- sponsorowane
- WYWIADY
- WIADOMOŚCI
3 mln ton surowca energetycznego wyrzucone w błoto. Polska marnuje gigantyczną szansę na tańsze ciepło
Autor. PreZero Polska / materiały prasowe
Obniżenie cen energii to priorytet polskich polityków. Jednak w dyskusji o transformacji energetycznej często pomijamy źródło energii, które jest lokalne, dostępne i – w pewnym sensie – odnawialne. Mowa o odpadach. Adrian Studniczek, Dyrektor Departamentu Waste to Energy (WtE) w PreZero Polska zaznacza, że elektrociepłownie oparte na odpadach to doskonałe źródło ciepła, mogące bez problemu zasilić miasta wielkości Włocławka, jako podstawowe źródło działające przez cały rok. Niestety, w wielu przypadkach rozwój technologii napotyka przeszkody na poziomie administracyjnym.
Magdalena Melke, E24: Co pańskim zdaniem mogą nam dawać odpady? Wydaje mi się, że dość rzadko myślimy o nich jako o zasobie, który możemy wykorzystać. Najczęściej skupiamy się na ich utylizacji.
Adrian Studniczek, Dyrektor Departamentu WtE w PreZero Polska: Słowem kluczem jest tutaj „utylizacja”: to, co dla jednych jest odpadem, jednocześnie stanowi surowiec lub paliwo dla kogoś innego. Właśnie w ten sposób powinniśmy patrzeć na odpady – dopiero wtedy możemy umieścić je w kontekście gospodarki obiegu zamkniętego.
Niektóre frakcje odpadów mogą zostać przeznaczone do ponownego użycia albo do przetworzenia na inny surowiec o właściwościach podobnych do oryginalnych. Naturalnie, zawsze pozostanie frakcja, której nie będzie można ponownie wykorzystać – takie odpady nadają się wyłącznie do składowania lub termicznego przekształcenia, czyli mówiąc potocznie do spalenia.
”Z danych GUS z 2024 roku wynika, że Polacy wytworzyli 14,2 mln ton odpadów komunalnych (średnio 377 kg na osobę). Selektywna zbiórka powoli rośnie, jednak ilość frakcji resztkowej odpadów zmieszanych od lat „stoi w miejscu”. W teorii sortujemy coraz sprawniej, w praktyce z roku na rok produkujemy coraz więcej odpadów.”
Czy Pańskim zdaniem świadomość segregowania odpadów rzeczywiście rośnie wśród konsumentów?
W Polsce segregacja odpadów to, można powiedzieć, system z brodą, więc ludzie już się do niego przyzwyczaili. Szczególnie młodsze pokolenie z tymi zasadami wyrosło i wie, że odpady trzeba segregować. Na przykładzie osób z mojego otoczenia, rodziny i znajomych widać, że segregują odpady naturalnie. Natomiast starsze osoby czasem tego nie robią, nie widząc takiej potrzeby. Utarło się bowiem przekonanie, że i tak przyjeżdża śmieciarka i wrzuca wszystko razem. Ale nawet jeśli odpady trafiają do jednej śmieciarki, to są tam wrzucane do osobnych komór. Bez konsekwentnej edukacji w tym zakresie, sytuacja nie ulegnie poprawie, dlatego kładziemy duży nacisk na działalność edukacyjną w tym zakresie.
Czy możliwe jest oszacowanie, jaka część odpadów powinna trafiać do recyklingu, a jaka nadaje się jedynie do utylizacji?
To zależy od rozwoju technologii. Recykling ma swoje ograniczenia, przede wszystkim technologiczne i finansowe. Dopóki technologia recyklingu nie jest na tyle zaawansowana, byśmy zbliżali się do poziomu 80-90 proc. przetworzenia, w pewnym momencie stajemy przed pytaniem czy warto pozyskać dużo droższy materiał z recyklingu czy wykorzystać materiał pierwotny.
W przypadku niektórych odpadów nienadających się do recyklingu lub odpadu, który kilkukrotnie przeszedł proces recyklingu, możemy go jedynie spalić. Moim zdaniem recyklingiem jest również odzysk energii, powstający podczas spalania takiego odpadu. Powstałą energię możemy potem wykorzystać w procesach przemysłowych czy sektorze ciepłowniczym. Niestety niewystarczająco mówimy o tym w przestrzeni publicznej: gospodarka odpadami jest domykana przez ich termiczne przekształcenie w energię. Spalanie „produkuje” ciepło (które możemy wykorzystać lokalnie) oraz energię elektryczną (którą możemy transportować na większe odległości).
