Reklama

Bogactwo Grenlandii: szansa czy mit?

fot. Wikipedia
fot. Wikipedia

Dyskusja naokoło możliwego przejęcia czy też zakupu Grenlandii przez USA wielokrotnie toczy się wokół zasobów surowcowych wyspy. Jednak czy Nuuk rzeczywiście jest współczesną „kopalnią złota”? I czy Waszyngton musi zyskać pełną kontrolę nad Grenlandią, by czerpać korzyści z wydobycia surowców krytycznych?

Potrzebujemy Grenlandii (…) z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego” - powiedział prezydent USA 4 stycznia dziennikarzom na pokładzie Air Force One. I choć Stany Zjednoczone chciały nabyć Grenlandię już w 1946 roku, a Trump napomknął o tym podczas swojej pierwszej kadencji w 2019 roku i niemal natychmiast po reelekcji w 2025 roku, to do tej pory propozycje te wydawały się absurdalną mrzonką.

Na początku była ropa

Jednym z argumentów przywoływanych w dyskusji o nabyciu Grenlandii są jej zasoby surowcowe. I rzeczywiście - wyspa posiada złoża ropy, metali szlachetnych oraz surowców krytycznych, a nawet kamieni szlachetnych - diamentów, rubinów czy szafirów. Jednak na początku skupiano się przede wszystkim na możliwości wydobycia „czarnego złota”.

YouTube cover video

Zainteresowanie potencjalnymi zasobami ropy było widoczne już od lat 70. XX wieku, jednak wymiernie wzrosło na początku XXI wieku. Według raportu Amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS) z 2007 roku w obszarach morskich i lądowych należących do Grenlandii znajduje się ok. 31,4 mld baryłek ekwiwalentu ropy naftowej i 10 mld m3 gazu ziemnego.

Firmy naftowe ruszyły po licencje na poszukiwania i eksploatację złóż. W projektach brali udział giganci przemysłu, tacy jak Shell, Shevron, ExxonMobil, Equinor czy Eni. Jednak niemal 50 lat poszukiwań nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, a wyspa nie zamieniła się w naftowe Eldorado.

Pomimo wykonania kilkudziesięciu odwiertów poszukiwawczych ropy naftowej, większość z nich okazała się "sucha" bądź nie zawierała wystarczającej ilości gazu i ropy do rozpoczęcia działań komercyjnych. W efekcie do tej pory nie wydobyto na Grenlandii ani jednej baryłki ropy naftowej - mimo, że przeznaczono na jej poszukiwanie miliardy dolarów.

Ostatecznie w 2021 roku rząd wyspy podjął decyzję o zakazie wydawania nowych licencji na poszukiwanie złóż ropy i gazu, uzasadniając to dbaniem o środowisko oraz niską rentownością ekonomiczną, w której uwzględniono także globalne odchodzenie od paliw kopalnych.

Ten krok został podjęty dla dobra naszej przyrody, dla dobra naszego rybołówstwa, dla dobra naszej branży turystycznej” - mówiła grenlandzka minister zasobów naturalnych, Naaja Nathanielsen.

Czytaj też

Nowe, "zielone" złoto

Jednak koniec snów o ropie nie oznaczał końca snów o bogactwie. Rząd Grenlandii postanowił skierować swoją uwagę na metale ziem rzadkich i pierwiastki krytyczne - przyszłość górnictwa i kamień węgielny globalnej transformacji energetycznej.

A tych na Grenlandii nie brakuje. Jak zaznacza Nick Bæk Heilmann z firmy konsultingowej Kaya Partners, na wyspie znajdują się 43 z 50 surowców krytycznych wymienionych przez amerykański USGS.

Potwierdza to również raport Geologicznej Służby Danii i Grenlandii (GEUS): łącznie istnieje 35 złóż zawierających surowce krytyczne i metale ziem rzadkich, a niektóre z nich zawierają znaczące zasoby litu, tantalu, niobu, molibdenu, cyrkonu czy hafnu.
Autor. GEUS

Naukowcy z duńskiego GEUS zaznaczają, że w wielu przypadkach złoża surowców krytycznych są porównywalne z zasobami Australii, Kanady czy Skandynawii, a Grenlandia posiada duży potencjał w zakresie nieodkrytych jeszcze zasobów.

Wszystkie z wymienionych pierwiastków są niezbędne w kluczowych sektorach gospodarki, takich jak obronność czy energetyka: od diod LED, przez półprzewodniki i panele słoneczne, aż po baterie do magazynów energii i aut elektrycznych.

