- WIADOMOŚCI
Zamówienia publiczne mają napędzać europejski przemysł. Nadchodzi zmiana reguł
Komisja Europejska chce wykorzystać zamówienia publiczne do wzmacniania europejskiego przemysłu, innowacji, czystych technologii i bezpieczeństwa gospodarczego. Zdaniem Aleksandra Śniegockiego, prezesa Instytutu Reform, planowana reforma nie będzie rewolucją, ale zasadniczo zmieni sposób myślenia o zamówieniach publicznych.
Zamówienia publiczne mogą stać się jednym z ważniejszych narzędzi europejskiej polityki przemysłowej. Komisja Europejska przygotowuje reformę, która ma zwiększyć znaczenie kryteriów środowiskowych i społecznych, wspierać innowacje oraz ułatwić udział małych i średnich przedsiębiorstw w przetargach.
Oficjalna prezentacja projektu Public Procurement Act (PPA) zaplanowana jest na 9 września 2026 roku. Nowe przepisy mają m.in. ujednolicić zasady zamówień publicznych w państwach członkowskich i zwiększyć znaczenie kryteriów pozacenowych, w tym środowiskowych. Jednym z elementów reformy ma być także europejski „local content” – promowanie rynku Wspólnoty, jednak bez faworyzowania firm wyłącznie ze względu na kraj ich pochodzenia.
Nie rewolucja, ale zmiana sposobu myślenia
„Reforma jest częścią szerszej zmiany podejścia Unii Europejskiej do polityki przemysłowej. W ostatnich latach europejskie analizy coraz częściej wskazywały na problem konkurencyjności UE oraz niewykorzystany potencjał wspólnego rynku. Jednym z obszarów, które mogą pomóc odwrócić ten trend, są właśnie zamówienia publiczne” – komentuje Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform.
W tym kontekście przypomina, że państwo i sektor publiczny należą do największych nabywców dóbr i usług. „Odpowiednio zaprojektowane zamówienia mogą więc tworzyć popyt, który pozwoli nowym technologiom szybciej osiągać skalę” – zaznacza.
Jego zdaniem jedną z najważniejszych zmian przewidzianych w projekcie PPA jest odejście od obecnego systemu opartego na kilku dyrektywach na rzecz jednego rozporządzenia. Nie oznacza to jednak całkowitego zastąpienia krajowych przepisów. Państwa członkowskie nadal będą potrzebowały własnych regulacji uzupełniających, m.in. dotyczących zamówień pozostających poza unijnym systemem czy organizacji krajowego rynku.
Dlatego – zdaniem prezesa Instytutu Reform – zmian tych nie należy określać jako rewolucji.
„To zmiana systemowa, ale nie rewolucja. Nie oznacza końca krajowych systemów zamówień publicznych. Najważniejsza może okazać się nie sama zmiana przepisów, ale zmiana logiki ich stosowania” – mówi Aleksander Śniegocki.
Zielone kryteria coraz ważniejsze
Nowe regulacje mają sprawić, że rozwiązania środowiskowe przestaną być opcjonalnym dodatkiem i staną się standardowym elementem postępowań.
„To będzie jednak wymagało zmiany podejścia po stronie administracji” – wskazuje Aleksander Śniegocki.
Według niego nie oznacza to, że zawsze powinna wygrywać najbardziej ekologiczna oferta, niezależnie od ceny. Kluczowe jest jednak odpowiednie skonstruowanie kryteriów oceny.
„Local content" tak, ale nie kosztem konkurencji
W dyskusji o nowych zasadach zamówień publicznych coraz częściej pojawia się również hasło „local content”, czyli zwiększenie udziału europejskich produktów i usług w zamówieniach finansowanych ze środków publicznych. Nie oznacza to jednak preferowania polskich firm kosztem przedsiębiorstw z innych państw UE.
„Bezpośrednie preferencje dla dostawców z Polski w stosunku do dostawców z innych państw Unii nie są możliwe na gruncie obecnego prawa i nie będą możliwe również w przyszłości. I dobrze, bo takie rozwiązanie byłoby szkodliwe zarówno dla konsumentów, jak i dla konkurencyjności przedsiębiorstw” – zaznacza prezes Instytutu Reform.
Jednocześnie przypomina, że istnieją mechanizmy, które mogą wzmacniać lokalny biznes bez naruszania zasad wspólnego rynku. Jednym z nich jest ułatwienie dostępu do zamówień małym i średnim przedsiębiorstwom.
„Jeżeli otwieramy zamówienia dla MŚP i ułatwiamy im wejście na rynek, w naturalny sposób zwiększamy szanse lokalnych dostawców” – zauważa Aleksander Śniegocki.
Państwo stawia na MŚP i zielone kryteria
Zamówienia publiczne odpowiadają za około 10 proc. polskiego PKB, a więc mamy tutaj do czynienia z bardzo istotnym instrumentem oddziaływania państwa na gospodarkę” – wskazuje Monika Krupa Leończyk, zastępca dyrektora departamentu prawa gospodarczego i analiz w Ministerstwie Rozwoju i Technologii (MRiT).
