- WIADOMOŚCI
Huti włączają się do wojny na Bliskim Wschodzie, ceny ropy rosną
Ceny ropy naftowej ponownie zwyżkują - baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na V kosztuje na NYMEX w Nowym Jorku 100,90 USD - wyżej o 1,26 proc., a Brent na ICE na V jest wyceniana po 114,90 USD za baryłkę, wyżej o 2,07 USD. Brent jest na dobrej drodze do osiągnięcia największego miesięcznego wzrostu w historii. Wzrost cen to efekt przystąpienia do wojny w Iranie jemeńskich rebeliantów Huti, co oznacza, że konflikt nie obejmuje już tylko obszaru Zatoki Perskiej.
Autor. WorldWind software, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1016911
Jak podaje PAP, inwestorzy obawiają się, że rozszerzający się konflikt na Bliskim Wschodzie spowoduje jeszcze większy chaos na rynkach energii. Wspierani przez irański reżim Huti zapowiadali włączenie się do konfliktu od ubiegłego piątku.
Huti dołączają do wojny
Pomimo początkowych zapowiedzi administracji Donalda Trumpa o zakończeniu konfliktu z Iranem „maksymalnie w ciągu czterech tygodni”, wojna w regionie toczy się nadal, a w działania militarne włączają się kolejne grupy.
W ubiegłą sobotę grupa jemeńskich rebeliantów wspierana przez irański reżim przeprowadziła atak rakietowy w kierunku „wrażliwych izraelskich obiektów wojskowych”. Choć ostrzał Huti nie stanowi tak dużego zagrożenia dla Izraela, stanowi sygnał dalszego rozszerzania się konfliktu w regionie.
Jak podaje Associated Press (AP), Huti zadeklarowali, że nie pozwolą aby USA i Izrael wykorzystywały Morze Czerwone do ataków na Iran. Cytowany przez agencję prasową rzecznik wojskowy rebeliantów potwierdził, że grupa pozostaje w gotowości do ataku.
Choć Huti są niezależną grupą realizującą własne cele polityczne w regionie, Iran aktywnie wspiera rebeliantów, dostarczając im zaawansowaną broń dalekiego zasięgu (m.in. rakiety balistyczne i drony) oraz przeprowadzając szkolenia. Rebelianci stanowią część irańskiej „osi oporu”, która obejmuje ugrupowania bojowe w Libanie, Iraku i na terytoriach palestyńskich.
W związku z tym powstają obawy, czy po dołączeniu Hutich do wojny nie dojdzie do zablokowania Kanału Sueskiego, tak jak stało się to w latach 2023-2025. Wówczas, w ramach solidarności z bombardowaną przez Izrael Strefą Gazy, jemeńscy rebelianci rozpoczęli ostrzał kontenerowców przepływających przez cieśninę Bab al-Mandab, zaburzając na wiele miesięcy światowe łańcuchy dostaw. W efekcie firmy musiały kierować swoje statki handlowe wokół Przylądka Dobrej Nadziei, co znacząco zwiększało koszty żeglugi.
Cieśnina Bab al-Mandab to jedyny bezpośredni szlak morski, łączący Azję z Europą przez Kanał Sueski. Jak podaje Anadolu Ajansi, w 2023 roku przetransportowano przez nią 12 proc. globalnych dostaw ropy naftowej oraz 8 proc. globalnego handlu LNG, a na początku 2025 roku średni przepływ wyniósł ok. 4,2 mln baryłek ropy dziennie.
Dodatkowo, w obliczu niemal całkowitego zablokowania transportu przez cieśninę Ormuz, regionalni producenci ropy (tacy jak Arabia Saudyjska) postanowili zwiększyć eksport surowca ropociągami i kierować surowiec do portów nad Morzem Czerwonym (m.in. Yanbu). Jednak dołączenie Hutich do wojny może zagrozić również i tej „trasie ratunkowej”.
Zdaniem ekspertów ataki Huti na statki mogą zdestabilizować całe bezpieczeństwo morskie, dodatkowo podnieść już i tak wysokie ceny ropy oraz negatywnie wpłynąć na pozostałe sektory gospodarcze.
Trasa ta jest główną arterią przepływu kontenerowców transportujących gotowe produkty i półfabrykaty z fabryk w Azji do Europy i na wschodnie wybrzeże USA. Obejmuje to wszystko: od elektroniki i odzieży po części samochodowe. Korytarz ma również ogromne znaczenie dla globalnego bezpieczeństwa żywnościowego, a także sektora rolnego i chemicznego - przepływają nim m.in. nawozy sztuczne.
Nie tylko Zatoka Perska
Zaangażowanie Huti w wojnę na Bliskim Wschodzie może stanowić odpowiedź Teheranu na zeszłotygodniowe deklaracje Donalda Trumpa, które na zmianę obejmowały: zbombardowanie elektrowni w Iranie, zawieszenie bombardowań na pięć dni, informacje o prowadzonych bezpośrednich negocjacjach, 15. punktowym planie pokojowym oraz wygraniu wojny przez USA bądź też jej bliskim zakończeniu.
Chaos komunikacyjny ze strony Białego Domu - a przede wszystkim informacje o planie pokojowym - ostatecznie doprowadziły do obniżenia cen ropy i gazu na światowych rynkach, co mogło być jednym z głównych celów Waszyngtonu. Część z komentatorów sugerowała jednak, że mogło dojść również do handlu poufnymi informacjami - tuż przed ogłoszeniem przez Donalda Trumpa, że USA czasowo wstrzymują ataki na infrastrukturę energetyczną Iranu, inwestorzy giełdowi wydali ponad pół miliarda dolarów na kontrakty na ropę naftową.
Poprzez zaangażowanie Huti w wojnę, Iran zmniejszył wpływ kontrowersyjnych i niespodziewanych wypowiedzi Trumpa na międzynarodowe rynki, które przygotowują się do gwałtowego zaostrzenia działań wojennych.
Cytowany przez Reutera ekspert z SEB Research potwierdził, że przedłużenie terminu zawieszenia przez USA ataków na infrastrukturę energetyczną Iranu do 6 kwietnia nie przyniosło uspokajającego efektu. „Rynek domaga się teraz konkretnych oznak deeskalacji, a nie tylko retoryki” - dodano.
W efekcie Trump po raz kolejny próbuje zastraszyć Iran. „Poczyniono ogromne postępy, ale jeśli z jakiegoś powodu porozumienie nie zostanie szybko osiągnięte, co prawdopodobnie nastąpi, i jeśli cieśnina Ormuz nie zostanie natychmiast otwarta dla biznesu, zakończymy nasz uroczy pobyt w Iranie, wysadzając w powietrze i całkowicie niszcząc wszystkie ich elektrownie, odwierty naftowe i wyspę Chark (a może i wszystkie ich zakłady odsalania wody!), których dotychczas nie tknęliśmy” - napisał na swoim profilu w Truth Social.
Jednocześnie sekretarz stanu USA Marco Rubio poinformował na antenie telewizji ABC News, że w irańskich władzach „dochodzi do pęknięć”, a Waszyngton przygotowuje plany na wypadek, gdyby nowe osoby, będące u sterów władzy w Teheranie, nie miały „bardziej rozsądnej wizji przyszłości”. Wypowiedzi Rubio można odczytywać jako ponowną chęć uspokojenia międzynarodowych rynków.
Jak podaje Axios, w ubiegłą sobotę na Bliski Wschód przybyło ponad 3500 amerykańskich żołnierzy, w tym ok. 2500 marines. Iran oświadczył, że jest gotów odpowiedzieć na ewentualny atak lądowy USA.
MM / PAP / Natalia Dudzińska
