Reklama
Reklama
Reklama
  • WYWIADY
  • WIADOMOŚCI

Każdego dnia system energetyczny przechodzi dwa kryzysy. Czy rozwiąże je taryfa dynamiczna?

liczniki zdalnego odczytu
Liczniki elektryczne
Autor. Envato / @africaimages

O tym, dlaczego taryfa dynamiczna jest wciąż tak mało popularnym rozwiązaniem w Polsce i na czym ono właściwie polega opowiada Mirosław Bieliński, współzałożyciel Pstryk i Prezes Bankilo Obrót, spółki zależnej Pstryk Energy Group, a w przeszłości Prezes Zarządu ENERGA SA. Taryfa dynamiczna to podstawowy obrót Pstryka. Firma uważa, że stanie się ona najbardziej efektywnym narzędziem do obniżania rachunków za energię w codziennym życiu. 

Reklama

Alicja Jankowska, Energetyka24: Czy na rynku jest jeszcze obecna jakaś spółka, która nie ma w ofercie taryfy dynamicznej, czy jest to już raczej rozwiązanie powszechne?

Mirosław Bieliński, współzałożyciel Pstryk i Prezes Bankilo Obrót: Na polskim rynku działa około 400 firm z koncesją na obrót energią, w praktyce do gospodarstw domowych sprzedaje około dwudziestukilku firm. Wszyscy duzi sprzedawcy, czyli tacy, którzy mają ponad 200 tys. klientów, zostali zobowiązani ustawą do wprowadzenia taryfy dynamicznej. Pozostali mogą oferować takie rozwiązanie, ale nie muszą. 

Mirosław Bieliński prezes Bankilo Obrót
Mirosław Bieliński, współzałożyciel Pstryk i Prezes Bankilo Obrót, spółki zależnej Pstryk Energy Group
Autor. Pstryk / Materiały Prasowe

Jak wygląda świadomość Polek i Polaków na temat taryf dynamicznych? Czy rozumieją, jak działa to rozwiązanie?

Myślę, że ta świadomość jest bardzo niska. Wynika to z tego, że niewątpliwie jest to nowość. Jako społeczeństwo jesteśmy już wyedukowani w „zagadnieniach fotowoltaicznych”, mamy 1,5 mln prosumentów – można zażartować, że jest to 1,5 mln osób posiadających doktoraty z ekonomii lub energetyki. Ale gospodarstw domowych jest ponad 10 razy więcej. Większość z nich jest w tzw. taryfach płaskich. 

Z czego to wynika?

Nie mam żadnych wątpliwości, że ci duzi sprzedawcy, do których należy ponad 90 proc. rynku, nie są zainteresowani promowaniem taryfy dynamicznej. Taryfa płaska jest prostym rozwiązaniem w obsłudze i dobrym do zarabiania pieniędzy. 

Reklama

Ponadto taka zmiana jest trudna – jeżeli ktoś posiada już duży, skomplikowany system billingowy zakupiony za setki milionów, to jego reforma nie jest łatwa. Taryfa dynamiczna zaburza „święty spokój” i trudno znaleźć jej zwolenników. 

Sądzę, że zwolenników taryfy dynamicznej znajdziemy wśród operatoróww sieci dystrybucyjnych, a szczególnie u operatora sieci przesyłowej jakim są Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE). Każdego dnia – naprawdę z naciskiem na „każdego” – system elektroenergetyczny w Polsce przechodzi dwa kryzysy.

Pierwszy kryzys to nadwyżka podaży energii, drugi – niedobór energii. Pierwszy wynika z tego, że w ciągu dnia, gdy świeci słońce, pracuje fotowoltaika. Jeżeli jest to dzień wietrzny, kryzys jest jeszcze większy i wtedy jesteśmy zmuszeni eksportować energię. Wieczorem sytuacja się odwraca i ratujemy się importem, by uzupełnić braki. 

Reklama

Taryfa dynamiczna powoduje, że odbiorcy zmieniają swoje zachowania. Kupują – zużywają – prąd wtedy, kiedy jest tanio, a nie kupują wtedy, kiedy jest drogo. Kiedy jest nadpodaż energii – jest tanio, kiedy prądu jest mało – czyli wieczorem – jest drogo. Odbiorcy w taryfie dynamicznej zachowują się zgodnie z logiką tego systemu. Robią to we własnym interesie, ale jednocześnie pomagają systemowi. 

Jakie przeszkody w przejściu na taryfę dynamiczną wymieniają odbiorcy?