Niemniej jednak naukowcy z GEUS podkreślają, że choć potencjał surowcowy wyspy jest znaczny, jednocześnie szacunkowe ilości surowców krytycznych „są obarczone dużą niepewnością i wymagają dalszej weryfikacj”.

Czytaj też

To nie jest takie proste

Wykonywanie odwiertów w rejonie Arktyki jest ryzykownym i kosztownym przedsięwzięciem. Północny ekosystem (gleba, roślinność i mikroorganizmy) regeneruje się niezwykle wolno w porównaniu z klimatem umiarkowanym.

Zanieczyszczenie środowiska czy zmiana siedlisk mogą nieproporcjonalnie szkodzić populacjom ptaków i ssaków, a generowane przez górnictwo zanieczyszczenie wód stanowi zagrożenie dla tradycyjnego rybołóstwa, stanowiącego podstawę lokalnej gospodarki.

Jednak obawy dotyczące ochrony środowiska to nie wszystko. Ekstremalne warunki pogodowe wymagają stosowania zaawansowanych rozwiązań technologicznych, co utrudnia prace firm wydobywczych i zwiększa koszty inwestycji.

Ze względu na arktyczny klimat rosną koszty utrzymania maszyn (mrozy do -40°C), a okno eksploracji jest ograniczone do ok. 4 miesięcy rocznie. Podobnie dostęp żeglugowy, ograniczony przez lód morski - nawet jeśli głębokie fiordy są idealne dla dużych statków transportowych. Nawet zakładając scenariusze zwiększonej dostępności terenu wynikające z globalnego ocieplenia i cofania lądolodu należy mieć świadomość, że odsłonięty grunt jest często niestabilny i podatny na osuwiska.

Do większości obszarów na wyspie można dotrzeć jedynie helikopterami i łodziami, a ewentualne kopalnie musiałyby zapewnić sobie własne źródła energii i wody, a także linie komunikacyjne. Kluczowe jest więc budowanie wszystkich elementów infrastruktury od zera.

Czytaj też

Dodatkowy problem stanowi brak siły roboczej na wyspie - jedynie 5 proc. ludności pracuje w zawodach technicznych, a grenlandzkie władze dążą do osiągnięcia 30 proc. lokalnego zatrudnienia w kopalniach, co może spowalniać rozwój projektów. Złożony system podatkowy (stawki wahające się od 30-45 proc. zysków z wydobycia) i opłaty licencyjne nie przyspieszają inwestycji, podobnie jak wstrzymanie wydobycia uranu (który współwystępuje w wielu rudach zawierających metale ziem rzadkich).

Wszystko to wpływa na opłacalność projektów wydobywczych. Według analiz branżowych SNL Metals&Mining koszty operacyjne w Arktyce są 2-3 razy wyższe niż w porównywalnych inwestycjach w klimacie umiarkowanym. Jak podaje Discovery Alert, była premier Grenlandii dr Aleqa Hammond zaznaczała, że luki w infrastrukturze zwiększają początkowe koszty dużych projektów o 0,5-1 mld dolarów, tworząc poważne bariery rozwojowe.

Reklama

To nie jest wyjątkowa sytuacja?

Również Nick Bæk Heilmann studzi emocje, wywoływane przez potencjalne zasoby surowców krytycznych. „Musimy obalić pewien mit. Grenlandia nie jest wyjątkowa pod względem wielkości złóż metali ziem rzadkich, istnieją one również w wielu innych miejscach” - podkreśla ekspert Kaya Partners.

Wciąż nie ma uzasadnienia biznesowego dla wydobycia minerałów krytycznych w Grenlandii. Chiny kontrolują ceny. Minerały krytyczne, minerały ziem rzadkich, są sprzedawane po bardzo niskich cenach.
Nick Bæk Heilmann, Senior Associate w Kaya Partners

Innego zdania wydają się być amerykańskie i kanadyjskie przedsiębiorstwa, a także Unia Europejska. Obecnie na Grenlandii rozwijanych jest wiele projektów wydobywczych z zakresu REE i surowców krytycznych, m.in.:

  • Sarfartoq (złoża neodymu, prazeodymu i niobu)
  • Dundas (złoża tytanu metalicznego, projekt otrzymał wsparcie European Raw Materials Alliance )
  • Amitsoq (złoża grafitu wysokiej jakości, kluczowe dla produkcji baterii EV)
  • Malmbjerg (złoża molibdenu, ważny z perspektywy przemysłu stalowego)
  • White Mountain i Majoqqap Qaava (złoża anortozytu, wykorzystywanego w produkcji włókna szklanego)
Reklama

Warto wspomnieć, że Neo Performance Materials (zawiadujący projektem Sarfartoq) jest również właścicielem zakładu przetwórczego REE w Estonii (Silmet). Integracja grenlandzkiej kopalni z estońską hutą stworzyłaby kompletny, wewnątrzunijny łańcuch dostaw, co jest jednym z priorytetów Komisji Europejskiej.

