- W CENTRUM UWAGI
- WYWIADY
Surowcowy sojusz Berlina i Tokio. Cios w monopol Chin? Niekoniecznie
Autor. X by @bundeskanzler
Japonia i Niemcy uzgodniły wzmocnienie łańcuchów dostaw surowców krytycznych i metali ziem rzadkich (REE), w odpowiedzi na obawy dotyczące bezpieczeństwa gospodarczego. Jak zaznacza w komentarzu dla E24 dr Marcin Socha, analityk Ośrodka Spraw Azjatyckich UŁ: „Japonia rozpoczęła działania związane z dywersyfikacją łańcucha dostaw REE już w 2010-2011 r., kiedy pojawił się pierwszy kryzys w relacjach z Chinami (…) Od tego momentu Tokio szuka możliwości dywersyfikacji dostaw na wszystkich możliwych frontach”.
Zdaniem eksperta umowa nie jest w swojej istocie przełomowa, jednak zawiera kilka interesujących zapisów. Przede wszystkim jednak jest kolejnym dowodem na to, że zarówno kraje Azji Wschodniej, jak i Zachodu szukają alternatyw dla chińskiej dominacji w obszarze metali ziem rzadkich i surowców krytycznych.
Bez przełomu, ale z interesującym zapisem
Wspólna deklaracja intencji (ang. Joint Declaration of Intent) została podpisana w środę 28 października przez kanclerza Friedricha Merza oraz premier Sanae Takaichi w Tokio, podczas kilkudniowej wizyty przywódcy Niemiec w krajach Azji Wschodniej. Choć umowa nie ma wiążącej mocy prawnej i ustala jedynie „kierunkowy” charakter współpracy, to stanowi sygnał dla międzynarodowej społeczności oraz rynku.
”Obecnie ten rodzaj umowy jest podpisywany przez wiele państw na całym świecie” – zaznacza dr Socha. „Jednak w deklaracji podpisanej przez Niemcy i Japonię znajduje się dość ciekawy zapis dotyczący gwarancji wspólnego odbioru”.
Oznacza to, że Berlin i Tokio zobowiązują się do wspólnego rozwijania konkretnych projektów zagranicznych. Przykładowo, jeżeli Japonia podpisała projekt wydobycia lub separacji REE w Australii, a Niemcy dołączą do wspomnianego projektu, to umowa wspólnego odbioru może zagwarantować kopalni odbiór produktów przez oba te kraje.
Dr Marcin Socha, analityk Ośrodka Spraw Azjatyckich UŁ
Rzeczywiście, oba kraje mówią o instrumentach „zacieśnionej współpracy”, obejmujących „umowy o wspólnym zakupie, współfinansowanie oraz środki wzmacniające odporność łańcuchów dostaw obu krajów”. Zdaniem eksperta, umowa może pozwolić m.in. na synchronizację działań dyplomatycznych oraz rozmów dotyczących otwierania nowego wydobycia w Afryce czy Australii.
Jak podkreśla dr Socha, zarówno Japonia, jak i Niemcy rozwijają zaawansowany program i finansowanie dla startupów zajmujących się recyklingiem metali ziem rzadkich, magnesów i odpadów przemysłowych. „Widzę tu duży potencjał na wspólne badania. Mam nadzieję, że Japonia, Niemcy oraz Unia Europejska będą współfinansować badania dotyczące recyklingu lub prób zastąpienia i wykluczenia niektórych metali, których nie możemy pozyskać” – dodaje analityk.
Warto zaznaczyć, że pierwsze konsultacje w tym zakresie rozpoczęły się już w 2023 r, kiedy to Berlin i Tokio wyraziły nie tylko chęć wzajemnego wzmocnienia bezpieczeństwa łańcuchów dostaw surowców krytycznych, lecz także rozpoczęły ściślejszą współpracę pomiędzy niemieckim Federalnym Instytutem Nauk o Ziemi i Zasobach Naturalnych a japońską agencją zasobów naturalnych JOGMEC.
