- WIADOMOŚCI
Wiatraki pod lupą. Energetyka wiatrowa musi dzielić się przestrzenią z obronnością
Czy wiatraki mogą stanowić zagrożenie dla wojska? To pytanie stało się jednym z głównych tematów posiedzenia sejmowych komisji. Dyskusja pokazała dwa odmienne podejścia: obawy o wpływ turbin na systemy wojskowe i argumenty, że właściwie zaplanowane inwestycje mogą stać się elementem zwiększającym bezpieczeństwo emergetyczne.
Rosnąca liczba negatywnych opinii MON dotyczących inwestycji wiatrowych pokazuje, że transformacja energetyczna coraz częściej musi uwzględniać wymagania bezpieczeństwa państwa. Dla rynku OZE oznacza to dodatkowe ryzyko lokalizacyjne i konieczność jeszcze dokładniejszego planowania projektów.
Podczas wspólnego posiedzenia komisji Obrony Narodowej oraz Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa posłowie pytali, czy rosnąca liczba turbin może wpływać na działanie wojskowych radarów, systemów rozpoznania oraz infrastruktury wykorzystywanej przez Siły Zbrojne RP.
Prawie połowa opinii negatywna
Dla inwestorów z sektora energetyki wiatrowej oznacza to kolejny element ryzyka. Obok ograniczeń środowiskowych, odległościowych i planistycznych coraz większe znaczenie mają uwarunkowania związane z obronnością.
Dane przedstawione podczas posiedzenia pokazują, że kwestie bezpieczeństwa coraz silniej wpływają na proces planowania inwestycji.
Według informacji Ministerstwa Obrony Narodowej w 2024 roku około 23 proc. decyzji dotyczących uzgodnień planów miejscowych otrzymało negatywną opinię ze względu na wymogi bezpieczeństwa i obronności państwa. W 2025 roku udział takich opinii wzrósł do 36 proc., natomiast w 2026 roku – według danych obejmujących okres do kwietnia – osiągnął już 46 proc.
MON podkreśla, że odmowy nie wynikają z zakwestionowania samej technologii wiatrowej. Powodem są przede wszystkim kolizje planowanych inwestycji z potrzebami wojska, w tym konieczność zachowania przestrzeni dla lotnictwa wojskowego, tras szkoleniowych oraz systemów rozpoznania.
Radar i turbina – gdzie jest konflikt?
Podczas posiedzenia posłanka Katarzyna Czochara (PiS) argumentowała, że turbiny wiatrowe mogą potencjalnie wpływać na funkcjonowanie radarów, systemów wykrywania i systemów antydronowych.
”Bezpieczeństwo obywateli i nienaruszalność granic Rzeczypospolitej Polskiej nie mogą być podporządkowane chaotycznej rozbudowie infrastruktury energetycznej bez twardych, rygorystycznych analiz wojskowych” – przekonywała.
Jej zdaniem szczególnej oceny wymagają inwestycje lokalizowane w pobliżu infrastruktury krytycznej, granic państwa oraz obiektów wojskowych.
Posłanka wskazywała też na rozwiązania stosowane w innych krajach europejskich, gdzie jak twierdziła część lokalizacji farm wiatrowych jest ograniczana ze względu na potrzeby obronności.
MON: wiatraki nie są zagrożeniem
Stanisław Wziątek, wiceminister obrony narodowej, przekonywał, że spór nie dotyczy samych turbin wiatrowych. Z perspektywy MON najważniejsze jest zachowanie przestrzeni powietrznej niezbędnej do szkolenia oraz prowadzenia operacji wojskowych.
”Nie jest to jedno uzgodnienie z jednym podmiotem. W proces zaangażowanych jest wiele instytucji związanych z obronnością i ochroną granic. Jeżeli zostanie stwierdzony negatywny wpływ inwestycji na potrzeby Sił Zbrojnych RP, taka lokalizacja nie może zostać zaakceptowana” – zaznaczył.
Według MON ograniczenia dotyczą przede wszystkim wojskowych stref ruchu lotniczego, takich jak MCTR, MRT i TSA, które służą m.in. do szkolenia pilotów oraz prowadzenia działań lotniczych.
Wiceminister przedstawił też dane dotyczące odmów. Spośród około 1400 rozpatrywanych wniosków dotyczących lokalizacji turbin wiatrowych około 800 zostało zaopiniowanych pozytywnie, natomiast blisko 600 otrzymało opinię negatywną.
”Wiatraki mają wpływ na funkcjowanie radarów i tam, gdzie mogą powodować zakłócenia, tam są odmowy ich lokalizacji” – podkreślił.
Drugi wymiar bezpieczeństwa
W debacie pojawił się również drugi wymiar bezpieczeństwa – odporność systemu energetycznego.
Wiceminister klimatu Urszula Zielińska wskazywała, że wojna w Ukrainie pokazała znaczenie rozproszonej infrastruktury energetycznej. System oparty na wielu źródłach jest trudniejszy do sparaliżowania niż scentralizowana infrastruktura.
Z tego punktu widzenia jej zdanien rozwój energetyki wiatrowej może być traktowany nie tylko jako element transformacji klimatycznej, ale również jako inwestycja zwiększająca odporność państwa.
Ile miejsca dla energetyki wiatrowej?
Podczas dyskusji zwracano uwagę na skalę ograniczeń, które już dziś wpływają na możliwości rozwoju farm wiatrowych.
Andrzej Grzyb, przewodniczący komisji Obrony Narodowej, wskazywał, że według dostępnych danych ograniczenia wynikające z potrzeb obronności dotyczą około 60 proc. powierzchni kraju. Z kolei ograniczenie związane z odległością 700 metrów elektrowni wiatrowych od budynków obejmują około 96 proc. powierzchni. Dodatkowe ograniczenia wynikają m.in. z obszarów chronionych, takich jak Natura 2000.
Jak wskazywał, po uwzględnieniu wszystkich ograniczeń realna dostępność terenów pod inwestycje wiatrowe może wynosić około 4 proc. powierzchni na obszarach, gdzie znajdują się zabudowania mieszkalne.
Rynek potrzebuje równowagi
Z kolei Piotr Czopek, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, zwrócił uwagę, że proces opiniowania inwestycji przez MON jest wieloetapowy i nie oznacza automatycznego blokowania projektów.
”Ewentualne oddziaływanie inwestycji wiatrakowych na zdolności wojska można ograniczyć poprzez odpowiednie rozwiązania techniczne” – wskazywał.
Jako przykład podał rozwój energetyki wiatrowej na Bałtyku. Tego typu infrastruktura może być jego zdaniem wykorzystywana również przez wojsko, m.in. poprzez montaż radarów, sonarów i systemów komunikacji.
Wskazał także na doświadczenia Ukrainy, która mimo trwającej wojny w 2025 roku zainstalowała około 324 MW nowych mocy w lądowej energetyce wiatrowej.
Rozproszone źródła energii zwiększają odporność państwa, ponieważ infrastruktura energetyczna jest jednym z pierwszych celów ataków – podsumował.


