- WIADOMOŚCI
- W CENTRUM UWAGI
Bruksela ugina się ws. ETS Przemysł może dostać więcej czasu i uprawnień
Komisja Europejska dopuściła możliwość zmian w zasadach przyznawania bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 dla przemysłu w ramach systemu ETS. Jak podają media, Bruksela ma szybko przeanalizować metodologię wyliczania nowych wskaźników emisyjności, jeśli okaże się ona zbyt restrykcyjna dla przedsiębiorstw. Ewentualne złagodzenie zasad miałoby działać wstecz i objąć także ciepłownictwo.
Autor. Envato / coffeekai
Sprawa dotyczy nowych benchmarków emisyjnych na lata 2026–2030. To techniczne wskaźniki, na podstawie których ustalana jest liczba darmowych uprawnień do emisji CO2 przyznawanych instalacjom przemysłowym objętym unijnym systemem handlu emisjami. Im bardziej rygorystyczny benchmark, tym mniejsza pula darmowych pozwoleń i tym większa część uprawnień, którą przedsiębiorstwa muszą kupować na rynku.
ETS pod lupą Komisji
Według informacji RMF FM i Business Insider Polska przedstawiciele państw członkowskich zatwierdzili nowe wskaźniki mimo sprzeciwu części krajów. Przeciwko propozycji Komisji Europejskiej miały zagłosować Polska, Włochy, Litwa, Łotwa i Malta, a pięć kolejnych państw wstrzymało się od głosu. Polska nie zablokowała więc aktu, ale – jak wynika z relacji polskich mediów – uzyskała deklarację szybkiego przeglądu metodologii.
„KE zrozumiała, że musi poprawić warunki przydziału darmowych pozwoleń na emisję CO2 dla przemysłu” — miał powiedzieć RMF FM wysoko postawiony polski dyplomata. Jak dodał, Warszawa czeka na poprawki w przyznawaniu bezpłatnych uprawnień.
Nowe benchmarki mają szczególne znaczenie dla sektorów energochłonnych, m.in. hutnictwa, cementowni, przemysłu chemicznego, papierniczego, ceramicznego, szkła, nawozów oraz ciepłownictwa. Komisja ustala je na podstawie wyników 10 proc. najbardziej efektywnych i najmniej emisyjnych instalacji w Unii Europejskiej i państwach EOG. Instalacje, które nie spełniają tych poziomów, dostają mniej darmowych uprawnień, a brakującą pulę muszą kupować albo ograniczać emisje poprzez inwestycje.
Przemysł protestuje
To podejście od lat budzi sprzeciw części państw oraz przedstawicieli przemysłu. Przedsiębiorstwa argumentują, że jednolite benchmarki nie zawsze uwzględniają realia technologiczne poszczególnych branż, miks energetyczny w państwach członkowskich, koszty energii ani sytuację konkurencyjną wobec firm spoza UE. Krytycy ostrzegają, że zbyt szybkie ograniczanie darmowych uprawnień może prowadzić do ograniczania produkcji, przenoszenia zakładów poza Unię, wzrostu cen produktów oraz utraty miejsc pracy.
Według mediów jednym z kluczowych elementów negocjacji ma być retroaktywność ewentualnych zmian. Oznaczałoby to, że jeśli KE złagodzi metodologię po wejściu w życie nowych zasad, firmy mogłyby otrzymać wyrównanie za okres, w którym obowiązywały bardziej restrykcyjne wskaźniki. Rozwiązanie to miałoby również objąć ciepłownictwo systemowe, które od lat wskazuje na rosnące koszty związane z zakupem uprawnień do emisji CO2.
@
Presja na Brukselę rosła od kilku miesięcy. Polskie firmy i organizacje branżowe masowo zgłaszały uwagi w konsultacjach dotyczących nowych zasad, a przedsiębiorstwa ostrzegały, że przyjęcie zbyt ostrych benchmarków może wywołać falę bankructw, ograniczenie produkcji, relokację poza UE i wzrost kosztów ogrzewania. „Mobilizacja polskich firm w konsultacjach przyniosła efekt” – słychać w Brukseli.
Spór o benchmarki wpisuje się w szerszą debatę o przyszłości europejskiego przemysłu. Zagraniczne media opisują sprawę nie tylko jako konflikt o techniczne parametry ETS, ale jako element większej dyskusji o konkurencyjności gospodarki UE. Agencja Reuters informował już w maju, że Komisja Europejska zaproponowała zwiększenie puli darmowych uprawnień dla przemysłu w stosunku do wcześniejszych wariantów. Według agencji rozwiązanie to może ograniczyć koszty firm o ok. 4 mld euro w latach 2026–2030. Reuters wskazywał również, że w nowej propozycji przemysł ma średnio nadal otrzymywać darmową alokację pokrywającą ok. 75 proc. emisji. Komisja miała też uwzględnić w części benchmarków emisje pośrednie związane ze zużyciem energii elektrycznej, co podniosło niektóre wartości referencyjne i złagodziło skutki dla części branż.
