Reklama
Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Samowolka USA na Grenlandii. Związana z Trumpem spółka chce wydobywać ropę

Zrzut ekranu z portalu TruthSocial @realDonaldTrump
Zrzut ekranu z portalu TruthSocial @realDonaldTrump
Autor. Zrzut ekranu z portalu TruthSocial @realDonaldTrump

Greenland Energy, teksańska firma naftowa powiązana z Donaldem Trumpem, wyładowała na grenlandzki brzeg sprzęt do wierceń poszukiwawczych – mimo że rząd wyspy nie udzielił na to zgody. Amerykańsko-grenlandzka saga o kontroli nad złożami surowcowymi wyspy trwa.

Jak informuje „The Guardian”, w ostatnich dniach na wschodnim wybrzeżu Grenlandii (Ziemia Jamesona) wyładowano materiały potrzebne do przygotowania wierceń.

Snów o ropie ciąg dalszy

Jak zaznacza Ministerstwo Gospodarki i Surowców Grenlandii, sprzęt został dostarczony w związku z planowanymi odwiertami poszukiwawczymi ropy naftowej. „W momencie transportu (…) posiadacz praw dysponował zezwoleniem na wyładowanie sprzętu na [Ziemi Jamesona – przyp.red.E24]. Zezwolenie to w międzyczasie wygasło i obecnie nie zostało odnowione, ale wniosek o jego przedłużenie jest rozpatrywany” – poinformowało ministerstwo. „Materiały nie zostaną przetransportowane dalej, dopóki nie zostaną uzyskane niezbędne zezwolenia”.

Choć ostatnia międzynarodowa dyskusja o surowcach Grenlandii toczyła się wokół surowców krytycznych i metali ziem rzadkich, nie można zapominać, że ta arktyczna wyspa już od lat 70. XX w. rozbudza apetyt moguli naftowo-gazowych. Według raportu Amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS) z 2007 roku w obszarach morskich i lądowych należących do Grenlandii znajduje się ok. 31,4 mld baryłek ekwiwalentu ropy naftowej i 10 mld m3 gazu ziemnego.

Niemal 50 lat poszukiwań nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, a wyspa nie zamieniła się w naftowe Eldorado. Ostatecznie w 2021 roku rząd wyspy podjął decyzję o zakazie wydawania nowych licencji na poszukiwanie złóż ropy i gazu, uzasadniając to dbaniem o środowisko oraz niską rentownością ekonomiczną, w której uwzględniono także globalne odchodzenie od paliw kopalnych.

Jednak nadzieja umiera ostatnia. Teksańska firma naftowa Greenland Energy chce „odblokować ogromny potencjał węglowodorów Grenlandii poprzez innowacyjną eksplorację w basenie Ziemi Jamesona” (zaznaczonej żółtym kwadratem na grafice poniżej).

greenlandenergy.com
greenlandenergy.com
Autor. greenlandenergy.com
Zdaniem władz spółki może tam znajdować się ropa naftowa o wartości 1 bln dol. To astronomiczna liczba, którą można porównać do rocznego PKB największego eksportera ropy naftowej na świecie, Arabii Saudyjskiej.

Luki prawne

Jak podaje „The Guardian”, Greenland Energy ogłosiło plany przeznaczenia 60 mln dol. na wykonanie dwóch odwiertów w celu sprawdzenia tej hipotezy. Jak to możliwe, skoro w 2021 r. władze wyspy zdecydowały o wstrzymaniu wydawania nowych koncesji naftowych? Cóż, „prawo nie działa wstecz”.

Brytyjska firma 80 Mile posiadała wciąż ważne koncesje wydobywcze w rejonie Ziemi Jamesona, wydane jeszcze w 2014 r. Jako że koszty poszukiwań surowców w Arktyce są gigantyczne, a 80 Mile nie posiadała wystarczających funduszy, spółki zdecydowały się na współpracę. Greenland Energy zobowiązało się do sfinansowania w 100 proc. kosztów związanych z dwoma odwiertami poszukiwawczymi, w zamian za co teksańska firma uzyska 70 proc. udziałów w basenie Ziemi Jamesona – a wszystko to stało się na początku 2026 r., w trakcie międzynarodowego „kryzysu grenlandzkiego”.

