- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Nepalowi grozi kolejna fala powodzi? Chińskie Ministerstwo Zasobów Wodnych ostrzega
Autor. X/Clash Report
Liczba ofiar śmiertelnych powodzi w Nepalu i Tybecie wzrosła do 359 osób, ponad 1300 uznano za zaginione – w tym 653 obcokrajowców. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało, że nie ma danych o poszkodowanych obywatelach RP.
”Obecnie polska służba konsularna nie posiada informacji o obywatelach polskich, którzy mieliby ucierpieć w wyniku powodzi w Nepalu” – przekazało dziennikarzom w środę polskie MSZ. Podkreśliło, że konsul RP w New Delhi i konsul honorowy RP w Katmandu na bieżąco monitorują sytuację i natychmiast podejmą działania, gdyby pojawiły się informacje o poszkodowanych obywatelach polskich.
Setki zmarłych, ponad tysiąc zaginionych
Powódź błyskawiczna na granicy Nepalu i Tybetu (obecnie Xizang, dawniej Tybetański Region Autonomiczny, Chiny) która wydarzyła się 26 sierpnia, już teraz jest określana mianem jednej z najpoważniejszych katastrof jakie dotknęły Nepal od czasu trzęsienia ziemi w 2015 r. Wówczas bilans ofiar śmiertelnych wyniósł 8891 osób, a blisko 22 300 zostało rannych.
Nepalski urząd zarządzania kryzysowego NDRRMA poinformował o łącznie 826 osobach zaginionych, wśród nich ponad 393 – to zagraniczni turyści. Poprzednie meldunki mówiły o 403 zaginionych.
Chińskie media, powołując się na lokalne władze przekazały, że w administrowanym przez Chiny Tybecie poszukiwanych jest 558 osób – 298 Chińczyków i 260 obcokrajowców, których narodowości dotąd nie sprecyzowano.
Zgodnie z zestawieniem AFP, w Nepalu nie nawiązano ponadto kontaktu ze 142 obywatelami Indii, 53 Ukraińcami, 17 Malezyjczykami, 14 Brytyjczykami, 10 Kanadyjczykami, 9 południowokoreańskimi pracownikami budowy elektrowni wodnej. Wśród zaginionych są także obywatele Japonii, RPA, Singapuru, Portugalii i Holandii.
Część statystyk opiera się bezpośrednio na zgłoszeniach prywatnych operatorów: biura podróży poinformowały o braku kontaktu z 11 Amerykanami, jedną osobą o podwójnym obywatelstwie (amerykańskim i rosyjskim) oraz 111 klientami o nieustalonej dotąd narodowości.
Zniszczone elektrownie i drogi, komunikacyjny blackout
Jak podaje Kathmandu Post, katastrofa dotknęła powiat Gyirong w Tybecie oraz dystrykty Rasuwa, Nuwakot, Dhading, Gorkha, Tanahun, Chitwan i Nawalparasi w Nepalu. Policja i inne agencje bezpieczeństwa kontynuują operacje poszukiwawczo-ratownicze, jednocześnie ewakuując rodziny z terenów zagrożonych dalszym kataklizmem.
Zgodnie z informacjami podanymi przez nepalski dziennik, powódź doprowadziła do znacznych zniszczeń infrastruktury krytycznej i energetycznej we wspomnianych dystryktach.
Jak informuje portal Nepal News za Nepalskim Urzędem ds. Energii Elektrycznej (NEA), powódź uszkodziła 6 głównych hydroelektrowni oraz elementy infrastruktury dystrybucyjnej. Łącznie generowały one 231,1 MW mocy, a ich uszkodzenie wraz z węzłem przesyłowym odcięło od sieci 431 MW energii.
Problemem jest jednak nie tyle wielkość utraconej mocy, co uszkodzenie kluczowej infrastruktury. Główny budynek największej elektrowni regionu (Rasuwagadhi, 111 MW) został niemal całkowicie zniszczony, a zalanie kluczowej stacji węzłowej w Nuwakot odcina możliwość dystrybucji prądu z generatorów, które przetrwały kataklizm, bezpośrednio zakłócając dostawy prądu do Doliny Katmandu.
Całkowitemu zniszczeniu uległy także urząd celny w Rasuwagadhi i przejście graniczne z Tybetem (port Gyirong po stronie chińskiej). Wstępne szacunki mówią o uszkodzeniu 19 mostów i 40 km dróg.
W sytuacji nie pomaga utrudniona bądź przerwana komunikacja. Katmandu Post podaje, że na granicy nepalsko-tybetańskiej nastąpił blackout komunikacyjny i zarówno nepalskie, jak i chińskie władze utraciły kontakt z jednostkami bezpieczeństwa stacjonującymi wzdłuż granicy. Występują również duże problemy z nawiązaniem łączności z zalanymi osiedlami, w wielu miejscach utracono możliwość lokalizacji przebywających tam ludzi Anthony.
