Reklama
  • ANALIZA
  • W CENTRUM UWAGI

BYD na celowniku Budapesztu. Koniec wsparcia finansowego dla chińskich inwestycji?

Autor. Unsplash

Premier Węgier Péter Magyar powiedział, że węgierski rząd przeanalizuje wszystkie decyzje podjęte przez byłego ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó w związku z inwestycją chińskiego giganta motoryzacyjnego BYD w Szeged (Segedynie).

Odkąd były minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó zrzekł się mandatu poselskiego i objął stanowisko kierownicze w BYD, sprawa chińskich inwestycji na Węgrzech nie cichnie. Obecnie rządząca partia TISZA wydaje się być mniej bezkrytyczna wobec inwestycji Pekinu niż poprzedni rząd Viktora Orbána, choć nie oznacza to rezygnacji z interesów z Pekinem.

Rewizja "otwarcia na (Daleki) Wschód"?

Premier Magyar zapowiedział podczas przemówienia w parlamencie, że jego gabinet ponownie przeanalizuje decyzje dotyczące wszelkiego wsparcia, preferencji podatkowych i zezwoleń wydanych w trybie przyspieszonym dla firmy BYD, biorąc pod uwagę interesy podatników, pracowników, lokalnych mieszkańców oraz kwestie środowiskowe.

Magyar przypomniał, że Szijjártó, który jako szef węgierskiej dyplomacji w rządzie Viktora Orbána odpowiadał m.in. za bezpośrednie inwestycje zagraniczne w kraju, koordynował przyznanie BYD wsparcia finansowego „setek miliardów” forintów oraz zapewnienie infrastruktury i pomocy dyplomatycznej firmie.

Jak zaznacza w komentarzu dla E24 dr hab. Robert Rajczyk, starszy analityk ds. Węgier z Instytutu Europy Środkowej w Lublinie, to wiceszef węgierskiego MSZ György Velkey zwrócił się do Komisji Bezpieczeństwa Narodowego Parlamentu o zbadanie, jakie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego stwarzały działania Pétera Szijjártó.

"Zapowiedzi premiera oraz deklaracje Velkey'a wpisują się w przedwyborcze postulaty TISZA dotyczące rozliczeń ewentualnych nieprawidłowości w okresie rządów koalicji Fidesz-KDNP" - podkreśla ekspert. "Efekty tych działań świadczyć będą o sprawczości nowej większości parlamentarnej".
Reklama

Preferencyjne wsparcie?

Fabryka samochodów elektrycznych BYD na Węgrzech budziła wątpliwości nie tylko ze względów geopolitycznych. Jak zaznaczają węgierskie media, rząd Orbána angażował się w budowę inwestycji również poprzez wsparcie finansowe i łagodzenie wymogów środowiskowych.

Zgodnie z wyliczeniami tygodnika HVG, grupa BYD otrzymała od węgierskiego państwa milionowe wsparcie. Zakład produkujący autobusy elektryczne w Komárom uzyskał ok. 2,56 mln euro państwowych dotacji (niedawną rozbudowę wsparto dodatkową kwotą 8,57 mln euro), a montownia komponentów w miejscowości Fót została zasilona sumą ok. 2,76 mln euro. Dodatkowo rząd przekazał inwestorowi centrum badawczo-rozwojowego BYD na Węgrzech ok. 50 mln euro w formie bezpośredniej dotacji.

Według ustaleń redakcji Átlátszó, poprzedni węgierski rząd miał przeznaczyć ok. 300-330 mln euro publicznych pieniędzy na przygotowanie terenu, budowę dróg oraz doprowadzenie kolei, prądu i gazu dla BYD. Wielkość dotacji bezpośredniej nadal jest utajniona przed opinią publiczną, ponieważ czeka ona na potwierdzenie ze strony unijnych urzędów antymonopolowych.

Wątpliwości budzi również proces zatwierdzania pozwoleń budowlanych i środowiskowych w trybie przyspieszonym i z pominięciem standardowych procedur. Rząd Orbána miał korzystać ze specustaw wywłaszczających rolników czy nakładać jedynie symboliczne grzywny środowiskowe.

Warto jednak pamiętać, że dotacje państwowe nie omijają pozostałych podmiotów inwestujących na Węgrzech. Budapeszt od wielu lat chce się pozycjonować jako pomost pomiędzy wschodnioazjatyckimi producentami baterii oraz europejskimi montowniami, dlatego też z chęcią przeznacza publiczne środki na wsparcie zakładów produkcji baterii.

Przykładowo, południowokoreański zakład SK On otrzymał 209 mln euro pomocy publicznej (na co wyraziła zgodę Komisja Europejska, a zakładowi baterii CATL w Debreczynie nadano status inwestycji priorytetowej (zobowiązano się również do wsparcia go kwotą ok. 227 mln euro. Dlaczego więc na celownik wzięto fabrykę aut BYD, a nie pozostałe inwestycje?

