Reklama

Przeżyliśmy konferencję „Czy człowiek ma wpływ na zmianę klimatu” w polskim Sejmie

Konferencja „Czy człowiek ma wpływ na zmianę klimatu” w Sejmie RP 14.01.2026 r.
Od lewej: dr inż. Tomasz Wójcik, dr inż. Jan Kubicki, prof. dr hab. inż. Ziemowit Malecha, mgr inż. Piotr Grądzik, dr Stefan Uhlig, dr Mariusz Błochowiak
Konferencja „Czy człowiek ma wpływ na zmianę klimatu” w Sejmie RP 14.01.2026 r. Od lewej: dr inż. Tomasz Wójcik, dr inż. Jan Kubicki, prof. dr hab. inż. Ziemowit Malecha, mgr inż. Piotr Grądzik, dr Stefan Uhlig, dr Mariusz Błochowiak
Autor. Energetyka24

Podczas konferencji „Czy człowiek ma wpływ na zmianę klimatu?” padło wiele nieprawdziwych tez o przyczynach i mechanizmach obecnej zmiany klimatu. W artykule prezentujemy podsumowanie jej najciekawszych fragmentów.

„Czy człowiek ma wpływ na zmianę klimatu?” – pytano w Sejmie RP w 2026 roku. 14 stycznia odbyła się konferencja o tym tytule pod patronatem Wicemarszałka Sejmu RP Krzysztofa Bosaka. Nie sądziłam, że coś takiego przeżyję w 2026 roku. I to w Sejmie. Poszłam tam, byście Wy nie musieli. Gratulacje, jeśli dotrwacie do końca.

Aleją gwiazd

Organizatorami wydarzenia byli Fundacja Ordo Medicus, Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi i Fundacja Wolność i Własność. Organizację konferencji można było wesprzeć poprzez wpłaty na portalu zrzutka.pl, a na początku wydarzenia Fundacja Ordo Medicus przypomniała również, że można jej przekazać 1,5 proc. podatku.

YouTube cover video

Wśród materiałów konferencyjnych znalazły się: książka o uroczym tytule „Zrównoważony rozwój. Zaklęcie globalistów, instrument totalnego zniewolenia”, która opowiada m.in. o „planach pseudo-ekologicznych” i depopulacji, numer dwumiesięcznika Polonia Christiana (wydawanego przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi) z 2019 roku z tematem numeru „Utopia zrównoważonego rozwoju” oraz broszura wydana przez Fundację Wolność i Własność mówiąca o tym, że „każdy kolejny gigawat mocy zainstalowanej w krajowej fotowoltaice (…) widmo blackoutu będzie do nas sukcesywnie przybliżał. Analogicznie, każdy kolejny gigawat mocy płynący do KSE z elektrowni węglowych i gazowych (…) będzie ten czarny scenariusz od nas odsuwał”.

Książka o tytule: „Zrównoważony rozwój. Zaklęcie globalistów, instrument totalnego zniewolenia”, torebka z logo Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi
Autor. Energetyka24

Przejdźmy do przedstawienia prelegentów. Głównym gościem był dr Stefan Uhlig, który zajmował się projektami „w dziedzinie geochemii, górnictwa, spektrometrii rentgenowskiej i głębokich odwiertów na lądzie i morzu”, a teraz postanowił wyjaśniać obecną zmianę klimatu przyglądając się „aspektom geologicznym, archeologicznym i astrofizycznym”. Jest autorem książki „Oszustwo klimatyczne. Zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych. w oparciu o 200+ publikacji naukowych”. Jak podkreślili organizatorzy konferencji, jest „niezależnym ekspertem, nigdy nie finansowanym przez żaden przemysł”.

Do tego grona dołączył także dr inż. Tomasz Wójcik, absolwent Wydziału Chemii Politechniki Wrocławskiej, gdzie zajmował się metalurgią pierwiastków rzadkich, a jego doktorat dotyczył chemii kwantowej. Był nominowany w plebiscycie Klimatyczna Bzdura Roku 2024 za stwierdzenie „Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje, że klimat się zmienia, ale powodem tych zmian nie jest korzystanie z paliw kopalnych.”

