom emisji i właściwą cenę CO₂. Ulgi podatkowe i fundusze innowacyjne wychodzą z innego założenia – że najlepsze rozwiązania powstają wtedy, gdy nagradzamy efekt, a nie narzucamy jedną ścieżkę technologiczną” – przekonuje Sebastian Stodolak.
Według WEI przyszłość europejskiej polityki klimatycznej zależy teraz od tego, czy uda się połączyć redukcję emisji z utrzymaniem konkurencyjności gospodarki. Z kolei obecny model wymaga nie kolejnej korekty parametrów, lecz zmiany filozofii działania. Zamiast systemu, który obciąża przedsiębiorstwa za sam fakt emisji, Europa powinna stworzyć mechanizm, który premiuje tych, którzy skutecznie i szybciej je ograniczają.