Jak zaznacza, resort kładzie szczególny nacisk na wsparcie sektora MŚP. Działania te zostały określone w nowej Polityce Zakupowej Państwa, m.in. w kontekście zwiększania udziału małych i średnich firm w rynku zamówień publicznych. Kontynuowane mają być także szkolenia dla MŚP i zamawiających.
Kładziemy także coraz większy nacisk na uwzględnianie aspektów środowiskowych i społecznych w zamówieniach publicznych. Dostrzegamy, że jest to obszar, w którym nadal istnieje duży potencjał rozwoju” – podkreśla Monika Krupa Leończyk.
Harmonizacja może otworzyć rynek
Tomasz Krzyżanowski, senior associate w zespole Infrastruktury i Energii kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, uważa, że większa integracja prawa zamówień publicznych może być dla Polski korzystna.
„Nie chodzi tutaj o rezygnację z suwerenności, lecz o przekazanie części kompetencji na poziom unijny – po to, aby stworzyć bardziej spójne i efektywne zasady funkcjonowania jednolitego rynku” – podkreśla.
Jego zdaniem większa harmonizacja może ułatwić przedsiębiorcom udział w postępowaniach w innych państwach członkowskich. Obecnie firmy, które chcą wystartować w zagranicznym przetargu, często muszą najpierw poznać lokalne przepisy i praktykę ich stosowania.
„Dla małego lub średniego przedsiębiorstwa to istotna bariera. Część takich firm prawdopodobnie w ogóle nie podejmuje próby wejścia na zagraniczny rynek zamówień publicznych, ponieważ koszty i ryzyko są zbyt wysokie” – wskazuje prawnik.
Harmonizacja może więc zwiększyć konkurencję i pozwolić lepiej wykorzystać potencjał jednolitego rynku. Nie oznacza to jednak, że przy tworzeniu wspólnych zasad można pominąć różnice między krajowymi systemami prawnymi i praktyką ich stosowania.
Dobrym przykładem jest kwestia poufności ofert. W Polsce podejście do zastrzegania informacji jako tajemnicy przedsiębiorstwa jest stosunkowo restrykcyjne, podczas gdy w innych państwach większa część informacji może być domyślnie traktowana jako poufna.
„Jeżeli proces harmonizacji ma przynieść więcej korzyści niż problemów, musi uwzględniać także różnice w praktyce stosowania prawa” – prawnik.
Między otwartością rynku a bezpieczeństwem
Drugim ważnym zagadnieniem, na które zwraca uwagę Tomasz Krzyżanowski, jest uwzględnianie pochodzenia produktów i usług w zamówieniach publicznych.
W UE nie powinno być jego zdaniem mowy o przyznawaniu dodatkowych punktów tylko dlatego, że przedsiębiorca ma np. siedzibę w Polsce. Byłoby to sprzeczne z zasadami jednolitego rynku. Można natomiast rozważać rozwiązania wzmacniające europejskie łańcuchy dostaw i bezpieczeństwo gospodarcze całej UE.
„Jest to szczególnie istotne w kontekście relacji handlowych z państwami trzecimi, w tym z Chinami. Rynek chiński nie jest bowiem w takim samym stopniu otwarty na przedsiębiorstwa europejskie, jak rynek europejski jest otwarty na przedsiębiorstwa chińskie” – zaznacza Krzyżanowski.
Przypomina, że dziś istnieją instrumenty pozwalające reagować na takie sytuacje. Jednym z nich jest unijny Instrument Zamówień Międzynarodowych, który w określonych przypadkach umożliwia ograniczenie dostępu przedsiębiorstw z państw trzecich do rynku zamówień publicznych.
”Nie chodzi jednak o automatyczne wykluczanie firm spoza UE, lecz o stworzenie warunków, w których przedsiębiorstwa europejskie – dzięki lokalnym łańcuchom dostaw, produkcji, serwisowi czy zatrudnieniu w UE – mogłyby uzyskać przewagę konkurencyjną. Takie podejście można uzasadniać także względami bezpieczeństwa gospodarczego. Im więcej produkcji, inwestycji i kompetencji pozostaje w Europie, tym większa odporność gospodarki na kryzysy i zakłócenia łańcuchów dostaw” – komentuje Tomasz Krzyżanowski.
Jednocześnie – podkreśla, że potrzebna jest ostrożność. Nie zawsze wykluczenie przedsiębiorstw spoza UE będzie najlepszym rozwiązaniem. Niektóre produkty czy technologie są dostępne praktycznie wyłącznie u producentów z państw trzecich, a zbyt daleko idące ograniczenia mogłyby pozbawić zamawiających realnej alternatywy. Dlatego jego zdaniem polityka local content powinna być prowadzona w sposób wyważony.
”Kluczowe jest znalezienie właściwej równowagi pomiędzy otwartością rynku, konkurencją i bezpieczeństwem gospodarczym” – podsumowuje Tomasz Krzyżanowski.