Moim zdaniem występuje tutaj taki koszt emocjonalny wynikający z konieczności dokonania zmiany. Odbiorca od zawsze dostaje rachunek od tej samej firmy. Z reguły ta firma ma spółkę-siostrę, która podobnie się nazywa. Mamy w końcu pary: Energa Obrót i Energa Operator, Tauron Sprzedaż i Tauron Dystrybucja, Enea Sprzedaż i Enea Operator, w Warszawie E.ON i Stoen Operator. Odbiorcy są do tego przywiązani. 

Z drugiej strony, czasami słyszymy od naszych klientów – czy jeśli przejdę do Pstryka, to czy PGE mnie nie „odetnie”? Nie ma do tego prawa. W Polsce mamy kilku dużych dystrybutorów energii i około 200 małych i każdy z nich ma obowiązek traktować każdego sprzedawcę energii dokładnie tak samo. Od strony formalnej ryzyka nie ma, nie było i nie będzie. 

Czy są jakieś minusy przejścia na taryfę dynamiczną? Może odbiorcy mają jakieś słuszne obawy?

Szukam i nie potrafię znaleźć. Być może nie każdy sprzedawca tak ma, ale w Pstryku obowiązuje ograniczenie wysokości ceny na poziomie maksymalnej średnioważonej ceny. Gdyby odbiorca nie potrafił korzystać z taryfy dynamicznej lub wydarzył się wyjątkowo drogi miesiąc, to jego rachunek nie przekroczy kwoty, jaką zapłaciłby u standardowego dostawcy.  

Reklama

Zaletą jest natomiast szansa na obniżenie rachunku. Ten proces ułatwia dostarczanie informacji w czasie rzeczywistym w aplikacji – zarówno na temat cen, jak i zużycia energii. Dodatkowo na podstawie swojej historii odbiorca otrzymuje podpowiedzi. Nie ma edukacji bez liczb – to tak jakby jechać samochodem bez prędkościomierza i wskaźnika poziomu paliwa. 

Jak dużą różnicę w rachunkach jest w stanie uzyskać odbiorca w taryfie dynamicznej? Jak duże muszą być zmiany w nawykach? Różnica z pewnością zależeć będzie też od typu budynku, w jakim mieszkamy, urządzeń, jakie posiadamy, i jakiego typu klientem jesteśmy – jedynie odbiorcą, czy może także prosumentem z fotowoltaiką, magazynem energii i samochodem elektrycznym.

Zacząć należy od tego, że aby móc sterować swoim rachunkiem, musi być możliwość dokonywania takich zmian. Tylko połowa gospodarstw domowych posiada liczniki zdalnego odczytu. Druga połowa ma tradycyjne liczniki energii. Taryfa dynamiczna wymaga liczników zdalnego odczytu. Odbiorcy często nawet nie wiedzą, jakiego typu licznik jest u nich zainstalowany. 

Reklama

Pstryk poradził sobie z tym problemem – instalujemy u klienta dodatkowy miernik i pozyskujemy bezpośrednio z niego potrzebny strumień danych. Od czasu do czasu korygowany jest on z pomiarem z licznika operatora. 

Kolejną sprawą są mieszkańcy bloków. Nie mają wielu możliwości uzyskania istotnych oszczędności w taryfie dynamicznej – szczególnie w niewielkich mieszkaniach, mieszkając w pojedynkę, korzystając z kuchenki gazowej.  

Sytuacja zmieniłaby się, gdyby prawo dopuszczało w takich mieszkaniach instalację małych magazynów energii – wielkości walizki samolotowej. Co do zasady technologia wyprzedza regulacje przynajmniej o kilka lat. Dzisiaj jest to standardowa oferta w wielu krajach europejskich. Magazyn jest podłączany do gniazdka, działa z pomocą aplikacji, ładuje się, gdy energia jest tania, oddaje energię do sieci, gdy jest droga. Na to prawo dzisiaj nie pozwala. Natomiast operatorzy sieci energetycznych mówią, że jest to rozwiązanie potrzebne, a ludzie mogliby na tym zarabiać.  

Reklama

Kilkukrotnie odbyły próby wprowadzenia takiego rozwiązania – rozporządzeniem oraz ustawą – ale pomysł zwykle ginie w konsultacjach międzyresortowych. Problem sprawiają przepisy budowlane. Paradoksalnie, problemu w przepisach nie sprawia natomiast zasilacz awaryjny (ang. uninterruptible power supply, UPS), bojler czy kuchenka elektryczna – urządzenia często o dużej mocy, które mogą stwarzać ryzyko. One nie wymagają żadnej zgody w mieszkaniach. 

