- W CENTRUM UWAGI
- ANALIZA
Od rekordowych zysków do 9,5 mld zł długu. Jak JSW przespała swój najlepszy czas
Autor. JSW - materiały prasowe
9,53 mld zł – tyle wynosiło całkowite zadłużenie Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) na koniec 2025 r. Obecnie spółka, która wykorzystała już wszystkie możliwości kredytowe, stoi przed wyzwaniem dogłębnej restrukturyzacji. Jak to się stało, że podmiot, który jest jedynym europejskim dostawcą węgla koksowego, stanął nad przepaścią upadłości?
Niestety: fakt, że JSW jest obecnie jedynym europejskim producentem węgla koksowego nie oznacza, że spółka znajduje się w korzystnej sytuacji finansowej. Wręcz przeciwnie.
Złoty rok dla JSW
Jeżeli jednak komuś wydaje się, że głównym problemem JSW jest brak unijnego wsparcia, pozostaje on w ogromnym błędzie. Fatalna (a właściwie dramatyczna) sytuacja finansowa spółki wynikała przede wszystkim z jej nieefektywnego zarządzania oraz bieżącego „przejadania” wypracowanych zysków. A podkreślmy – te w ostatnich latach były kolosalne.
”JSW korzystała z bardzo dobrej sytuacji na rynku, która miała miejsce po 2022 r.” – zaznacza w komentarzu dla E24 Jakub Szkopek, analityk Erste Securities Polska. „Rosja (duży producent węgla i stali) napadła na Ukrainę (drugiego dużego producenta węgla i stali), co wywołało braki na rynku”.
W efekcie ceny węgla koksowego bardzo mocno wzrosły, a produkcja stali stanęła pod znakiem zapytania – brakowało półproduktów, produkcja wyrobów była już zakontraktowana, więc przedsiębiorstwa kupowały węgiel koksujący po każdej cenie dostępnej na rynku. Spowodowało to bardzo dobre marże dla producentów - w szczególności technologii wielkopiecowej, do której używany jest węgiel koksowy.
dodaje ekspert Erste Securities
Jastrzębska Spółka Węglowa zamknęła 2022 r. z wynikiem EBITDA 10,6 mld zł, a zysk spółki wyniósł 7,6 mld zł netto..
W tym samym czasie Polska Grupa Górnicza (PGG) wypracowała 2,53 mld zł zysku netto, a LW Bogdanka – 0,18 mld zł zysku netto (EBITDA na poziomie 0,61 mld zł). Pokazuje to wręcz astronomiczne różnice w sytuacji finansowej spółek górniczych w tamtym okresie. Jednak okres prosperity nie trwał długo.
Grupa JSW zamknęła 2024 r. ze stratą netto w wysokości 7,3 mld zł. W kolejnym, 2025 r. strata ta wyniosła kolejne 6,25 mld zł, w efekcie czego spółka została zmuszona do wprowadzenia odpisów aktualizujących wartość aktywów. W 2024 r. wyniosły one 6,4 mld zł, a w 2025 r. - 3,17 mld zł. Wskażnik EBITDA spadł poniżej zera - do minus 1,7 mld zł.
Autor. Gemini E24
Kiedy związki działają na szkodę spółki
Skoro JSW wypracowała tak znaczące zyski w 2022 r., jak to możliwe, że zaledwie trzy lata później spółka zamknęła 2025 r. ze stratą na poziomie 6,255 mld zł i ryzykiem niewypłacalności finansowej?
Odpowiedź kryje się m.in. w wypłatach pracowniczych oraz działalności związków górniczych.
Średnie obecne wynagrodzenia w JSW względem 2021-2022 r., po wszystkich porozumieniach socjalnych, są wyższe o ponad połowę. W 2022 r., w efekcie kryzysu energetycznego, sektor górniczy stał się priorytetem. Górnicy skorzystali na dobrej koniunkturze i wynegocjowali doskonałe warunki płacowe. Koszty płac rosły dynamicznie, dodatkowo przywrócono jednorazowe premie (które wypłacano przez kilka lat z rzędu).
podkreśla Jakub Szkopek
Ówczesny zarząd JSW zapewnił całej załodze 10-letnie gwarancje zatrudnienia, a w 2024 r. górnicy otrzymali dodatkową, jednorazową nagrodę. „Uniemożliwiło to kolejnym zarządom wykonanie jakiejkolwiek restrukturyzacji czy obniżenia kosztów produkcji” – mówi Szkopek.
Jak zaznacza analityk Erste Securities, kilka lat później sytuacja uległa zmianie. „W 2022 r. ceny węgla koksującego dochodziły nawet do 480 dol./t, później spadły poniżej 200 dol./t (nawet do 60 dol./t w przypadku benchmarku australijskiego). Tymczasem koszt wydobycia gotówkowego dla JSW wynosił ponad 200 dol./t – mówiąc wprost, JSW przynosiła straty na każdej wydobywanej tonie” – dodaje Szkopek.
Spółki górnicze mogą kontrolować własne finanse jedynie poprzez poziom produkcji i zmienianie kosztów stałych – z których głównym elementem są wynagrodzenia. Jeżeli zarząd JSW „zabetonował” wynagrodzenia górników (i to na tak wysokim poziomie), to pogorszenie koniunktury węgla koksowego na globalnych rynkach spowodowało, że sytuacja finansowa spółki pogorszyła się – a zgromadzone dodatkowe zyski z 2022 r. niemal „wyparowały”.
Fundusz stabilizacyjny wynosił maksymalnie 5,7 mld zł. Teraz znajduje się na nim może 100 mln zł.
mówi Jakub Szkopek
Skupienie się przez związki górnicze na „przejadaniu” bieżących zysków pokazuje skrajny brak odpowiedzialności nie tylko wobec polskiego przedsiębiorstwa górniczego, lecz również wobec nich samych.
Naturalnie, praca górnika wydobywającego węgiel jest trudna, wymagająca i ciężka. Jednak przeznaczanie nadmiarowych zysków na wzrost płac, zamiast na unowocześnianie JSW i dywersyfikację portfela inwestycyjnego, doprowadzi spółkę na skraj przepaści – szczególnie, że era oparcia energetyki i gospodarki na węglu jako głównej podstawie dobiega końca.
Jak dodaje Szkopek, być może sposobem na uniknięcie tej sytuacji byłoby zaproszenie związków zawodowych do współrządzenia spółką, aby wzięły one na siebie pełną odpowiedzialność za jej efektywność (również finansową). Kolejnym rozwiązaniem mogłaby być wypłata dywidend akcjonariuszom, co uniemożliwiłoby drastryczną podwyżkę płac i kosztów produkcji. Jednak są to na razie „historie palcem po wodzie pisane”.
Polski koks nie jest konkurencyjny
Problemem pozostaje również konkurencyjność finansowa polskiego węgla koksowego. Jak zaznaczał w rozmowie z red. nacz. E24 Katarzyną Łukasiewicz prezes Fundacji Instrat, Michał Hetmański, Polska produkuje najdroższy węgiel koksujący na świecie.
Koszt wydobycia jednej tony węgla koksowego w Polsce w 2024 r. wynosił 804,52 zł/tonę (ponad 200 dol.), podczas gdy w w Australii czy USA koszty te wahają się między 100-140 dol./tonę. Stany Zjednoczone eksportują ok. 76 proc. swojego węgla koksującego, Australia – aż 95 proc. Dodatkowo węgiel koksowy jest jednym z głównych filarów gospodarki Australii i odpowiada za ok. 15 proc. całkowitych przychodów kraju z eksportu towarów.
W porównaniu z polskimi, amerykańskie kopalnie są dodatkowo wysoko zmechanizowane i wykorzystują wielkoobszarowe maszyny, dzięki czemu wydajność na jednego pracownika kopalni wynosi ponad 10 tys. ton węgla rocznie. Z kolei australijskie złoża węgla koksowego leżą na tyle płytko, że są wydobywane w dużej mierze metodą odkrywkową.
Autor. Gemini E24
Kolejnym wyzwaniem są trudne warunki geologiczne. Wydobycie węgla koksowego przez JSW w obrębie Górnośląskiego Zagłębia Węglowego odbywa się na głębokości 900-1200 m pod ziemią. Dla porównania, w Australii węgiel koksowy wydobywa się z głębokości 50 m (kopalnia Goonyella-Riverside) do maksymalnie 800 m (kopalnia Grosvenor). Z kolei w USA kopalnie węgla koksowego rzadko kiedy przekraczają 700 m.
Takie warunki wymagają zapewnienia odpowiednich zabezpieczeń, a także klimatyzacji centralnej, która zużywa znaczne ilości energii elektrycznej i wymaga stałego serwisu (temperatury w tunelach potrafią sięgać od 28°C do nawet 50°C). Konieczne jest również tłoczenie powietrza przez kilometry podziemnych wyrobisk przy użyciu wentylatorów. Wraz ze wzrostem głębokości, rośnie naturalna zawartość metanu w węglu, co zwiększa ryzyko nagłego wyrzutu gazu i skał, a uwolniony metan wypiera tlen co może doprowadzić do uduszenia załogi. Metan jest również wybuchowy w stężeniu 5-15 proc. w powietrzu.
Wszystko to podnosi koszty operacyjne i ogranicza wydajność pracy w kopalni.
Cała przyszłość wydobycia węgla koksującego w Polsce stoi pod znakiem zapytania przy obecnym poziomie kosztów i wydajności (...) Chcemy być z jednej strony krajem G20 z wysokimi europejskimi płacami, a jednocześnie chcemy mieć pracochłonny i bardzo niebezpieczny sektor, jakim jest produkcja węgla koksującego. Nie da się mieć tych dwóch rzeczy na raz.
mówi Hetmański
”Praca w JSW jest trudna i niebezpieczna. Mam duży szacunek do górników, pracujących w takich warunkach” – dodaje prezes Fundacji Instrat. Jednocześnie zaznacza, że należy pogodzić się z tym, że ”kiedyś dojdziemy do ściany”, i to nie tyle wydobycia, co bezpiecznych warunków eksploatacji.
Rządowe koło ratunkowe
Wszystko to stawia sytuację JSW w ciekawym i skomplikowanym świetle. Z jednej strony rachunek ekonomiczny jasno wskazuje, że ze względu na złe zarządzanie przedsiębiorstwem, przerost płac oraz wyzwania związane z wydobyciem, polski węgiel koksowy nie jest konkurencyjny cenowo wobec spółek z USA czy Australii.
Z drugiej strony, jedynie JSW chroni europejski rynek stalowy i przemysłowy przed pełnym uzależnieniem od dostaw zza granicy – przynjmniej dopóki nie dojdzie do zazielenienia hutnictwa w UE. Polska mogłaby korzystać na swojej de facto wyjątkowej pozycji, gdyby tylko była w stanie odpowiednio zarządzać JSW.
Teoretycznie, przy cichej zgodzie UE, polski rząd podejmuje próby uratowania JSW. Ministerstwo Aktywów Państwowych (MAP) zgodziło się na interwencję w JSW, jednak za cenę wdrożenia programu restrukturyzacyjnego. Plan zakłada pozyskanie przez JSW 2,9 mld zł ze źródeł zewnętrznych, w tym z państwowego Funduszu Reprywatyzacji, przy istotnym zaangażowaniu Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP). Pozwoliło to na zachowanie płynności finansowej spółki.
Z kolei zaktualizowany we wrześniu bieżącego roku Plan Techniczno-Ekonomiczny (PTE) zakłada zmniejszenie kosztów stałych. JSW zaplanowała zmniejszenie obciążeń z tytułu wynagrodzeń i narzutów o 272 mln zł w skali całego 2026 r. Projekt porozumienia z JSW zakłada również czasowe zawieszenie 10-letnich gwarancji zatrudnienia z 2021 r., całkowite zawieszenie 14. pensji w latach 2025-2027 oraz ograniczenie lub zawieszenie wypłaty nagrody barbórkowej, deputatu węglowego i dodatków BHP w latach 2026-2028.
