- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
- W CENTRUM UWAGI
Co w Polsce robimy z wodą? O bilansie wodnym kraju
W Polsce mamy problem z zarządzaniem wodą. Ukazuje się on zarówno w czasie susz, jak i podczas opadów nawalnych powodujących powodzie błyskawiczne. Potrzebujemy lepszej retencji i mniej odwadniania, bo problem ten będzie narastać wraz ze zmianą klimatu.
Autor. Envato / @wirestock
Za 70 do 75 proc. strat w bilansie wodnym Polski odpowiedzialne jest parowanie. To dość niepokojące – mówiła dr hab. Renata Graf, hydrolożka z Zakładu Hydrologii i Gospodarki Wodnej Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, prof. UAM, w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Pada u nas mniej więcej tyle, co w Hiszpanii, zasobów wodnych mamy więcej niż Egipt, a wraz ze zmianą klimatu będzie coraz więcej opadów nawalnych.
Bilans wodny Polski
Jak wskazała ekspertka, średnia roczna suma opadów w Polsce wynosi około 600 mm – to podobnie jak w Hiszpanii, i mniej, niż u zachodnich sąsiadów. „To, co jest u nas dość niepokojące, to wysokie parowanie zarówno z powierzchni wody, jak i gruntu. W strukturze naszego bilansu wodnego parowanie jest odpowiedzialne za 70 do 75 proc. strat. Pozostała część wody odpływa rzekami do morza” – podkreśliła.
Co ciekawe, drzewa przyczyniają się do retencji wody, ale w warunkach dużego niedoboru opadów mogą wpływać ujemnie na bilans wodny.
Lasy na terenach górskich są lasami o bilansie dodatnim. Dzięki wysokim opadom zatrzymują nadwyżki wody, a potem wolno oddają ją z powrotem do środowiska w formie odpływu. Natomiast w strefach o niższych opadach i terenach nizinnych, np. równin piaszczystych, lasy mają już bilans zrównoważony, a ewentualnie w okresach posusznych w większym stopniu zaczynają korzystać z retencji podziemnej. Są też obszary z takim niedoborem opadu, gdzie w zasadzie lasy mogą wykazywać nawet ujemny bilans wodny, a deficyty wody są pokrywane z retencji podziemnej sąsiednich obszarów.
prof. Renata Graf w rozmowie z PAP 24.03.2026
W Polsce pada czy nie pada?
Opady w Polsce nie są ekstremalnie niskie, ale ważne jest również rozłożenie opadów w ciągu roku, o czym mówił w rozmowie z E24 dr hab. inż. Bogdan Chojnicki, prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. „To stosunkowo spora ilość wody. W przypadku terenów pustynnych obserwowane opady mniejsze niż 250 mm na rok” – przekazał naukowiec.
Wraz ze zmianą klimatu roczna suma opadów w Polsce będzie nawet wzrastać, ale wcale nie jest to dobra wiadomość. Jednocześnie będzie wzrastać już obserwowana tendencja – będzie coraz więcej opadów nawalnych, przeplatanych coraz dłuższymi okresami suszy.
Do końca stulecia suma opadów wzrośnie o ok. 10 proc., ale opady te coraz częściej będą występować w formie gwałtownych ulew. To tworzy podwójny problem: z jednej strony mamy krajobraz, który nie działa jak gąbka i takie deszcze będą powodować podtopienia. Społeczeństwo będzie to odczuwać jako dyskomfort lub problem i będzie się chciało tej wody bardzo szybko pozbywać z otoczenia. Taki paradygmat wciąż obowiązuje. Później w warunkach wysokiej temperatury parowanie wzrasta i bardzo szybko zrobi się za sucho. Jesteśmy źle przygotowani na gorące, bezdeszczowe okresy, a takich coraz więcej przed nami. Potrzebujemy zmiany w myśleniu, zmiany mentalności i nastawienia, aby nauczyć się z wodą żyć, a nie pozbywać się, gdy uważamy, że jest jej za dużo. Dopóki tego nie zrobimy, jesteśmy bezbronni wobec suszy, a to wyzwanie cały czas narasta.
prof. Bogdan Chojnicki w rozmowie z E24 17.06.2025
Czy w Polsce mamy mało wody?
Polska dysponuje jednymi z niższych zasobów wód powierzchniowych w Europie. Odnawialne zasoby wody słodkiej są na poziomie około 1,6 tys. m3 na mieszkańca. Zgodnie z danymi FAO AQUASTAT z 2017 r. niższe mają tylko Czechy, Dania, Cypr i Malta.
Nieprawdziwe jest twierdzenie, że Polska ma tyle wody, co Egipt, jak mówią czasem politycy. W rzeczywistości na mieszkańca Polski przypada rocznie ponad 2,5 raza więcej wody (w m3) niż na mieszkańca Egiptu według danych FAO.
1,6 tys. m3 to trzy razy mniej niż w krajach sąsiednich, a średnia europejska wynosi 4-5 tys. m3 na osobę – mówiła prof. Renata Graf w rozmowie z PAP. „Jednak warto zwrócić uwagę, jak te parametry są mierzone. W Polsce 87 proc. wody to zasoby wewnętrzne, wypracowane z opadów atmosferycznych w obrębie naszego kraju. Tymczasem Węgry, które mają zbliżone do polskich warunki odpływu wody, bazują w swoich klasyfikacjach na zasobach obcych, czyli wodach dopływających z zagranicy. Mowa głównie o Dunaju” – podkreśliła ekspertka. Jak wskazują dane think tanku Pacific Institute, rzeki dostarczające wodę przez granicę łatwo stają się zarzewiem konfliktu i narzędziem kontroli, o czym można przeczytać w tekście „Brak dostępu do wody to zagrożenie dla pokoju. Coraz więcej konfliktów związanych z wodą na świecie”.
