- W CENTRUM UWAGI
- WYWIADY
Czerwona kartka dla Trumpa? Ameryka idzie do urn. Te wybory mogą sparaliżować Waszyngton
Dzisiaj, 3 listopada, rozpoczęły się tzw. wybory połówkowe (ang. midterms), czyli wybory do Kongresu USA. Amerykanie ruszyli do urn wyborczych, a Europejczycy zastanawiają się, czy administracja Donalda Trumpa dostanie „czerwoną kartkę” – oraz w jakim stopniu wpłynie to na politykę międzynarodową Waszyngtonu.
Zdaniem amerykanisty Rafała Michalskiego, jeżeli Partia Demokratyczna odzyskałaby kontrolę nad jedną lub obiema izbami Kongresu, z jednej strony UE zyskałaby nową platformę porozumienia w amerykańskiej polityce, z drugiej – mogłoby dojść do politycznego klinczu, a w najgorszym scenariuszu do częściowego paraliżu decyzyjności USA na arenie międzynarodowej.
Miliardy na kampanię
Amerykanie ruszyli do urn wyborczych. 3 listopada 2026 r. odbywają się kolejne wybory do Kongresu, które tym razem przynoszą zaskakująco wiele emocji – zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą. Świetnie pokazują to statystyki.
Analitycy Council on Foreign Affairs wskazują, że wydatki na same reklamy polityczne w 2026 r. (ok. 11,6 mld dol.) zmierzają do pobicia rekordów ustanowionych podczas wyborów prezydenckich w 2024 r. Z kolei dane Federalnej Komisji Wyborczej potwierdzają, że kandydaci do Senatu i Izby Reprezentantów wydali łącznie 3,2 mld dol. na kampanie przed dzisiejszym głosowaniem, co stanowi niemal 90 proc. wszystkich zebranych środków finansowych w tym cyklu wyborczym. Sam Elon Musk wydał ok. 366 mln dol. na wsparcie republikanów.
Wybory do dwuizbowego Kongresu dzielą się na wybory do Senatu (gdzie wybiera się 1/3 całego składu) oraz wybory do Izby Reprezentantów (gdzie wybiera się wszystkich 435 członków). Odbywają się one co dwa lata, a kiedy mają miejsce w połowie czteroletniej kadencji prezydenckiej, nazywa się je „wyborami połówkowymi” (ang. midterms). Jak zaznacza Michalski, różnica w wymianie składu wynika z zamysłu Ojców Założycieli USA.
Izba Reprezentantów miała być "izbą ludu", gdzie każdy polityk byłby regularnie sprawdzany i brał odpowiedzialność za swoje decyzje. Z kolei Senat miał być "izbą polityki", "izbą stanów" - początkowo senatorów wybierały legislatury stanowe, a wymiana 1/3 składu Senatu miała umożliwiać tej instytucji kontynuację prowadzonych polityk
Rafał Michalski, amerykanista
Napięcie towarzyszące tegorocznym wyborom jest wyjątkowo wysokie, ponieważ ich wynik zadecyduje, która partia polityczna przejmie kontrolę nad Kongresem, a w efekcie – z jaką łatwością prezydent Trump będzie mógł realizować swoje polityczne plany.
Midterms, czyli dlaczego polityka wewnętrzna jest ważna
Kongres Stanów Zjednoczonych to organ władzy ustawodawczej na szczeblu federalnym. Zanim ustawa zostanie przedłożona na prezydenckie biurko, zarówno Senat, jak i Izba Reprezentantów, muszą przegłosować ją w dokładnie takim samym kształcie – co niekiedy powoduje wydłużanie procesów legislacyjnych, szczególnie, jeśli izby są kontrolowane przez opozycyjne partie.
„Obie izby mają możliwość organizowania komisji, przeprowadzania przesłuchań, zlecania analiz dotyczących procesów politycznych i legislacyjnych w USA. Senat mianuje i zatwierdza kandydatury urzędników federalnych – od sekretarzy po sędziów” – zaznacza Michalski.
Kwestia możliwych przesłuchań i śledztw wydaje się szczególnie mocno martwić Partię Republikańską. Obecny spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson podczas wiecu konserwatywno-chrześcijańskiej organizacji Faith&Freedom stwierdził, że jeśli demokraci wygrają wybory, „przekształcą każdą komisję Kongresu w organ śledczy” i będą „prowadzić dochodzenia w sprawie rodziny prezydenta, członków gabinetu, jego darczyńców i przyjaciół”.
Zdaniem analityków kancelarii Davis Polk & Wardwell LLP, pod lupę demokratów mogą trafić kwestie energetyczne, takie jak rosnące koszty energii w USA, wpływ centrów danych na sieć energetyczną czy firmy z sektora węglowego.
Jak zaznacza Michalski, wybory połówkowe przynajmniej od końca II wojny światowej są odczytywane jako referendum na temat bieżących rządów: „Wyborcy nie postrzegają ich stricte jako dyskusji na temat przyszłości USA czy agendy partii politycznych, za to bardzo istotnym aspektem jest ocena dotychczasowych działań administracji. To pierwsza wymierna, a nie sondażowa ocena dwóch lat prezydentury Donalda Trumpa”.
Zgodnie z wrześniowym sondażem Reutersa i Ipsos, poparcie dla Trumpa znajduje się na historycznym minimum i wynosi jedynie 32 proc, co jest wynikiem m.in. rosnących od wielu miesięcy cen diesla – a te z kolei wywołał konflikt na Bliskim Wschodzie, rozpoczęty przez Stany Zjednoczone pod koniec lutego bieżącego roku.
Zobacz też 
Ryzyko politycznego klinczu
Jednak to nie „sondaże nad urną” są główną stawką tych wyborów, a kontrola nad Kongresem. Obecnie republikanie mają większość 218 do 214 miejsc w Izbie Reprezentantów. Aby przejąć kontrolę, demokraci powinni zdobyć cztery dodatkowe mandaty. Z kolei w Senacie obecna przewaga republikanów to 53 do 47, a więc demokraci również i tutaj muszą zdobyć cztery dodatkowe mandaty, aby przejąć kontrolę nad instytucją. Jak podaje BBC, dziesięć okręgów wyborczych, w tym w stanach Maine, Ohio, Karolina Północna, Iowa i Georgia, może zadecydować o wyniku wyborów.
Zdaniem Michalskiego, choć wybory połówkowe decydują w największej mierze o kształcie polityki wewnętrznej USA, to ich wynik może mieć przełożenie na politykę zewnętrzną Waszyngtonu.
”Jeżeli demokraci odzyskają jedną bądź dwie izby, zyskają wpływ na kształt budżetu, możliwość organizacji śledztw, publicznych przesłuchań oraz komisji” – zaznacza amerykanista. „Dodatkowo, funkcja spikera Izby Reprezentantów jest swego rodzaju władzą prestiżową – gdyby przejął ją demokrata, opór i krytyka opozycji wobec działalności prezydenta Trumpa byłyby o wiele wyraźniejsze”.
W opinii Michalskiego Partia Demokratyczna ma doświadczenie w wykorzystywaniu władzy ustawodawczej przeciwko Trumpowi i już zapowiedziała, że będzie stosować technikę znaną z pierwszej kadencji prezydentury Trumpa: „Demokraci zawierali w ustawach budżetowych przepisy uderzające we władzę wykonawczą prezydenta i jasno wskazywali, że jeżeli Donald Trump ich nie podpisze, to dojdzie do zamknięcia rządu (shutdownu). Wówczas Trump rzeczywiście ich nie podpisywał, po czym dochodziło do zamknięcia rządu”.
Choć jest to bez wątpienia szantaż polityczny, warto zaznaczyć, że sam prezydent Trump systematycznie starał się rozszerzać swoją władzę wykonawczą, jednocześnie ignorując opozycję demokratyczną. „Demokraci przez lata czuli się odcięci od procesu decyzyjnego; teraz mogą pchać wahadło w drugą stronę, w stronę konfrontacji politycznej” – dodaje ekspert.
I być może właśnie w tym kryje się największe niebezpieczeństwo dla (już i tak mocno nadszarpniętej) globalnej pozycji USA. Donald Trump do tej pory nie pokazał skłonności do zawierania politycznych rozejmów i negocjacji z opozycją. Jeśli demokraci przejmą Kongres i będą chcieli wymóc na Białym Domu ustępstwa przy pomocy ustaw budżetowych, to upór Trumpa może poskutkować klinczem politycznym, a w najgorszym scenariuszu – brakiem decyzyjności USA również w sprawach zagranicznych.
Wszystkie sprawy międzynarodowe mogą stać się zakładnikami polityki krajowej (...) Dotychczas republikański Kongres nie reagował na działania Trumpa, jednak demokratyczny Kongres sobie na to nie pozwoli. Jeżeli Trump zdecyduje się na zwarcie, wiele dużych reform zostanie zablokowanych.
Rafał Michalski, amerykanista
Choroba drugiej kadencji
Naturalnie nie oznacza to, że demokraci powinni przegrać w imię „politycznego świętego spokoju”. Wręcz przeciwnie – z perspektywy europejskiej ich wygrana może utworzyć wyłom w amerykańskiej polityce, z którego mogłaby skorzystać UE do optowania za korzystnymi dla siebie rozwiązaniami.
Europejscy liderzy, politycy, będą mogli rozmawiać z demokratami w Kongresie, a ci będą mieli możliwość zawierania w ustawach przepisów zgodnych z interesem UE. Jednak droga pomiędzy pojawieniem się w Kongresie a podpisaniem ustawy przez Biały Dom jest bardzo długa.
Rafał Michalski, amerykanista
Zdaniem eksperta, dyplomatyczny rozdźwięk rodzący się z takich działań nie byłby korzystny dla relacji transatlantyckich. Nawet jeśli w procedowanych ustawach budżetowych znalazłyby się zapisy o ograniczeniu importu surowców z Rosji, współpracy z Ukrainą czy Tajwanem, administracja Trumpa mogłaby odczytać takie ruchy jak działanie wrogie wobec Białego Domu.
Jednak wygrana demokratów w wyborach do Kongresu daje jeszcze jedną, długofalową możliwość: podważenie pozycji prezydenta Donalda Trumpa.
”Donald Trump choruje na chorobę drugiej kadencji. Objawia się ona tym, że politycy z jego własnej partii zaczynają myśleć o przyszłości” – zaznacza Michalski. „Przy bardzo dużej porażce republikanów w ramach partii mogłaby pojawić się grupa, która zaczęłaby dokonywać secesji wobec linii Białego Domu. Wybory połówkowe mogą być czerwoną kartką dla administracji Trumpa i sygnałem, że należy zmienić politykę Partii Republikańskiej”.
Wstępne wyniki wyborów do Kongresu USA zaczną spływać w noc po głosowaniu (z 3 na 4 listopada). Ze względu na różnice stref czasowych i zaciętą rywalizację w kluczowych okręgach, na ostateczne rozstrzygnięcia będzie trzeba zaczekać kilka dni.