Wydaje się to dość naturalnym sposobem myślenia o recyklingu.
Osobiście idę o krok dalej, choć nie wszyscy się ze mną zgodzą. Odpady są wariantem energii odnawialnej, ponieważ to my (konsumenci) nieustannie odnawiamy ten zasób. W praktyce jest to niewyczerpywalne źródło energii, uniezależniające nas od zagranicznych dostaw oraz paliw.
Przejdźmy do konkretnych rozwiązań i inwestycji. W połowie 2028 roku ma ruszyć budowane przez PreZero Centrum Energii Włocławek. Inwestycja kosztująca 700 mln zł, ma przetwarzać 90 tys. ton odpadów, produkując ciepło dla miejskiej sieci i prąd. Czy Centrum będzie produkować ilości energii wystarczające do zaspokojenia potrzeb Włocławka?
Instalacja we Włocławku, przerabiająca 90 tys. ton odpadów, będzie generowała mniej więcej 650-700 tys. GJ ciepła. Obrazowo to mniej więcej tyle, ile wynosi zapotrzebowanie Włocławka na ciepłą wodę przez cały rok (tak zwana podstawa letnia), plus około 50 proc. potrzeb zimowych.
Autor. PreZero Polska / materiały prasowe
A co z produktami ubocznymi?
Produktem ubocznym są żużle i popioły. Żużel (po wcześniejszej waloryzacji i odzyskaniu z niego metali) możemy wykorzystać w budownictwie infrastrukturalnym – podkreślam, nie w mieszkaniowym. Jest też drobna frakcja (3-4 proc.) którą są popioły lotne. Pochodzą one z odpylania kotłów i oczyszczania spalin. Nie nadają się one do recyklingu, dlatego poddajemy je procesom odzysku lub składowaniu.
Czy Pańskim zdaniem, oprócz Włocławka, do zastosowania tego rozwiązania nadawałyby się także inne miasta w Polsce?
Każde miasto, które dysponuje siecią ciepłowniczą. To jest podstawowe założenie. Największym „wyzwaniem” spalania odpadów jest bowiem produkcja ciepła, które należy gdzieś przekierować – najlepiej do zakładu produkcyjnego lub miejskiej sieci ciepłowniczej.
Jak duża jest elastyczność pracy ciepłowni bazującej na odpadach?
Wszystko działa zgodnie z zasadami termodynamiki. Jeżeli obiekt został zaprojektowany na 100 proc. obciążenia (oznacza to przetworzenie 90 tys. ton odpadów), to po podzieleniu tego przez 8 tys. godzin funkcjonowania uzyskujemy odpowiednią przepustowość na godzinę. Minimalna przepustowość, na którą można zaprojektować dany obiekt określa podstawa letnia (czyli zapotrzebowanie miasta na ciepło w ciągu jednej godziny latem). To z kolei oznacza, że nie możemy w każdym mieście postawić instalacji na 90 tys. ton, miasto potrzebujące takiej przepustowości musi liczyć około 70 tys. mieszkańców.
W zasadzie to nie tak dużo.
Zgadza się. Koszty nie rosną liniowo – taniej w kosztach jednostkowych byłoby oczywiście postawić instalację na powiedzmy 200 tys. ton odpadów, jednak później nie bylibyśmy w stanie nią efektywnie operować i zagospodarować wytworzonego ciepła.
Nie wolno zapominać o ekonomii skali. Przejdźmy do kwestii społecznych. Czy mieszkańcy Włocławka mieli wątpliwości dotyczące budowy obiektu?
Wszyscy mają wątpliwości – niestety. Kiedy mowa o spalaniu śmieci (które my nazywamy odpadami), każdemu nasuwa się na myśl ogródek działkowy i czarny, gryzący dym ulatujący z komina.