Ponadto otwarto drogę do zmniejszenia załogi, wdrożono także urlopy górnicze oraz jednorazowe odprawy pieniężne (170 tys. zł). Zgodnie z szacunkami, w samym 2026 r. z JSW odejdzie ponad 4 200 pracowników (w tym ponad 3 000 w ramach urlopów górniczych).
Jak wskazuje Jakub Szkopek, ostateczny efekt restrukturyzacji jest słabszy, niż wydawało się na początku, jednak „szacuje się, że dzięki urlopom górniczym oszczędności wyniosą ok. 1 mld zł”. „To duża kwota” – mówi analityk Erste Securities.
Na horyzoncie pojawia się jednak kolejny problem, jakim jest rozporządzenie metanowe, które wejdzie w życie już od 2027 r. Zaostrza ono limity emisji metanu do 5 ton na każdą kilotonę wydobytego węgla. Jak wskazuje Fundacja Instrat, żadna polska kopalnia nie spełnia tych norm. Kary za przekroczenie limitów mają wynosić od 5 do 25 tys. zł za każdą wyemitowaną tonę gazu.
Przygotowanie na przyszłość
Biorąc pod uwagę wszystkie te informacje powstaje pytanie: czy zbliżający się koniec węgla koksowego oznacza koniec JSW? Odpowiedź brzmi: niekoniecznie.
Jastrzębska Spółka Węglowa posiada 33 lata doświadczenia w wydobyciu i przetwarzaniu surowców naturalnych. Owszem, do tej pory trzonem jej działalności – de facto jedynym segmentem jej działalności – był węgiel koksowy i kamienny. Jednak choć wydobycie różnych surowców różni się między sobą, to przekwalifikowanie JSW w stronę zielonego górnictwa XXI wieku nie jest niemożliwe. Tak naprawdę, jest ono konieczne.
Zdaniem Kamila Laskowskiego z think-tanku Instrat, przed węglem koksowym jeszcze ok. 24 lata coraz mniej świetlistej przyszłości. Po 2050 r. UE chciałaby zazielenić przemysł, a wraz z nim huty i stalownie. Niemcy mogą przeć do osiągnięcia tego celu jeszcze przed wyznaczonym terminem.
Oznacza to, że polska spółka ma trochę mniej niż ćwierćwiecze na przygotowanie się do zmian strukturalnych i rynkowych, jakie nieuchronnie nastąpią również i bez jej udziału.
”Po wyjątkowo korzystnym 2022 r. zarząd JSW mógł pomyśleć o stworzeniu dodatkowej odnogi biznesowej, tworzącej zabezpieczenie na cięższe czasy” – zaznacza Jakub Szkopek. „Jednym z rozwiązań byłoby wejście w działalność antycykliczną czy wydłużenie łańcucha wartości dodanej, np. inwestując w stalownię. Niektórzy sugerowali wydobycie metali szlachetnych, które są cyklicznie odwrotne w stosunku do węgla koksującego”.
Racjonalne podejście do transformacji energetycznej w przypadku węgla koksowego polega na wykorzystywaniu jego zasobów, póki są niezbędne, z jednoczesną transformacją i dywersyfikacją portfela wydobywczego na pozostałe surowce – takie jak metale ziem rzadkich czy pozostałe surowce krytyczne i strategiczne.
E24
Proces transformacji JSW z pewnością nie będzie łatwy, jednak należy pogodzić się z nadchodzącym końcem węgla koksowego (przynajmniej w UE) i rozpocząć proces zabezpieczania działalności polskiego giganta, który posiada trzy dekady doświadczenia i ekspertyzy. W ten sposób kapitał intelektualny będzie mógł zostać utrzymany i wykorzystany w nowym typie górnictwa – ponieważ mimo zielonej transformacji energetycznej, ten sektor nigdzie się nie wybiera.
Jest to druga część cyklu o węglu koksowym wydobywanym przez JSW. Ostatnia część, dotycząca roli węgla koksowego w stalowniach oraz kwestii rozporządzenia metanowego, ukaże się wkrótce.

