- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Polacy to śmieciarze? Dalej gorąco wokół systemu kaucyjnego
Polacy stali się śmieciarzami – grzmią nagłówki i publicyści, odnosząc się do systemu kaucyjnego. Temat grzeje, wywołuje dyskusje w mediach społecznościowych. I powstaje pytanie: co złego w byciu śmieciarzem?
Posłuchaj artykułu
Od podstawówki małym Polakom wbija się do głów, że żadna praca nie hańbi, a pracownicy służb komunalnych okazali się w czasie pandemii Covid-19 (jeśli ktoś o niej jeszcze pamięta) kluczowi, obok sprzedawców, kasjerek, kurierów czy kierowców. W czasie pandemii tworzyliśmy mnóstwo odpadów, choćby dlatego, że zamawialiśmy więcej jedzenia do domów i ogółem otrzymywaliśmy więcej paczek, by unikać bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Praca przy wywozie śmieci jest jedną z tych, która na co dzień może być niezauważalna – chyba że akurat obowiązki te zostaną zaniedbane, albo jest się rodzicem kilkulatka, który na śmieciarkę wyczekuje bardziej niż na Świętego Mikołaja.
Polak Polakowi śmieciarzem
System kaucyjny „zrobił z Polaków śmieciarzy”. Bo mogą (choć nie muszą, ale stracą 50 groszy na butelce) segregować butelki inaczej niż do tej pory. Warto tu odnotować, że segregacja odpadów działa w naszym kraju od około 10 lat. Teraz różnica, która sprawia, że wszyscy jesteśmy według niektórych „śmieciarzami” polega na tym, że najpierw odkładamy butelki w domu, a potem zanosimy je do punktu zwrotu. Nadal jest to segregacja, zbiórka, przekazanie odpadów do wskazanego miejsca.
Autor. @se_pl/X.com
Czy może to irytować? Biorąc pod uwagę kryzys mieszkaniowy w Polsce oraz wyzwania logistyczne prędko wprowadzanego systemu, może. Trzeba przecież znaleźć miejsce na kolejny rodzaj odpadów. Trzeba też przy okazji zakupów zwrócić butelki, czasem dłużej postać w kolejce, czasem automat nie działa. Czasem butelek nagromadzi się tak dużo, że zdaje się, że automat do zwrotu wraz z butelkami pożera nam czas. Trzeba coś zmienić w życiu, trzeba coś zrobić.
Czy jest to jakaś wielka rewolucja? Zdaje się, że nie, to raczej kolejny krok w stronę lepszej segregacji. I nawet jeśli wszyscy, którzy zgadzają się na korzystanie z systemu kaucyjnego, to nagle śmieciarze, to czy naprawdę trzeba stawiać ten zawód w negatywnym świetle? Praca publicysty nie powinna być uznawana za mniej uwłaczającą niż osoby wywożącej śmieci – oto mój prawdziwie rewolucyjny pogląd.
Spiski, migranci i niemieckie markety
Ale skoro to już zostało ustalone, to spójrzmy szerzej. Jaki jest cel systemu kaucyjnego? W jakich krajach działał już wcześniej? Jak bardzo codziennie zalewamy świat odpadami i dlaczego musimy to zmienić dla dobra przyszłych pokoleń? Tych samych, które teraz czekają przy oknie na przyjazd śmieciarki i nie mają w sobie jeszcze ani krzty uprzedzenia.
System kaucyjny w Polsce zaczął funkcjonować w październiku 2025 r., a w pełni – od stycznia 2026 r. W ramach systemu kaucyjnego, po pół roku od jego wdrożenia, zebrano ponad miliard opakowań w 57 tys. punktach zbiórki. Z danych ONZ wynika, że na świecie kupuje się obecnie około 1 miliona plastikowych butelek na minutę.
Zdaniem wiceministry klimatu Anity Sowińskiej w Polsce trwa obecnie kampania dezinformacyjna, która podważa nie tylko krajową i unijną politykę środowiskową, ale także zaufanie do państwa, o czym pisała na E24 red. Alicja Jankowska. Według NASK winna jest polityka i dezinformacja „rozpowszechniana przez konkretnych aktorów”. Narracja o „Polakach-śmieciarzach” idealnie wkomponowuje się w ten obraz. I, rzeczywiście, według NASK, to jeden z kierunków takich działań.
MKiŚ zapewniło, że kaucja, która nie zostanie zwrócona klientom, nie może stanowić zarobku żadnej firmy i musi być przeznaczona na rozwój samego systemu. W Internecie pojawiają się informacje o tym, że niemieckie giganty, takie jak Lidl i Kaufland, zdążyły zarobić na systemie kaucyjnym. Chociaż tutaj warto też zauważyć, że gdyby tak rzeczywiście było, to właśnie ci, którzy nie uczestniczą w systemie, uczyniliby to możliwym.
Autor. @DanielMomot_/X.com
Ale wśród dziwnych pomysłów na temat systemu kaucyjnego pojawiły się i takie, że przyciąga on do Polski migrantów, którzy mieliby na nim zarabiać (?) oraz o spisku przeciwko Polakom, dotyczącym celowego psucia automatów, by nie mogli oni odebrać swoich pieniędzy. Więcej na ten temat w tekście red. Jankowskiej.