Jak wskazuje badanie Węgierskiej Akademii Nauk (MTA) z 2023 r., powodem może być istota polityki przemysłowej Węgier. Budapeszt zachęca azjatyckich partnerów do inwestycji w fabryki baterii, ponieważ chce ich połączyć z niemieckim przemysłem motoryzacyjnym, tym samym zapewniając sobie miejsce w europejskim łańcuchu dostaw elektromobilności.

Dlatego też skrupulatne badanie inwestycji BYD jest bardziej opłacalne politycznie, niż podobne działanie wobec fabryki CATL. Pierwsza z nich jest konkurencją dla niemieckich marek, druga – wspiera rozwój ich elektromobilności. Uderzenie w BYD pokaże sprawczość nowego węgierskiego rządu i rozliczanie z polityką Orbána, jednocześnie niezagrażając najważniejszym państwowym inwestycjom.

Reklama

Brama do Europy

Inwestycję chińskiego giganta EV ogłoszono w 2023 r. i zgodnie z planem projektu ma być to pierwsza europejska fabryka aut elektrycznych BYD.

Otwarcie fabryki samochodów w Szeged byłoby o tyle korzystne dla koncernu, że zwalniałoby Chińczyków z konieczności uiszczania ceł nałożonych przez Brukselę w 2024 r - nie wspominając o skróceniu łańcucha dostaw i lepszym dostępie do europejskiego rynku.

Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej BYD jest zobowiązany płacić cła wyrównawcze w wysokości 17 proc. przez okres pięciu lat ze względu na korzystanie przez Chiny z „nieuczciwych subsydiów rządowych”. Choć taryfy jak do tej pory nie spowolniły znacząco ekspansji chińskich producentów na europejskim rynku, ich ominięcie z pewnością nie zaszkodzi rozwojowi BYD w UE.

Wspólny rozwój czy kolejna "montażownia"?

Rząd Orbána argumentował, że fabryka BYD pobudzi rozwój węgierskiej gospodarki i stworzy nowe miejsca pracy. Jak podkreślają analitycy think-tanku MERICS, chińskie inwestycje na Węgrzech osiągnęły 3,9 mld euro, z czego ok. 97 proc. środków przeznaczono bezpośrednio na inwestycje związane z sektorem EV. Kluczowe megaprojekty obejmują fabrykę baterii CATL w Debreczynie czy Sunwoda Electronic w Nyíregyházie.

Co więcej, Chińczycy (konkretnie BYD) mają zainwestować w centrum badawczo-rozwojowe o łącznej wartości 246,1 mln euro, co wskazywałoby na rozbudowywanie ekosystemu EV na Węgrzech. Jak podaje Węgierska Agencja Promocji Inwestycji (HIPA, oba projekty mają na celu m.in. opracowanie systemu technologii jazdy opartego na AI czy też dalsze rozwijanie układów napędowych BYD. Jak podaje HIPA, chińska firma „współpracuje z co najmniej trzema węgierskimi uniwersytetami i zobowiązała się do zarejestrowania lokalnie co najmniej 50 proc. patentów opracowanych na Węgrzech”.

Powstaje jednak pytanie, czy inwestycje Państwa Środka rzeczywiście będą wspierać węgierski kapitał. Zdaniem analityczek Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), Ilony Gizińskiej i Pauliny Uznańskiej, korzyści płynące ze współpracy Budapesztu i Pekinu mają swoje ograniczenia, a dotychczasowa aktywność inwestycyjna Chin na Węgrzech pogłębiła strukturalne problemy węgierskiej gospodarki.

"Kraj ten stał się wręcz „chińską fabryką montażową”: zajmuje się wyłącznie procesem produkcyjnym, niewiążącym się z żadnym transferem wiedzy fachowej ani nieangażującym lokalnych poddostawców, co skutkuje niską wartością dodaną produkcji dla gospodarki węgierskiej" - zaznaczają ekspertki.

Zapowiedź bardziej skrupulatnego przeglądu chińskiej inwestycji BYD niekoniecznie oznacza początek końca „otwarcia na Wschód” (a konkretniej, na Daleki Wschód). Rząd Magyara jest zdecydowanie bardziej proeuropejski niż Orbána, jednak nie jest to równoznaczne z automatyczną rezygnacją z interesów z Pekinem.

Budapesztowi nadal opłacają się inwestycje w fabryki baterii (zarówno chińskie, jak i południowokoreańskie), zadowolony jest z tego również niemiecki przemysł motoryzacyjny. Fabryka samochodów elektrycznych BYD stanowi jednak konkurencję dla europejskich marek – i być może to właśnie dlatego obecny rząd Magyara postanowił wziąć ją jako pierwszą na celownik swoich rozliczeń z poprzednim rządem.

MM / Jakub Bawołek PAP

Reklama
Reklama