- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Donald Trump i nowy Kongres. Jak zmienią się rynki ropy i gazu?
Czy po wyborach połówkowych zmieni się mapa bezpieczeństwa energetycznego? Po 4 listopada pojawia się szansa na dyskusje w sprawie gazu i ropy wewnątrz władz USA.
Wynik wyborów do Kongresu z 3 listopada 2026 r. nadaje debacie o amerykańskiej polityce energetycznej nowy wymiar. Według opublikowanych 4 listopada rozstrzygnięć wyborczych Demokraci zdobyli większość zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Choć liczenie głosów w części okręgów nadal trwa, kierunek zmiany politycznej jest już wyraźny: administracja Prezydenta Donalda Trumpa będzie musiała rozmawiać z Kongresem, który za moment będzie kontrolowany przez opozycję. Docelowo może to zmienić geopolityczne scenariusze w energetyce, zwłaszcza na rynkach gazu i ropy. Nowa większość, obejmująca mandaty w styczniu 2027 r., uzyska instrumenty ustawodawcze, budżetowe i kontrolne pozwalające zwiększyć presję na administrację. Nie oznacza to oczywiście diametralnego i automatycznego zwrotu w polityce zagranicznej USA, ale może utrudniać realizację części planów dotychczasowej administracji i wymusić szerszą debatę nie tylko nad ich wpływem w samych Stanach Zjednoczonych Ameryki, ale także nad konsekwencjami dla sojuszników.
Czego spodziewać się po nowym Kongresie?
W obszarze gazu szczególnego znaczenia nabiera przyszłość sankcji wobec Rosji i ewentualnego powrotu do dostaw przez unieruchomiony gazociąg Nord Stream. Agencja Reuters już przed wyborami wskazywała, że demokratyczna kontrola nad Kongresem utrudniałaby łagodzenie amerykańskich ograniczeń związanych z reaktywacją gazociągów. W przypadku ropy politycznym punktem ciężkości pozostaje konflikt z Iranem oraz bezpieczeństwo transportu przez cieśninę Ormuz. Dotychczasowe stanowiska Demokratów pozwalają sądzić, że nowy Kongres będzie domagał się więcej informacji o kosztach działań militarnych oraz prawdopodobnie ze względu na ceny paliw, silniejszego nacisku na rozwiązania dyplomatyczne. Czy to okaże się skuteczne na ten moment trudno ocenić, bo ich skuteczność będzie zależeć od współpracy z prezydentem oraz rozwoju sytuacji w samym regionie. Trzeba bowiem dodać, że istotny wpływ będą miały także działania podejmowane po stronie Iranu, zwłaszcza czy będą oni dążyć do zawarcia rozejmu i na jakich warunkach.
Na ten moment trudno jest ocenić na ile wynik wyborów połówkowych w USA będzie oznaczał zmianę geopolityczną zmianę warunków, w których będą podejmowane amerykańskie decyzje energetyczne, ponieważ Prezydent Trump preferuje rządzenie przy pomocy dekretów. W USA rządzenie poprzez „dekrety” pozwala prezydentowi działać bez uchwalania za każdym razem nowej ustawy przez Kongres, ale co istotne wyłącznie w granicach już posiadanych uprawnień. Chodzi przede wszystkim o executive orders, czyli rozporządzenia wykonawcze. Nie dają one prezydentowi nieograniczonej władzy ustawodawczej. Oceniając taki stan prawny w kontekście porozumień z Rosją i Iranem, trzeba odtąd uważniej obserwować również co będzie chciał wiedzieć sam Kongres. To właśnie relacja między Białym Domem a nową większością może współdecydować o trwałości sankcji, warunkach negocjacji i wiarygodności zobowiązań wobec europejskich partnerów. Dlatego od 4 listopada sporu o bezpieczeństwo dostaw przez cieśninę Ormuz oraz możliwość ponownego uruchomienia gazociągów Nord Stream oraz szerzej amerykańskiej polityki energetycznej nie będzie można utożsamiać wyłącznie ze stanowiskiem Białego Domu.
Wypowiedzi czołowych Demokratów wskazują na sprzeciw wobec działań, które ich zdaniem zwiększają możliwości nacisku Iranu i Rosji. Dla Europy, a szczególnie Polski, jest to istotny sygnał dotyczący przyszłości współpracy transatlantyckiej. Polska powinna wykorzystywać swoje dobre relacje z każdą z amerykańskich sił politycznych, aby chociażby wykazywać jakie zagrożenia mogą powodować poszczególne decyzje w obszarze energetycznym.
Cieśninę Ormuz i gazociągi Nord Stream dzielą geografia, uwarunkowania prawne oraz charakter infrastruktury. Łączy je jednak pytanie o polityczne konsekwencje kontroli nad przepływem surowców. Kto może ograniczyć dostawy, ten uzyskuje instrument oddziaływania na ceny, przedsiębiorstwa i decyzje rządów. Właśnie z tej perspektywy warto odczytywać stanowiska przedstawicieli Partii Demokratycznej. Nie oznacza to, że Demokraci przedstawili jeden, szczegółowy program obejmujący oba zagadnienia. Można jednak zaryzykować tezę, że dobrze wyczuli problemy i zmęczenie konfliktem w Iranie.
Z publicznych wypowiedzi i inicjatyw ustawodawczych wyłania kierunek zmierzający do przywrócenia bezpiecznej żeglugi w Zatoce Perskiej choć zauważają oni, że nie będzie to łatwy proces oraz przeciwdziałanie odbudowie rosyjskich wpływów energetycznych w Europie.
