Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Europa ma problem z energią dla data center. Polska może zyskać

Autor. Canva

Problemy z dostępnością energii hamują rozwój europejskich centrów danych. Dla inwestorów coraz ważniejsze od ceny gruntu czy lokalizacji jest to, kiedy będą mogli uruchomić infrastrukturę. W Europie Zachodniej trzeba na to czekać nawet kilkanaście lat, podczas gdy w Polsce średni czas oczekiwania na przyłączenie wynosi około trzech lat.

”To, co dla zachodnioeuropejskich rynków jest dziś barierą, dla Polski staje się realną szansą. Klienci, z którymi rozmawiamy, coraz rzadziej pytają wyłącznie o cenę czy lokalizację geograficzną. Pytają przede wszystkim o to, kiedy realnie mogą uruchomić swoją infrastrukturę” – ocenia Mateusz Borkowski, zastępca dyrektora tchnicznego Data Center w Polcom.

Jego zdaniem w Europie Zachodniej odpowiedź na to pytanie coraz częściej brzmi: „za kilka lat, jeśli w ogóle”. ”My możemy dać konkretny, przewidywalny termin i to jest dziś nasza największa przewaga konkurencyjna” – wskazuje ekspert.

Dostępność energii ważniejsza niż adres

Jeszcze kilka lat temu wybór lokalizacji dla nowego centrum danych w Europie najczęściej oznaczał decyzję pomiędzy Frankfurtem, Londynem, Amsterdamem, Paryżem i Dublinem. Rynki te, określane wspólnym mianem FLAP-D, oferowały rozwiniętą infrastrukturę, szeroki wybór operatorów oraz bliskość największych klientów.

Dziś ich przewaga jest coraz częściej ograniczana przez dostępność energii. Potwierdzają to dane Międzynarodowej Agencji Energii, z których wynika, że deweloperzy projektów w największych europejskich miastach mogą czekać na przyłączenie do sieci średnio od siedmiu do dziesięciu lat. W części analiz rynkowych wskazywany jest nawet okres 13 lat. Oznacza to, że centrum danych można obecnie wybudować kilkukrotnie szybciej, niż zapewnić mu docelowe zasilanie.

Polska zyskuje przewagę

Na tym tle Polska zyskuje na znaczeniu jako potencjalna alternatywa dla największych rynków Europy Zachodniej. Nie wynika to z nowoczesnej infrastruktury energetycznej, ale przede wszystkim z niższego poziomu nasycenia rynku i mniejszego obciążenia sieci przez centra danych.

Obiekty tego typu odpowiadają obecnie za około 4 proc. krajowego zużycia energii elektrycznej. Według analiz branżowych średni czas oczekiwania na przyłączenie centrum danych w Polsce wynosi około trzech lat. Dla porównania na części rynków FLAP-D może to być okres od siedmiu do 13 lat.

Ma to coraz większe znaczenie dla inwestorów. W sytuacji, gdy dostępność mocy staje się jednym z głównych ograniczeń rozwoju rynku, przewidywalny termin uruchomienia infrastruktury może być istotniejszy niż niższe koszty gruntu, budowy czy zatrudnienia.

Reklama

Dostęp do energii wiele zmienia

Rosnące zainteresowanie Polską znajduje odzwierciedlenie w skali realizowanych i planowanych inwestycji. Krajowy rynek centrów danych podwoił swoją moc w ciągu ostatnich trzech lat, a do 2030 r. może ją potroić.

Operatorzy coraz częściej uwzględniają przy tym fakt, że sama dostępność odpowiedniego gruntu nie gwarantuje już możliwości realizacji projektu. W odpowiedzi inwestują we własne źródła wytwórcze, magazyny energii oraz mikrosieci, które mają ograniczać zależność od publicznego systemu elektroenergetycznego.

Eksperci firmy Colliers wskazują, że prowadzi to do zmiany geografii europejskiego rynku data center. Coraz większe znaczenie będą zyskiwały lokalizacje, w których droga od uzyskania warunków przyłączenia do faktycznego uruchomienia zasilania będzie możliwie krótka i przewidywalna.

Europa mówi „stop"

Przykładem kraju, który pierwszy odczuł ograniczenia energetyczne związane z rozwojem centrów danych, jest Irlandia. W 2021 r. regulator Commission for Regulation of Utilities wstrzymał wydawanie nowych warunków przyłączenia w rejonie Dublina, gdzie sektor odpowiadał już za blisko jedną piątą krajowego zużycia energii elektrycznej.

Moratorium formalnie zniesiono pod koniec 2025 r., ale wiele gotowych projektów nadal czeka na podłączenie, a wartość zamrożonych inwestycji szacowana jest na blisko 6 mld euro. Regulator zaproponował też, aby nowe obiekty zapewniały dodatkowe źródła energii odpowiadające ich zapotrzebowaniu.

Podobny problem dotknął Amsterdam, jeden z głównych europejskich hubów data center. Rozwój nowych dużych obiektów został tam w praktyce wstrzymany, a kolejne wnioski mają być rozpatrywane dopiero od 2035 r. Powodem jest brak wolnych mocy w lokalnej sieci i wieloletni czas jej rozbudowy. Choć część inwestycji może być realizowana na podstawie wcześniej wydanych zgód lub szczególnych uzgodnień, dostępność energii stała się podstawową barierą dalszego wzrostu rynku.

Ograniczenia pojawiają się także w krajach nordyckich, dotąd uznawanych za alternatywę dla zachodnich rynków. W rejonie Sztokholmu czas oczekiwania na przyłączenie przekracza pięć lat, a część operatorów rezerwuje moc jeszcze przed pełnym przygotowaniem projektów, dodatkowo blokując dostępne zasoby. Jednak rosnące zapotrzebowanie związane z rozwojem chmury i sztucznej inteligencji sprawia, że operatorzy sieci w całym regionie coraz bardziej selektywnie przyznają nowe przyłączenia.

Reklama

Polska przed energetycznym wyzwaniem

Tymczasem w Polsce, jak pisaliśmy niedawno, na razie centra danych nie muszą jeszcze rywalizować z innymi dużymi odbiorcami o moce przyłączeniowe, ale ich rosnący apetyt na energię stawia przed operatorami nowe wyzwanie: rozbudowę i modernizację sieci elektroenergetycznych.

Mateusz Borkowski uważa, że przed Polską stwarza to również nowe możliwości.

Obecna pozycja Polski na europejskim rynku centrów danych tworzy istotną szansę rozwojową. Polskie Sieci Elektroenergetyczne szacują, że do 2040 r. zapotrzebowanie sektora na energię może wzrosnąć niemal dziesięciokrotnie – z niespełna 2 TWh do około 29 TWh rocznie. Pokazuje to zarówno skalę potencjału rynku, jak i potrzebę odpowiednio wczesnej rozbudowy infrastruktury energetycznej” – wskazuje Mateusz Borkowski.

Do tej pory PSE określiły warunki przyłączenia dla kilkunastu obiektów tego typu. Łączna moc wynikająca z tych dokumentów przekracza 6 GW. Mimo rosnącej liczby projektów, obiekty te na razie nie konkurują z innymi dużymi odbiorcami o dostępne moce.

Zdaniem Mateusza Borkowskiego rosnąca liczba zgłoszeń potwierdza zainteresowanie Polską. Utrzymanie go będzie jego zdaniem zależało od tempa rozbudowy sieci, zwiększania dostępnej mocy i dywersyfikacji źródeł energii, w tym rozwoju OZE i magazynów energii.

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama