Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

USA chcą powrotu rosyjskiego gazu do Europy. Ukraina w szoku: „Nie chcemy być jak Białoruś!"

Szef wywiadu wojskowego Ukrainy, HUR, Budanow
Autor. Gur.gov.ua

Po zakończeniu wojny z Rosją, należy powrócić do tranzytu rosyjskiej ropy i gazu przez Ukrainę, byłaby to część powojennego planu „regionalnego dobrobytu” – uważa Steve Witkoff, specjalny wysłannik prezydenta USA. Słowa te, wypowiedziane na początku października, oburzyły Kyryło Budanowa, szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy, który stwierdził, że Ukraina „nie chce być jak Białoruś, chce być jak Polska” – relacjonuje francuski „Le Monde”.

Reklama

Opisywane wydarzenia miały miejsce 9 października w klubie golfowym – a jakże – na Florydzie. Uczestniczył w nich także zięć prezydenta USA Donalda Trumpa Jared Kushner.

Mit taniego surowca. Jak Moskwa grała cenami w Europie

Witkoff argumentował, że Ukraina mogłaby czerpać korzyści z tego porozumienia, podczas gdy Europa zyskałaby na niższych cenach energii. Argument o niskich cenach energii z Rosji to jeden z fundamentów przekonania o konieczności współpracy energetycznej z tym krajem. W ostatnim czasie wraca jak bumerang – forsowany, jak widać, także przez USA. Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), wielokrotnie podkreślał, że era taniej rosyjskiej energii była iluzją kupowaną kosztem strategicznej podatności na szantaż. „Nie wykluczałbym, że Rosja będzie nadal wyszukiwać różne preteksty tu i ówdzie oraz szukać wymówek, by jeszcze bardziej ograniczyć dostawy gazu do Europy, a może nawet całkowicie je wstrzymać” – mówił Birol w rozmowie z BBC w 2022 r.

Zgodnie z polskimi analizami, Rosja stosowała politykę cenową w zależności od potrzeb polityki zagranicznej – i tak, kraje uzależnione od Moskwy, albo starające się prowadzić bardziej asertywną politykę, w tym Polska i Ukraina, płaciły więcej za surowce z Rosji niż kraje uważane za strategicznych partnerów, takie jak Niemcy. Pisała o tym w 2008 r. Agata Łoskot-Strachota, analityczka OSW, we współpracy z byłą minister Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz „Ekspansja Gazpromu w UE – kooperacja czy dominacja”.

Są i konkretne przyklady. W 2020 r. PGNiG poinformował o korzystnym dla siebie rozstrzygnięciu sporu z Gazpromem przez Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. Dotyczył on cen narzucanych przez stronę rosyjską w ramach długoterminowego kontraktu na dostawy gazu – opisywał z kolei Bartosz Bieliszczuk z PISM.

Spór dotyczył wysokości cen gazu dostarczanego przez Gazprom do Polski na podstawie kontraktu jamalskiego z 1996 r., obowiązującego do końca 2022 r. (pokrywa ok. 60% importu). Przewidziana w kontrakcie formuła cenowa (sposób ustalania ceny) może być renegocjowana co trzy lata, a w przypadku braku porozumienia strona może wnieść sprawę do arbitrażu. Wobec fiaska rozmów rozpoczętych w 2014 r. PGNiG uczyniło to w 2016 r.
Bartosz Bieliszczuk, PISM

„Ceny w większości kontraktów Gazpromu w Europie są powiązane z cenami gazu na europejskich giełdach. W przypadku kontraktu jamalskiego rosyjska spółka starała się utrzymać niekorzystną dla PGNiG formułę opierającą się na indeksacji cen do średnich cen produktów ropopochodnych. W efekcie tańsza dla PGNiG była nawet część dostaw LNG z USA z uwzględnieniem kosztów transportu” – pisał Bieliszczuk.

Reklama

Spięcie na Florydzie. „Przestańcie atakować rafinerie!"

Nic więc dziwnego, że Budanow, w trakcie spotkania z Witkoffem był, jak opisał „Le Monde”, coraz bardziej sfrustrowany. Miał także uznać, że Amerykanin pouczał go, w jaki sposób Ukraina mogłaby zarabiać pieniądze. Budanow miał w pewnym momencie zadzwonić do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który poradził mu, aby nie okazywał, że coś jest nie w porządku.

