- WIADOMOŚCI
Ceny paliw w USA coraz bliżej rekordu. Trump może mieć problem przed wyborami
Autor. The White House / Facebook
Gwałtowny wzrost cen paliw zwiększa koszty transportu, rolnictwa i przemysłu w Stanach Zjednoczonych, podsycając obawy przed ponownym przyspieszeniem inflacji. Kryzys paliwowy nie pomaga politycznie Donaldowi Trumpowi przed listopadowymi wyborami do Kongresu.
W listopadzie w USA odbędą się wybory połówkowe, czyli midterms, organizowane w połowie czteroletniej kadencji prezydenta. Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów, około jednej trzeciej składu Senatu, a także część gubernatorów i władz stanowych. Wynik zdecyduje, która partia będzie kontrolowała Kongres, a tym samym czy Donald Trump zachowa polityczne zaplecze potrzebne do przeprowadzania ustaw i realizacji programu swojej administracji. Utrata większości przez Republikanów mogłaby utrudnić prezydentowi rządzenie, nasilić parlamentarne dochodzenia i osłabić jego pozycję w drugiej części kadencji.
Na nastroje amerykańskich wyborców szczególnie mocno wpływają sytuacja na rynku pracy, wysokość rachunków oraz ceny, które widzą podczas codziennych zakupów. Jednym z najbardziej odczuwalnych wskaźników pozostają ceny paliw, których wzrost szybko przekłada się na domowe budżety i koszty prowadzenia działalności. Obecnie rachunki przy dystrybutorach ponownie stają się dla Amerykanów poważnym obciążeniem. Jak podaje Financial Times, cena diesla na amerykańskich stacjach wzrosła do 5,47 dol. za galon i zbliżyła się do historycznego rekordu wynoszącego 5,82 dol. W ciągu miesiąca paliwo podrożało o 8 proc. Jednocześnie notowania surowca rosły czwartą sesję z rzędu z powodu braku postępów w zakończeniu konfliktu USA z Iranem, a Brent była wyceniana na ok. 91,5 dol. za baryłkę.
Sprzeczne komunikaty z Waszyngtonu
Presję na rynek zwiększyła wypowiedź Donalda Trumpa, który poinformował we wtorek, że Stany Zjednoczone nie prowadzą rozmów z Iranem i nie planują rozpoczęcia negocjacji, chociaż jeszcze dzień wcześniej mówił o utrzymywaniu kanałów komunikacji z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Słowom prezydenta zaprzeczały także wypowiedzi jego zięcia i specjalnego wysłannika Jareda Kushnera, który przekonywał, że kontakty między przedstawicielami administracji amerykańskiej a różnymi ośrodkami irańskiej władzy pozostają wyjątkowo intensywne.
Trump zapewnił jednocześnie, że cieśnina Ormuz jest otwarta, wszystkie miny morskie zostały usunięte lub zdetonowane, a amerykańska blokada irańskich portów nadal obowiązuje. Teheran przedstawia jednak odmienny obraz sytuacji i utrzymuje, że szlak pozostanie zamknięty do czasu zniesienia blokady portów, sankcji na eksport irańskiej ropy i gazu, uwolnienia zamrożonych aktywów oraz zakończenia amerykańskich operacji wojskowych. Ruch statków pozostaje mocno ograniczony, a armatorzy unikają tego obszaru mimo deklaracji Waszyngtonu o zapewnieniu bezpieczeństwa żeglugi.
Zobacz też 
Prezydent USA dodatkowo zaostrzył retorykę, publikując w serwisie Truth Social grafikę przedstawiającą Cieśninę Ormuz jako nowe terytorium Stanów Zjednoczonych. Trump przekonywał wcześniej, że amerykańskie siły sprawują pełną kontrolę nad szlakiem, a w poniedziałek zagroził Iranowi atakiem, jeżeli kraj ten będzie blokował cieśninę. Kolejne wypowiedzi prezydenta zwiększyły niepewność dotyczącą perspektyw rozejmu, przez co inwestorzy zaczęli uwzględniać w cenach możliwość dalszych ograniczeń dostaw.
Konflikt nałożył się na problemy rosyjskiego sektora rafineryjnego, którego produkcję ograniczają ukraińskie ataki dronowe. Mniejsze dostawy z Rosji, będącej jednym z największych eksporterów oleju napędowego, oraz spadek eksportu produktów naftowych z Chin sprawiły, że amerykańskie rafinerie zaczęły pełnić rolę dostawcy ostatniej szansy dla światowego rynku.
Paliwowy problem przed wyborami
Amerykanista Rafał Michalski oceniał wcześniej w rozmowie z Energetyką24, że administracja liczyła na szybkie złamanie Iranu za pomocą intensywnych uderzeń, lecz Teheran nie ustąpił i wykorzystał wpływ na światowy rynek energii do wzmocnienia swojej pozycji negocjacyjnej. Jego zdaniem Trump znalazł się pod presją, ponieważ dalsza eskalacja zwiększa koszty gospodarcze i społeczne, natomiast ewentualne porozumienie musiałoby zostać przedstawione wyborcom jako korzystniejsze od umowy nuklearnej zawartej za prezydentury Baracka Obamy.
Michalski podkreślał, że Trump pozostaje szczególnie mocno związany z elektoratem amerykańskiej prowincji, podczas gdy rosnące ceny paliw i nawozów najmocniej obciążają właśnie rolników oraz mieszkańców regionów uzależnionych od transportu samochodowego. Cena energii pozostaje dla amerykańskich wyborców jednym z najbardziej widocznych mierników kosztów życia, a podwyżki na stacjach są odczuwalne szybciej niż wiele innych zmian gospodarczych.
Biały Dom poinformował, że administracja podjęła działania mające ograniczyć zaburzenia na rynku energii, w tym skoordynowała uwalnianie ropy z rezerw strategicznych i złagodziła sankcje dotyczące części dostaw surowca. Analitycy nie wykluczają, że przed wyborami powróci dyskusja o ograniczeniu eksportu amerykańskich paliw, chociaż przedstawiciel Białego Domu zapewnił, że administracja nie rozważa obecnie takiego rozwiązania.



Wybrane okazje dla Ciebie