- ANALIZA
Rozproszone trudniej trafić. Jak stworzyć system energetyczny przystosowany do wojny?
Wojna w Ukrainie pokazała słabości systemu energetycznego opartego na dużych konwencjonalnych jednostkach wytwórczych. Nowy raport Greenpeace przedstawia, jak Polska może wykorzystać doświadczenia zza wschodniej granicy, by budować bardziej odporną energetykę.
Autor. Envato / @verba0711
Ukraina straciła prawie 90 proc. mocy w dużych elektrowniach węglowych i gazowych – wynika z raportu Greenpeace „Rozproszone trudniej trafić”. Elektrownie konwencjonalne to łatwe cele w czasie konfliktu zbrojnego. To moment, by przeanalizować strategię transformacji w Polsce, bo wybór między koncentracją a rozproszeniem nie jest wyłącznie decyzją technologiczną ani tym bardziej polityczną – to decyzja strategiczna dotycząca bezpieczeństwa państwa. To szansa, by nadać nowy kierunek i rozwijać energetykę rozproszoną zamiast utrwalać tradycyjny model, zastępując jednostki węglowe blokami gazowymi. Raport Greenpeace analizuje doświadczenia z Ukrainy z lat 2022-2026 i przedstawia wnioski – jak zwiększyć odporność polskiego systemu energetycznego na ataki?
Pułapka systemu
W Polsce właśnie wygaszane są bloki węglowe, od lat stanowiące podstawę systemu – nie tylko dlatego, że są to emisyjne źródła energii, ale także dlatego, że są przestarzałe, awaryjne i zbliżają się do kresu swojej eksploatacji. Często są one zastępowane elektrowniami gazowymi. Niegdyś system oparty na dużych, konwencjonalnych jednostkach wytwórczych był standardem w Europie.
Jak przekazała Anna Meres, autorka raportu i koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace Polska, w komentarzu dla Energetyki24:
Przez lata bezpieczeństwo energetyczne w Polsce było rozumiane przede wszystkim jako odpowiedź na pytanie, czy mamy wystarczająco dużo mocy wytwórczych, aby pokryć krajowe zapotrzebowanie na energię. W praktyce oznaczało to stawianie na duże, stabilne moce wytwórcze i centralnie zarządzany system energetyczny. Dlatego dziś rozwijane są projekty dużych elektrowni gazowych czy kosztownej infrastruktury importowej.
Anna Meres, autorka raportu, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska
„Problem polega na tym, że doświadczenia Ukrainy pokazują, iż właśnie takie scentralizowane elementy systemu stają się w czasie wojny najłatwiejszym celem ataków. Uszkodzenie jednego dużego obiektu może prowadzić do poważnych zakłóceń w funkcjonowaniu całego systemu energetycznego” – dodała.
Czym Ukraina zastępuje węgiel?
Celem rosyjskich ataków są elektrownie, elektrociepłownie – których zniszczenie jest szczególnie bolesne, bo pozbawia okolicę jednocześnie prądu i ciepła – infrastruktura przesyłowa, podstacje wysokiego napięcia, magazyny paliw oraz infrastruktura wydobywcza. W przypadku systemu opartego o duże źródła wytwórcze każdy atak poważnie wpływa na system energetyczny dużej części kraju, a nawet całego państwa, jeśli z systemu „wypadnie” wyjątkowo duże źródło wytwórcze.
Do 2024 r. Ukraina straciła w rosyjskich atakach prawie 90 proc. mocy elektrowni węglowych i gazowych – najwięcej spośród wszystkich źródeł wytwórczych (dla porównania – w tym czasie utraciła 14 proc. mocy zainstalowanej w fotowoltaice). W czasie wojny ich odbudowa jest właściwie niemożliwa, bo wróg może atakować wciąż te same cele. Łącznie Od 2022 r. Ukraina utraciła – w wyniku zniszczenia, uszkodzeń lub przejęcia infrastruktury – około 60-66 proc. (zależnie od źródła danych) potencjału systemu.
