Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Norwegia stawia na ropę z Arktyki? Oslo nie będzie „zieloną baterią” UE

Fot. www.equinor.com
Fot. www.equinor.com

Norwegia deklaruje dalsze inwestycje w poszukiwanie oraz wydobycie węglowodorów – również w rejonie Arktyki. Decyzja stoi w sprzeczności wobec obecnego stanowiska UE, która ze względów środowiskowych popiera zakaz nowych odwiertów w tym wrażliwym na zmiany regionie.

Co więcej, norweski minister energii Terje Aasland w poniedziałek w rozmowie z agencją Reutera zaznaczył, że Oslo nie będzie budować nowych połączeń elektroenergetycznych z Europą.

Norwedzy stawiają na węglowodory?

Szef resortu podkreślił, że Norwegia chce utrzymać wydobycie i eksport ropy naftowej i gazu ziemnego mniej więcej na obecnym poziomie co najmniej do 2035 r. Jak dodał Aasland, wymaga to odkrywania nowych złóż i ich uruchamiania, a Morze Barentsa będzie w tym odgrywać kluczową rolę.

Jeśli Norwegia ma pozostać długoterminowym dostawcą ropy i gazu do Europy, Arktyka musi być częścią tej dyskusji.
przekonywał Aasland

Aasland zaznaczył, że Norwegia ma suwerenne prawo do rozwijania złóż na Morzu Barentsa niezależnie od stanowiska Wspólnoty. „Będziemy rozwijać te obszary, a wtedy od Unii będzie zależało, czy wprowadzi moratorium na zakup (wydobywanego tam – PAP) gazu lub ropy” – dodał.

Wojna na Bliskim Wschodzie okazała się wyjątkowo intratna dla norweskiego przemysłu wydobywczego. W marcu bieżącego roku Oslo uzyskało rekordowe przychody z eksportu ropy naftowej, które przyczyniły się do osiągnięcia najwyższej nadwyżki handlowej w kraju licząc od stycznia 2023 roku.

Przychody Norwegii z eksportu ropy naftowej w marcu wyniosły ok. 18 mld euro. Zgodnie z danymi opublikowanymi w maju przez norweskie ministerstwo energii realny dochód państwa z sektora naftowo-gazowego w 2026 r. wyniesie ok. 63 mld euro. Na tę sumę składają się głównie wpływy podatkowe z działalności wydobywczej, udziały finansowe państwa i dywidenda koncernu Equinor.

Jednak naftowy sen nie będzie trwał wiecznie. Według najnowszych szacunków w 2050 r. norweskie wydobycie ropynaftowej i gazu ziemnego może spaść niemal do zera. Bez odkrycia nowych dużych złóż gwałtowny spadek produkcji może rozpocząć się już po 2030 r. – i to właśnie strach przed ostrym wyhamowaniem sektora naftowego może stać za decyzją o kontynuacji poszukiwań węglowodorów.

Reklama

Politycy vs. społeczeństwo

Wysokie przychody z ropy i gazu nie są konieczne do zabezpieczenia dobrobytu przyszłych pokoleń. Rolę tę spełnia norweski Rządowy Globalny Fundusz Emerytalny (GPFG), który od 1990 r. gromadzi nadwyżki finansowe z sektora ropy naftowej i gazu.

Obecnie jest to największy państwowy fundusz majątkowy na świecie, o wartości ok. 2,2 bln dol. Co więcej - dzięki wieloletniej strategii inwestycyjnej, skumulowany zwrot z akcji, obligacji i nieruchomości w jakich udziału posiada GPFG, wyniósł o 148 proc. więcej niż przychód netto z sektora naftowego. Wszystko to w posiadaniu państwa liczącego 5,6 mln obywateli.

Według niedawnego badania zleconego przez Oil Change International, aż 57 proc. Norwegów uważa, że kraj powinien całkowicie zatrzymać lub przynajmniej spowolnić poszukiwania nowych złóż ropy i gazu. Ponad połowa Norwegów domaga się również narodowej strategii wygaszania produkcji paliw kopalnych, choć naturalnie w regionach uzależnionych od przemysłu morskiego i wydobycia (takich jak Stavanger) poparcie dla wydobycia jest większe.