Rozmowy miały się zakończyć po tym, jak ukraińska delegacja została poinformowana o porozumieniu USA dotyczącym dostaw diesla z Rosji. „Zaakceptujcie umowę dotyczącą oleju napędowego i przestańcie atakować rosyjskie rafinerie ropy! Narażacie świat na niebezpieczeństwo!” – miał powiedzieć Witkoff do delegacji ukraińskiej wedle relacji „Le Monde”.

Jak opisywała red. Alicja Jankowska, po tym, jak Ukraina zintensyfikowała ataki na rosyjskie rafinerie ropy naftowej, Moskwa została zmuszona do wprowadzenia zakazów eksportu paliw, by zaspokoić zapotrzebowanie krajowe, szczególnie wysokie w okresie letnim – zwłaszcza w przypadku oleju napędowego, niezbędnego do zasilania maszyn rolniczych. Na mocy tzw. umowy dieslowej z USA, ogłoszonej 9 października przez Donalda Trumpa, częściowo zniosła zakaz eksportu oleju napędowego.

Reklama

Według Trumpa Rosja zobowiązała się do „natychmiastowego” dostarczenia 300 tys. ton oleju napędowego, 500 tys. ton w listopadzie i „następnie niezwłocznej” dostawy kolejnego miliona ton. Później Kreml ma dostarczyć jeszcze 3 mln ton diesla, zależnie od stanu rafinerii. Obecnie moce produkcyjne rafinerii rosyjskich są ograniczone o około 40 proc. na skutek ukraińskich ataków. Wicepremier Rosji Aleksandr Nowak twierdzi, że mogą zostać w pełni przywrócone do końca roku. Według Rafała Zywerta, dyrektora działu prognoz i analiz w firmie Reflex, jeśli Ukraina wciąż będzie atakować z taką skutecznością, jest to wątpliwe.

„Za zmianą stanowiska Donalda Trumpa na korzyść Rosji kryją się obietnice lukratywnych transakcji biznesowych kierowane przez Kiriłła Dmitrijewa, zdolnego sprzedawcy Władimira Putina” – pisze francuski dziennik.

Wielki powrót rosyjskiej rury. Biznesowe plany USA

Obecnie przez Rosję forsowana jest wizja powojennego dobrobytu. Plan przedstawiony przez Witkoffa, wedle „Le Monde”, zakładał przede wszystkim całkowitą odbudowę rurociągów transportujących rosyjski gaz i ropę do Europy przez Ukrainę. Czy w tych wizjach widać także naprawę Nord Streamów? Biorąc pod uwagę szeroko zakrojone plany USA, na pewno nie można tego wykluczyć. 8 października, czyli na dzień przed opisywaną przez „Le Monde” rozmową, Reuters informował, że przedstawiciele USA i Rosji rozmawiali o możliwym udziale amerykańskiego inwestora w gazociągach Nord Stream. Według źródeł Reutersa w rozmowach mieli uczestniczyć Jared Kushner oraz Kiriłł Dmitrijew. Potencjalne porozumienie mogłoby pozwolić amerykańskim inwestorom czerpać zyski z przyszłych dostaw rosyjskiego gazu do Europy – opisywała na E24 red. Agnieszka Zielińska.

Reklama

Należy podkreślić, że przedstawiciel Białego Domu zapewnił wówczas agencję Reutera, że ostatnio nie prowadzono rozmów dotyczących gazociągów. Zaznaczył jednocześnie, że wszelkie ewentualne umowy musiałyby przynieść korzyści amerykańskim podatnikom i przedsiębiorstwom.

Jednak co do tranzytu przez Ukrainę – w planie Stanów Zjednoczonych – Kijów otrzymywałby wówczas dywidendy, a ceny energii w Europie by spadły. Miałoby to być korzystne dla obu stron rozwiązanie. Powody niechęci Ukrainy wobec tego „biznesowego” załatwienia sprawy mogą jeszcze długo pozostać dla Waszyngtonu tajemnicą.

Reklama