Kolejnym gościem był dr inż. Jan Kubicki, który „pracował w Instytucie Elektroniki Kwantowej WAT oraz w Instytucie Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy. Obronił doktorat z zakresu fizyki laserów CO₂. Zajmował się m.in. zdalną detekcją gazów molekularnych, absorpcją promieniowania termicznego w dwutlenku węgla oraz emisją spontaniczną promieniowania”. Doświadczenie to nie ma związku z badaniem zmiany klimatu.

Reklama

Czym nie jest konsensus naukowy?

Konferencja już w pierwszych minutach zrobiła wrażenie. Według organizatora konferencji, dr. Mariusza Błochowiaka z Fundacji Ordo Medicus, „politycy dają pieniądze na konkretne projekty, nacelowane projekty. To nie jest tak, że naukowcy mogą badać sobie, co chcą i dostaną finansowanie na krytyczne podejście do jakichś mainstreamowych twierdzeń, hipotez. Większość ludzi w ogóle nie ma o tym pojęcia, że tak właśnie funkcjonuje dzisiaj nauka”. Jak dodał: „nie mówię, że cała jest skorumpowana, że nie ma naukowców niezależnych, są, ale oni są niedofinansowani i tak dalej. Więc jeśli ktoś mówi o konsensusie naukowym w tej kwestii (przyczyny zmiany klimatu – przyp. Energetyka24), to jest to konsensus głównie związany z naukowcami, którzy właśnie dostają pieniądze na to. Tak to wygląda, więc nie mamy do czynienia z jakimś czystym naukowym konsensusem, proszę państwa”.

Jest to final boss wszystkich argumentów, pozamiatane. A dlaczego? Zacząć należy od tego, czym jest – a może raczej czym nie jest – konensus naukowy. „Konsensus naukowy”, czyli „konsensus oparty na wiedzy” (ang. knowledge based consensus) to co innego niż „konsensus” w rozumieniu potocznym. Nie jest zgodą ani umową pomiędzy żadnymi osobami, nie powstaje na zasadzie głosowania, nikt nikogo nie pyta o zdanie w tej sprawie. Liczą się tylko wyniki badań.

Konsensus naukowy nie jest dowodem na poprawność teorii naukowej, lecz wynikiem istnienia zbieżnych, różnorodnych dowodów (ang. lines of evidence) prowadzących do spójnego wniosku. Konsensus naukowy nie jest więc częścią metody naukowej, lecz jej rezultatem. (...) Konsensus naukowy nie jest nieomylny, lecz pomimo tego reprezentuje najlepszą dostępną w danym czasie wiedzę na określony temat naukowy.
Nauka o Klimacie, Konsensus naukowy – co to właściwie jest?, 23 lutego 2023 r.

W celu sprawdzenia, czy w danym zakresie istnieje konsensus naukowy przeprowadza się metaanalizę (analizę badań) biorącą pod uwagę jak najwięcej recenzowanych publikacji naukowych z danej dziedziny. W przypadku zmiany klimatu są to tysiące publikacji sięgających lat 90. Zgodnie z metaanalizą z 2021 roku obecnie istnieje ponad 99 proc. konsensus w sprawie przyczyny globalnego ocieplenia. Inna, z 2013 roku, mówi o 97 proc.

Reklama

Finansowanie badań

W argumentacji, która została przytoczona podczas konferencji nie użyto więc najprostszego do obalenia argumentu, że konsensus w sprawie przyczyny globalnego ocieplenia jest przez kogoś „ustalony”. Tutaj chodzi o to, że konsensus ten miałby nie być prawdziwy, bo nie bierze pod uwagę badań naukowców sceptycznych co do wywołania obecnej zmiany klimatu przez człowieka, bo nie przeprowadza się takich badań, bo nie otrzymują one finansowania. Proste?

Po pierwsze, granty na badania otrzymuje się… przed badaniem, jeszcze zanim jest znany jego wynik. Po drugie, badań nie finansują wyłącznie rządy, ale też firmy.

I na pewno nie znalazł się nikt na całym świecie, kto by chciał takie badania sfinansować, a niemal żaden z tysięcy klimatologów z wszystkich krajów na takie finansowanie się nie skusił. Przemysł paliw kopalnych would never.