Ormuz: otwarcie cieśniny wymaga trwałych warunków
Przyjrzyjmy się faktom, jakie miały miejsce jeszcze przed wyborami połówkowymi. Demokratyczni senatorowie oceniali konflikt z Iranem przede wszystkim przez pryzmat jego rezultatów. Senator Chuck Schumer argumentował, że działania administracji Trumpa zwiększyły możliwości wykorzystywania cieśniny przez Teheran jako narzędzia nacisku. W jego ocenie czasowe i warunkowe dopuszczenie żeglugi pozostawia Iranowi istotną przewagę negocjacyjną. Jest to zarzut dotyczący skuteczności amerykańskiej strategii, a nie sprzeciw wobec samego przywrócenia transportu. Bardziej szczegółowe pytania postawił senator Chris Coons. W oświadczeniu z 14 czerwca 2026 r. ostrożnie przyjął zapowiedź porozumienia, domagając się ujawnienia jego treści. Pytał, czy cieśnina będzie rzeczywiście dostępna dla wszystkich statków handlowych, czy Iran zachowa kontrolę nad tranzytem oraz jakie ustępstwa gospodarcze i sankcyjne przewiduje Waszyngton. Z perspektywy rynku energetycznego są to pytania zasadnicze. Sama deklaracja polityczna nie daje jeszcze podstaw do planowania regularnych dostaw. Armator, ubezpieczyciel i odbiorca surowca potrzebują przewidywalnych warunków transportu. Jeżeli możliwość przepłynięcia tankowca zależy od kolejnej rundy negocjacji, ryzyko pozostaje częścią rachunku gospodarczego.
Senator Martin Heinrich zwrócił natomiast uwagę na przygotowanie administracji do konsekwencji konfliktu. Domagał się wyjaśnień, czy przed rozpoczęciem działań właściwie oceniono skutki zamknięcia cieśniny dla rynku energii i kosztów ponoszonych przez amerykańskie gospodarstwa domowe. W tej argumentacji widać ważny problem: zdolność do prowadzenia działań militarnych powinna iść w parze ze zdolnością do przewidywania ich gospodarczych następstw. Koszt operacji obejmuje bowiem również zakłócenia dostaw oraz niepewność, która wpływa na decyzje przedsiębiorstw długo po ogłoszeniu zawieszenia broni, co odczuli także amerykańscy wyborcy przy dystrybutorach paliw.
Nord Stream: amerykański inwestor nie rozwiązuje problemu zależności
W przypadku Nord Stream stanowisko części Demokratów zostało zapisane wyjątkowo jednoznacznie. W ponadpartyjnym projekcie rezolucji przedstawionym 6 listopada 2025 r. wyrażono sprzeciw wobec przywrócenia projektów Nord Stream I i II niezależnie od kraju pochodzenia zaangażowanych osób lub podmiotów. To zapis istotny dla oceny pomysłów wprowadzenia amerykańskiego kapitału do tej infrastruktury. Można z niego wyprowadzić czytelny wniosek: dla autorów inicjatywy zmiana struktury właścicielskiej nie usuwa strategicznego problemu powrotu rosyjskiego gazu. Amerykański inwestor mógłby uczestniczyć w przychodach z przesyłu, ale surowiec nadal pochodziłby z Rosji. Ocena bezpieczeństwa wymagałaby więc odpowiedzi na pytanie, kto kontroluje wydobycie, warunki sprzedaży i możliwość ograniczenia dostaw.
Kierunek ten potwierdziła senator Jeanne Shaheen, współpracując z republikańskim senatorem Jimem Rischem nad SHADOW Fleet Sanctions Act. Według komunikatu z 29 stycznia 2026 r. projekt przeszedł przez senacką Komisję Spraw Zagranicznych i przewidywał rozszerzenie sankcji dotyczących obu gazociągów. Był to etap prac legislacyjnych, który pokazuje jednak, że sprzeciw wobec ich reaktywacji ma również wymiar instytucjonalny. Co ważne, takie spojrzenie wśród demokratów nie jest niczym nowym, bo należy odnotować, że już w maju 2021 r. ówczesny demokratyczny przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Bob Menendez krytykował administrację Joe Bidena za odstąpienie od stosowania sankcji wobec Nord Stream 2 AG i jej prezesa.
Dlatego nie można traktować wypowiedzi Demokratów jako gwarancji przyszłych decyzji Waszyngtonu. Poparcie dla określonego kierunku polityki trzeba przekładać na trwałe rozwiązania i współpracę z amerykańskimi partnerami, także przy wsparciu innych krajów europejskich. Argumentacja ze strony krajów UE powinna konsekwentnie wskazywać, jakie skutki gospodarcze i bezpieczeństwa przyniosłoby odtworzenie zależności od rosyjskich dostaw. Oba spory prowadzą do podobnej refleksji. Doraźna korzyść cenowa powinna być więc oceniana razem z kosztami przyszłego kryzysu.
Historia jako dobra nauczycielka wciąż udowadnia, że dla krajów Europy niezależnie od nawet najlepszych relacji z sojusznikami, najważniejsze pozostaje zachowanie możliwości wyboru. Im więcej rzeczywistych alternatyw dostaw i sprawniej działających połączeń między państwami, tym mniejsza przestrzeń do obaw o potencjalnym wykorzystywaniu dostaw surowców energetycznych dla geopolitycznego nacisku. Właśnie tę zdolność powinniśmy chronić, oceniając zarówno porozumienia dotyczące Ormuz, jak i kolejne propozycje powrotu do Nord Stream.
