- WIADOMOŚCI
Czechy i Włochy chcą obniżenia cen energii. Babisz: „Prognozy Komisji Europejskiej poniosły porażkę”
Premier Czech Andrej Babisz zapowiedział, że razem z premierką Włoch Giorgią Meloni zaprezentują wspólną inicjatywę na szczycie UE dotyczącą obniżenia cen energii. Zdaniem Babisza to system ETS jest winny obecnej sytuacji, prognozy Komisji Europejskiej zawiodły – a skutki są katastrofalne.
Wysokie ceny energii będą jednym z głównych tematów rozpoczynającego się w czwartek szczytu UE w Brukseli.
Inicjatywa włosko-czeska
Babisz powiedział dziennikarzom, że źródłem problemu niezmiennie jest system handlu emisjami ETS. Według niego Komisja Europejska zawiodła w swoich prognozach. „Prognoza KE na 2020 rok całkowicie różni się od tego, co naprawdę się wydarzyło” – powiedział. Podkreślił, że nie da się precyzyjnie przewidzieć cen uprawnień na lata 2030 czy 2056.
Myślę, że nasz dokument (czesko-włoska inicjatywa w sprawie obniżenia cen energii - PAP) został dobrze przyjęty, uzyskaliśmy poparcie z różnych krajów i jest to tam jednoznacznie pokazane, (...) jak prognoza się nie spełniła. Ktoś tutaj coś przewidywał, a ma to absolutnie katastrofalne skutki i nikt nie jest za to odpowiedzialny.
zaznaczył Babisz
Babisz dodał, że od września 2021 r., gdy cena za tonę emisji CO2 wynosiła 52 euro, a on postulował obniżenie jej do 30 euro, protestował przeciwko stosowaniu mechanizmów rynkowych w ETS.
Zaznaczył, że na rynku ETS działają spekulanci, którzy nie mają obowiązku rozliczania emisji, lecz traktują uprawnienia czysto biznesowo, sztucznie zawyżając ceny ze szkodą dla europejskiego przemysłu.
Podał, że obecnie cena za tonę emisję CO2 wynosi 88,88 euro.
Meloni powiedziała w poniedziałek, że system ETS zawyża ceny, tworzy nierównowagę między państwami członkowskimi i szkodzi przedsiębiorstwom.
Zobacz też 
Wspólne interesy
Włochy i Czechy plasują się w unijnej czołówce państw z wysokimi cenami energii elektrycznej – również dla przemysłu. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), średnia cena energii elektrycznej dla odbiorców przemysłowych we Włoszech sięga 0,215–0,225 eur/kWh, a w Czechach – oscyluje wokół 0,160–0,172 eur/kWh. Dla porównania, najniższe ceny energii notują państwa nordyckie (do 0,09 eur/kWh), a średnie ceny spotkamy we Francji i w Niemczech (ok. 0,15-0,19 eur/kWh). Skąd te rozbieżności?
Wynikają one również z różnic w miksach energetycznych poszczególnych państw. Na włoski miks energii elektrycznej składa się ok. 45 proc. gazu ziemnego, który stanowi podstawę stabilności włoskiej sieci elektroeneregetycznej.
Z kolei w przypadku Czech węgiel wciąż odgrywa znaczącą rolę w systemie energetycznym. Co prawda Czechy planują całkowite odejście od węgla do 2040 r., a w styczniu zamknięto wydobycie węgla kamiennego w ostatniej działającej kopalni ČSM w Stonawie koło Karwiny na Zaolziu, jednak węgiel brunatny nadal odpowiada za ok. 35 proc. produkcji energii elektrycznej w kraju. Głównym fundamentem systemu są jednak dwie elektrownie jądrowe, Temelín i Dukovany.
Z tego względu oba kraje opowiadają się za rewizją systemu EU ETS i jego złagodzeniem. Włoski gaz nadal podlega opłatom za emisje, co w połączeniu z obecną wymagającą sytuacją na globalnym rynku paliw i surowców przekłada się na wysokie ceny energii.
Według raportu Centrum Badań Confindustrii (CSC), przez pierwsze 9 miesięcy 2026 r. cena energii elektrycznej we Włoszech była aż o 35 proc. wyższa niż w Niemczech. Jak zaznaczał Alessandro Spada, prezes Assolombardy (największego zrzeszenia przemysłowców na uprzemysłowionej Północy kraju), włoski biznes systematycznie płaci wyższe stawki – nierzadko nawet o 50 proc. wyższe niż ich europejscy partnerzy.