No cóż, naukowcy z korporacji naftowych Exxon i Shell już w latach 70. i 80. przeprowadzali takie badania i wyszło im, że klimat się jednak zmienia w wyniku spalania paliw kopalnych… W Bazie Klimatycznej Dezinformacji portalu desmog.com można zapoznać się z wieloma przykładami tego, jak koncerny paliwowe próbowały ukrywać, że spalanie paliw kopalnych powoduje globalne ocieplenie. Zacząć można od tego artykułu oraz informacji o firmie Koch Industries.

Reklama

Dwutlenek węgla i wzrost temperatury

Jedno z takich badań „wbrew mainstreamowi” zostało zaprezentowane podczas konferencji. Mowa o artykule „Climatic consequences of the process of saturation of radiation absorption in gases” („Klimatyczne konsekwencje procesu nasycenia absorpcji promieniowania w gazach”) autorstwa m.in. prelegenta dr. inż. Jana Kubickiego.

Wnioskiem z tej pracy było, że dalszy wzrost stężenia CO2 w atmosferze ma nie wpływać na wzrost temperatury, bo od pewnego stężenia dwutlenku węgla w atmosferze przestaje on absorbować ciepło. Tezy zawarte w tym artykule zostały dawno obalone, a sam artykuł był szeroko krytykowany i w końcu wycofany z czasopisma, w którym go opublikowano (jego tematyka dotyczy inżynierii stosowanej, a nie zmiany klimatu). Ale o tym więcej innym razem.

Podczas otwarcia konferencji padło również stwierdzenie, że mamy do czynienia z „takim wielkim sporem, czy człowiek wpływa na klimat, czy nie”. Jeśli istnieje konsensus naukowy, to nie ma mowy o jakimś szczególnym sporze w nauce. Takie stwierdzenia to przykład fałszywej symetrii, czyli stwarzania pozoru, że tezy głoszone przez nielicznych denialistów są równe tezom naukowców, za którymi stoi przytłaczający konsensus naukowy.

Reklama

Czego przeszłość o obecnej zmianie klimatu nie powie

Interesujący był także wykład dr. Stefana Uhliga, który najpierw opowiadał o zmianach klimatu w przeszłości geologicznej Ziemi i ich przyczynach, a następnie odniósł to do obecnej zmiany klimatu. Jak podkreślił na początku, „klimat zmienia się nieustannie”.

To prawda, że zmiany klimatu występowały wielokrotnie w historii planety, jednak obecna różni się od nich znacząco – zachodzi w absolutnie bezprecedensowym tempie, a życie na Ziemi nie ma szans się do niej dostosować, jak to miało miejsce w przeszłości. Mamy liczne eksperymentalne dowody, że przyczyną jest spalanie paliw kopalnych przez człowieka. Świadczą o tym wyniki pomiarów przeprowadzane różnymi metodami, chociaż podczas całej konferencji wielokrotnie podkreślano, że rzekomo klimatolodzy nie przeprowadzają eksperymentów udowadniających, że człowiek powoduje zmianę klimatu i posługują się tylko modelami matematycznymi.

Dr Uhlig wiele czasu przeznaczył na pokazanie, że w historii planety bywało cieplej niż obecnie. To również prawda, tylko że ludzka cywilizacja rozwinęła się w w mniej więcej stabilnym okresie klimatycznym zwanym holocenem, nie istniała, gdy po Ziemi chodziły dinozaury i na pewno nie musiała tak szybko przystosowywać się do zmiany tego klimatu.

Zaprezentował także różne czynniki wpływające na klimat planety, m.in. Cykle Milankovicia, wybuchy wulkanów czy zmiany aktywności słonecznej. Problem w tym, że żaden z nich nie powoduje obecnej zmiany klimatu. Cykle Milankovicia działają w skali dziesiątek-setek tysięcy lat, a nie 150, i w obecnym momencie cyklu nie wpływają znacząco na ilość energii słonecznej pochłanianej przez Ziemię. Emisje dwutlenku węgla z wulkanów są na poziomie 1 proc. rocznej emisji antropogenicznej, a aktywność słoneczna spada.

