Reklama
Reklama
Reklama
  • W CENTRUM UWAGI
  • KOMENTARZ

Skandal w japońskiej elektrowni jądrowej. Oszukiwali, żeby szybciej uruchomić reaktory

Autor. Flickr / IAEA Imagebank

Jeden z największych japońskich koncernów energetycznych przez lata przedstawiał nieprawidłowe dane podczas starań o ponowne uruchomienie elektrowni jądrowej położonej w regionie szczególnie narażonym na trzęsienia ziemi. Wewnętrzne ostrzeżenia nie zatrzymały tych praktyk, a presja na przyspieszenie inwestycji sprzyjała obchodzeniu procedur. Po ujawnieniu wyników niezależnego dochodzenia odchodzą prezes i przewodniczący rady spółki, natomiast postępowanie dotyczące uruchomienia dwóch reaktorów ma rozpocząć się od nowa.

Posłuchaj artykułu

Sprawa dotyczy elektrowni jądrowej Hamaoka, położonej w mieście Omaezaki na wybrzeżu Oceanu Spokojnego, gdzie może dojść do jednego z najsilniejszych trzęsień ziemi przewidywanych w Japonii. Zakład należy do Chubu Electric Power, czyli jednego z największych przedsiębiorstw energetycznych w kraju, które dostarcza energię m.in. do uprzemysłowionej części środkowej Japonii. Elektrownia została zatrzymana w 2011 roku, kilka tygodni po trzęsieniu ziemi i tsunami, które doprowadziły do katastrofy w Fukushimie. Ówczesny rząd uznał, że ze względu na położenie Hamaoki dalsza praca zakładu bez dodatkowych zabezpieczeń stwarza zbyt duże ryzyko, dlatego zwrócił się do operatora o wyłączenie reaktorów.

Chubu Electric rozpoczęło później prace nad wzmocnieniem elektrowni i przygotowaniem jej do działania zgodnie z surowszymi normami bezpieczeństwa, które Japonia wprowadziła po katastrofie w Fukushimie. Bloki numer 1 i 2 przeznaczono do likwidacji, natomiast w latach 2014 i 2015 spółka złożyła wnioski o zgodę na ponowne uruchomienie bloków numer 4 i 3. Procedura prowadzona przez japońską Komisję Regulacji Energetyki Jądrowej trwała ponad dekadę, ponieważ operator musiał wykazać, że reaktory i ich systemy bezpieczeństwa będą odporne na trzęsienia ziemi, tsunami, utratę zasilania oraz inne zdarzenia, które mogłyby doprowadzić do uszkodzenia paliwa jądrowego. Jednym z najważniejszych elementów postępowania było określenie maksymalnej siły drgań gruntu, jaką należy przyjąć podczas projektowania zabezpieczeń.

Reklama

Kontrola ujawniła skalę manipulacji

Podejrzenia dotyczące sposobu przygotowywania obliczeń pojawiły się wewnątrz Chubu Electric na długo przed publicznym ujawnieniem skandalu. Według raportu niezależnej komisji problemy zgłaszano w firmie w 2019 i 2021 roku, jednak żaden z tych sygnałów nie doprowadził do właściwego wyjaśnienia sprawy ani zatrzymania nieprawidłowych praktyk.

Ostatecznie informacje o możliwych manipulacjach otrzymał japoński urząd odpowiedzialny za nadzór nad energetyką jądrową, który w maju 2025 roku rozpoczął sprawdzanie dokumentacji oraz przesłuchiwanie przedstawicieli przedsiębiorstwa. Pomimo rozpoczęcia czynności przez regulatora pracownicy spółki nadal zmieniali przygotowane wcześniej zestawy danych, co przedstawiciele dozoru ocenili później jako próbę dopasowania dokumentów do składanych wyjaśnień.

Chubu Electric przyznało w styczniu 2026 roku, że dane dotyczące możliwych wstrząsów mogły być wybierane w sposób intencjonalny i niezgodny z metodą przedstawioną regulatorowi. Spółka powołała wówczas niezależną komisję złożoną z zewnętrznych prawników, natomiast dozór jądrowy zatrzymał postępowanie dotyczące bloków numer 3 i 4, zażądał przekazania szczegółowych informacji oraz rozpoczął kontrolę w siedzibie firmy.

Reklama

Przewodniczący japońskiej Komisji Regulacji Energetyki Jądrowej Shinsuke Yamanaka oceniał, że naruszenie zasad bezpieczeństwa ma bezprecedensowy charakter, ponieważ regulator musi mieć pewność, że dane przekazywane przez operatora elektrowni jądrowej są kompletne i zgodne z rzeczywistością. Zapowiadał również, że procedura może zostać rozpoczęta od początku, natomiast w najbardziej rygorystycznym wariancie urząd może odmówić wydania zgody na ponowne uruchomienie reaktorów.

Najpierw wynik, później dane

Opublikowany we wrześniu raport komisji potwierdził, że problem nie był pojedynczym błędem ani nieprawidłowym opisem metodologii, bo pracownicy przez lata świadomie dobierali wyniki obliczeń w taki sposób, aby możliwe wstrząsy sejsmiczne wyglądały na słabsze. Dochodzenie wykazało również, że regulatorowi przekazywano nieprawdziwe wyjaśnienia i ukrywano rzeczywisty sposób przygotowywania dokumentacji.

