- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Ropa po 120 dolarów? Przewoźnicy: to uderzy w polskie portfele
Autor. Envato / AltrendoImages
Ropa naftowa jest coraz droższa. Cena baryłki zbliża się do 100 dolarów. Podczas gdy surowiec drożeje, a świat drży w obawie o swoje portfele, inwestorzy czekają na szczegóły umowy Iranu i Omanu w sprawie zarządzania transportem morskim w cieśninie Ormuz. Kłopoty sygnalizują też polskie podmioty.
Porozumienie irańsko-omańskie – jak podaje PAP – ma zawierać szczegóły dotyczące tymczasowej bezpiecznej trasy przez cieśninę. Ma także zostać udokumentowane w Międzynarodowej Organizacji Morskiej, będącej organizacją ONZ.
Czy w Iranie w końcu będzie spokojnie?
Jak stwierdził rzecznik prasowy irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmail Baghaei: „Iran i Oman negocjują warunki porozumienia od kilku tygodni, a prace mają już być w końcowej fazie”. Prawdopodobnie wpłynie ono na wzmocnienie teherańskiej kontroli nad tym szlakiem wodnym.
Obawy budzą jednak potencjalne poważniejsze zakłócenia w przepływie nośników energii przez Ormuz po kolejnej eskalacji konfliktu USA-Iran. Amerykańska blokada morska portów całkowicie wstrzymała bowiem eksport irańskiej ropy naftowej z Zatoki Perskiej.
USA przywróciły wspomnianą blokadę 14 lipca br. Choć Iran dysponuje jeszcze zapasami ropy, które wcześniej umieścił w magazynach morskich znajdujących się poza Zatoką Perską, nie jest w stanie ich już uzupełniać. Jak czytamy, „szacuje się, że zapasy te wyczerpią się do połowy października, a dochody ustaną w połowie grudnia”.
Presja ekonomiczna ze strony USA zmusiła reżim do podjęcia kroków, które grożą wzrostem frustracji społeczeństwa. Rząd irański ogłosił, że podniesie ceny benzyny, począwszy od 8 września. Poprzednia podwyżka cen paliw w 2019 r. wywołała protesty na masową skalę w całym Iranie.
PAP
Analitycy podwyższają jednak swoje szacunki cen ropy, zakładając, że konflikt w rejonie Lewantu (in. Bliski Wschód) może się przedłużyć. To oznaczałoby dalsze zakłócenia transportu paliw. Przykładowo specjaliści z Goldman Sachs oceniają, że jeśli w omawianym regionie nasilą się ataki morskie, baryłka może kosztować nawet 120 dolarów.
Jednak, jeżeli sytuacja eksportu ropy z Zatoki Perskiej się unormuje, cena baryłki może wynosić 80 dolarów. Jak podaje PAP, „sytuację podażową ropy na globalnych rynkach pogarszają tymczasem działania Chin, które dokonują dużych zakupów tego surowca z Afryki, Kanady i Ameryki Łacińskiej, gdyż chińskie rafinerie poszukują alternatywnych dostaw ropy z bardziej odległych miejsc na świecie”.
Chiny kupują aktualnie ok. 10 mln baryłek ropy dziennie. Przed wybuchem konfliktu na linii USA-Iran było to 12 mln baryłek. Co jednak istotne, eksperci podkreślają, że Chiny wciąż dysponują „ogromnymi zapasami ropy naftowej”, co ma zapewniać im elastyczność w dokonywaniu zakupów surowca „w okresie wzrostu popytu na ropę i zwyżki jej cen”. W chińskich magazynach znajduje się bowiem prawdopodobnie przynajmniej miliard baryłek surowca.
Polscy przedsiębiorcy pod presją
Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie (PIG) zwraca przy tym uwagę na „dramatyczną sytuację przedsiębiorców” spowodowaną przez rosnące ceny paliw. Koszty mają „topić firmy transportowe”.
Jak czytamy w otrzymanym komunikacie, „ostatni tydzień to wręcz fala sygnałów od przedsiębiorców nie tylko sektora TSL, by organizacje zrzeszające przedsiębiorców mówiły jak najgłośniej o dramatycznej sytuacji firm bazujących w swojej działalności na konieczności częstego lub hurtowego używania paliwa”.
Rozumiemy, że sytuacja jest trudna ze względu na wojnę na Bliskim Wschodzie, ale na horyzoncie nie ma perspektyw uspokojenia, a bieżąca sytuacja uderza w polski transport, spedycję, logistykę, przemysł, handel i usługi, a ceny paliw będą niebawem mocno odbijać się na cenach podstawowych produktów.
Prezeska Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk
Prezeska szczecińskiej PIG Hanna Mojsiuk podkreśla, że – choć wie, że „przeciąganie w nieskończoność pakietów stabilizujących ceny paliwa jest niemożliwe”, to należy podjąć działania mogące powstrzymać „falę upadłości”.
Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych, zaznacza, że choć firmy transportowe trudno zaskoczyć, to w branży panuje wielkie „zniechęcenie” oraz „poczucie, że sytuacja jest trudna”.
Ekspert zauważa, że sektor musi nauczyć się reagować na dynamiczne realia. Jak uważa: „wprowadzane są procedury związane z indeksacją cen paliwa i kosztów obsługi klienta. To powoduje, że ceny transportu są wyższe”. Niełatwo pogodzić się z tym klientom, ale także firmom – część już zawiesiła swoją działalność, a wiele z nich o tym myśli.
Matulewicz podkreśla także, że „to, co się dzieje, jest związane także z działaniem Orlenu”. Jego zdaniem – nawet w obliczu obecnej sytuacji geopolitycznej – niewytłumaczalne mają być „tak daleko idące skoki cen”. Jego zdaniem przełożenie wzrostu ceny produktu gotowego na sytuacje na świecie jest „nieproporcjonalne”.
W komunikacie organizacji wspomniano, że Orlen padł ofiarą jej krytyki po tym, gdy spółka zaprezentowała dobre wyniki finansowe za drugi kwartał swojej działalności. Jak czytamy: „Rekordowe zyski w opinii przewoźników drogowych wynikały z trudnej sytuacji polskich przedsiębiorców”.
DG/PAP/materiały prasowe PIG w Szczecinie