W styczniu 2026 r. – w czasie bardzo intensywnych ataków – Ukraina była w stanie pokryć jedynie około 60 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną, a import z krajów Unii Europejskiej był rekordowy. Teraz energetykę rozproszoną w Ukrainie napędza energetyka słoneczna – obecnie kraj posiada 8,5 GW mocy zainstalowanej w fotowoltaice. To więcej, niż przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji przez Rosję w 2022 r., a wzrost ten jest napędzany głównie przez prosumentów.
Łatwe cele, trudna odbudowa
W ocenie Greenpeace, mimo obserwacji tych doświadczeń w sąsiednim kraju, Polska utrwala model koncentrowania mocy wytwórczych w dużych jednostkach, które w warunkach wojny mogłyby stać się podstawowym celem ataków. Jak zwraca uwagę fundacja, Polska planuje zwiększyć dostawy gazu i rozwija infrastrukturę gazową – terminal LNG w Świnoujściu, terminal FSRU, gazociąg Baltic Pipe to inwestycje ostatnich lat, które pozwalają na dywersyfikację dostaw zza granicy, ale jednocześnie stanowią skoncentrowane węzły infrastruktury krytycznej, łatwe do ataku – przy użyciu rakiet i dronów, sabotażu lub działań hybrydowych.
Jest dla mnie niezrozumiałe, jak szefowie wielkich spółek energetycznych mogą w kółko opowiadać, że ich wielkie nowe inwestycje w bloki gazowe i infrastrukturę gazową zapewniają Polsce bezpieczeństwo energetyczne. Jest dokładnie odwrotnie. Budują molochy, których nie da się obronić w przypadku ewentualnych ataków Rosji.
Anna Meres, autorka raportu, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska
Obrona nie zawsze jest skuteczna przy tak zmasowanych uderzeniach, jak ma to miejsce w Ukrainie.
Doświadczenia Ukrainy pokazują również, że ochrona dużych, scentralizowanych obiektów energetycznych wymaga ogromnych nakładów – nie tylko finansowych, ale także militarnych. Skuteczna obrona elektrowni czy kluczowych stacji przesyłowych oznacza konieczność angażowania systemów obrony przeciwlotniczej oraz dużych ilości amunicji, która w warunkach wojny staje się zasobem ograniczonym. Rozproszone źródła energii są pod tym względem znacznie trudniejsze do sparaliżowania jednym atakiem i nie wymagają tak kosztownej ochrony.
Anna Meres, autorka raportu, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska, dla E24
W tej sytuacji tempo utraty mocy w systemie przekracza możliwości jej odtworzenia. „W przypadku dużych elektrowni czy infrastruktury przesyłowej odbudowa może trwać miesiące lub lata” – zwróciła uwagę Anna Meres.
Co jeszcze można trafić?
Równie łatwe do zaatakowania i trudne w odbudowie jak elektrownie gazowe i węglowe są elektrownie wodne, a ich zniszczenie może przynosić dodatkowe straty tak jak w przypadku zapory w elektrowni w Nowej Kachowce. Z kolei elektrownie jądrowe, choć w Ukrainie nie były bezpośrednio atakowane, stały się narzędziem szantażu. Zaporoska Elektrownia Jądrowa została przejęta przez Rosjan i wciąż istnieje groźba wywołania katastrofy.
Celem rosyjskich ataków w Ukrainie jest także infrastruktura przesyłowa i podstacje wysokiego napięcia. Ich utrzymanie jest niezbędne w systemie, gdzie energię trzeba przesyłać z kilku dużych, oddalonych elektrowni na znaczne odległości. Obecnie Ukraina buduje schrony przeciwrakietowe dla najważniejszych transformatorów, zabezpieczając je dodatkowo betonem i koszami z siatki wypełnionymi kamieniami, by zmniejszyć skutki ataku.
Z kolei w systemie rozproszonym, gdzie źródła wytwórcze są zlokalizowane blisko miejsca, gdzie jest popyt na energię, zmniejsza się zależność od linii przesyłowych wysokiego napięcia, co ogranicza ryzyko przerw w dostawach w przypadku uszkodzenia pojedynczego węzła sieciowego.
Rozproszone trudniej trafić
System bazujący na OZE, magazynach energii i lokalnej produkcji prądu zwiększa odporność systemu w obliczu wojny. Duża liczba rozproszonych jednostek oznacza, że atak na jedną z nich powoduje ograniczone terytorialne skutki i nie grozi blackoutem w całym kraju. Przy trafieniu jednej instalacji czy farmy źródla zlokalizowane pobliżu są w stanie przejąć na siebie część obciążenia. By wyłączyć taki system, wróg musiałby prowadzić rozległe ataki, wymierzone w wiele rozproszonych celów, co jest kosztowne i mało efektywne.
System oparty na tysiącach małych, tanich źródeł i na magazynach energii jest dla agresora zbyt skomplikowany do całkowitego sparaliżowania. Niszczenie takiej infrastruktury staje się też bardzo drogie i mało skuteczne, bo naprawa instalacji fotowoltaicznych jest tania i szybka. (...) Doświadczenia Ukrainy pokazują, że lokalne źródła energii są łatwiejsze do odbudowy, trudniejsze do całkowitego wyłączenia i mogą podtrzymywać działanie infrastruktury krytycznej nawet w czasie ataków.
Anna Meres, autorka raportu, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska
OZE wzmacniają fizyczną odporność systemu, ale Greenpeace zwraca też uwagę na nowy rodzaj ryzyka, jaki wprowadza system rozproszony.
System oparty na rozproszonych źródłach ogranicza znaczenie pojedynczych punktów krytycznych i zmniejsza ryzyko systemowego blackoutu, jednak zwiększa liczbę urządzeń podłączonych do sieci, które mogą stanowić potencjalne cele ataków cybernetycznych. Rozproszenie zwiększa więc odporność fizyczną systemu, ale wymaga równoległego wzmocnienia standardów cyberbezpieczeństwa w całej infrastrukturze.
Raport Greenpeace „Rozproszone trudniej trafić"
Mądry Polak przed szkodą
Czy pod wpływem wojny za wschodnią granicą podejście Polski do transformacji może się zmienić? Jak przekazała Anna Meres Energetyce24, jest taka szansa.
W mojej opinii wojna w Ukrainie stworzyła przestrzeń do zmiany myślenia o bezpieczeństwie energetycznym, ale ta zmiana nadal postępuje bardzo powoli. W debacie publicznej wciąż dominuje przekonanie, że bezpieczeństwo oznacza przede wszystkim budowę dużych mocy wytwórczych i infrastruktury do importu paliw. Znacznie rzadziej mówi się o odporności systemu na zniszczenia czy możliwości szybkiego przywrócenia dostaw energii po ataku. Powinniśmy dziś myśleć o bezpieczeństwie energetycznym nie tylko przez pryzmat tego, ile mamy mocy wytwórczych, ale także jak szybko jesteśmy w stanie odbudować system po zniszczeniach. W przypadku dużych, scentralizowanych elektrowni czy infrastruktury przesyłowej odbudowa może trwać miesiące lub lata. Rozproszone źródła energii są pod tym względem znacznie bardziej elastyczne i odporne.
Anna Meres, autorka raportu, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska, dla E24
Czego w tym zakresie Polsce potrzeba?
W Polsce wciąż brakuje jednak spójnej strategii łączącej transformację energetyczną z bezpieczeństwem państwa. „Dobrym" przykładem jest przeciągające się odblokowanie energetyki wiatrowej na lądzie. Mimo zapowiedzi rządu Donalda Tuska nadal nie udało się przyjąć przepisów zmniejszających minimalną odległość farm wiatrowych od zabudowań, co w praktyce nadal blokuje rozwój nowych inwestycji wiatrowych w Polsce. Bez odblokowania inwestycji w tańsze i krajowe źródła energii trudno będzie budować nowoczesny i odporny system energetyczny.
Anna Meres, autorka raportu, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska, dla E24
Ponadto „Polska nadal ma bardzo scentralizowaną infrastrukturę przesyłową i niewystarczająco rozwinięte lokalne systemy bezpieczeństwa energetycznego. W sytuacji kryzysowej kluczowe znaczenie ma możliwość utrzymania działania szpitali, wodociągów, łączności czy ogrzewania nawet wtedy, gdy część systemu zostanie uszkodzona” – podkreśliła autorka raportu.
Kwestia bezpieczeństwa państwa
Wojna w Ukrainie dobitnie pokazała, że w warunkach konfliktu zbrojnego struktura systemu energetycznego bezpośrednio przekłada się na funkcjonowanie państwa – administrację, ochronę zdrowia, systemy zaopatrzenia w wodę, kanalizację, transport i przemysł. „Transformacja energetyczna nie jest dziś wyłącznie kwestią klimatu czy kosztów energii, ale również bezpieczeństwa państwa i odporności infrastruktury krytycznej” – dodała autorka raportu. „Potrzebujemy więc nie tylko nowych źródeł energii, ale także bardziej elastycznego, zdecentralizowanego i odpornego modelu funkcjonowania całego systemu energetycznego. (…) Powinniśmy też patrzeć na bezpieczeństwo energetyczne przez pryzmat tego, jak szybko jesteśmy w stanie odbudować system po zniszczeniach”.
System rozproszony bazuje na tysiącach źródeł wytwórczych, magazynach energii, efektywności energetycznej, dużych możliwościach wymiany transgranicznej i elastycznym zarządzaniu popytem. Jak podsumowano w raporcie, jego rozwojowi muszą towarzyszyć działania systemowe wzmacniające całą strukturę infrastruktury krytycznej.
„Obejmują one:
- zwiększenie energetycznej niezależności kluczowych obiektów (szpitali, systemów wodociągowych, centrów zarządzania kryzysowego, infrastruktury przemysłowej) od centralnej sieci przesyłowej poprzez rozwój zdolności pracy w trybie wyspowym;
- wzmocnienie cyberbezpieczeństwa infrastruktury energetycznej, jako że w warunkach wojny hybrydowej systemy teleinformatyczne są celem równie istotnym jak infrastruktura fizyczna;
- wzmocnienie ochrony pasywnej kluczowych elementów sieci – w szczególności podstacji wysokiego napięcia, które stanowią węzły o strategicznym znaczeniu;
- rozwój inteligentnych sieci (ang. smart grids) umożliwiających dynamiczne zarządzanie popytem na energię (ang. Demand Side Response, DSR) oraz szybkie izolowanie uszkodzonych fragmentów systemu bez wyłączania całych regionów;
- zapewnienie wykwalifikowanych osób zdolnych do zarządzania systemem energetycznym i prowadzenia napraw w warunkach kryzysowych".
Doświadczenia Ukrainy jednoznacznie pokazują, że projektowanie systemu energetycznego bez uwzględnienia różnych scenariuszy militarnych jest poważnym błędem strategicznym. Polska powinna pilnie ograniczyć koncentrację mocy w pojedynczych lokalizacjach, zahamować dalsze utrwalanie modelu opartego na dużych blokach i przyspieszyć rozwój rozproszonych OZE wspartych magazynami energii, a także zwiększać efektywność energetyczną oraz możliwości sterowania popytem. Konieczne jest wzmocnienie zdolności pracy wyspowej infrastruktury krytycznej, dywersyfikacja geograficzna nowych mocy oraz taki rozwój sieci, by były odpowiednio chronione oraz zdolne do szybkiego przyłączania nowych mocy. Każda inwestycja w nowe moce powinna być oceniana nie tylko pod kątem kosztu i emisji, lecz także pod kątem koncentracji ryzyka w scenariuszu możliwej wojny. Krajowy System Elektroenergetyczny nie może bazować na kolejnych dużych blokach gazowych i musi zostać przeprojektowany tak, aby ewentualna utrata jednego elementu nie prowadziła do ogólnokrajowych konsekwencji – dziś jest to kwestia bezpieczeństwa państwa, a nie wyłącznie transformacji energetycznej.
Raport Greenpeace „Rozproszone trudniej trafić"

