Reklama

Analizy i komentarze

W niemieckich mediach wrze. Spór o atom dzieli kraj [KOMENTARZ]

Autor. Canva

Nadszedł kres niemieckiego atomu. Ponad 100 dni później niż pierwotnie planowano, w sobotę ostatnie elektrownie jądrowe w Niemczech zostaną wyłączone. Przyjrzeliśmy się nastrojom, które panują za naszą zachodnią granicą z tej okazji.

Reklama

„15 kwietnia kończy się era wykorzystania energii jądrowej w Niemczech. Dalsza eksploatacja nie jest możliwa ze względów prawnych, technicznych i biznesowych" – czytamy na oficjalnej stronie internetowej federalnego rządu Niemiec. Jednak w zderzeniu z rzeczywistością nietrudno odnieść wrażenie, że żadne z tych trzech filarów nie stoi na przeszkodzie, aby pozostawić atom przy działaniu. Aby zapewnić wystarczającą ilość energii elektrycznej zeszłej zimy w obliczu potężnego kryzysu energetycznego, kanclerz Olaf Scholz po długich i bezowocnych debatach w Bundestagu zdecydował o wydłużeniu czasu działania ostatnich trzech elektrowni jądrowych - Emsland, Isar 2 i Neckarwestheim. Było to możliwe tylko dzięki zmianie prawa, które pierwotnie przewidywało całkowite wycofanie się z energetyki jądrowej do końca 2022 roku. W tym czasie atom pokazała, że może być stabilnym źródłem dostarczającym bezpieczną energię w trudnych momentach dla Europy.

Reklama
Autor. energetyka24
Reklama

Niemiecka czwarta władza raczej sceptycznie podchodzi do rządowej decyzji. Na dzień przed zamknięciem ostatnich siłowni, w mediach wrze. Wśród nagłówków najpopularniejszych gazet i serwisów internetowych można przeczytać, że to „dramatyczny błąd", a w treściach artykułów powtarzają praktycznie się te same nazwiska reprezentantów obu stron sporu.

Czytaj też

„Wyłączenie energii jądrowej to szaleństwo" – brzmi tytuł artykułu opublikowanego przez „Bild". W rozmowie z dziennikiem, prezes stowarzyszenia TÜV Joachim Bühler jest przekonany, że trzy ostatnie elektrownie jądrowe mogą działać do końca dekady. Tłumaczy, że obiekty zostały oddane do użytku w 1988 i 1989 roku więc przy regularnej konserwacji i odpowiednich kontrolach bezpieczeństwa mogłyby działać jeszcze przez wiele lat.

W politycznej dyskusji reprezentanci rządu nie uwzględnili opinii publicznej, co zostało ujawnione w opublikowanych dziś wynikach sondy przeprowadzonej przez stację ARD w programie radiowym „DeutschlandTrend". Z ankiety wynika, że 59% niemieckich obywateli jest przeciwna odejściu od energetyki jądrowej, obawiając się wzrostu cen energii. Jednak co trzeci badany (34%) poparł odejście od atomu, zwłaszcza w grupie wiekowej 18-34 lat, czyli tej grupie, której okres dorastania przypadł już na czasy antyatomowej narracji. Natomiast osoby ze średniej i starszej grupy wiekowej wykazywały większe poparcie dla energetyki jądrowej.

DWIE STRONY BARYKADY

W Bundestagu brakuje jednomyślności w sprawie atomu. Christian Lindner, minister finansów i lider partii FDP, wyraził swoje rozczarowanie decyzją koalicji rządzącej o rezygnacji z pracy elektrowni jądrowych. W środę podczas wiosennego posiedzenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie stwierdził, że „szkoda, iż w niemieckim parlamencie nie ma większości popierającej utrzymanie przynajmniej pewnej liczby niemieckich elektrowni jądrowych w rezerwie". Chociaż oczekuje stabilnej przyszłości, podkreślił, że osobiście wolałby, aby kraj nadal posiadał rezerwę trzech elektrowni jądrowych neutralnych dla klimatu.

Czytaj też

Podobnego zdania jest wiceprzewodniczący partii Wolfgang Kubicki, który twierdzi, że „wyłączenie najnowocześniejszych i najbezpieczniejszych na świecie elektrowni atomowych w Niemczech jest dramatycznym błędem, który będzie miał dla nas bolesne konsekwencje gospodarcze i ekologiczne".