Zagrożenie nie minęło
Niestety może okazać się, że to nie koniec problemów. Chińskie Ministerstwo Zasobów Wodnych ostrzega, że nowo powstałe jezioro zaporowe [sztuczny lub naturalny zbiornik wodny, który powstał w wyniku zablokowania doliny rzecznej przez barierę, np. osuwisko – przyp.red.E24] „już się przelewa i może ulec przerwaniu w nadchodzących dniach”.
Jak podaje Katmandu Post, chińskie władze oszacowały objętość zbiornika na ok. 2 mln m3. W ciągu najbliższych trzech dni ma do niego napłynąć kolejne 3 mln m3, co stwarza ryzyko przerwania tamy.
”Jezioro powstało w pobliżu zbiegu rzek Chhochen Khola i Purepu Tsangpo w Nepalu. Chińskie władze uważnie monitorują rozwój sytuacji i przeprowadzają symulacje powodziowe, aby ocenić możliwe konsekwencje przerwania tamy oraz wesprzeć działania ratownicze” – informuje dziennik.
Indie, Chiny, USA i Bank Światowy zaoferowały wsparcie w zakresie akcji ratowniczych, pomocy humanitarnej i odbudowy zniszczonych regionów. Jak informuje Katmandu Post, samoloty indyjskich sił powietrznych przewożące sprzęt do robót ziemnych i leki są w gotowości do lotu do Nepalu. Z kolei nepalski portal Setopati podaje, że chiński premier Li Qiang przybył do Tybetu, aby objąć nadzór nad działaniami ratunkowymi.
Pekin i New Delhi od lat rywalizują o wpływy polityczne i gospodarcze w Katmandu. Dla Indii granica z Nepalem to geopolityczne "miękkie podbrzusze", dla Chin - kraj z drugą co do wielkości społecznością uchodźców z Tybetu. Dodatkowo Nepal posiada znaczący potencjał hydroenergetyczny (szacowany na 83 GW) - więcej niż moc całego polskiego systemu energetycznego), a indyjskie i chińskie firmy rywalizują o kontrakty na budowę zapór i linii przesyłowych.
4,4 stopnia w skali Richtera
Nie potwierdzono jeszcze, jakie wydarzenie wywołało potężną powódź błyskawiczną, która przetoczyła się przez rzekę Bhotekoshi 26 sierpnia. Naukowcy podejrzewają, że trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,4 stopnia w Tybecie (zarejestrowane przez Amerykańską Służbę Geologiczną USGS) mogło uruchomić lawinę i potężne oberwanie na północnym zboczu szczytu Langtang Lirung (7245 m n.p.m.).
Masy skał i lodu runęły do koryta rzeki Lhende (granicznego dopływu Bhotekoshi), całkowicie ją blokując. Jak informuje Katmandu Post, zwały ziemi stworzyły jezioro zaporowe, które pod wpływem gromadzącej się wody przerwało tymczasową barierę, uruchamiając tym samym szybką falę powodziową, niosącą błoto i głazy.
Pomiary Międzynarodowego Centrum Zintegrowanego Rozwoju Gór (ICIMOD) wskazały, że poziom wody w rzece Trishuli w Galchchi podobno wzrósł o 9 m w ciągu 30 minut, podczas gdy poziom wody w Malekhu wzrósł o 7 m w podobnym okresie.
Kolejna katastrofa naturalna – szczególnie o tak dużym, międzynarodowym rozgłosie – może stać się jednym z elementów budowania politycznego soft power. Choć w przypadku Komunistycznej Partii Chin (KPCh) pomoc nie wyklucza powrotu do tzw. „wilczej dyplomacji”.
Jak podaje Times of India, 27 sierpnia chińska ambasada w Nepalu odrzuciła twierdzenie Katmandu, że przyczyną ogromnych zniszczeń było zawalenie się wspomnianej już tamy osuwiskowej po stronie Tybetu. Ambasada Chin wprost nazwała te doniesienia „fake newsami”, kończąc swój wpis stwierdzeniem: „Oskarżenia nic nie dają. Współpraca ratuje życie”.
"Powódź Bhotekoshi" - nie pierwszy i nie ostatni raz
Nie jest to pierwsza powódź, jaka spotyka ten region. 8 lipca ubiegłego roku wylew jeziora lodowcowego spowodował nagły wzrost poziomu wody na rzece Bhotekoshi, przyczyniając się do podobnej katastrofy – choć na mniejszą skalę.