Reklama

CO2 zostanie tutaj na długo

Niestety na wykładzie nie padły żadne nowe, porywające argumenty, wszystkie tego typu tezy zostały dawno obalone. Może to wynikać z faktu, że trudno byłoby udowodnić nieprawdziwą tezę. Miłą ciekawostką były natomiast stwierdzenia, że powinniśmy się cieszyć, że żyjemy w tak ciepłym momencie dziejów, bo niedługo (za kilkaset lat) nastąpi kolejna epoka lodowcowa. To nic, że ludzka cywilizacja może już do tego momentu nie dotrwać. I bez paniki, bo w Polsce może i średnia temperatura rośnie, ale nawet w XX wieku zdarzały się mroźne zimy i może jeszcze wystąpić krótsza Mała Epoka Lodowcowa, prawda? W rzeczywistości według NASA nawet mimo spadającej aktywności słonecznej Ziemia nie znajdzie się w stanie Małej Epoki Lodowcowej, ponieważ ocieplający wpływ globalnego ocieplenia wywołanego przez człowieka jest 6 razy silniejszy.

Dr Uhlig uspokajał też, że przecież na Ziemi działają różne pochłaniacze dwutlenku węgla, które radzą sobie z nadmiarem CO2 w atmosferze. Problem w tym, że już nie radzą, w 2023 r. pochłanianie przez lądowe pochłaniacze dwutlenku węgla (glebę i rośliny) było rekordowo niskie. Innym pochłaniaczem jest ocean, a jak sam powiedział – im zimniejszy, tym więcej CO2 może zaabsorbować (rozpuszczalność gazów w wodzie maleje wraz z temperaturą). Szkoda tylko, że przez globalne ocieplenie oceany się nagrzewają, przez co ich zdolność do pochłaniania dwutlenku węgla maleje. Podał także inny mechanizm wychwytywania CO2 z powietrza – skorupiaki żyjące w oceanach, które – w skrócie – wbudowują sobie węgiel pochodzący z atmosfery w skorupy. Pominął przy tym fakt, że ten mechanizm przestaje działać wraz z emisjami dwutlenku węgla – oceany, pochłaniając CO2, zakwaszają się, a skorupy rozpuszczają.

Na koniec dr Uhlig oznajmił, że „trzeba skończyć z bajką, że CO2 będzie utrzymywać się przez tysiące lat w atmosferze”, bo w ciągu 4-5 lat dwutlenek węgla „powraca”. To prawda, że dana cząsteczka CO2 pozostaje w atmosferze około 4-5 lat. Niestety, nie działa to tak, że wyemitowany dwutlenek węgla przestanie oddziaływać po tym okresie.

Kiedy cząsteczka CO2 opuszcza atmosferę „na przykład pochłonięta przez wody oceanu, to po prostu zamienia się miejscem z inną molekułą CO2 (uwalnianą z oceanu). To oznacza, że dodanie CO2 do tego już naturalnie krążącego między atmosferą, oceanem i biosferą, spowoduje utrzymanie się wyższych stężeń tego gazu przez tysiące lat".
Nauka o Klimacie, Mit: CO₂ ma krótki czas życia w atmosferze, 15 listopada 2013 r.
Reklama

Moralne obowiązki

Na koniec konferencji zostały odczytane pytania zadane przez publiczność w czasie wystąpień. Jeden z uczestników zastanawiał się, jaki sens ma ochrona klimatu przez Europę, skoro odpowiada ona tylko za około 8 proc. emisji CO2 w skali globu?

Czytaj też

Odpowiedział dr inż. Tomasz Wójcik, że jego zdaniem: „jeśli założysz, że mają rację (osoby, których tezy są zgodne z konsensusem naukowym), to to jest moralny obowiązek niezależnie od tego, co mówią inni. Ale pod warunkiem, że są udowodnione i mają rację. Ale dzisiaj zostało pokazane, że nie tylko nie są udowodnione, ale nie mają rację”.

Gdyby wziąć pod uwagę tylko pierwszą część wypowiedzi, to byłaby to prawda. Emisje nie znają granic państw, niezależnie od miejsca wyemitowania mają wpływ na cały świat, a każdy kilogram niewyemitowanego CO2 i każdy ułamek stopnia ocieplenia mniej ma znaczenie.

Reklama
Reklama

Komentarze

    Reklama