„Musimy odejść od polityki energetycznej zaszytej po brzegi" – powiedział sekretarz generalny partii FDP Bijan Djir-Sarai. W rozmowie z niemiecką agencją prasową dodał, że tylko energetyka jądrowa jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwo energetyczne w trakcie stopniowego wycofywania się z węgla. Nie szczędził słów krytyki wobec postawy Zielonych, twierdząc, że w Niemczech znajdują się najbezpieczniejsze obiekty na świecie, a zamiast je dalej eksploatować, Zieloni postawili na szkodliwe dla klimatu elektrownie węglowe. Według Djir-Saraia, to nonsens.

FDP prowadzi teraz kampanię na rzecz utrzymania trzech elektrowni jądrowych w rezerwie i nierozpoczynania ich natychmiastowego demontażu. „Można je ponownie włączyć, jeśli pojawi się trudna sytuacja" – powiedział lider grupy parlamentarnej Christian Dürr.

Krytykę wobec odejścia od atomu wyraził także lider CDU, Friedrich Merz. „Nie znajdziesz za granicą prawie nikogo, kto rozumie, że Niemcy zamykają trzy bezpieczne, wolne od CO2 elektrownie w czasie największego kryzysu energetycznego od dziesięcioleci i wracają do węgla oraz gazu" – napisał Merz dla portalu Web.de.

Przewodnicząca Rady Gospodarczej CDU, Astrid Hamker, określiła odejście od atomu jako „wielkie zagrożenie dla Niemiec jako lokalizacji biznesowej". Argumentuje to wzrostem cen energii elektrycznej dla firm, co w konsekwencji spowoduje „dalszą migrację know-how i utratę bezpiecznych miejsc pracy w przemyśle".

Niełatwe zadanie ma teraz rząd z Olafem Scholzem na czele, który musi zmierzyć się z trwającą od kilku tygodni fali krytyki napływającej praktycznie z każdej części Europy. Cóż, każdy czyn ma swoje konsekwencje i tak poważna decyzja z całą pewnością odciśnie jeszcze piętno na krajowej gospodarce. Niemniej, kanclerz wciąż podpisuje się pod planowanym wyłączeniem trzech ostatnich niemieckich elektrowni, co potwierdziła w środę rzeczniczka Christiane Hoffmann.

Wicekanclerz i minister gospodarki i ochrony klimatu Robert Habeck stara się rozwiać obawy związane z zamknięciem niemieckich elektrowni jądrowych, podkreślając, że mieszkańcy nie zostaną pozbawieni dostępu do energii elektrycznej. W wywiadzie udzielonym mediom grupy Funke, polityk Zielonych stwierdził, że bezpieczeństwo dostaw energii w Niemczech było zagwarantowane w trudnym zimowym okresie i nadal będzie. „Sytuacja jest pod kontrolą dzięki wysokim poziomom magazynowania gazu oraz nowym terminalom LNG na północnych wybrzeżach Niemiec, oraz większej ilości energii odnawialnej" – stwierdził.

SPEŁNIA SIĘ MARZENIE ZIELONYCH

„Odejście od energetyki jądrowej jest ostatecznym wejściem w erę bezpiecznych, obarczonych niskim ryzykiem, niedrogich i czystych źródeł energii, czyli OZE" - stwierdziła przewodnicząca partii Zielonych Ricarda Lang w rozmowie z niemiecką agencją prasową. Jej zdaniem, całkowite wykreślenie niskoemisyjnego atomu kładzie solidne podwaliny pod przyszły dobrobyt i siłę gospodarczą kraju. „Uniezależniamy się od paliw kopalnych i autokratów takich jak Władimir Putin" – stwierdziła.

W środę na łamach dziennika „Tagesspiel", były minister środowiska, Jürgen Trittin, nie ukrywał entuzjazmu wobec dnia, w którym ostatnie elektrownie jądrowe zostaną wyłączone. „W 2001 r. my, Zieloni, położyliśmy podwaliny pod udaną transformację energetyczną w Niemczech i na świecie, odchodząc od energii jądrowej i przechodząc na odnawialne źródła energii. Teraz jako partia rządząca, po raz kolejny pomyślnie zamykamy fundamentalny etap tego procesu" – powiedział. Nie brakuje kontrowersji wokół twierdzenia o „udanej transformacji" w Niemczech, zwłaszcza gdy chodzi o ambicje i rezygnację z energii jądrowej, które dla partii Zielonych stało się już mitem założycielskim. Fanatyczne przekonanie o tym, że odejście od atomu to jedyna słuszna droga, przypomina wręcz religijną dogmatykę.