Brak zezwolenia na magazyny energii w mieszkaniach w blokach wyklucza na dzisiaj ogromną część rynku – w Polsce jest około 9-10 mln mieszkań w budynkach wielorodzinnych i około 6 mln w domach jednorodzinnych. 

Kolejną grupą są posiadacze domów. Ich możliwości są znacznie większe – mogą być prosumentami. Do instalacji fotowoltaicznej można dodać magazyn energii. Ciekawe jest to, że aby właśnie mieć magazyn energii i móc oddawać energię do sieci, najpierw trzeba mieć jakąkolwiek instalację fotowoltaiczną. Jest to absurd. Ponownie – przedstawiciele sieci elektroenergetycznych twierdzą, że byłoby wręcz lepiej, gdyby tej fotowoltaiki nie mieli, bo mamy jej już dużo. 

Reklama

U właścicieli domów czy nawet większych mieszkań możliwości zmniejszenia rachunku są już jednak większe – częściej mają ogrzewanie elektryczne, klimatyzację czy garaże, gdzie mogą mieć samochód elektryczny. To są potencjalni klienci taryf dynamicznych. Często po zmianie zużywają wręcz więcej energii, płacąc mniej niż wcześniej. 

Na co zwrócić uwagę przy wyborze dostawcy, żeby uzyskać jak największe oszczędności?

Zmiana dostawcy na pewno jest trudną decyzją, ponieważ nie robi się tego zbyt często. Warto zwrócić uwagę nie tylko na cenę, ale także na jej otoczenie. Czas trwania umowy, ofertę ceny maksymalnej, dostęp do aplikacji i łatwość korzystania z niej, powiadomienia, możliwość zdalnego zawarcia umowy i czas na zapoznanie się z nią zamiast pójścia do biura obsługi klienta. Ważne też jest to, czy nowy sprzedawca zajmie się procesem – kontaktem z poprzednim dostawcą energii, z operatorem sieci dystrybucyjnym – łatwość proceduralna ma znaczenie. To wszystko również jest produktem. 

Na jakich czynnościach domowych można uzyskać największe oszczędności?

Zacząć należy od tego, że przyszłość jest elektryczna. Stoponiowo będziemy coraz mniej zużywali paliw kopalnych. Przede wszystkim jeśli ktoś jest bardziej zaawansowany w swojej osobistej transformacji energetycznej, to ma większe możliwości. 

Reklama

Przede wszystkim największe odbiorniki energii mogą dać największy uzysk na rachunku. W pierwszej kolejności postawiłbym na połączenie samochodu elektrycznego i magazynu energii. W drugiej – różne formy ogrzewania mieszkania i klimatyzacja, która często też może pełnić funkcję grzewczą, oraz podgrzewanie wody.  

Dopiero później jest cała reszta domowych sprzętów. Owszem, warto się zastanowić, czy można przesunąć ich włączenie, ale jednak elektryfikacja ma nam dawać komfort. Trudno wyobrazić sobie przesunięcie przygotowywania posiłku na inną porę dnia. 

W mieszkaniach czekamy na zmianę w przepisach budowlanych i przeciwpożarowych, by stosowanie taryf dynamicznych nabrało więcej sensu?

Nie chodzi koniecznie o tworzenie zupełnie nowych regulacji, ale o doprecyzowanie istniejących zasad i dostosowanie ich do technologii, które coraz częściej trafiają do gospodarstw domowych. Dziś brak jednoznacznych przepisów dot. np. domowych magazynów energii może powodować niepewność zarówno po stronie użytkowników, jak i zarządców budynków wielorodzinnych. Technologicznie jesteśmy coraz bliżej powszechnego wykorzystania takich rozwiązań, ale regulacje i standardy bezpieczeństwa powinny za tym nadążać. Czekamy na rewolucję. 

Czy dostrzega Pan różnice w tym, jaki typ odbiorców przechodzi na taryfę dynamiczną? Czy zależy to np. od wykształcenia, miejsca zamieszkania?

Wydaje mi się, że nie ma istotnej różnicy. Nasi klienci są rozsiani po całej Polsce i nie dostrzegamy istotnej koncentracji ani białych plam. 

Reklama

Jak duże potrafią być oszczędności na rachunkach po przejściu na taryfy dynamiczne w praktyce?

