- W CENTRUM UWAGI
Ceny gazu ziemnego już znacząco wzrosły. Europa musi liczyć się z trudną zimą
Autor. Envato
Wpływ sytuacji na Bliskim Wschodzie na ceny energii już jest widoczny. W Europie ceny gazu przekroczyły 80 euro za MWh. Rynek zaczął już dyskontować ryzyko związane z ograniczeniem dostaw LNG z regionu Zatoki Perskiej – ocenia w rozmowie z E24 Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych (ISE).
Zdaniem prezesa ISE skutki obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie nie ograniczają się już tylko do samego wzrostu cen.
„Katar, który jest jednym z kluczowych dostawców LNG, zaczął szukać alternatywnych źródeł gazu, m.in. w Stanach Zjednoczonych, aby zapewnić dostawy swoim dotychczasowym klientom chcąc realizować umowy długoterminowe pomimo ogłoszenia „siły wyższej”. Oznacza to konieczność ponoszenia bardzo wysokich kosztów. Dla tak dużego producenta ważniejsze jest dziś utrzymanie ciągłości dostaw i relacji z odbiorcami niż maksymalizacja marży” – ocenia Andrzej Sikora.
Jednocześnie zaznacza, że to, co do tej pory wydarzyło się na rynku, jest już w dużej mierze uwzględnione w cenach.
”Jeżeli jednak dojdzie do dalszej eskalacji, szczególnie do ataków na statki transportujące LNG lub ropę, należy liczyć się z kolejną falą wzrostów” – podkreśla.
Ceny na zimę są już w dużej mierze zakontraktowane
Ekspert uważa, że nie można jednak patrzeć na dzisiejszą cenę gazu jako na prostą prognozę tego, ile zapłacimy zimą. O cenach w kolejnych miesiącach zdecydują przede wszystkim kontrakty terminowe zawierane z wyprzedzeniem – na dwa, trzy, a nawet sześć miesięcy.
„Te ceny są już znane i wskazują, że podwyżka może być znacząca. W porównaniu z obecnym poziomem mogą być wyższe o około 20 proc., a względem sytuacji sprzed dwóch tygodni wzrost sięga już około 30 proc. To poziomy, które będą miały istotne znaczenie przede wszystkim na rynku hurtowym” – dodaje.
Prezes ISE uważa jednocześnie, że wiele zależeć będzie również od pogody. Jeżeli zima okaże się łagodna, zużycie gazu będzie mniejsze, a presja na ceny może być ograniczona. Jeżeli natomiast przyjdzie chłodna zima, dodatkowo jeśli trafi się„Dunkelflaute”, czyli okres bardzo niskiej produkcji z wiatru i PV, Europa będzie musiała wówczas znacznie mocniej konkurować o dostępny LNG z odbiorcami azjatyckim.
Polska jest w nieco innej sytuacji
W przypadku Polski trzeba jednak rozróżnić ceny hurtowe od cen, które ostatecznie płacą gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa.
„Dobrym przykładem jest rynek paliw. Mimo bardzo wysokich cen hurtowych Orlen nie podniósł cen na stacjach do poziomów, których można byłoby się spodziewać, i średnia cena diesla pozostaje znacznie niższa niż wynikałoby to z bieżących notowań” – zauważa Andrzej Sikora.
Podobny mechanizm jego zdaniem może mieć znaczenie na rynku gazu.
„Orlen ma znaczną część dostaw zakontraktowaną w oparciu o amerykański Henry Hub, który obecnie jest jednym z najtańszych źródeł gazu. Firma dysponuje również własną flotą i kontraktami FOB, co daje jej dużą elastyczność w zakresie tego, dokąd i kiedy kierowane są dostawy” – wyjaśnia prezes ISE.
Dodaje, że widać to także w wynikach finansowych koncernu. Wyniki Orlenu za drugi kwartał pokazały bardzo wysokie zyski, w dużej mierze związane właśnie z działalnością na rynkach paliw i gazu ziemnego.
„Pojawia się więc pytanie, jak długo można utrzymywać krajowe ceny poniżej poziomów wynikających z sytuacji na rynku europejskim. Z jednej strony trudno byłoby uzasadnić podwyżkę taryf o 20–30 proc., skoro koncern dysponuje relatywnie korzystnymi kontraktami. Z drugiej strony trudno oczekiwać, że spółka całkowicie zrezygnuje z możliwości realizowania marży wynikającej z różnicy między kosztami zakupu a cenami rynkowymi” – zaznacza Andrzej Sikora.
Dla gospodarstw domowych problemem jest nie tylko gaz
Jego zdaniem w dyskusji o kosztach ogrzewania często za bardzo koncentrujemy się na źródłach gazowych. Tymczasem przeciętny polski odbiorca wciąż w dużej mierze korzysta z innych źródeł energii. Część gospodarstw ogrzewa domy węglem, część pelletem, inni zainwestowali w pompy ciepła.
Odbiorcy już odczuli wzrost kosztów. Węgiel jest znacznie droższy niż rok wcześniej, a ceny pelletu również mocno wzrosły. Dlatego ewentualna kolejna podwyżka cen gazu byłaby tylko kolejnym elementem presji na gospodarstwa domowe
Andrzej Sikora, prezes ISE
Ten problem jego zdaniem dotyczy również przemysłu.
Jeżeli gaz pozostanie bardzo drogi, część energochłonnych przedsiębiorstw zacznie ograniczać produkcję. Dotyczy to m.in. przemysłu nawozowego. Państwo może próbować rekompensować rolnikom wyższe ceny nawozów, ale jednocześnie pozostaje pytanie, jak długo można utrzymywać taki system i jak konkurencyjny pozostanie polski przemysł” – zaznacza Andrzej Sikora.
Najprostszy wniosek jego zdaniem jest prosty: musimy przetrwać tę zimę przy najmniejszych możliwych kosztach.
Europa konkuruje o LNG z Azją
Europa nie jest obecnie jedynym regionem, który musi dziś szukać alternatywnych dostaw. W jeszcze trudniejszej sytuacji zdaniem prezesa ISE znajduje się Azja, która geograficznie jest znacznie bliżej Zatoki Perskiej i w większym stopniu opierała się na dostawach z tego kierunku.
Dlatego obecnie wszyscy próbują znaleźć alternatywy. Stany Zjednoczone zwiększają eksport LNG, Kanada może kierować część swoich dostaw na rynki azjatyckie, a Europa również musi konkurować o dostępny gaz.
„Na tym rynku podstawowym instrumentem pozostaje cena. Europa chciałaby uniknąć płacenia tyle, ile są gotowi zapłacić odbiorcy azjatyccy, dlatego będzie musiała wykorzystywać każdą okazję do pozyskania tańszego LNG” – wskazuje Andrzej Sikora.
Amerykański LNG może zmienić układ sił
Długoterminowo jego zdaniem sytuacja będzie wyglądała inaczej. Transport LNG do Europy jest relatywnie tańszy i bezpieczny w porównaniu z dostawami z najbardziej zagrożonych kierunków.
Dodatkowo w Stanach Zjednoczonych powstają ogromne nowe moce eksportowe. W perspektywie najbliższych dwóch–trzech lat na rynek może trafić około 60–70 mln ton nowych zdolności eksportowych LNG. To ilość, która zdaniem prezesa ISE może zasadniczo zmienić światowy układ sił i pozwolić Stanom Zjednoczonym konkurować z Katarem o pozycję najważniejszego dostawcy LNG. Pojawiają się również dodatkowe dostawy z Nigerii, Australii i innych kierunków.
„Dlatego obecny kryzys należy przede wszystkim postrzegać jako problem najbliższych miesięcy. Jeżeli nie dojdzie do dalszej eskalacji konfliktów i światowy handel energią nie zostanie poważnie zakłócony, za dwa–trzy lata sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej” – komentuje prezes ISE.
Dodaje, że rynek może zostać ponownie bardzo dobrze zaopatrzony, a zwiększenie podaży LNG może znacząco obniżyć ceny.
„Dziś jednak najważniejsze jest to, żeby Europa i Azja znalazły wystarczającą ilość gazu na najbliższą zimę” – podsumowuje.



