- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Zielona rewolucja na polskim węglu. Dlaczego Bruksela nie może odciąć się od JSW?
Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) – ostatni bastion polskiego węgla, akceptowany przez Unię Europejską. Niestety, ze względu na błędy w zarządzaniu, w 2025 r. spółka odnotowała gigantyczną stratę netto w wysokości 6,25 mld zł, a polski rząd został de facto zmuszony do pomocy w jej restrukturyzacji. Dlaczego Brukseli nadal zależy na utrzymaniu wydobycia i działalności JSW?
Tempo transformacji energetycznej i rozwój zielonych technologii zaskoczył wielu. Jeszcze dekadę temu szybkość, z jaką możemy sobie pozwolić na wygaszanie mocy węglowych oraz malejące koszty rozwoju OZE wydawały się wielu niemożliwe do osiągnięcia.
Koks w zielonym, XXI wieku
Niemniej jednak proces zielonej transformacji obfituje także w paradoksy – głównie surowcowe. Budowa infrastruktury OZE wymaga znacznych ilości stali. Przykładowo, do wyprodukowania jednej, morskiej turbiny wiatrowej o mocy 14 MW (takiej jak w projecie Baltica 2), należy zużyć do 1500 ton stali, a w przypadku offshore (ze względu na specyfikę lokalizacji i uwzględnienie fundamentu zakorzenionego w dnie morskim) wartość ta rośnie do 2500 ton stali na jedną instalację.
Oznacza to, że do wyprodukowania jednej instalacji offshore o mocy 14 MW, należy zużyć do ok. 1600 ton koksu węglowego, czyli ok. 2000 ton surowego węgla koksowego.
Powyższe wyliczenia opierają się na założeniu, że stosujemy tradycyjną metodę wielkopiecową (tak jak 60 proc. niemieckich stalowni); przy metodzie EAF wielkość ta spada zaledwie do 35 ton koksu, jednak wymaga ona ogromnych ilości czystej energii elektrycznej.
W efekcie docieramy do paradoksu: aby zazielenić europejską energetykę i gospodarkę, potrzebujemy m.in. technologii OZE, które z kolei powstają z materiałów takich jak stal – a te są obecnie produkowane przy użyciu węgla koksowego.
W gruncie rzeczy nie jest to nic niespodziewanego. Transformacja energetyczna nie może dokonać się z dnia na dzień, a sam proces zazielenienia przemysłu stalowego i hutniczego w UE zajmie (najpewniej) lata. Jednak fakt ten wskazuje na to, że – przynajmniej przez jakiś czas – UE nie obejdzie się bez surowca, który wydobywany jest przede wszystkim w Polsce.
Czy Unia Europejska potrzebuje polskiego węgla koksowego?
W skrócie: tak. Choć nie o Brukseli konkretnie tutaj mowa.
Jak wskazuje dr Janusz Jureczka z PIG-PIB w artykule „Węgiel koksowy – kluczowy surowiec dla Polski i Unii Europejskiej”, roczne zużycie koksu w krajach UE wynosi ok. 40 mln ton – to niemal tyle, ile waży 6,5 piramidy Cheopsa. Wracając do Polski, zapotrzebowanie Unii na ten surowiec jest 5-cio krotnie większe, niż roczna produkcja wszystkich naszych krajowych koksowni.
Węgiel koksowy trafia niemal w całości do przemysłu ciężkiego, a ponad 80 proc. światowej produkcji koksu zużywa przemysł stalowy – ten sam, który zapewnia materiał do budowy turbin wiatrowych. Z tego względu głównymi konsumentami węgla koksowego w UE są Niemcy, które utrzymują status siódmego największego producenta stali na świecie (pierwszym półroczu 2025 r. Berlin zaimportował 12,6 mln ton surowca). Na kolejnych miejscach znajdują się takie kraje jak Holandia (4 mln ton w 2021 r.), Włochy (duże spadki wynikające z pogarszającej się sytuacji przemysłowej) oraz Polska.
Warto odnotować, że gdy patrzymy na spadające zapotrzebowanie węgla koksowego w UE, nie oznacza ono zazielenienia europejskiego przemysłu – niestety, jest znakiem jego pogarszającej się sytuacji. Jak wskazuje raport Eurocoal, 8 proc. zmniejszenie unijnego importu węgla koksowego wynika głównie z mniejszej, rodzimej produkcji stali, wywołanej importem jej chińskich odpowiedników.
Warszawa jest obecnie jedynym producentem węgla koksowego w UE, a udział JSW w ogólnej produkcji surowca na terenie UE wynosi 78 proc. Polski węgiel koksowy zasila największe, europejskie huty, a po 2022 r. nasz kraj stał się głównym zapleczem surowcowym dla Kijowa (Ukraina zaimportowała ponad 602 tys. ton polskiego koksu w 2025 r.). To właśnie z naszego kraju pochodzi większość komercyjnego koksu w UE.
Jednak w ostatecznym rozrachunku, JSW zaspokaja małą część europejskiego rynku. Blisko 80 proc. zapotrzebowania pokrywa import z USA (do 41 proc.) i Australii (ok. 37 proc.) – dwóch największych eksporterów węgla koksowego na świecie. Istotnym graczem pozostaje również górnicza Kanada (8 proc. dostaw).
Jak zaznacza w komentarzu dla E24 dr hab. inż. Alicja Krzemień, prof. Głównego Instytutu Górnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego (GIG-PIB) oraz prezes Europejskiego Stowarzyszenia na rzecz Węgla Kamiennego i Brunatnego EURACOAL, choć udział JSW na poziomie 10-12 proc. zapotrzebowania UE na koks nie jest wysoki z perspektywy całego rynku, to pozostaje on bardzo istotny.
Z perspektywy bezpieczeństwa dostaw, Unii powinno zależeć przynajmniej na zachowaniu, a tam, gdzie pozwalają na to warunki geologiczne, ekonomiczne i środowiskowe – również na racjonalnym zwiększaniu własnej produkcji.
podkreśla naukowczyni z GIG-PIB
Oznacza to, że gdyby JSW upadła, europejskie stalownie byłyby skazane na pełne uzależnienie importowe od krajów trzecich w bardzo kluczowym i strategicznym segmencie unijnej gospodarki. Biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną, Bruksela nie może sobie na to pozwolić.
Koks: strategiczny surowiec przeszłości?
Po raz pierwszy Komisja Europejska wpisała węgiel koksowy na listę surowców krytycznych (CRM) w 2014 r. Było to mozliwe dzięki staraniom polskiego lobbingu w UE i działaniom europosła Jerzego Buzka w Brukseli, który wielokrotnie wskazywał na paradoks zielonej transformacji. Ostatecznie przeważył argument, że unijne surowce ograniczają zależność od dostawców zewnętrznych.
Jeszcze 12 lat temu surowiec wydobywano również w Czechach i Niemczech (zakłady zamknięto odpowiednio w 2026 r. i w 2018 r.), a sam węgiel koksowy był traktowany jako standardowy surowiec przemysłowy – banki kredytowały inwestycje wydobywcze, a przemysł nie widział alternatyw dla produkcji stali.
Jednak tempo zielonej transformacji przekroczyło oczekiwania, a zielone ambicje UE dosięgnęły również stalowni i hutnictwa. Z kolei węgiel koksowy zaczęto traktować jako „nieprzyjemne” (choć konieczne) paliwo przejściowe.
Zdaniem Laskowskiego, koks jest „strategicznym surowcem przeszłości, a nie przyszłości”. „Został wpisany na listę surowców krytycznych nie tyle dzięki działaniom JSW, a polskiego rządu na forum KE, który upatruje w nim pewną szansę dla polskiej spółki” – dodaje.
To, co musi wybrzmieć w rozmowach to fakt, że Polska jest jedynym wydobywcą węgla koksowego w UE. Jako że wydobywamy więcej surowca niż sami potrzebujemy, w znacznej mierze go eksportujemy – trafia głównie do niemieckich hut.
podkreśla analityk Instratu
Zobacz też 
Nielubiany, choć niezbędny
Wydawałoby się, że w związku z tym polski węgiel koksowy powinien być „noszony na rękach” przez unijnych decydentów. Jest jednak jeden haczyk: węgiel koksowy został uznany przez UE za surowiec krytyczny, nie za strategiczny. W efekcie wsparcie finansowe dla inwestycji w tym obszarze nie jest automatycznie przyznawane.
Jak potwierdza Antoine Mathieu Collin, stypendysta wizytujący w Instytucie Bruegel'a i współautor raportu "Rywalizacja o surowce: jak Unia Europejska może poprawić bezpieczeństwo dostaw surowców krytycznych" w komentarzu dla E24, obecnie nie ma żadnego projektu strategicznego dotyczącego węgla koksowego wyznaczonego przez Komisję. Jednak zdaniem Collina napięcie między ochroną środowiska w UE a importowaniem surowców krytycznych i strategicznych z innych źródeł dotyczy większości surowców krytycznych znajdujących się na liście CRMA - nie tylko węgla koksowego.
Zdaniem analityka, UE powinna lepiej dostosować skalowanie inwestycji w surowce krytyczne do rzeczywistego ryzyka podażowego oraz wdrożyć wiążące zobowiązania w zakresie CRM do umów o wolnym handlu. „W przypadku węgla koksowego oznaczałoby to zapewnienie, że wszelkie przyszłe wsparcie (finansowanie, umowy odbioru lub wyznaczenie projektu jako strategicznego) będzie powiązane z weryfikowalnymi zobowiązaniami produkcyjnymi i środowiskowymi (zapewniającymi warunki poza UE podobne do tych wewnątrz), a nie traktowanie etykiety „krytycznego znaczenia” jako celu samego w sobie” – dodaje Collins.
Zobacz też 
Głównym problemem pozostaje to, że węgiel koksowy to nadal… węgiel. A ten ma fatalną prasę w UE. „W przeciwieństwie do innych surowców strategicznych, węgla koksowego nie można odzyskać, recyklingować” – mówi Kamil Laskowski. „W efekcie obstawanie przy węglu koksującym będzie wiązało się z koniecznością ciągłego powiększania zależności UE od importu surowca, zwłaszcza że nasze kontynentalne zapasy są ograniczone”.
Dlatego też Bruksela z niechęcią przyznaje, że węgiel koksowy jest (na razie) konieczny do funkcjonowania europejskiego przemysłu – a jednocześnie, będzie chciała się go jak najszybciej pozbyć. „W przemyśle koksowym trwa bal na Titanicu, dodatkowo finansowany z naszych podatków: na mostku kapitańskim polski rząd widzi górę lodową, ale twierdzi, że jej nie ma i możemy śmiało na nią płynąć” – twierdzi Laskowski.
Komisja Europejska ma dokonać kolejnego przeglądu listy surowców strategicznych i krytycznych 24 maja 2027 r.
Patrzenie w przyszłość
Uznanie przez UE węgla koksowego za surowiec krytyczny to dobry sygnał – przynajmniej dla europejskiego przemysłu. Nie oznacza to rezygnacji z transformacji, a racjonalnego do niej podejścia: dopóki nie będziemy w stanie efektywnie zastąpić koksu innymi rozwiązaniami, musimy podtrzymywać jego pozycję, aby zapewnić stałą pracę hut i stalowni, a tym samym konkurencyjności przemysłu w UE (niezbędnego do przeprowadzenia wspomnianej już transformacji energetycznej).
Tym samym UE potrzebuje polskiego koksu – co z resztą było widać na przełomie 2025 i 2026 r., kiedy problemy finansowe JSW i fatalne zarządzanie państwową spółką doprowadziły niemal do upadłości koksowego giganta. Bruksela wsparła wówczas wysiłki utrzymania JSW na powierzchni, m.in. poprzez zatwierdzenie krajowych mechanizmów wsparcia płynnościowego.
Równocześnie, Polska (i JSW) powinny pozbawić się złudzeń. Koks nie będzie surowcem przyszłości – i należy się z tym pogodzić.
Docelowo mamy ograniczyć jego zużycie, traktować jako rozwiązanie stosowane „na czarną godzinę”. Niemcy (nasz główny kierunek eksportowy) już starają się przenieść produkcję stali w zielony, XXI wiek i rozwijają technologie, które wyeliminują węgiel koksowy z procesu produkcji. Obecnie udało się to z 30 proc. produkowanej stali.
Jako Polska nie powinniśmy więc przywiązywać się do kontynuacji jego wydobycia „za wszelką cenę”, a w jak najbardziej racjonalny sposób wykorzystać zasoby, które mamy i dopóki, dopóty możemy je skomercjalizować – sprzedawać je do krajów UE bądź dalej za granicę.
Zdaniem Kamila Laskowskiego z think-tanku Instrat, całkowite wyeliminowanie węgla koksowego nastąpi ok. 2050 r. (zakładając, że ścieżki wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 się utrzymają). Do tego czasu Polska ma możliwość zarabiania na tym surowcu krytycznym, jednak Warszawa powinna już przygotowywać JSW na zmianę profilu wydobywczego.
Nawet jeśli węgiel koksowy nie będzie już używany w UE, to nadal możemy go sprzedawać za granicę. Z kolei polska spółka górnicza z ponad 30. latami doświadczenia w wydobyciu surowców powinna wykorzystać swoje atuty w otwierających się sektorach górniczych – np. metali ziem rzadkich.
Jest to pierwsza część serii o polskim węglu koksowym. Kolejne części – o finansowaniu JSW i projekcie tzw. zielonych stalowni – ukażą się wkrótce na portalu.