Jak dodaje dr Socha, agencja ta wcześniej zajmowała się przede wszystkim kwestiami wydobycia ropy i gazu, a obecnie jej zadania skupiają się w dużej mierze na obszarze metali ziem rzadkich.
Berlińsko-tokijski sojusz? Niekoniecznie
„Zgodziliśmy się na dalsze wzmocnienie strategicznej współpracy w wielu dziedzinach” – powiedziała Takaichi na wspólnej konferencji prasowej. Premier Japonii zaznaczyła, że gospodarki obu krajów są ważnymi partnerami strategicznymi, którzy odgrywają kluczową rolę w ochronie wolnego, sprawiedliwego i opartego na regułach międzynarodowego ładu gospodarczego.
Czy właśnie dlatego Japonia wybrała do współpracy Niemcy? A może to Niemcy wybrały Japonię? Zdaniem dr Sochy nie powinniśmy nadmiernie wczytywać się w „sojusz” berlińsko-tokijski.
„Podobne umowy Japonia podpisała z Wielką Brytanią, Australią czy Włochami. Każdy duży szczyt czy wizyta dyplomatyczna japońskiej delegacji kończy się podpisaniem zapisu o współpracy w zakresie materiałów krytycznych i metali ziem rzadkich. Tokio podpisało również umowę z USA, która nie określała konkretnych celów, lecz zakładała współpracę, z której dopiero później wyłonią się konkretne projekty, np. cele redukcji czy pozyskania określonej liczby konkretnego metalu. Japonia robi to w skali globalnej, a teraz podobne kroki muszą podjąć Unia Europejska i Stany Zjednoczone” – zaznacza ekspert.
Zdaniem analityka Ośrodka Spraw Azjatyckich UŁ, w podpisanej umowie wyjątkowe może być to, że Niemcy przez długi czas prezentowały dwuznaczną postawę wobec Chin. „Teraz Berlin musi coraz mocniej reagować na konkurencję ze strony Pekinu. Ponadto Japonia i Niemcy próbują zaprezentować się jako dwa państwa walczące o wolny handel, w tym handel metalami ziem rzadkich” – dodaje.
Oba kraje są w podobnej sytuacji: mają podobny rozmiar gospodarek, zbliżony profil przemysłowy (skupiony na motoryzacji) i wspólne potrzeby. Widzę tu kilka obszarów, w których współpraca może się dobrze rozwijać. Nie jest to przełomowe porozumienie, ale jak najbardziej potrzebne.
Dr Marcin Socha, analityk Ośrodka Spraw Azjatyckich UŁ
Tokio łowi szeroko
Japońskie działania dotyczące bezpieczeństwa łańcucha dostaw REE są zakrojone na szeroką, globalną skalę – deklaracja intencji podpisana z Berlinem to jedynie mały fragment międzynarodowej mozaiki, układanej przez Tokio przez ostatnich 16 lat.
Japonia rozpoczęła działania związane z dywersyfikacją łańcucha dostaw REE już w 2010-2011 r., kiedy pojawił się pierwszy kryzys w relacjach z Chinami, a Pekin zawiesił na pewien czas eksport tych kluczowych metali. Dla innych państw ten sygnał przyszedł później, w okresie pandemii COVID-19, kiedy mówiono o półprzewodnikach, a później gdy Chiny zaczęły wprowadzać ograniczenia eksportowe.
Dr Marcin Socha, analityk Ośrodka Spraw Azjatyckich UŁ
W czasie, gdy kraje Unii Europejskiej śniły jeszcze sen o spokojnej energetycznej przyszłości opartej na bezproblemowym imporcie przetworzonych surowców z Chin, Tokio pracowało na swoją energetyczną niezależność.
