Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Reforma ETS. Polski przemysł czeka na kluczowe decyzje

Unijne organy wydały zgodę, aby Ukraina mogła korzystać z Rezerwy Cyberbezpieczeństwa. Kijów zapowiada, że w ramach współpracy będzie nie tylko korzystał, ale też wnosił swój wkład.
Unijne organy wydały zgodę, aby Ukraina mogła korzystać z Rezerwy Cyberbezpieczeństwa. Kijów zapowiada, że w ramach współpracy będzie nie tylko korzystał, ale też wnosił swój wkład.
Autor. Carl Campbell/Unsplash

Komisja Europejska przesunęła o dwa dni prezentację reformy unijnego systemu handlu emisjami EU ETS. Nowy termin to 17 lipca. Tego samego dnia Bruksela przedstawi także pakiet dotyczący transformacji energetycznej, którego celem jest przyspieszenie odejścia od paliw kopalnych. Dla Polski stawką są nie tylko zmiany w polityce klimatycznej, ale przede wszystkim przyszłość krajowego przemysłu.

Pierwotnie oba dokumenty miały zostać opublikowane 15 lipca. KE zdecydowała jednak o ich wspólnej prezentacji dwa dni później, podkreślając w ten sposób, że reforma rynku emisji i strategia energetyczna stanowią element jednej, spójnej polityki klimatyczno-przemysłowej Unii Europejskiej.

Polska od wielu miesięcy zabiega o rewizję unijnego systemu handlu emisjami. Podczas czerwcowego posiedzenia Rady Europejskiej rząd uzyskał deklarację Komisji Europejskiej dotyczącą przeglądu obowiązujących rozwiązań.

Warszawa podtrzymuje wszystkie swoje postulaty. Dotyczą one przede wszystkim zwiększenia puli bezpłatnych uprawnień do emisji CO₂ dla przemysłu energochłonnego oraz wzmocnienia roli Funduszu Modernizacyjnego, który wspiera inwestycje ograniczające emisje w państwach o niższym poziomie dochodów. Zapowiedziana na 17 lipca prezentacja reformy ETS pokaże, czy KE ograniczy się do kosmetycznych zmian, czy też będzie to prawdziwy przełom.

Reklama

Rosnące koszty i presja konkurencji

System EU ETS funkcjonuje od 2005 r. i obejmuje największych emitentów gazów cieplarnianych – elektrownie, przemysł, lotnictwo oraz transport morski. Działa nie tylko w UE, ale także w Norwegii, Islandii i Liechtensteinie, a od 2020 r. powiązany jest także ze szwajcarskim systemem handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych.

O potrzebie reformy ETS mówi się od dawna, jednak obecna dyskusja na ten temat toczy się w innych warunkach niż jeszcze kilka lat temu. Europa mierzy się dziś z wysokimi cenami energii, rosnącymi kosztami regulacyjnymi i pogarszającą się konkurencyjnością przemysłu wobec globalnych graczy, w tym m.in. Chin i USA.

Na ten problem zwracał uwagę m.in. Mario Draghi w raporcie z 2024 r., ostrzegając, że bez głębokich reform i dużych inwestycji Unia Europejska będzie tracić pozycję na globalnych rynkach. Prognozy Komisji Europejskiej również wskazują na spowolnienie gospodarcze – wzrost PKB UE ma obniżyć się z 1,5 proc. w 2025 r. do 1,1 proc. w 2026 r., a w strefie euro wynieść 0,9 proc. w 2026 r. i 1,2 proc. rok później. W tym kontekście coraz częściej pojawia się pytanie, czy obecny kształt ETS nie osłabia europejskiego przemysłu bardziej niż jego globalni konkurenci.

Reklama

Wyzwania przemysłu. Dekarbonizacja i konkurencja

Na decyzje Brukseli czeka także polski przemysł, który zmaga się dziś z wieloma wyzwaniami. Energochłonne przedsiębiorstwa muszą przeprowadzić kosztowną dekarbonizację, konkurując jednocześnie z producentami spoza UE, którzy nie ponoszą kosztów polityki klimatycznej. Sytuację polskich firm z energochłonnego sektora pogarszają dodatkowo ceny energii, które są wyższe niż m.in. np. we Francji i Hiszpanii oraz w Niemczech.

Na te kwestie zwraca uwagę Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu (FOEEiG) – zrzeszające największych odbiorców energii w Polsce. Jednym z kluczowych postulatów organizacji jest m.in. ograniczenie roli instytucji finansowych w handlu uprawnieniami do emisji. Zdaniem przedstawicieli przemysłu spekulacyjny charakter ETS przyczynia się do wzrostu cen uprawnień, a tym samym wpływa na wzrost cen energii.

FOEEiG postuluje też utrzymanie bezpłatnych uprawnień do emisji dla energochłonnych przedsiębiorstw i pozostawienie mechanizmów rekompensat kosztów pośrednich. Na liście propozycji organizacji znalazło się także przywrócenie obliga giełdowego na rynku energii elektrycznej i zwiększenie obliga na rynku gazu, co – zdaniem przedsiębiorców – miałoby poprawić przejrzystość rynku. Kolejne postulaty to m.in. obniżenie kosztów przesyłu i dystrybucji energii dla firm energochłonnych.

Według FOEEiG reforma ETS nie może ograniczać się także wyłącznie do modyfikacji samego mechanizmu, ale powinna równolegle obejmować działania wzmacniające konkurencyjność europejskiego przemysłu.

Reklama

Przemysł pod presją kosztów i rosnących cen

Dla firm z przemysłowego sektora wyzwaniem są także koszty transformacji energetycznej. Związana z tym modernizacja krajowych zakładów oznacza w praktyce konieczność przebudowy całych procesów technologicznych, wymiany instalacji i inwestycji w nowe źródła energii. Problem w tym, że w przypadku niektórych technologii, stosowanych np. w sektorze cementu, nie ma bezemisyjnych alternatyw. Zdaniem FOEEiG KE powinna więc zweryfikować swoje dotychczasowe stanowisko i zaakceptować przemysłowe emisje w takich przypadkach.

– Przemysł oczekuje instrumentów finansowych, które pozwolą pokryć ogromne koszty dekarbonizacji procesów technologicznych i własnych źródeł energii – podkreśla prezes FOEEiG Henryk Kaliś. Zwraca także uwagę na to, że według prognoz Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu do 2040 r. ceny uprawnień do emisji CO₂ mogą wzrosnąć niemal czterokrotnie. – Bez równoległych inwestycji w nowe technologie wiele sektorów przemysłu może w konsekwencji utracić całkowicie zdolność do konkurowania na rynku europejskim – zaznacza prezes FOEEiG.

Reklama

Postulat stabilizacji cen energii dla przemysłu

Maciej Burny z firmy doradczej Enerxperience, były sekretarz i członek rady zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (2012–2018), zwraca z kolei uwagę na inną kwestię. Polska jego zdaniem powinna wzorować się na największych krajach UE i stworzyć własny mechanizm stabilizacji cen energii, szczególnie dla sektorów, energochłonnych.

Taki pakiet wprowadziły już m.in. Niemcy, które uzyskały zgodę Komisji Europejskiej na pakiet wsparcia dla przemysłu energochłonnego. Kluczowym jego elementem jest tzw. mecganizm Industriestrompreis, czyli ustalenie ceny energii dla przemysłu na poziomie ok. 5 centów za kWh, obowiązująca w latach 2026–2028. Niemiecki program obejmuje ponad 90 gałęzi przemysłu energochłonnego, w tym sektor stalowy, chemiczny, cementowy, papierniczy i szklarski. Przedstawiciele firm zrzeszonych w FOEEiG liczą na to, że podobny mechanizm wsparcia pojawi się także w Polsce.

Reklama

KE stawia na OZE, przemysł na reformę

W ocenie polskich firm energochłonnych kluczowe znaczenie w najbliższej przyszłości będą miały więc nie tylko same koszty transformacji, ale również możliwość utrzymania produkcji i konkurencyjności w Unii Europejskiej w perspektywie kolejnych dekad.

W tym kontekście przedsiębiorców skupionych w FOEEiG niepokoi fakt, że skala potrzeb inwestycyjnych związanych z transformacją może przekraczać możliwości finansowe Unii Europejskiej. Przypomnijmy, według szacunków Mario Draghiego roczne nakłady niezbędne do przeprowadzenia transformacji sięgają ok. 800 mld euro, czyli około 4,5 proc. PKB UE – co odpowiada kilkuletnim wydatkom całego unijnego budżetu. Jednak obecnie KE nie dysponuje środkami na takim poziomie.

Z unijnych prognoz wynika, że moc OZE wzrośnie do ok. 2,5 mln MW w 2040 r. i 3,2 mln MW w 2050 r. Odnawialne źródła mają odpowiadać za ok. 85 proc. produkcji energii w 2040 r. i 90 proc. dekadę później. Jednocześnie zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrośnie z ok. 2800 TWh w 2022 r. do ponad 5000 TWh w 2040 r. i ok. 7000 TWh w połowie naszego stulecia.

Reklama

Zobacz również

Reklama