Reklama
  • ANALIZA
  • W CENTRUM UWAGI

Jak ostatnie decyzje Trumpa i UE wpłynęły na debatę o klimacie? Trzy główne narracje

Na narracje w mediach społecznościowych dotyczące klimatu wpłynęły w ubiegłym tygodniu trzy wydarzenia: decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu formalnego uznania emisji gazów cieplarnianych za zagrożenie dla zdrowia, nowy cel klimatyczny UE i ceny pelletu – przekazało w komentarzu dla E24 Ministerstwo Cyfryzacji.

Turbina wiatrowa, widok od dołu, a obok źółty krzaczek.
Autor. @yongkiet/Envato

W tygodniu między 9 a 15 lutego kilka tematów energetyczno-klimatycznych wywołało szczególne kontrowersje i, co za tym idzie, wpłynęło na zakres dezinformacji. Choć być może wypadałoby napisać: dezorientacji.

Trzy najważniejsze wydarzenia

Pierwszy z nich to decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o wycofaniu formalnego uznania emisji gazów cieplarnianych za zagrożenie dla zdrowia publicznego.

Dezinformacja dotycząca klimatu i energetyki stanowi znaczną część wszystkich obserwowanych przekazów, wpływając na kształtowanie opinii publicznej i utrudniając rzetelną dyskusję na temat polityki klimatycznej i energetycznej.
Ministerstwo Cyfryzacji

To największy akt deregulacji w historii kraju – ogłosił Trump, znosząc formalne uznanie emisji gazów cieplarnianych za zagrożenie dla zdrowia publicznego. To działanie miałoby obniżyć ceny samochodów o 2,4 tys. dolarów i zapewnić oszczędności rzędu 1,3 biliona.

Ta decyzja, jak pisaliśmy na E24, oburzyła część Amerykanów, choć raczej nikogo nie zaskoczyła. Gubernator Kalifornii Gavin Newsom, który uważany jest za jednego z najgłośniejszych przeciwników obecnego prezydenta USA, stwierdził, że jest to „zdrada narodu amerykańskiego i umacnianie pozycji Partii Republikańskiej jako partii pro-zanieczyszczającej”. Sprawa wywołuje prawdziwe emocje w świetle innych decyzji Trumpa w zakresie ochrony środowiska. 7 stycznia postanowił on wycofać USA z 66 organizacji międzynarodowych, w tym licznych zajmujących się klimatem, energetyką i środowiskiem.

Reklama

Nie ma szkodliwych emisji, nie ma problemu

W Polsce z kolei w ostatnim czasie głośnym echem odbił się wywiad Krzysztofa Ziemca z geologiem prof. Leszkiem Marksem. Pada w nim wiele słów, które mogą być wodą na młyn dla osób, które uważają, że człowiek nie ma wpływu na zachodzące zmiany klimatu, a profesorski autorytet umacnia przekaz.

Fragmenty wywiadu z prof. Marksem zdobyły sporą popularność na Facebooku czy portalu X. Urywki rozmowy udostępniali także politycy, m.in. Paweł Usiądek z Konfederacji. Pozornie mogłoby się wydawać, że wypowiedź emerytowanego profesora nauk o Ziemi to nowy głos w dyskusji na temat zmiany klimatu. Kiedy jednak prześledzi się jego działalność, okaże się, że prof. Marks od lat powtarza te same, nieprawdziwe informacje” – opisał Demagog.

Uznanie emisji gazów cieplarnianych za niewpływające na zdrowie człowieka przez Donalda Trumpa i słowa prof. Marksa o propagandzie globalnego ocieplenia mocno rezonują, przynajmniej w Internecie. Jeśli nie wierzymy w istnienie problemu, to nie musimy podejmować decyzji o zmianie – nawyków, stylu życia i całego systemu gospodarczego. Jeśli emisje gazów nie wpływają na nasze zdrowie, a w ogóle globalne ocieplenie to bujda, to po co się męczyć i zmieniać system energetyczny?

I w tym kontekście NASK wymienił inny temat, który rozgrzał użytkowników Internetu: przyjęcie przez PE celu klimatycznego na 2040 r. Chodzi o zamiar zmniejszenia przez UE emisji CO2 o 90 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. Jak pisała na łamach E24 red. Magdalena Melke, ustanowienie kolejnego benchmarku pomiędzy 2030 r. (kiedy państwa UE mają wypełnić założenie 55 proc. redukcji, zgodnie z Fit for 55) a 2050 r. (osiągnięciem neutralności klimatycznej zgodnie z Zielonym Ładem) ma, wedle Unii, potwierdzić jej determinację w walce ze zmianą klimatu.

Teraz, by zmiany weszły w życie, formalnie muszą je jeszcze zatwierdzić kraje członkowskie w Radzie UE. Stolice już wcześniej wstępnie zgodziły się na nowy cel, ale pod warunkiem wprowadzenia zapisów, które mają dać państwom większą elastyczność w redukowaniu gazów cieplarnianych.

Propozycja celu 2040 spotyka sięod początku z mocną opozycją kilku krajów, w tym Polski. Nic dziwnego – nasz kraj może mieć poważne problemy, by spełniać kolejne cele klimatyczne UE, a te zdają się być coraz bardziej ambitne. Nowe cele, ustanawiane jeszcze przed wypełnieniem poprzednich, mogą powodować niechęć do unijnych rozwiązań w takich społeczeństwach jak nasze, przed którymi stoi jeszcze wiele wyzwań w zakresie transformacji energetycznej.