Co, jak i dlaczego?
Jednocześnie nie sposób się nie zgodzić, że wdrożenie tego systemu nie jest łatwe i nie przebiega bezproblemowo. Ma on wady, wielu Polaków po prostu go nie chce, wielu nie rozumie, do czego potrzebny jest nowy obowiązek. Po Internecie krążą straszliwe historie o chodzeniu od niedziałającego automatu do niedziałającego automatu z mnóstwem butelek, czy powrotach z miejscowości turystycznych z torbami pełnymi butelek, bo w okolicy nie było automatu do zwrotu.
Pojawia się też zwykłe pytanie „po co?”. I jak najbardziej jest ono uzasadnione. Istnieje taki koncept jak gospodarka obiegu zamkniętego – chodzi w nim o to, byśmy ponownie wykorzystywali zużyte materiały, zamiast pozostawiać je do rozkładu. A jak wiemy, w przypadku plastiku, z rozkładem jest trudno, może zająć setki lat, a w gruncie rzeczy jest zaledwie fotodegradacją, czyli, ujmując to w skrócie, rozpuszczeniem przez promienie UV i tlen. Jednak plastik nie znika całkowicie – w środowisku na zawsze pozostają drobne cząsteczki, niebezpieczny dla zdrowia mikroplastik. Abyśmy nie kontynuowali nadprodukcji, nie wprowadzali kolejnych butelek, tylko przerabiali je na nowo i wykorzystywali ponownie w wielu krajach funkcjonuje system kaucyjny. W Polsce są plany, by obejmował on także butelki szklane.
Dlaczego konkretnie oddzielamy butelki? W ten sposób zachowujemy ich względną czystość. Nie wchodzą one w kontakt z chemią czy tłuszczem, którym mogły być zanieczyszczone inne plastikowe śmieci. A właśnie taki surowiec można wielokrotnie przetwarzać. Plastik chłonie toksyny, więc po przygodzie w ogólnym koszu na odpady plastikowe może nie nadawać się do ponownego kontaktu z żywnością.
Prawo kaucyjne jako pierwsza w Europie w połowie lat 80-ych uchwaliła Szwecja, a potem niejako zaczęło się ono rozlewać po Starym Kontynencie. Wszyscy jesteśmy śmieciarzami.
Unijna groza
I, rzeczywiście, Polska poprzez system kaucyjny wdraża obecnie unijne prawo. W 2019 r. w życie weszła dyrektywa UE w sprawie zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko. Nakłada ona na wszystkie państwa członkowskie UE bezwzględny obowiązek zbierania 90% jednorazowych butelek plastikowych do 2029 roku. Z kolei niedawno, bo w lutym 2025 r., w życie weszło Rozporządzenie (UE) 2025/40 w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych. Przepisy te nakazują krajom członkowskim uruchomienie systemu kaucyjnego, chyba że dany kraj udowodni, iż za pomocą tradycyjnych kontenerów zbiera już ponad 80% takich odpadów.
Choć początki systemu kaucyjnego wywodzą się z przepisów jednego kraju, to obecnie, staje się on wymaganym standardem w UE. I tutaj na pewno w wielu z nas odzywa się buntownik, gardzący szeroko rozumianym Zachodem. Czasem jednak dobrze jest się przyjrzeć tym narzucanym przepisom i zastanowić, czy na pewno są aż tak bezsensowne, czy też może reagujemy alergią na samo wspomnienie Unii Europejskiej.
„To, co budzi mój największy sprzeciw w tym systemie, ale też w ogóle w tym, jak w Polsce przepisy podchodzą do zbiórki odpadów, to fakt, że w tym systemie kaucyjnym widać najlepiej, że państwo chce mnie ukarać finansowo, a właściwie karze mnie finansowo” – mówił red. Do Rzeczy Łukasz Warzecha w niedawnym wywiadzie dla Super Expressu. Na początku przyznał, że nie oddał ani jednej butelki do butelkomatu od początku funkcjonowania systemu. Dalej przekonywał, że państwo zabiera mu „czas, który jest bezcenną walutą”.
Chcemy przecież, żeby w Polsce było lepiej, jednak każde „poświęcenie” ostatecznie traktujemy z wrogością. Zmiany witamy z głębokim sceptycyzmem, złe wiadomości górują nad dobrymi. Unia Europejska nie sprawi magicznie, że w Polsce ceny mieszkań spadną (to problem wielu krajów bloku, choć w UE jest przynajmniej sensownie mówiący komisarz ds. mieszkalnictwa Dan Joergensen), że poprawi się nasza służba zdrowia, ani że energia będzie tańsza.
UE wpycha jednak Polskę w pewne tryby. Nie można zgadzać się na nie bezrefleksyjnie, czego doskonałym przykładem jest gorąca dyskusja o kształcie systemu handlu emisjami EU ETS, ale również nie należy bezrefleksyjnie sprzeciwiać się wszystkiemu, co „przychodzi z Brukseli”. Być może czasem naprawdę ma to na celu coś dobrego.

