Reklama
  • ANALIZA
  • W CENTRUM UWAGI

Estée Lauder, Big Tech i polityka. Kto naprawdę chce Grenlandii?

Pomimo odwołania ceł, które miały zostać nałożone na część krajów UE oraz uspokojeniu napięć na linii UE-USA, amerykańskie roszczenia wobec Grenlandii nie ustały. Czy za pomysłem posiadania wyspy mogą stać amerykańscy miliarderzy i biznesmeni? I co ma z tym wspólnego marka kosmetyków Estée Lauder oraz Big Tech?

Autor. Envato, @wirestock

W sobotę 24 stycznia dziennik „New York Post” opublikował wypowiedź prezydenta USA, która przyćmiła nadzieje na szybkie rozwiązanie konfliktu o Grenlandię. „Będziemy mieć wszystko, co chcemy. Prowadzimy bardzo ciekawe rozmowy” - powiedział Donald Trump, dodając, że jedną z omawianych możliwości jest uzyskanie przez USA suwerenności nad amerykańskimi bazami wojskowymi na arktycznej wyspie.

Z TEGO ARTYKUŁU SIĘ DOWIESZ:

  • Jak rozpoczął się "kryzys grenlandzki"?
  • Dlaczego USA chcą przejąć Grenlandię?
  • Jakie interesy w Grenlandii prowadzi Ronald Lauder?
  • Czemu właściciele Big Tech i biznesmeni z USA są zainteresowani przejęciem Grenlandii?

Trump: "Chcę jedynie kawałka lodu"

Spór o Grenlandię zdołał już doprowadzić do zachwiania wiary w dotychczasowy, globalny układ sojuszniczy, wyjątkowego pogorszenia stosunków między Waszyngtonem a Brukselą, wewnętrznych podziałów w USA, wysłania na Grenlandię wojsk kilku krajów UE, a nawet wywołania obaw o rozpad NATO – a to wszystko w czasie krótszym niż miesiąc.

Ironicznie można stwierdzić, że jest to „godne podziwu” osiągnięcie obecnej amerykańskiej administracji. Szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że dyskusja o przejęciu Grenlandii przez USA została wznowiona jednym postem na portalu X:

Autorką wpisu jest Katie Miller, dawna rzeczniczka prasowa Mike’a Pence’a i żona „prawej ręki” Donalda Trumpa, Stephena Millera. Ochrzczona mianem „mamy MAGA” (ang. MAGA Mom) przez brytyjski dziennik „The Guardian”, znana jest z równie kontrowersyjnych poglądów jak jej mąż (popiera m.in. niedawne operacje ICE w Minneapolis, które doprowadziły do zabójstwa Alexa Pretti’ego i Renee Nicole Good).

W dniu pojmania Nicolása Maduro przez amerykańskie siły specjalne, Miller opublikowała powyższy post, przedstawiający Grenlandię z nałożonym wzorem amerykańskiej flagi i napisem „WKRÓTCE”. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Wpis potępił premier Grenlandii i premierka Danii, a wraz z upływem kolejnych dni i wznowieniem zainteresowania największą wyspą świata, do głosów oburzenia dołączyli pozostali przywódcy UE.

Jednak kula śnieżna ruszyła - i do tej pory, pomimo wszechstronnych starań, nie udało się jej zatrzymać. Czy jednak w dyskusji o zakupie (bądź przejęciu) Grenlandii przez Waszyngton rzeczywiście chodzi jedynie o podnoszone kwestie bezpieczeństwa w Arktyce oraz zasoby metali ziem rzadkich? I czy niemalże „fiksacja” obecnej administracji na pozyskaniu wyspy na własność jest autorskim pomysłem prezydenta Trumpa, ciągnącym się jeszcze od 2019 roku?

Reklama

Stary pomysł w nowym wydaniu

Informacje o chęci zakupu wyspy przez Donalda Trumpa sięgają jego pierwszej kadencji i 2019 roku, kiedy potwierdził, że „rozważa tę możliwość”. Temat ucichł na kilka lat, aż do rozpoczęcia drugiej kadencji Trumpa. Na początku 2025 roku prezydent USA zadeklarował, że zdobędzie Grenlandię „w taki lub inny sposób”, a Stany Zjednoczone uczynią mieszkańców wyspy bogatymi. Jednak wyspa nie została wspomniana w Nowej Strategii Bezpieczeństwa USA, opublikowanej w grudniu ubiegłego roku, co dało nadzieję na porzucenie tematu przez Biały Dom.

Oficjalne argumenty nie tłumaczą w pełni niezwykłego uporu, z jakim amerykańska administracja traktuje kwestię posiadania wyspy na własność. Jednym z nich jest bezpieczeństwo narodowe USA i lokalizacja na Grenlandii systemu obronnego Golden Dome, a także powstrzymanie możliwych militarnych zakusów Rosji i Chin. Zdaniem Białego Domu, Dania nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa wyspie.

Grenlandia to autonomiczne terytorium zależne Danii ze stolicą w Nuuk, którego obronność i bezpieczeństwo stanowią integralną część struktur NATO. Zgodnie z traktatem obronnym między USA a Danią z 1951 roku, Waszyngton (za zgodą Kopenhagi) ma prawo do budowy, obsługi i utrzymania baz wojskowych na wyspie w celu wsparcia NATO.

Ameryka ochoczo korzystała z tej możliwości w trakcie zimnej wojny, budując kilka baz wojskowych (w tym jedną o napędzie atomowym). Jednak po rozpadzie ZSRR sukcesywnie wycofywała stamtąd swoich żołnierzy. W użyciu pozostała jedynie baza Pituffik - jeden z najważniejszych, strategicznych obiektów wojskowych na świecie i system wczesnego ostrzegania USA, monitorujący aktywność rakietową.

Rządy Danii i Grenlandii pozostawały otwarte na rozmowy o zwiększeniu obecności żołnierzy USA na wyspie, co również nie nastręczało większych problemów prawnych. Ponadto warto zaznaczyć, że armia USA nie posiada specjalistycznego sprzętu do działań w Arktyce ani doświadczenia operacyjnego, co pokazały chociażby niedawne ćwiczenia NATO.

Argument związany z wydobywaniem metali ziem rzadkich i przedstawianie Grenlandii jako surowcowego Eldorado również mija się z prawdą. Po pierwsze, USA nie napotykały trudności w rozwoju inwestycji na wyspie, a po drugie – działania górnicze w rejonie Arktyki są bardzo kosztowne i uciążliwe, o czym pisaliśmy w materiale Energetyki24.

Reklama

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o...

Jak mówi stare przysłowie, sukces ma wielu ojców. I choć pomysłu przejęcia Grenlandii na ten moment nie można określić mianem politycznego i dyplomatycznego sukcesu, to powiedzenie sprawdza się również i w tym wypadku.

Jak wskazuje „The Guardian”, jednym z nich mógł być Ronald Lauder - biznesmen i dziedzic fortuny związanej z marką kosmetyczną Estée Lauder, który zna Trumpa od ponad 60 lat. Według cytowanego przez dziennik Johna Boltona, doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w 2018 roku, to właśnie Lauder zasugerował Donaldowi Trumpowi zakupienie Grenlandii jeszcze w trakcie jego pierwszej kadencji.

Oficjalny powód? Złoża metali ziem rzadkich. Mniej oficjalny? Prywatne inwestycje Laudera. Jak podaje „The Guardian”, miliarder zainwestował na wyspie „sporą część swoich pieniędzy”, m.in. w nierentowną, lokalną firmę rozlewniczą wody pitnej i późniejszy eksport „luksusowej” wody źródlanej prosto z Grenlandii.

Zdaniem amerykanisty Rafała Michalskiego, jednym ze skutków zainteresowania Departamentu Stanu USA Grenlandią w latach 2019-2020 było właśnie włączenie w proces polityczny środowiska biznesowego.

Podobne ruchy sektora prywatnego nie powinny dziwić. Donald Trump kontynuuje linię rozpoczętą jeszcze przez prezydenta Obamę poszukiwania dodatkowych źródeł surowców - za obecnej administracji ta polityka tylko przyspieszyła.
komentuje Michalski.
Reklama

Świetnym przykładem jest firma KoBold Metals - start-up górniczy założony w 2018 roku, który wykorzystuje sztuczną inteligencję do poszukiwania złóż surowców krytycznych. Zastosowanie nowoczesnych technologii obniża koszty poszukiwań oraz zwiększa prawdopodobieństwo odnalezienia intratnych złóż.

Od 2021 roku KoBold Metals działa na Grenlandii, współpracując z Bluejay Mining przy projekcie Disko–Nuussuaq na zachodnim wybrzeżu wyspy. W zamian za 51 proc. udziałów w projekcie, firma zapłaciła 15 mln dolarów na finansowanie prac eksploracyjnych. Licencja obejmuje m.in. nikiel, miedź, kobalt i platynę.

Wśród głównych inwestorów KoBold Metals można znaleźć Breakthrough Energy Ventures (Bill Gates), Bloomberg (Michael Bloomberg), Amazon (Jeff Bezos) czy Ray’a Dalio, założyciela największego na świecie funduszu hedgingowego Bridgewater Associates. Jak podaje Forbes, do potencjalnego sukcesu KoBold Metals postanowił dołożyć się również założyciel OpenAI, Sam Altman. W 2022 roku wsparł firmę w kolejnej rundzie finansowania za pomocą swojego funduszu Apollo Projects.

Peter Thiel, współzałożyciel Palantira (kontrowersyjnej firmy analizującej duże zbiory danych i współpracującej z ICE przy profilowaniu rasowym), również chce realizować swoją wersję „grenlandzkiego snu”. Za pośrednictwem Pronomos Capital zapewnił wczesne finansowanie start-upu Praxis - wizji zaawansowanego technologicznie miasta o minimalnych regulacjach, które będzie koncentrować się na przyspieszeniu nowych technologii (w tym sztucznej inteligencji).

Potencjalny wpływ technologicznych miliarderów na nową administrację i samego Donalda Trumpa widać było już w trakcie styczniowej inauguracji jego prezydentury w 2025 roku. Wówczas jedne z najbardziej ekskluzywnych miejsc w najbliższym otoczeniu prezydenta zajęli właśnie Mark Zuckerberg (Meta), Tim Cook (Apple), Sundar Pichai (Google), Jeff Bezos (Amazon) i Elon Musk (Tesla). Wyeksponowanie właścicieli Big Tech i biznesu jasno wskazywało na zwiększenie ich wpływów w Białym Domu, istnieje więc prawdopodobieństwo, że mogą mieć również wpływ na podejście Donalda Trumpa do Grenlandii.

Reklama

Zobacz również

Reklama