Jednak największe skupisko REE odnaleziono w prowincji Gardar, w złożach Ilímaussaq i Motzfeldt. To właśnie tam, na południu wyspy, działa projekt Tanbreez amerykańskiej firmy Critical Metals, operujący na jednym z największych na świecie niezagospodarowanych złóż REE poza Chinami, a jego zasoby są szacowane na 4,7 mld ton rudy wielopierwiastkowej.
Autor. Tanbreez

Jak podawał Reuter w grudniu ubiegłego roku, Critical Metals sprzedało już wstępnie 75 proc. planowanej produkcji Tanbreez, którą podzielono między Stany Zjednoczone a Europę. Firma zadeklarowała, że jest otwarta na inwestycje z Waszyngtonu. Rozpoczęcie wydobycia planowane jest na 2027 rok, a pierwszej produkcji - na 2028 rok.

Niemniej jednak należy pamiętać, że obecnie na Grenlandii aktywna jest jedynie kopalnia White Mountain, oraz dwa inne obiekty wydobywające złoto i kamienie szlachetne. Sarfartoq nie prowadzi na razie wydobycia na skalę komercyjną, Dundas oczekuje na pełne finansowanie a Amitsoq i Malmbjerg otrzymały 30-letnią licencję na wydobycie.

Wydobycie metali ziem rzadkich jest więc wciąż na etapie początkowym, a większość z nich pochodzi z próbnych wydobyć w ramach takich projektów jak Tanbreez.
Reklama

Zakup wyspy nie jest konieczny

Biorąc pod uwagę wymienione inwestycje, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście są zmuszone do przejęcia wyspy w celu czerpania z jej zasobów surowcowych? Odpowiedź brzmi: nie.

Grenlandia pozostaje otwarta na zagraniczne inwestycje, również z USA - zresztą najlepiej uwidacznia to przykład projektu Tanbreez. Rząd Grenlandii planuje także rozwijać górnictwo REE i surowców krytycznych na wyspie, z zachowaniem zasad zrównoważonego rozwoju i korzyści dla lokalnych społeczności. Celem pozostaje stworzenie stabilnego środowiska inwestycyjnego, szczególnie dla firm europejskich i (przynajmniej do tej pory) amerykańskich.

Zdecydowanie twierdzę, że surowce krytyczne nie są siłą napędową USA do przejęcia wyspy” - podkreśla Heilmann. „Grenlandia jest otwarta na inwestycje w sektorze górniczym i wydobycie pierwiastków krytycznych, a wszelkie tereny zielone objęte są ogólną licencją społeczną na wydobycie”.

Reklama

Dlaczego więc Waszyngton nieustannie powraca do tematu zakupu wyspy, skoro nie ma prawnych, biznesowych ani społecznych przeszkód związanych z wydobyciem surowców kluczowych dla gospodarki zarówno USA, jak i Europy? Być może rzeczywiście przeważają tutaj czynniki geopolityczne, a być może… interesy tech-miliarderów.

Podsumowując: Grenlandia posiada złoża ropy i gazu, jednak przez 50 lat wydawanych licencji poszukiwawczych i zaangażowanie światowych gigantów naftowych nie udało się znaleźć zasobów wystarczających na rozpoczęcie działalności komercyjnej. Być może wraz z topnieniem pokrywy lodowej ich dostępność okazałaby się większa, jednak pytanie brzmi: czy warto dla niej ryzykować uszkodzeniem delikatnego ekosystemu Arktyki (nie będąc pewnym, czy koszta inwestycji rzeczywiście się zwrócą)?

Czytaj też

Obecne bogactwo Grenlandii tkwi w jej zasobach surowców krytycznych i metali ziem rzadkich, które wymiernie mogłyby wspomóc europejskie i amerykańskie łańcuchy dostaw - szczególnie, jeśli przedsiębiorstwa i politycy skupią się na odbudowaniu przetwórstwa i rafinacji pierwiastków, w czym obecnie dominują Chiny. To właśnie w tym zakresie UE i USA napotykają największy problem, jeśli chodzi o odzyskanie niezależności łańcuchów dostaw. Niemniej jednak przejęcie Grenlandii przez Stany Zjednoczone nie jest warunkiem koniecznym, aby rozwinąć tam dochodowy przemysł górniczy, na którym skorzystałby Waszyngton.

Reklama
Reklama

Komentarze

    Reklama