Kto zużywa najwięcej wody?
Jeżeli uwzględnimy pobór wody, który jest ewidencjonowany, pochodzący m.in. z wód płynących czy wód podziemnych, to generalnie przemysł i energetyka zużywają około 72 proc. zasobów wodnych, gospodarka komunalna w granicach 18 proc., a pozostała część, czyli 10 proc. zostaje na rolnictwo. Ale gdy uwzględnimy wodę nieewidencjonowaną, czyli zasób wód atmosferycznych, to rolnictwo w tej strukturze odpowiada za 70–80 proc. zużycia wody.
prof. Renata Graf w rozmowie z PAP 24.03.2026
Jednocześnie to rolnictwo jest sektorem o największym potencjalne retencji wody. „Mówiąc kolokwialnie, rolnicy powinni wykorzystać opady deszczu i zachować tę wodę na polu. (…) Mówimy w tym przypadku o tzw. retencji krajobrazowej, rolniczej, ale też retencji glebowej. (…) Jednak dość powszechny jest system odwodnień obszarów uprawnych” – dodała ekspertka.
Na problem odwadniania szczególną uwagę zwraca dr hab.Wiktor Kotowski, prof. Uniwersytetu Warszawskiego. W Polsce osuszyliśmy już 85 proc. bagien. „Oprócz osuszenia mokradeł przeprowadziliśmy także regulację rzek – to również był element podporządkowania natury produkcji rolniczej” – mówił w rozmowie z E24.
„Niedobór wody, szczególnie w Wielkopolsce czy na Kujawach, to właśnie efekt tych działań, które prowadziliśmy – odwodnień i wylesień” – podkreśliła z kolei prof. Graf.
Co mogliby robić rolnicy, aby ograniczyć straty wody?
Badaczka z UAM wskazała na uprawę roślin o niższym wskaźniku parowania oraz rozwój paludikultury – czyli rolnictwa na bagnach. Polega na ponownym nawodnieniu zdegradowanych torfowisk, co przywraca tam proces torfotwórczy i zatrzymuje emisję CO2 z rozkładu torfu. W ten sposób uprawiać można np. mchy torfowce, pałkę, olchę czarną i trzcinę pospolitą. Zebrana biomasa może być wykorzystywana jako żywność, pasza, włókno lub biopaliwo oraz surowiec do produkcji materiałów budowlanych i kosmetyków.
Z kolei prof. Kotowski w rozmowie z E24 mówił o całkowitej zmianie sposobu użytkowania gruntów:
Gospodarkę wodną w Polsce trzeba przemyśleć od nowa, tak, by świadczyła różne usługi ekosystemowe w sposób zbilansowany. Jedną z najcenniejszych usług jest właśnie retencja wody. Jej wartość często przewyższa korzyści z produkcji żywności. Właścicielom terenów rolnych, na których można odtworzyć mokradła, należy więc wypłacić odpowiednie rekompensaty za zalanie lub je od nich wykupić.
prof. Wiktor Kotowski w rozmowie z E24 30.09.2024
Co jeszcze poprawić w Polsce?
Według prof. Graf, należy m.in. wdrażać krajowy program retencji: „działamy tutaj zgodnie z wymogami Ramowej Dyrektywy Wodnej. Do tej pory działaliśmy »resortowo«, czyli osobne programy retencji opracowano dla lasów, osobne dla rolnictwa itd. W tej chwili wypracowujemy zintegrowany program zwiększenia retencji wodnej w Polsce. Celem jest budowanie systemu złożonego ze sztucznej i naturalnej retencji”.
Przypomniała, że do czasu zmian w Ustawie prawo wodne z 2017 r., wody opadowe były traktowane jako ściek. „Obecnie, zgodnie z przepisami, jest to zasób naturalny, który należy zatrzymać w miejscu wystąpienia”.
Wskazała, że aby ograniczyć straty wody spowodowane parowaniem lub szybkim odpływem, potrzebne są działania wspierające retencję krajobrazową i glebową, a w miastach – budowa błękitno-zielonej infrastruktury. Polega na łączeniu elementów wodnych (oczek, mokradeł, zbiorników) i roślin, które poprawiają zdolność miasta do zatrzymywania wody deszczowej i pozwalają na wsiąkanie i retencję, zamiast szybkiego odpływu, co obciąża infrastrukturę. Pozwala to jednocześnie łagodzić skutki suszy, podtopień i powodzi błyskawicznych, których ryzyko wzrasta wraz ze wzrastającą częstotliwością wystąpienia opadów nawalnych.
Jak do tego doprowadzić? Zdaniem prof. Chojnickiego „potrzebujemy zmiany w myśleniu, zmiany mentalności i nastawienia, aby nauczyć się z wodą żyć, a nie pozbywać się, gdy uważamy, że jest jej za dużo. Dopóki tego nie zrobimy, jesteśmy bezbronni wobec suszy, a to wyzwanie cały czas narasta”.