Czytaj też

Pod koniec marca Steffi Lemke, minister środowiska z partii Zielonych, również wyraziła swoje stanowisko w sprawie energii jądrowej, które nie różniło się znacznie od opinii Lang. Minister jest przekonana, że rezygnacja z energii jądrowej przyczyni się do zwiększenia ogólnego bezpieczeństwa w kraju tłumacząc to domniemanym, niekontrolowalnym ryzykiem związanym z tą formą energii, a sięgając po jałową już kwestię składowania odpadów nuklearnych, Lemke wykazuje się zwykłą ignorancją. Z jej wyliczeń wynika, że problem przechowywania odpadów nuklearnych będzie dotyczył aż 30 tysięcy pokoleń. „To jest naprawdę niewiarygodnie długi okres i nie mieści mi się to w głowie, jak ktokolwiek mógłby uznać taką technologię za zrównoważoną" - wyjaśniła.

Uzupełnieniem zdania Zielonych jest niemiecka lewica. Wiceprzewodniczący postkomunistycznej partii Die Linke, Lorenz Gösta Beutin, stwierdził, że dzień wyłączenia energetyki jądrowej należałoby świętować. W komunikacie prasowym na stornie partii możemy przeczytać także podziękowania polityka dla ruchu antyatomowego za dziesięciolecia angażu. „Energia jądrowa jest zbyt droga i niebezpieczna. Nie jest ona odpowiedzią na kryzys klimatyczny, zwłaszcza w obliczu nasilających się susz w całej Europie" – twierdzi polityk, który propozycję FDP konserwacji reaktorów nazwał „absurdalną".

CO ZAMIAST ATOMU?

Branża krytykuje odejście od energetyki jądrowej, ale pogodziła się z rządową decyzją. Prezes firmy energetycznej E-on, Leonhard Birnbaum, powiedział w połowie marca o elektrowni Isar 2, że „zamykamy jeden z najbezpieczniejszych, najbardziej produktywnych i najlepszych zakładów na świecie". Jak dodał, w ciągu 35 lat swojej działalności elektrownia została dziesięciokrotnie uznana za najbardziej produktywny i najbezpieczniejszy obiekt na świecie.

Od lat pielęgnowana jest wizja świata bez atomu i zastąpienia go odnawialnymi źródłami energii.  Niemcy nie kryją swoich ambitnych planów i po wycofaniu się z energetyki jądrowej, branża domaga się przyspieszenia budowy nowych elektrowni gazowych. Zdaniem Kerstin Andreii, dyrektorki Federalnego Stowarzyszenia Gospodarki Energią i Gospodarką Wodną (BDEW), kluczowe jest budowanie nowoczesnych elektrowni gazowych, które w przyszłości będą zasilane wodorem. Jak podkreśla, takie rozwiązanie zapewni bezpieczną i kontrolowaną produkcję energii na dłuższą metę i dodaje, że brak inwestycji w tym zakresie grozi wydłużeniem eksploatacji elektrowni węglowych, co z kolei prowadziłoby do zwiększenia emisji szkodliwych substancji.

Czytaj też

Natomiast stowarzyszenie branżowe Zukunft Gas z dystansem podchodzi do wizji przedstawionej przez Kerstin Andreę i krytykuje brak zachęt inwestycyjnych do budowy wspomnianych przez nią elektrowni gazowych przystosowanych do zasilania wodorem. Timm Kehler, członek zarządu stowarzyszenia, podkreśla, że proces odchodzenia od energetyki jądrowej praktycznie się zakończył, lecz rezygnacja z węgla powinna zostać przyspieszona i sfinalizowana do 2030 roku. Jak dodaje, w bezwietrzne i pochmurne dni nie ma pełnych możliwości produkcji prądu, w związku z tym konieczne będzie elastyczne zarządzanie innymi możliwościami, takimi jak magazyny energii, aby zapełnić tę lukę.

Jak widać, niektórzy cieszą się z wyłączenia ostatnich niemieckich elektrowni jądrowych i celebrują ten moment chłodząc na tę okazję szampana, podczas gdy inni wciąż kwestionują tę decyzję. Niesionej na sztandarach niemiecka polityka klimatyczna jest niewiarygodna w obliczu zwiększonej produkcji energii elektrycznej z węgla. Wyłączenie najbardziej stabilnego źródła energii, jakim jest energia jądrowa, może wydawać się po prostu niezrozumiałe i pozbawione ekonomicznego uzasadnienia. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że kryzys, który dotknął Europę, jasno pokazał, że sektor energetyczny powinien służyć wszystkim mieszkańcom kontynentu, a nie być miejscem prywatnych układów i interesów nielicznych, którzy dążą do osiągnięcia zysków finansowych i politycznych na swoich własnych warunkach.

Reklama

Komentarze

    Reklama