Byłem przekonany, że taryfy dynamiczne nauczą ludzi zużywać mniej energii. W praktyce nauczyliśmy ich zużywać więcej energii, ale za mniej. Przyspieszamy więc elektryfikację. Obserwując najbardziej aktywnych klientów, potrafią oni obniżyć swoje rachunki do zera. Ich dochody z oddawania energii do sieci pozwalają im nawet pokryć koszty opłat dystrybucyjnych. Niektórzy zbudowali sobie wręcz depozyt – oszczędność można przenieść na kolejny miesiąc lub wykorzystać na innej nieruchomości tego samego odbiorcy, np. domku letniskowym. Prawo zabrania wystawiania „ujemnych” faktur, takie rozwiązanie nie jest więc dostępne. Prawo zabrania również wykorzystania wypracowanej na sprzedaży energii do sieci nadwyżki na nieruchomości należącej np. do rodziny, to byłaby wtedy darowizna. 

Analizując dane dla sierpnia, który był dość drogim miesiącem – punktem odniesienia jest 50 gr za kilowatogodzinę w tradycyjnej taryfie w skali całego kraju, bez VAT i opłat dystrybucyjnej. Klienci Pstryka zapłacili średnio 37 gr za kWh. 

Jak dotrzeć z wiedzą na temat taryf dynamicznych do osób, które takiego rozwiązania nie znają?

Jest to na pewno trudniejsze niż w przypadku fotowoltaiki – panele, które sąsiad zainstalował na dachu, po prostu widać. W przypadku taryf dynamicznych propagacja na pewno będzie szybsza, jeśli pojawią się sprzyjające regulacje, o których wspominałem. Absolutnie niezrozumiały jest dla mnie zakaz instalowania magazynów energii w mieszkaniach – jestem przekonany, że gdyby taka możliwość się pojawiła, zmiana zaszłaby szybko. Siłą rzeczy taki magazyn ma sens tylko w parze z taryfą dynamiczną. 

Reklama

Ponadto mamy do czynienia z rynkiem, który jest zakonserwowany. Jest pięciu dużych sprzedawców, czterech z nich ma taryfy podlegające obowiązkowi zatwierdzenia przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, co oznacza, że cena jest prawie jednolita. Z punktu widzenia biznesu sprzedawcy regulowanego – zmiana oznaczałaby wręcz napad na „sąsiada” i zabranie mu klientów za pomocą niższej ceny. W odwecie on zrobiłby to samo. W efekcie mielibyśmy nadal tyle samo klientów, ale płacących nam mniej. Po co mielibyśmy to robić? 

Istnieje co prawda możliwość zmiany dostawcy, ale jest to rozwiązanie słabo promowane. Dla Urzędu Regulacji Energetyki brak akcji marketingowych jest dowodem na to, że rynek w tym zakresie nie funkcjonuje. Ja uważam, że rynek nie funkcjonuje, ponieważ został on zakonserwowany taryfami. Przeszkodą jest brak logiki biznesowej.  

Odbiorców z taryfą dynamiczną jest bardzo mało, ale transformacja energetyczna się toczy. Przybywa fotowoltaiki prosumenckiej, magazynów energii, samochody elektryczne sprzedają się lepiej niż samochody z silnikiem diesla, pompy ciepła zastępują piece węglowe – to wszystko pomimo braku reklam w telewizji. Na ten moment jesteśmy – można powiedzieć – taką myszką na wybiegu dla słoni w zoo, ale będziemy coraz więksi, pojawią się firmy podobne do nas. Wiemy, że kilku europejskich graczy chce wejść do Polski. Czekają właśnie na zejście z taryfowania cen dla gospodarstw domowych i rozpoczęcie prawdziwej konkurencji oraz większe upowszechnienie się liczników zdalnego odczytu. 

Reklama

Potrzeba nam jeszcze przede wszystkim czasu, aby to rozwiązanie się upowszechniło.

Potrzeba nam czasu i potrzeba nam większej śmiałości regulacyjnej – wciąż narzekam jednak na to, że mieszkańcy mieszkań nie mogą korzystać z magazynów energii do odbierania i oddawania energii. Ale to jest dopiero początek. Na przykład w Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2024/1711 z dnia 13 czerwca 2024 r. zmieniającej dyrektywy (UE) 2018/2001 i (UE) 2019/944 w odniesieniu do poprawy struktury unijnego rynku energii elektrycznej widnieje zapis, że należy doprowadzić do sytuacji, w której odbiorca energii będzie mieć prawo posiadać dowolną liczbę umów na dostawy energii. Przykładowo – balkonowy magazyn energii korzystałby z umowy firmy X, kuchenka elektryczna – firmy Y, a reszta mieszkania miałaby prąd od firmy Z. Technicznie to żaden problem. Regulacyjnie na ten moment problem jest. Czeka nas jeszcze wiele zmian.

Reklama