- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Wenezuelska ropa w rękach Trumpa. Przedwyborcza strategia?
Autor. @Mehaniq41/Envato
USA przejmą złoża naftowe, które dotychczas kontrolowały firmy z Chin i Rosji. Trump mówi o „największej umowie naftowej w historii świata”, a chińskie koncerny stają przed ryzykiem nieodzyskania swoich pożyczek. To część podpisanej na początku roku amerykańsko-wenezuelskiej umowy o produkcji ropy naftowej.
Jak podaje Reuters, omawiane projekty znalazły się wśród „14 nowo przyznanych kontraktów wspieranej przez USA firmie North American Blue Energy Partners (NABEP)”. Wcześniej spółka była własnością amerykańskiego potentanta naftowego Harry’ego Sargeanta, a obecnie jest kontrolowana przez wenezuelskiego biznesmena Alejandro Betancourta.
Sprytne chwyty dozwolone
Biały Dom miał ogłosić także, że NABEP przyznał Departamentowi Stanu USA „prawo pierwokupu pozostałych 80% produkcji”. Reuters przypomina, że w zeszłym tygodniu prezydent USA Donald Trump poinformował, że jego kraj zapewnił sobie „dostęp do około 64 mld baryłek potwierdzonych rezerw ropy naftowej Wenezueli dzięki partnerstwu z prywatnymi przedsiębiorstwami”. Zaznaczmy, że całkowite potwierdzone rezerwy ropy naftowej USA wynoszą 46 mld baryłek. Amerykańska strona będzie mieć przy tym prawo „weta” wobec zarządu NABEP. Zastrzegła także, że większość jego członków „musi być obywatelami amerykańskimi”.
Dzięki porozumieniu, amerykańskie firmy mogą zyskać dostęp do niektórych strategicznie istotnych zasobów naftowych Wenezueli – przy okazji wypierając chińskie i rosyjskie interesy, które odgrywają ważną rolę na płaszczyźnie sektora energetycznego kraju.
NABEP poinformował, że będzie sprawował kontrolę operacyjną nad firmą, a rząd USA będzie miał prawa do 35% udziałów w spółce oraz „preferencyjny dostęp" do 20% produkcji firmy po kosztach. (...) NABEP ma kontrolować łącznie 17 projektów w Wenezueli, które planuje rozwijać i docelowo wykorzystywać do dostaw ropy naftowej do Stanów Zjednoczonych.
Reuters
Dodatkowo USA zyskuję funkcję bezpośredniego decydenta w kwestii tego kto wydobywa i sprzedaje wenezuelską ropę. Administracja Trumpa dąży bowiem do przekształcenia przemysłu naftowego Wenezueli, tak by jego ogromne rezerwy realizowały gospodarcze i geopolityczne potrzeby Stanów Zjednoczonych.
Co polityk, to opinia
Przypomnijmy, że w styczniu br., amerykańskie siły porwały wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro oraz umieściły go w areszcie. Trump zapowiedział wtedy, że „Stany Zjednoczone będą w rzeczywistości rządzić Wenezuelą i sprzedawać jej ropę”.
Tutaj warto odnotować, że – jak pisze Reuters – „administracja Trumpa postrzega Zgromadzenie Narodowe z 2015 roku jako ostatni wenezuelski organ ustawodawczy wybrany i działający zgodnie z konstytucją kraju, choć nie ma on formalnych uprawnień do rządzenia”. Stąd prowadzone przez USA rozmowy odbywają się właśnie ze wspomnianym organem. Ich celem ma być „przywrócenie porządku konstytucyjnego i rozwiązanie kwestii prawnych związanych z transformacją kraju”.
Tymczasowe prezydentka Wenezueli Delcy Rodriguez powiedziała w sobotę (29 sierpnia br.), że umowa energetyczna zawarta między USA a reprezentowanym przez nią krajem „pozostanie w mocy przez 25 lat”. Jej efektem ma być zwiększenie wydobycia ropy naftowej do 1,5 mln baryłek dziennie oraz zachowanie suwerenności kraju względem jego zasobów naturalnych.
Jej zdaniem porozumienie ma wymiar historyczny – „pomoże ożywić gospodarkę i zwiększyć dochody państwa”, tym samym wspierając kształtowanie się przyszłości kraju. Wenezuela posiada bowiem największe na świecie zasoby ropy naftowej. Wydobywa jednak tylko ok. 1,25 mln baryłek/dzień, co znajduje się znacznie poniżej jej potencjału. Tak niska liczba ma wynikać z „lat niedoinwestowania, złego zarządzania i sankcji”.
Rodriguez powiedziała, że umowa mogłaby wygenerować około 209 mld dolarów dochodu dla państwa wenezuelskiego, przy cenie referencyjnej ropy wynoszącej 65 dolarów za baryłkę; przyznała przy tym, że ceny surowca mogą ulegać wahaniom. Dodała, że około 19 dolarów z każdej baryłki wydobytej i sprzedanej w ramach porozumienia trafiłoby bezpośrednio do Wenezueli, co znacząco zwiększyłoby dochody państwa.
Reuters
Jednak prawnicy oraz eksperci zajmujący się energetyką zaczęli kwestionować legalność porozumienia, jednocześnie apelując o transparentność kontraktu. Reuters, przytaczając obawy specjalistów, pisze, że „umowa nie przeszła przez proces konkurencyjny, a jej negocjacje pozostały tajne aż do zeszłego tygodnia, nawet w obliczu gruntownej reformy głównego prawa Wenezueli dotyczącego węglowodorów i przejścia dziesiątek spółek joint venture i kontraktów na nowe warunki, czego władze i operatorzy nie dokończyli”.
Czy Amerykanie zagłosują za Republikanami?
A w USA niedługo odbędą się wybory… Niepokojące dla obywateli mogą więc wydawać się wzrosty cen paliw. Donald Trump wywołał je niejako na własne życzenie, rozpoczynając wojnę w Iranie, współpracując przy tym z Izraelem. Prezydent powiedział w niedzielę, że – jak podaje Reuters – „nowe baryłki wenezuelskiej ropy pomogą uzupełnić amerykańskie strategiczne rezerwy ropy naftowej, które w tym miesiącu spadły do 290 mln baryłek, niemalże osiągając poziom najniższy od 44 lat”.
W poniedziałek (31 sierpnia br.) – po wznowieniu działań wojennych między USA a Iranem – ceny ropy naftowej wzrosły o ponad 2,5%. A jeszcze w zeszłym tygodniu zapasy ropy naftowej w amerykańskich strategicznych rezerwach ropy naftowej spadły o ok. 3,1 mln baryłek – do 286,6 mln. Mediatorzy dążą jednak do osiągnięcia porozumienia ws. ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz, przez którą – do wybuchu amerykańsko-irańskiego konfliktu – przepływało 20% światowych dostaw ropy naftowej.
Negocjacje jednak nie postępują. Po kolejnej eskalacji – zgodnie z danymi – liczba widocznych statków towarowych przepływających w weekend przez cieśninę miała spaść do pięciu dziennie.
Właściciel spółki NABEP Alejandro Betancourt również budzi kontrowersje. Już wcześniej skupiały się na nim amerykańskie i europejskie śledztwa, jednak nigdy nie postawiono go w stan oskarżenia, a on sam zaprzeczał zarzutom. Zgodnie z informacjami pozyskanymi przez agencję Reuters, niektórzy „główni przedsiębiorcy naftowi i duże firmy zagraniczne” chcą mieć pewność, że nie będą dzieliły z nim stołu negocjacyjnego.


Wybrane okazje dla Ciebie