Na początku maja rząd w Oslo ogłosił uruchomienie kolejnej rundy koncesyjnej, udostępniając firmom energetycznym 70 nowych obszarów poszukiwań ropy i gazu na Morzu Barentsa (38 obszarów), Morzu Północnym (22 obszary) i Morzu Norweskim (10 obszarów).

Obecnie rządząca Partia Pracy (nor. Arbeiderpartiet) balansuje między większym stronnictwem pro-naftowym a mniejszościowym "zielonym blokiem", którego partie domagają się natychmiastowego wstrzymania wydawania nowych rund koncesyjnych i wyznaczenia konkretnej daty odejścia od ropy i gazu.

Partia Pracy popiera dalszą eksplorację szelfu i wiercenia w Arktyce, jednocześnie deklarując dążenie do redukcji emisji przy procesie wydobycia (choćby poprzez elektryfikację platform). Pro-naftowe podejście wykazują również prawicowa Partia Postępu (nor. Fremskrittspartiet), która odnotowała ostatnio znaczne poparcie, a także główna partia centroprawicowej opozycji – Partia Konserwatywna (nor. Høyre).

Blok pro-naftowy posiada przewagę w parlamencie, jednak aby uchwalić budżet i utrzymać się u władzy, rząd premiera Jonasa Støre (centrolewicowa Partia Pracy) musi szukać poparcia mniejszych, „zielonych” partii. W efekcie, pomimo pozytywnego stosunku do dalszego wydobycia, niektóre kontrowersyjne projekty poszukiwawcze są czasowo zamrażane. Z kolei gdy lewica próbuje całkowicie zablokować rozwój wydobycia, Partia Pracy może liczyć na poparcie… opozycji (Konserwatystów i Partii Postępu).

Oslo nie będzie "zieloną baterią UE"

Aasland (Partia Pracy) wielokrotnie podkreślał, że rozszerzanie obszarów poszukiwawczych (w tym w Arktyce) jest nie tylko „kamieniem węgielnym” norweskiej polityki naftowej, lecz również elementem bezpieczeństwa surowcowego UE. Z tego powodu przemysł wydobywczy może liczyć na poparcie norweskiego ministra energii.

Zapowiedział on również, że Norwegia nie będzie budować nowych transgranicznych połączeń elektroenergetycznych z Europą.

Miały być one elementem koncepcji Norwegii jako „zielonej baterii” Europy. Norweskie elektrownie wodne miałyby zwiększać produkcję, gdy na kontynencie brakowałoby prądu, a ograniczać ją, gdy energii byłoby pod dostatkiem. Dzięki energetyce opartej na hydroelektrowniach Norwegia miałaby w ten sposób pomagać równoważyć europejski system.

To była błędna idea” – ocenił Aasland.

Jak podaje serwis Energifakta Norge, hydroenergetyka odpowiada za ok. 88 proc. mocy zainstalowanej w kraju, a 2024 r. zamknął się rekordową produkcją na poziomie 157,2 TWh. To właśnie dzięki temu źródłu energii Oslo może chwalić się niskim poziomem emisyjności sektora energetycznego.

Niestety, zmiany klimatu nie omijają północy Europy. Ciepłe i suche lata doprowadzają do spadków poziomu wody w zbiornikach hydroelektrowni. Jak informował portal Montel, wyjątkowo niski dopływ wody zmusza operatorów do cięć w produkcji, aby uniknąć kryzysu podażowego na zimę. Prowadzi to do większej zmienności cen hurtowych prądu.

Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Norwegia stała się największym dostawcą gazu ziemnego do Europy i pokrywa około 30 proc. zapotrzebowania UE i Wielkiej Brytanii.

MM / Mieszko Czarnecki PAP

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama