Reklama
  • WIADOMOŚCI

Rozwód z Rosatomem potrwa lata. Kto zarobi na uranowym przewrocie w UE?

W Komisji Europejskiej trwają prace nad propozycją stopniowego wycofywania rosyjskiego paliwa z UE, co mogłoby się okazać korzystne dla podmiotów z Kanady czy Kazachstanu. Pomimo czterech lat wojny i wielu lat sankcji, Moskwa nadal dostarcza niemal 16 proc. uranu do Unii.

Jedna z rosyjskich elektrowni jądrowych. Fot. Rosatom
Jedna z rosyjskich elektrowni jądrowych. Fot. Rosatom

Ponadto Rosatom nadal dostarcza ok. 22 proc. usług konwersji i 23 proc. usług wzbogacania uranu w UE, a europejskie przedsiębiorstwa napotkają trudności w zwiększeniu swoich mocy przetwórczych.

Ku niezależności

Zgodnie z danymi Euratom z 2024 roku, największym dostawcą uranu do UE była właśnie Kanada (blisko 34 proc.), kolejno Kazachstan (24 proc.) i Rosja (niemal 16 proc.). I choć udział surowca z Moskwy spadł w ciągu ostatniej dekady z poprzedniego poziomu 20-25 proc., UE nadal pozostaje uzależniona od wchodniego sąsiada.

YouTube cover video

Unia jest zależna od Rosatomu w zakresie kupna paliwa jądrowego i usług dotyczących cyklu paliwowego. I nic dziwnego - rosyjski gigant państwowy odpowiada za ok. 46 proc. globalnych mocy przerobowych wzbogacania uranu i 20 proc. usług konwersji. Sytuacji nie poprawiło wieloletnie wycofywanie się Europy z energetyki jądrowej, które zakończyło się dopiero po 2022 roku.

Dodatkowym problemem jest model biznesowy, stosowany przez Rosatom. BOO (czyli ang. build-own-operate (wybuduj-posiadaj-eksploatuj)) sprawia, że Kreml całkowicie finansuje, buduje, posiada i zarządza swoimi elektrowniami jądrowymi w innych krajach, które de facto stają się quasi-własnością Moskwy - nawet jeśli znajdują się na Węgrzech czy w Czechach.

Jak wskazują analitycy Hague Research Institute, na zależność od Kremla najbardziej narażone są państwa Europy Środkowo-Wschodniej (takie jak Słowacja czy Węgry) i Finlandii, ponieważ tamtejsze elektrownie jądrowe budowane za czasu ZSRR opierają się na działaniu reaktorów WWER-440, które historycznie były zależne od rosyjskiego producenta paliwa.

Wznowienie zainteresowania energetyką jądrową na starym kontynencie i rozpoczęcie projektów nowych elektrowni (m.in. w Polsce czy w Czechach) sprawia, że państwa europejskie po raz kolejny stają przed pytaniem o sposób dywersyfikacji dostaw kluczowego surowca.

Obecnie realizowane projekty stawiają na współpracę z firmami z USA (Westinghouse) czy Korei Południowej (KHNP), jednak problemem pozostaje wzbogacanie uranu.

Import surowca mógłby zostać zdywersyfikowany w ciągu kilku lat, jednak zdaniem ekspertów zastąpienie rosyjskich usług wzbogacania może zająć nawet 10 lat.

Jednym z pozytywnych sygnałów jest m.in. podpisanie przez Westinghouse umowy na dostawy reaktorów WWER do takich krajów jak Finlandia, Bułgaria i Słowacja.

Co interesujące, jak informuje portal Altair import rosyjskiego uranu do Niemiec w 2024 roku wzrósł o 70 proc. Surowiec trafił przede wszystkim do niemieckich zakładów produkujących pręty paliwowe, należących do francuskiego koncernu Framatome. Firma wytwarza w nich paliwo dla europejskich elektrowni jądrowych na rosyjskiej licencji.

Wycofanie uranu z Rosji może stać się szansą dla Kanady, która w 2024 roku dostarczyła ponad 30 proc. surowca do UE. Jak podaje rzecznik kanadyjskiej firmy Cameco cytowany przez portal Mining.com, przedsiębiorstwo jest w dobrej pozycji, aby skorzystać na zniknięciu Moskwy z łańcucha dostaw.

Prezes Cameco Tim Gitzel stwierdził niedawno, że firma dostrzega również możliwości na Słowacji, w Słowenii i Chorwacji, gdyż kraje te poszukują długoterminowych umów na dostawy uranu i alternatyw dla rosyjskiej technologii.

Reklama
Reklama