Należy pamiętać, że taki wizerunek jest daleki od realnego procesu profesjonalnego spalania odpadów i oczyszczania spalin, które jest o wiele czystsze – a z pewnością czystsze od spalin pochodzących ze spalania węgla, który nadal w ogromnej większości zapewnia energię dla polskiego systemu ciepłowniczego. Nikt jednak nie używa sformułowania „spalarnia węgla”, zamiast tego mówi się o „ciepłowni” czy „elektrociepłowni”.
Z tego powodu często promuję używanie słów, które nie kojarzą się pejoratywnie: zamiast „spalarni śmieci”, „elektrociepłownia” bądź „centrum odzysku energii”. Pozwala to pokazać rzeczywisty cel funkcjonowania tej instalacji, a nie sprowadzać jej do pojęcia spalarni odpadów.
Narracja jest bardzo ważna. W jaki sposób opisałby Pan ciepłownię bazującą na odpadach, żeby przekonać do niej mieszkańców? Jakie mechanizmy sprawiają, że zanieczyszczenia nie dostają się do powietrza i dlaczego to rozwiązanie jest efektywne środowiskowo oraz nieuciążliwe dla osób mieszkających w sąsiedztwie?
Przede wszystkim obecnie buduje się wyłącznie bardzo nowoczesne instalacje. Najstarszy obiekt tego typu w Polsce ma zaledwie 11 lat. System skonstruowano w ten sposób, aby powietrze do komory spalania było pobierane bezpośrednio z hali rozładunkowej i bunkra zasypowego. Powietrze ma naturalnie zapach odpadów, jednak po przepuszczeniu go przez proces spalania i oczyszczania, żadne nieprzyjemne odory nie wydostają się na zewnątrz. Stosowane są tam najnowsze technologie filtracji i wychwytu szkodliwych substancji, których swoją drogą więcej wydziela się w trakcie rozpalania grilla.
Kończąc ten wątek zapytam jeszcze – czy myśleli Państwo o przekonywaniu ludzi poprzez uspołecznienie przestrzeni spalarni odpadów? Duńczycy zastosowali to rozwiązanie w spalarni CopenHill, wybudowano tam nawet stok narciarski.
Zdecydowanie – to jeden z kluczowych elementów planistycznych, uwzględnianych przy budowie tego typu instalacji. Budowa centrum odzysku energii z odpadów trwa zazwyczaj 6-8 lat. Jeszcze przed podjęciem kroków administracyjnych i pozyskiwania pozwoleń środowiskowych, warto wykorzystać ten czas na otwarte informowanie o kształcie inwestycji i tym, jak wpłynie na życie mieszkańców.
Dobrą strategią jest posiłkowanie się przykładem 11 istniejących instalacji termicznego przekształcania odpadów, które już funkcjonują w Polsce i są otwarte dla zwiedzających. Otwarta komunikacja obejmuje również rozmowy z lokalnymi włodarzami miast. Najczęściej są oni pozytywnie nastawieni do takiej instalacji, ponieważ obniża ona koszty zagospodarowania odpadów w regionie. Kluczowa jest otwartość, rozmowa i nieukrywanie swoich intencji.
Czyli z otwartą przyłbicą mówicie: będziemy spalać odpady, ale przyniesie to wszystkim korzyści.
Tak. Nazywamy to wprost odpadami lub paliwem alternatywnym, bo tak to zostało zakwalifikowane w ustawie o odpadach. Niczego nie ukrywamy.
Zanim przejdziemy do kwestii regulacyjnych, chciałam jeszcze wrócić do zagadnienia finansowania i czasu budowy. Dlaczego pańskim zdaniem spalarnie odpadów są korzystne pod względem ekonomicznym i środowiskowym? O środowisku już trochę wspomnieliśmy, ale chciałabym zapytać o bardziej „twarde” dane.
Przede wszystkim bazujemy na paliwie, które jest „darmowe”. Paliwo pozyskujemy z odpadów, za których utylizację płacą firmy i konsumenci. My, dzięki wykorzystaniu go energetycznie i braku ponoszenia kosztów zakupu tradycyjnego paliwa, wytwarzamy ciepło, które staje się dzięki temu odpowiednio tańsze, a co najmniej pojawienie się źródła spalającego odpady stabilizuje ceny ciepła w wieloletniej perspektywie. Nie chcę „szafować” twierdzeniem, że jest ono tanie, ponieważ same nakłady inwestycyjne na instalację termicznego przekształcania są znacznie większe niż w przypadku budowy tradycyjnej ciepłowni. Niemniej jednak, ponieważ mówimy tu o wieloletniej inwestycji infrastrukturalnej z horyzontem rzędu 15-20 lat, większe koszty ponoszone na początku rozkładają się równomiernie przez cały okres operacyjny.