Reklama

Wszystkie powody cen pelletu

Ostatnie wydarzenie, które wpłynęło na narracje w mediach społecznościowych, wymienione przez NASK to „trudna sytuacja na rynku pelletu” – chodzi o, jak donoszą media, wzrost cen pelletu, który był reklamowany jako bardziej „ekologiczna” alternatywa dla węgla i gazu. Zdaniem prezydenta Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego Piotra Poziomskiego w Polsce obecnie brakuje trociny do produkcji pelletu. Z kolei minister energii Miłosz Motyka stwierdził na antenie Polsat News, że „ograniczenie wycinek mogło doprowadzić do zaburzenia łańcuchów dostaw”.

Zaprzecza temu Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała powiedział w rozmowie z RMF FM, że kryzys to efekt nieprzewidzianie mroźnej zimy. Zdaniem Dorożały „narracja, że rząd czegoś nie dowozi, a ludzie zamarzną, bo nie ma pelletu, to dezinformacja, która płynie zza wschodniej granicy”. Jeśli zgody narracyjnej nie ma między dwoma ministerstwami tego samego rządu, to jak mielibyśmy budować taką zgodę w społeczeństwie?

Złożoną kwestię pelletu wyjaśnia za to ekonomista Bartłomiej Orzeł, który już na początku lutego wskazał na pięć czynników wpływających na podwyżki cen: ciężka sytuacja w innych branżach, takich jak meblarska, rosnący popyt z powodu masowej instalacji kotłów na biomasę, mroźna zima, duży eksport polskiego pelletu do Niemiec, a być może także praktyki rynkowe, czyli „wykorzystywanie trudnej sytuacji do maksymalizacji zysku”. Orzeł zachęcał do interwencji państwa przy wykorzystaniu choćby możliwości UOKiK.

I tak krąg się zamyka, bo – rzeczywiście – w tym roku mamy do czynienia z najmroźniejszą zimą od 15 lat. Przez te lata, jak się zdaje, wiele osób w Polsce zapomniało, jak niegdyś wyglądały zimy. Ale są też dobre informacje, wg hydrologa prof. Pawła Rowińskiego, dzięki sporej pokrywie śnieżnej, to może być pierwszy rok od lat, w którym nie będziemy musieli obawiać się suszy hydrologicznej na początku wiosny.

A co do tej „wyjątkowej” zimy, to należy przypomnieć, że, jak pisała red. Alicja Jankowska, „kilka tygodni mroźnej pogody w Polsce nie zdołało odwołać zmiany klimatu. Właśnie minął piąty najcieplejszy styczeń w historii pomiarów. Na półkuli południowej rekordowe temperatury przyczyniły się do pożarów, a na półkuli północnej – trochę wbrew intuicji – szybko rosnące temperatury w Arktyce mogą wywoływać „ataki” zimy”.

Jak tłumaczyła, Europa doświadczyła najzimniejszego stycznia od 2010 r. Średnia temperatura wyniosła -2,34°C. To o 1,63°C mniej niż średnia temperatura dla tego miesiąca z lat 1991-2020. Temperatury niższe od średniej panowały w Norwegii, Szwecji, Finlandii, państwach bałtyckich, Europie Wschodniej, Rosji oraz środkowych i wschodnich Stanach Zjednoczonych.

Reklama

Bez sprawnej energetyki nie ma silnego państwa

A to nie są stwierdzenia, obok których obojętnie przechodzą internauci: bo skoro w Polsce pierwszy raz od 15 lat mamy normalną – bo mroźną – zimę, to globalne ocieplenie odwołane, planeta nie płonie, można iść do domu i rozkoszować się palonymi w piecu pączkami, tańszymi od pelletu.

Przekazy dezinformacyjne na bieżąco dostosowują się do sytuacji politycznej i gospodarczej, wykorzystując kryzysy i decyzje publiczne do wzmacniania podziałów społecznych” – podkreśliło Ministerstwo Cyfryzacji w odpowiedzi na zapytanie E24, zapewniając jednocześnie, że prowadzi wymianę informacji m.in. z MKiŚ.

W sprawie działań związanych z walką z dezinformacją energetyczną i klimatyczną E24 zwróciła się także do Ministerstwa Energii, które zapowiadało w zeszłym roku aktywną kampanię przeciw dezinformacji. W momencie pisania tego tekstu nie otrzymaliśmy żadnej informacji zwrotnej w sprawie ostatniego wybuchu dziwnych treści energetyczno-klimatycznych. W ubiegłym roku na oficjalnej stronie ME pojawiła się podstronadezinformacja w energetyce”, ale nie wydaje się, aby działała ona prężnie.

A warto przypomnieć, że jedna z głównych fal dezinformacji w Polsce w 2025 r. dotyczyła informacji o sektorze energetycznym, w tym o atomie i OZE, jak ocenili eksperci PAP. Dlaczego? Bo to prawdziwie kluczowa kwestia. Bez sprawnej energetyki nie da się budować silnego państwa – a żeby była ona rzeczywiście sprawna, niestety, wciąż czekają nas trudne decyzje i kolejne zmiany.

Reklama