Naukowcy z ICIMOD zidentyfikowali 3624 jeziora polodowcowe w Nepalu, Indiach i Tybecie, z których 47 sklasyfikowano jako wysoce niestabilne i grożące nagłym wylewem.
„Coraz częstsze zagrożenia związane z kriosferą stają się bardziej widoczne niż kiedykolwiek wcześniej. Tempo zmian jest tak szybkie, że obecne działania z trudem nadążają za nimi” – powiedział Mohd. Farooq Azam, starszy specjalista ds. kriosfery w ICIMOD.
Choć naukowcy nie przeczą, że zmiany klimatu wpływają na lodowce, warunki śniegowe, wieczną zmarzlinę i zbocza górskie w całym regionie Hindukusz-Himalaje, to jest zbyt wcześnie, by określić, jaką rolę odegrały zmiany klimatu w tym konkretnym zdarzeniu.
Nie oznacza to jednak, że globalne ocieplenie nie zwiększa ryzyka katastrof i mechanizmu nagłego przerwania tam jezior polodowcowych (ang. Glacial Lake Outburst Floods, GLOF). Wzrost temperatur w górach wysokich powoduje nie tylko cofanie się lodowców i zwiększenie niestabilności jezior lodowcowych, lecz również osłabia wieczną zmarzlinę, która przez wieki spajała strome górskie zbocza.
Z danych zebranych na podstawie zobrazowań satelitarnych wynika, że w latach 1977-2010 powierzchnia lodowców w nepalskich Himalajach skurczyła się o 24 proc., a ryzyko powodzi z nich wypływających radykalnie wzrosło, szczególnie przy ekstremalnych opadach pod koniec monsunu.
Oznacza to, że choć obecna powódź może nie być bezpośrednio związana z globalnym ociepleniem, to równocześnie jest wyrazem zachodzących zmian klimatycznych i procesów w Himalajach, a dalej – na całym świecie.
Nie tylko skala ma znaczenie
Warto zdać sobie sprawę nie tylko ze skali zniszczeń, lecz również ze specyfiki miejsca, w jakim się dokonały. Budowa, modernizacja czy nawet bieżące utrzymanie dróg w Nepalu jest ogromnym wyzwaniem inżynieryjnym.
Himalaje to młode góry, niestabilne geologicznie i stale wypiętrzające się. Grunt jest podatny na erozję i wstrząsy sejsmiczne, a pora monsunowa obfituje w osuwiska ziemi i lawiny błotne - nie wspominając o konieczności transportu sprzętu przez głębokie wąwozy czy przewyższenia.
Najlepszym przykładem jest droga między Katmandu i Pokharą, znajdująca się w stanie permanentnego remontu. Podróż między dwoma największymi miastami kraju zajmuje zazwyczaj 7-9 godzin jazdy wyboistą i zakorkowaną drogą – mimo że mówimy jedynie o 203 km.
Brak dróg dojazdowych bądź ich zły stan dodatkowo utrudniają niesienie pomocy czy dostarczenie agregatów prądotwórczych, co z kolei nie pozwala na przywrócenie pracy stacji przekaźnikowych telefonii komórkowej. Tymczasowym rozwiązaniem ma być zastosowanie wojskowego sprzętu do komunikacji satelitarnej.
W wyniku katastrofy osiem głównych nepalskich partii politycznych zażądało powołania stałego parlamentarnego mechanizmu monitoringu odbudowy oraz wezwało rząd do pilnego uruchomienia wspólnie z Chinami systemu wczesnego ostrzegania przed wylewami jezior polodowcowych.
Jednak zdaniem Neera Shrestha Pradhana, kierownika ds. wody i ograniczania ryzyka katastrof w ICIMOD, samo przekazywanie informacji nie wystarczy. „Społeczności muszą również wiedzieć, jak interpretować te informacje i przygotować się do podjęcia odpowiednich działań bez paniki” – podkreśla. „To wydarzenie dobitnie przypomina, że na obszarach, gdzie takie katastrofy są bardziej prawdopodobne, społeczności muszą zachować czujność i być przygotowane na nieprzewidziane sytuacje”.
Naprawienie zniszczonych wywołanych przez powódź pochłonie wiele środków i zajmie wiele czasu, a rodziny dotknięte katastrofą będą musiały z mozołem odbudowywać swoje życie – w kraju, który według klasyfikacji ONZ jest jednym z najsłabiej rozwiniętych na świecie, gdzie jedna czwarta mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa, a wiele osób mieszkających w Katmandu dociera do swoich rodzin w górskich wioskach najszybciej w ciągu 3 dni (wliczając w to 2 dni trekkingu przez góry).
MM / Krzysztof Pawliszak PAP


Wybrane okazje dla Ciebie