Przejdźmy do przedostatniego pytania, związanego z transformacją energetyczną, kwestiami regulacyjnymi oraz spełnianiem założeń unijnych. Gdzie widzi Pan największe przeszkody dla rozwoju tego typu ciepłowni w Polsce? Skoro mamy przykład Włocławka, a jak sam pan stwierdził, w innych częściach kraju również jest spory potencjał, to jakie są konkretne bariery ograniczające tego typu inwestycje?
Największą przeszkodą jest przewlekłość procesów wydawania pozwoleń.
Dotyczy to szczególnie procedur związanych z decyzją środowiskową. Problem nie leży wyłącznie po stronie organów decyzyjnych. Najczęściej to efekt protestów, które określa się mianem „społecznych”, a w rzeczywistości nie pochodzą one od społeczności lokalnych, ale od zorganizowanych grup pseudo-aktywistycznych.
Polskie prawo dopuszcza udział w procedurach pozwoleniowych wszelkich organizacji pozarządowych z dopiskiem „eko” w nazwie. Status strony procesu daje im gigantyczne możliwości blokowania całej inwestycji poprzez nieskończone odwołania do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, następnie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, by ostatecznie zakończyć procedurę w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Angażują się we wszystkie procesy administracyjne i bardzo skutecznie je blokują. Część projektów, na skutek wieloletnich przepychanek urzędowych, przestaje być po prostu ekonomicznie opłacalna i upada.
Gdyby wspomniane organizacje opierały swoje skargi na przesłankach czysto merytorycznych, byłoby to ogromną zaletą dla każdego projektu. Niestety w zdecydowanej większości przypadków ich argumenty sprowadzają się do wytykania drobnych błędów formalnych – z reguły niedotyczących inwestora, a zaledwie kilka procent zarzutów to zarzuty merytoryczne. Pozostałe wnioski dotyczą niedopełnień proceduralnych, przez co po 3 latach batalii sądowych kończą się wydaniem prawomocnej decyzji administracyjnej.
Czy dostrzega Pan powód, dla którego procedura się wydłuża? Skoro przeważają argumenty proceduralne, a nie merytoryczne, to czy ścieżka prawna jest niejasna lub nieprawidłowo zorganizowana?
Procedura jest niezwykle długa, skomplikowana i uczestniczy w niej wiele organów administracyjnych. Na styku ich działalności łatwo o braki i uchybienia o charakterze ściśle formalnym. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że polskie prawo pozwala takim organizacjom pozarządowym na blokowanie tak istotnych inwestycji, nie pociągając ich przy tym do jakiejkolwiek odpowiedzialności finansowej. Nie przewidziano tu żadnych sankcji, żadnego wadium, ani mechanizmu wymuszającego uprzednie, głębokie zastanowienie się nad sensem składanych skarg.
Trzeba także wspomnieć o możliwych zmianach w systemie ETS2, czyli planowanym objęciem instalacji termicznego przekształcania odpadów (ITPO) unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji, co zdecydowanie znowu spowolniłoby rozwój rynku termicznego przekształcania odpadów w Polsce. Pamiętajmy, że podstawowym celem ETS jest redukcja emisji. W przypadku spalarni odpadów nie mamy wpływu na to, jakie paliwo będziemy wykorzystywać. Rozszerzenie systemu ETS na ITPO może nie tylko nie przynieść proporcjonalnych efektów redukcyjnych, ale podnieść koszty usług komunalnych i ciepła systemowego, wpływając bezpośrednio na mieszkańców, samorządy oraz odbiorców energii.
Podsumowując naszą rozmowę, chciałabym zapytać, ile odpadów aktualnie marnujemy? Biorąc pod uwagę korzyści płynące z recyklingu, a także możliwość wytworzenia ciepła i energii elektrycznej – ile zyskaliśmy dzięki obiektom takim jak Centrum Energii Włocławek, a ile tracimy w wyniku tego, że tak mało się ich u nas buduje?