„Tokio szuka możliwości dywersyfikacji dostaw na wszystkich możliwych frontach. Obecnie najważniejszym uruchomionym już projektem jest Lynas Rare Earths w Australii. Japonia próbuje także rozwijać własne działania w Afryce, choć napotyka tam problem w postaci dużej obecności chińskich podmiotów. W fazie rozpoczęcia znajduje się także projekt w Namibii, gdzie Japonia współpracuje z kanadyjską spółką, która będzie wydobywać surowce krytyczne. Tokio jest także aktywne w Azji Centralnej, prowadzi również zaawansowany projekt we Francji” – zaznacza ekspert.
Warto w tym miejscu podkreślić pewien kluczowy aspekt: Japonia stara się zdywersyfikować swoje łańcuchy dostaw od blisko 16 lat, jednak pomimo inwestycji na kilku kontynentach nadal w znacznej mierze uzależniona jest od importu z Chin. Ostatnio dobitnie pokazały to doniesienia o krytycznie niskich zapasach itru, którego eksport do Japonii Pekin wstrzymał jakiś czas temu.
Oznacza to, że przed UE jeszcze długa droga do odzyskania surowcowej równowagi i najpewniej nie stanie się to do 2030 r., jak wynika z założeń zawartych w akcie CRMA.
Zobacz też 
Pekin śpi spokojnie
Jak podkreśla dr Socha, Japonia była uzależniona od importu metali ziem rzadkich z Chin w ok. 80-90 proc. Zgodnie z danymi Banku Światowego (a dokładniej WITS, w 2023 r. Japonia importowała łącznie 7,8 tys. ton metali ziem rzadkich (w tym itru i skandu), o wartości ok. 333 mln dol.
Chiny były zdecydowanym liderem zestawienia, jednak w ciągu kolejnych lat ich udział nieznacznie się zmniejszył, oddając pola importowi z Wietnamu czy Tajlandii. Raport Daiwa Institute Research z grudnia 2025 r wskazuje, że dla koszyka ośmiu kluczowych kategorii ziem rzadkich w 2024 r. Chiny odpowiadały za 71,9 proc. importu.
Oznacza to, że rządowi w Tokio udało się zmniejszyć uzależnienie z abstrakcyjnego poziomu blisko 90 proc., jednak udział Pekinu nadal jest bardzo wysoki. W efekcie chińskie firmy nie obawiają się tych działań – ostatecznie, znaczna większość wydobycia i przetwarzania surowców krytycznych wciąż odbywa się w Państwie Środka. Za to Japonia wciąż doświadcza problemów, wywołanych chińskimi ograniczeniami eksportu REE.
”Jest to duży problem dla konkretnych sektorów. Chińczycy wprowadzali ograniczenia najpierw częściowo, a potem poprzez ściślejszą kontrolę. Wykorzystują też narzędzia, które wcześniej stosowała Japonia, twierdząc, że muszą kontrolować towary tzw. dual-use, używane w sektorze zbrojeniowym” – mówi dr Socha.
Według analityka Japończycy próbują otworzyć dialog dyplomatyczny na wyższym szczeblu (ministrowie spraw zagranicznych i gospodarki). „Pojawiają się pierwsze sygnały, że Chińczycy mogą się zgodzić. Pekin próbuje budować narrację, że kryzys wywołała wypowiedź premier Takaichi o Tajwanie w listopadzie, co jest nieprawdą. Ostatecznie dojdzie do odwilży i rozmów, ale Chiny wykorzystują swoją dominującą pozycję rynkową” – mówi analityk Ośrodka Spraw Azjatyckich UŁ.
Zobacz też 
Do tego czasu jednak działania Pekinu naturalnie popychają Tokio w stronę Waszyngtonu, który już raz pomógł Japończykom. W początkowej fazie konfliktu w ubiegłym roku prezydent Trump ostatecznie porozumiał się z prezydentem Xi i pomimo obostrzeń transporty kluczowych surowców docierały do Japonii. Jednak w świecie wielkiej polityki niemal każda współpraca ma swoją cenę – pytanie, jak długo Tokio będzie gotowe ją płacić.