W 2019 roku Chubu Electric informowało dozór, że podczas oceny zagrożenia przygotowuje 20 różnych symulacji ruchu gruntu, a następnie wybiera jako reprezentatywny wynik znajdujący się najbliżej średniej całego zestawu. Taki sposób miał ograniczać wpływ pojedynczych nietypowych obliczeń i pozwalać na uzyskanie wartości odpowiadającej najbardziej prawdopodobnemu przebiegowi trzęsienia ziemi.
Reklama

Jak opisują japońskie media, mechanizm nieprawidłowości polegał na przygotowywaniu wielu zestawów obejmujących po 20 wyników, spośród których wybierano ten dający korzystniejszą ocenę zagrożenia sejsmicznego. Stosowano również metodę, w której najpierw wskazywano odpowiednio niską falę, a następnie dobierano do niej pozostałych 19 wyników tak, aby wcześniej wybrana wartość znajdowała się możliwie blisko średniej całego zestawu. Zamiast wyznaczać reprezentatywną falę na podstawie przeprowadzonych obliczeń, pracownicy rozpoczynali od pożądanego wyniku i dopasowywali do niego pozostałe dane. Według komisji praktyki te były stosowane od 2012 roku, a przygotowywane materiały i wyjaśnienia nie ujawniały regulatorowi rzeczywistego sposobu prowadzenia analiz.

YouTube cover video

Termin ważniejszy od bezpieczeństwa

Komisja wskazała, że jedną z przyczyn skandalu była presja na możliwie szybkie przywrócenie reaktorów do pracy, ponieważ przedstawiciele kierownictwa krytykowali departament odpowiedzialny za infrastrukturę jądrową za opóźnienia i domagali się dotrzymywania harmonogramu. Raport nie stwierdził, że zarząd bezpośrednio nakazał sfałszowanie konkretnych danych, jednak uznał, że sposób zarządzania sprzyjał obchodzeniu zasad i odrzucaniu informacji, które mogły opóźnić postępowanie. W przedsiębiorstwie miała powstać własna teoria usprawiedliwiająca takie działania, ponieważ pracownicy odpowiedzialni za obliczenia byli przekonani o poprawności swojej oceny technicznej i uznawali, że mogą zmieniać sposób postępowania, jeżeli ich zdaniem formalne wymagania regulatora utrudniały osiągnięcie właściwego rezultatu.

Krytyczne uwagi traktowano przy tym jako przeszkodę w realizacji zadania, natomiast nie jako element kontroli bezpieczeństwa. Nieprawidłowości mogły być kontynuowane również dlatego, że analizy sejsmiczne wykonywała niewielka grupa wysoko wyspecjalizowanych pracowników, których decyzje były trudne do zweryfikowania przez pozostałe części organizacji. Wiedza została skoncentrowana w zamkniętym gronie, a spółka nie stworzyła skutecznego systemu niezależnej kontroli przygotowywanych obliczeń.
Reklama

Komisja stwierdziła również, że Chubu Electric nie zareagowało odpowiednio na dwa wcześniejsze ostrzeżenia, chociaż pozwalały one wykryć problem kilka lat przed rozpoczęciem postępowania przez regulatora. Skala zaniedbań sprawiła, że w raporcie odpowiedzialnością objęto zarówno osoby bezpośrednio przygotowujące dane, jak i kierownictwo sprawujące nadzór nad pionem jądrowym oraz odpowiadające za kulturę organizacyjną przedsiębiorstwa.

Kierownictwo odchodzi, a procedura ruszy od nowa

Po publikacji raportu prezes Chubu Electric Kingo Hayashi oraz przewodniczący rady spółki Satoru Katsuno zapowiedzieli, że odejdą ze stanowisk 30 września. Nowym prezesem zostanie 1 października dotychczasowy dyrektor Minoru Yasui, którego zadaniem będzie przeprowadzenie zmian organizacyjnych, odbudowanie systemu kontroli i przygotowanie przedsiębiorstwa do dalszych rozmów z regulatorem. Spółka postanowiła jednocześnie wycofać dotychczasowe wnioski dotyczące bloków numer 3 i 4, przez co rezultaty postępowania prowadzonego od 2014 i 2015 roku nie zostaną wykorzystane do wydania zgody na ich uruchomienie. Chubu Electric nie rezygnuje jednak definitywnie z elektrowni i zapowiada ponowne złożenie dokumentacji po przebudowaniu organizacji, zmianie procesów operacyjnych oraz przygotowaniu nowych analiz bezpieczeństwa. Przedsiębiorstwo nie podało terminu rozpoczęcia kolejnego postępowania, a wycofanie wniosków nie kończy kontroli prowadzonej przez japoński dozór. Spółka przekazała regulatorowi raport komisji, jednak nadal pracuje nad analizą bezpośrednich i źródłowych przyczyn nieprawidłowości oraz nad środkami, które mają zapobiec ich powtórzeniu.

Sekretarz gabinetu Japonii Minoru Kihara wezwał spółkę do dokładnego ustalenia faktów, wyjaśnienia przyczyn skandalu i wprowadzenia programu naprawczego, a jednocześnie zapewnił, że rząd nie zmienia polityki zakładającej szersze wykorzystanie energetyki jądrowej. Według Reutersa w sierpniu w Japonii pracowało 11 reaktorów o łącznej mocy około 10 GW, podczas gdy przed katastrofą w Fukushimie kraj wykorzystywał 54 jednostki.

Reklama
Zobacz również
Reklama