Tracimy bardzo dużo. W zależności od dostępnych danych, rocznie w Polsce wytwarza się około 14-15 mln ton odpadów komunalnych. Jeśli podzielilibyśmy je na pół, to z grubsza 7 mln ton stanowi frakcja zmieszana z „czarnego worka”, a reszta to posegregowane surowce. Po odliczeniu surowców zostaje nam 7 mln ton, z czego połowa nadaje się do spalenia, a pozostała część to frakcja biologiczna przeznaczana do produkcji biogazu, biometanu lub kompostu.
W ujęciu liczbowym dysponujemy więc około 3,5-4 mln ton odpadów nadających się do wykorzystania energetycznego. Obecnie temu procesowi poddajemy około 2 mln ton w skali kraju. Od tego roku przerabiamy 1,9 mln ton, jako że swoje działanie zainaugurowały spalarnie w Warszawie, Gdańsku i Olsztynie. Jeszcze rok temu wartość ta była o 600 tys. ton niższa. To wyraźnie pokazuje, że dotychczas energetycznie zagospodarowywaliśmy zaledwie niewielką część produkowanych przez mieszkańców odpadów komunalnych. Dodatkowo mamy frakcję przemysłową – ok. 2 mln ton świetnego, wysokokalorycznego odpadu, który dziś niemal w całości zasila produkcję w cementowniach.
Wszystko wpisuje się w nurt gospodarki obiegu zamkniętego. Cementownie wymagają bardzo wysokokalorycznego surowca, paliwa typu premium. Dlatego frakcję przemysłową miesza się tam z częścią wspomnianej, niskokalorycznej frakcji komunalnej. Ze zmieszania tych dwóch składników otrzymujemy produkt o tak samo wysokiej wartości opałowej, co tradycyjny węgiel kamienny. Gdyby nie zakłady cementowe, Polska miałaby gigantyczny, wprost niewyobrażalny problem z zagospodarowaniem odpadów palnych, których wedle polskiego prawa nie wolno poddawać składowaniu. Obecnie funkcjonuje prawny obowiązek wykorzystania do celów energetycznych wszystkich frakcji powyżej 6 MJ wartości opałowej na każdy kilogram surowca. Z jednej strony nie można tego składować, z drugiej nie możemy też tego skutecznie przetwarzać z powodu niewystarczającej liczby spalarni odpadów. Z powodu legislacyjnego i wykonawczego rozkroku wciąż pozostaje nam rocznie 2-3 mln ton frakcji palnej, której nigdzie i nijak nie możemy zutylizować, marnując w ten sposób wielki energetyczny potencjał.
Z tego co mówiliśmy wcześniej wynika, że deficyt spalarni odpadów to kwestia problemów czysto administracyjnych, a nie regulacyjnych?
Tak, dokładnie tak. Branża jest znakomicie przygotowana do procesów inwestycyjnych od strony regulacyjnej, przede wszystkim dlatego, że sprowadzają się one do budowy konwencjonalnej jednostki energetycznej. Sama budowa instalacji termicznego przekształcania odpadów nie odbiega niczym od stawiania klasycznej ciepłowni – poza częścią typowo odpadową proces ten prowadzony jest w ten sam sposób.
Czy planują państwo w najbliższym czasie kolejne inicjatywy pokroju Centrum Energii Włocławek? Czy są już prowadzone konkretne rozmowy lub dostrzegacie państwo perspektywy na nową instalację tego typu?
Oczywiście. Nasza strategia inwestycyjna została wyznaczona i rozpisana na najbliższe 5 lat. Będziemy budować i rozwijać nie tylko takie obiekty jak włocławski – współpracujący ściśle z miejską siecią ciepłowniczą – ale także powstające w symbiozie z ogromnymi zakładami przemysłowymi. Znakomitym przykładem jest nawiązanie kooperacji ze spółką Qemetica, producentem sody. Będziemy aktywnie uczestniczyć w procesie dekarbonizacji ich przedsiębiorstwa, pomagając w znacznej części zastąpić dotychczas używany węgiel wydajnym paliwem opartym o odpady.
Serdecznie panu dziękuję za rozmowę
Autor. PreZero Polska / materiały prasowe