Z kolei czeskim filarem gospodarczym pozostaje przemysł motoryzacyjny, a także energochłonna metalurgia i hutnictwo w rejonie morawsko-śląskim oraz przemysł chemiczny (m.in. produkcja nawozów sztucznych).
Zdaniem jednej z najważniejszych czeskich konfederacji pracodawców SP CzR, Czechy tracą konkurencyjność, a trend ten należy zatrzymać poprzez zmniejszenie unijnych obciążeń regulacyjnych i zagwarantowanie „dostępnej cenowo energii”.
Wyższe niż w USA i Chinach
Kwestia wysokości cen energii w UE została podniesiona już we wrześniu 2024 r. w raporcie Draghiego, gdzie określono je jako jeden z głównych hamulców rozwoju europejskiej gospodarki. Zaznaczono w nim, że unijne przedsiębiorstwa płacą za energię elektryczną 2-3 razy więcej niż firmy z USA, a za gaz ziemny – 4-5 razy więcej.
Autor. MAE
Jak wskazuje największa europejska organizacja biznesowa Business Europe, w 2024 r. ceny energii elektrycznej dla przemysłu w UE osiągnęły 0,199 eur/kWH, w porównaniu z 0,082 euro w Chinach i 0,075 euro w USA.
Droga energia elektryczna uderza bezpośrednio w przemysł energochłonny (m.in. chemiczny, stalowy, hutniczy czy cementowy), zmuszając firmy do przenoszenia produkcji poza granice UE.
Naturalnie, wysokich cen energii nie można przypisać tylko i wyłącznie działaniu systemu EU ETS. Od 2022 r. Europa została odcięta (i sama zrezygnowała) z taniego, rosyjskiego gazu, którego import groził uzależnieniem geopolitycznym od Moskwy.
W efekcie kraje członkowskie UE zaczęły importować droższe LNG. W sytuacji energetycznej nie pomaga również ciągnący się od marca bieżącego roku konflikt na Bliskim Wschodzie, który wpłynął na wzrost cen ropy, gazu i paliw.
Nie tylko wina systemu
W swoim założeniu system EU ETS miał wspomóc transformację energetyczną UE i został skonstruowany w taki sposób, aby przeznaczać środki ze sprzedaży uprawnień do emisji właśnie na „zazielenianie” miksu energetycznego i gospodarki. Przykładowo, w latach 2013–2025 Polska pozyskała z tego tytułu około 141 mld zł, a w 2025 r. – 17,1 mld zł.
W ubiegłym roku kwotę przeznaczono na wsparcie transportu publicznego i budowę elektrowni jądrowej, jednak zgodnie z raportem Najwyższej Izby Kontroli (NIK) w poprzednich latach jedynie 1,3 proc. tych środków trafiło bezpośrednio na cele związane z redukcją emisji i transformacją energetyczną.
Z tej perspektywy wina nie leży po stronie konstrukcji systemu, a sposobu jego wykorzystania przez państwa członkowskie. Należy jednak również pamiętać, że EU ETS był tworzony w czasach, gdy nie toczyła się pełnoskalowa wojna na Ukrainie, rosyjski gaz spokojnie płynął do Niemiec gazociągami Nord Stream, a Iran nie blokował cieśniny Ormuz i nie ostrzeliwał państw Zatoki Perskiej.
W efekcie obecna sytuacja energetyczna, ekonomiczna i geopolityczna wymusza zrewidowanie planów Komisji Europejskiej i działania samego systemu, który należy dostosować do obecnej sytuacji – w celu wsparcia konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw, które stają przed coraz poważniejszymi wyzwaniami ze strony Chin.
Z tego względu we wrześniu bieżącego roku Parlament Europejski zgodził się na przyspieszenie prac nad przepisami, które mają zapewnić przemysłowi pulę darmowych uprawnień do emisji CO2. Komisja Europejska zaproponowała również, że unijny budżet na lata 2028-2034 mógłby być w części finansowany z dochodów z systemu handlu emisjami EU ETS, jednak Polska sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu.
Niemniej jednak, jak słusznie zauważa Fundacja Instrat, polski rząd powinien skupić się nie tylko na spowalnianiu zmian w systemie, ale przede wszystkim na wspieraniu inwestycji w technologie niskoemisyjne. Przemysł wciąż dekarbonizuje się wolniej niż sama energetyka.
MM / PAP