Jednocześnie część państw członkowskich domagała się dalej idącego poluzowania. Bułgaria, Czechy, Grecja, Polska, Rumunia i Słowacja wzywały Komisję do zamrożenia liczby darmowych uprawnień na poziomie z poprzedniego okresu. W dokumencie, do którego dotarł Reuters, państwa te ostrzegały, że wysokie ceny energii i koszty ETS zagrażają konkurencyjności przemysłów energochłonnych i mogą prowadzić do zamykania zakładów lub przenoszenia produkcji poza UE.
Nie wszystkie kraje chcą złagodzenia systemu
Nie wszystkie państwa popierają jednak łagodzenie ETS. Kraje bardziej zaawansowane w transformacji energetycznej, w tym m.in. Hiszpania i Szwecja, ostrzegały przed osłabianiem systemu handlu emisjami. Ich zdaniem nadmierne zwiększanie darmowych uprawnień mogłoby podważyć skuteczność ETS jako głównego narzędzia redukcji emisji w Unii Europejskiej.
Należy też zwrócić uwagę, że spór dotyczy w szczególności tzw. fallback benchmarks, czyli wskaźników stosowanych tam, gdzie nie ma klasycznego benchmarku produktowego. Chodzi przede wszystkim o benchmarki dla ciepła i paliw. To one mogą mieć największe znaczenie dla zakładów korzystających z własnych źródeł ciepła, instalacji przemysłowych oraz części ciepłownictwa.
Komisja Europejska zapowiada, że szersza propozycja rewizji ETS zostanie przedstawiona 15 lipca. Według Reutersa przegląd systemu ma obejmować nie tylko darmowe uprawnienia dla przemysłu, ale także zasady inwestowania wpływów z ETS, rezerwę stabilności rynkowej, uproszczenia dla żeglugi i lotnictwa oraz możliwe rozszerzenie systemu na kolejne obszary, w tym spalarnie odpadów. Bruksela chce przedłużyć dostęp przemysłu do darmowych uprawnień w zamian za inwestycje w Unii Europejskiej. Oznaczałoby to, że darmowa alokacja byłaby coraz mocniej powiązana z realnymi projektami dekarbonizacyjnymi realizowanymi na terenie UE. Komisja chce również, aby państwa członkowskie przeznaczały większą część dochodów z aukcji uprawnień na modernizację i obniżanie emisji w przemyśle.
Co dalej z CBAM?
W tle pozostaje także CBAM, czyli unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2. Ma on stopniowo zastępować darmowe uprawnienia dla sektorów narażonych na konkurencję spoza UE. Celem CBAM jest objęcie importu wybranych produktów kosztami emisji podobnymi do tych, które ponoszą europejskie firmy. Przedstawiciele przemysłu wskazują jednak, że dopóki mechanizm nie działa w pełni, zbyt szybkie ograniczanie darmowych uprawnień może osłabić europejskie przedsiębiorstwa.
Równolegle toczy się debata o ETS2, czyli nowym systemie opłat za emisje z paliw wykorzystywanych w transporcie drogowym i ogrzewaniu budynków. Reuters informował, że Unia Europejska uzgodniła silniejsze mechanizmy kontroli cen w tym systemie. Jeśli cena uprawnień w ETS2 przekroczy 45 euro za tonę CO2, z rezerwy stabilności będzie mogło zostać uwolnionych 40 mln dodatkowych uprawnień, a mechanizm będzie można uruchomić dwa razy w roku. ETS2 ma ruszyć od 2028 r. i jest formalnie oddzielony od obecnego ETS dla przemysłu i energetyki, ale politycznie oba tematy coraz częściej są łączone z kosztami energii i ogrzewania.
Komisja podkreśla, że ETS pozostaje podstawowym narzędziem redukcji emisji w UE. System działa na zasadzie „cap and trade”: ustalany jest limit emisji, który stopniowo maleje, a przedsiębiorstwa muszą posiadać uprawnienia odpowiadające swoim emisjom. Obecny ETS obejmuje m.in. energetykę, przemysł energochłonny, lotnictwo i transport morski. Po reformie przyjętej w ramach pakietu Fit for 55 sektory objęte systemem mają ograniczyć emisje o 62 proc. do 2030 r. względem 2005 r.
Eksperci wskazują, że Komisja Europejska stoi przed trudnym zadaniem. Z jednej strony musi utrzymać wiarygodność polityki klimatycznej i zachować sygnał cenowy, który skłania firmy do ograniczania emisji. Z drugiej musi odpowiedzieć na narastające obawy dotyczące deindustrializacji Europy, presji kosztowej, konkurencji z Chinami i Stanami Zjednoczonymi oraz społecznej akceptacji transformacji.
Zobacz też

Dla Polski najważniejsze będą trzy kwestie Po pierwsze, czy korekta obejmie benchmarki dla ciepła i paliw. Po drugie ,czy ewentualne złagodzenie zasad będzie działać wstecz. I po trzecie, czy ciepłownictwo zostanie potraktowane jako sektor wymagający szczególnej ochrony. Od tych decyzji zależy, czy polskie przedsiębiorstwa energochłonne i dostawcy ciepła odczują realną ulgę, czy nowe benchmarki pozostaną kolejnym źródłem presji kosztowej.