Jednak pomimo tego, że dzięki współpracy z 80 Mile Greenland Energy zapewniło sobie dostęp do koncesji wydobywczych, rząd w Nuuk stanowczo zaznaczył, że obecnie firma nie ma prawa prowadzić tam żadnych prac, ponieważ proces zatwierdzania logistyki środowiskowej i przeniesienia praw do licencji z firmy brytyjskiej na amerykańską jest wciąż w toku.

Zgodnie z komunikatem giełdowym Greenland Energy, prace nad pozwoleniami postępują, a odwierty we wschodniej Grenlandii miałyby rozpocząć się już w grudniu 2026 r. Jednak według informacji duńskiego serwisu śledczego Danwatch Ministerstwo Gospodarki i Surowców Grenlandii nie zamierza udzielić pozwoleń teksańskiej firmie w tym roku.

Projekt znajduje się dopiero na pierwszym z łącznie 11 etapów fazy poszukiwawczej (…) Zanim firma otrzyma zezwolenie na przeprowadzenie odwiertów poszukiwawczych, musi przedłożyć opis projektu oraz analizę środowiskową i społeczną – tzw. raporty EIA i SIA” – zaznaczają redaktorzy Danwatch. A do tego potrzeba czasu.

Gemini E24 z naalakkersuisut.gl
Gemini E24 z naalakkersuisut.gl
Autor. Gemini E24 z naalakkersuisut.gl

Biorąc pod uwagę harmonogram uzyskiwania niezbędnych zezwoleń, ich zatwierdzenie mogłoby się dokonać najwcześniej 8 listopada bieżącego roku. Przedsięwzięcie dodatkowo komplikuje fakt, że planowane miejsce wierceń znajduje się na międzynarodowo chronionych terenach podmokłych.

Reklama

Jak nie drzwiami, to oknem

Jednak to nie kwestie środowiskowe ani perspektywa złóż ropy budzą największe zainteresowanie, a powiązanie zarządu Greenland Energy z Donaldem Trumpem i jego administracją – a także nieprzerwanie powtarzane oświadczenia o tym, że Grenlandia powinna należeć do USA.

Wygląda na to, że po fiasku gróźb dotyczących zbrojnej aneksji Grenlandii przez Stany Zjednoczone (które, przypomnijmy, doprowadziły do jednego z największych kryzysów w relacjach transatlantyckich) postanowiły poszukać innej metody, aby uzyskać dostęp do jej surowców naturalnych i (przynajmniej na razie) skupić się na ekspansji biznesowej.

Na czele Greenland Energy stoją prezes (CEO) Robert Price oraz przewodniczący rady nadzorczej i główny udziałowiec Larry G. Swets Jr. Price to weteran rynku energetycznego, posiadający 30-letnie doświadczenie w rozwoju przedsięwzięć poszukiwawczo-wydobywczych. Z kolei Swets Jr. posiada ponad 25-letni staż w sektorze usług finansowych.

Jak informował "The Guardian", Larry Swets cieszy się bliskim dostępem do wewnętrznego kręgu współpracowników Donalda Trumpa, choć oficjalnie deklaruje, że projekt Greenland Energy nie ma nic wspólnego z planami dotyczącymi aneksji wyspy. Niemniej jednak jego koneksje polityczne budzą obawy dyplomatów w Danii i Grenlandii.

Ponadto do działań lobbingowych wokół projektu zaangażowano Jeffa Landry’ego – republikańskiego gubernatora z Luizjany i specjalnego wysłannika Trumpa ds. Grenlandii. Publicznie naciska on na realizację projektu. Brytyjski dziennik podaje, że jednym z mniejszościowych (ale znaczących) udziałowców w Greenland Energy jest Kenneth Griffin – miliarder z Wall Street i jeden z najważniejszych sponsorów finansowych Partii Republikańskiej.

Grenlandzkie władze nie są przeciwne inwestycjom energetycznym na wyspie. W planach rozwoju gospodarczego jest miejsce na projekty związane nie tylko z OZE, lecz również z przedsięwzięciami górniczymi dotyczącymi surowców krytycznych i metali ziem rzadkich. Jednak w przypadku wszystkich inwestycji rząd w Nuuk chce skupić się nie tylko na uzyskaniu korzyści ekonomicznych, lecz także na ich realizacji w sposób odpowiedzialny społecznie i środowiskowo. Istnieje duże ryzyko, że zarząd Greenland Energy nie podziela tych wartości.

Reklama
Zobacz również

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama