Reklama
Reklama
Reklama
  • WYWIADY
  • W CENTRUM UWAGI

„Czystego zysku nie ma”. Marcin Krzyżanowski o tym, komu jest na rękę wojna na Bliskim Wschodzie

Autor. Canva

Oczywiście, są podmioty, które chwilowo mogą zanotować zwiększone zyski, np. USA zwiększyły eksport ropy naftowej i produktów ropopochodnych. W pewnym stopniu korzystają na wojnie na Bliskim Wschodzie również Chiny i Rosja. Im więcej zasobów Stany Zjednoczone „przepalają” tam, tym mniej zasobów mają na inne konfrontacje – mówi w rozmowie z E24 iranista i dyplomata Marcin Krzyżanowski.

Posłuchaj artykułu

Katarzyna Łukasiewicz: Wśród punktów zapalnych w ostatnich tygodniach na Bliskim Wschodzie wymieniana jest, oczywiście, cieśnina Ormuz, cieśnina Bab al-Mandab, teraz także ropociąg Wschód-Zachód w Arabii Saudyjskiej. Na jakie jeszcze miejsca lub infrastrukturę wrażliwą, która ma znaczenia dla rynków energii powinniśmy zwracać uwagę?

Marcin Krzyżanowski: Cieśnina Ormuz, Bab al-Mandab oraz saudyjski ropociąg to kluczowe punkty zapalne, problemowe, jeśli chodzi o rynek energetyczny. Do tego należy dołożyć katarskie pola gazowe znacząco uszkodzone w czasie wojny i wciąż nie będące eksploatowanymi w pełni w porównaniu do stanu sprzed wojny. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Kuwejcie i Iraku. Aczkolwiek w przypadku tych dwóch państw to wciąż cieśnina pozostaje kwestią kluczową, a nie zniszczenia jako takie.

Do tego dochodzi jeszcze amerykańska blokada nie tyle cieśniny Ormuz, co wód Zatoki Omańskiej, ale wszystkie te punkty zapalne są ze sobą powiązane i cały problem sprowadza się przede wszystkim do zakłócenia ruchu we wspomnianych przez nas cieśninach.

KŁ: Jakich aktorów tego konfliktu można obecnie wymienić? Nie ogranicza się on przecież do USA, Izraela, Iranu, ani nawet jedynie do Arabii Saudyjskiej i rebeliantów Huti. O kim jeszcze możemy mówić i jakie są cele walczących stron?

MK: Przede wszystkim pierwszymplanem tego konfliktu jest konflikt irańsko-amerykański z udziałem Izraela, może nie tyle w tle, co obecnie lekko z boku. Do tego do tego mamy również do czynienia z konfliktem o hegemonię na rynku ropy naftowej i na Półwyspie Arabskim, a szerzej na Bliskim Wschodzie, czyli mamy tutaj rywalizację Arabii Saudyjskiej ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Są z nią związane właściwie wszystkie regionalne konflikty od Iraku poprzez Syrię, Sudan, a nawet Etiopię i Somalię, o Jemenie nie wspominając.

Jemen zasługuje na szczególną uwagę ze względu na strategiczne położenie i możliwość blokady cieśniny Bab al-Mandab przez Hutich, z której to możliwości Huti korzystają, korzystali i będą korzystać w najbliższej przyszłości. Należy pamiętać, że pomimo tego, że Huti i Iran pozostają ze sobą w swego rodzaju sojuszu, to Huti są w pełni autonomicznym graczem. Nie jest to nie jest po prostu jakaś jemeńska milicja, tylko ugrupowanie z bardzo długimi tradycjami, której korzenie sięgają w historię nawet głębiej niż sama Republika Islamska Iranu.

Do tego mamy jeszcze Syrię, która też w tej geopolitycznej układance odgrywa coraz bardziej istotną rolę oraz bardzo podzielony wewnętrznie Irak oraz oczywiście Liban, który stał się polem zastępczej wojny między Iranem a Izraelem. Izrael stara się zwalczać proirański Hezbollach. Z tej wyliczanki jasno wynika, że właściwie cały region jest w ten konflikt zaangażowany i cały region w ten czy inny sposób na tym konflikcie cierpi.
Marcin Krzyżanowski

A to jeszcze nie wszystko, bo przecież w tle mamy państwa, które zmagają się z niedoborami i problemami na rynku ropy naftowej, jak chociażby Pakistan, rykoszetem obrywa też Afganistan. Ten konflikt na szczęście nie rozlał się w sposób militarny, kinetyczny po całym regionie, ale nie zmienia to faktu, że cały region jest nim bardzo mocno dotknięty.

Reklama

KŁ: A czy ktoś w ogóle na nim zyskuje?

MK: Takiego czystego zysku nie ma. Oczywiście, są podmioty, które chwilowo mogą zanotować zwiększone zyski. Stany Zjednoczone zdecydowanie zwiększyły eksport ropy naftowej i produktów ropopochodnych, więc zwłaszcza teksańskie firmy naftowe do pewnego stopnia korzystają na tym konflikcie. W pewnym stopniu korzystają na nim również Chiny i Rosja. Im więcej zasobów Stany Zjednoczone przepalają na Bliskim Wschodzie, tym mniej zasobów mają na ewentualną konfrontację czy z Chinami, czy z Rosją. Z punktu widzenia Rosji, im więcej sprzętu wojskowego jest przepalego na Bliskim Wschodzie, tym mniej sprzętu i pieniędzy trafi na Ukrainę.

Do tego dochorzą niedobory – coraz mocniej zaznaczające się niedobory paliw, zwłaszcza oleju napędowego. Powodują naciski polityczne właśnie na Ukrainę, chociażby ze strony prezydenta Donalda Trumpa, żeby ta ograniczyła ataki na rosyjski sektor paliwowy. Dla Moskwy jest to bardzo dobra wiadomość.

KŁ: Jeżeli chodzi właśnie o rachunek zysków i strat, to jaki obecnie ma stosunek Izrael do tego konfliktu, od którego w końcu zaczęła się wojna?

MK: Izrael cały czas naciska na jej kontynuację, aż do ostatecznego zwycięstwa, którym z punktu widzenia Izraela miałoby być zniszczenie Republiki Islamskiej Iranu jako systemu politycznego, państwa zdolnego do stwarzania zagrożenia żywotnego Izraelowi. Izrael stara się torpedować wszelkie porozumienia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Słusznie zresztą mniemając, że takie porozumienie wzmocniłoby zarówno politycznie, jak i gospodarczo Islamską Republikę Iranu, która za jeden ze swoich głównych celów stawia sobie właśnie zniszczenie z kolei Izraela.

KŁ: W zeszłym tygodniu analitycy JP Moran stwierdzili, że ze względu na „bezprecedensowe przekroczenie dotychczasowych granic ekonomicznych przez administrację USA brak jasnej strategii wyjścia z sytuacji geopolitycznej nie są w stanie modelować finału konfliktu na Bliskim Wschodzie". A jakie scenariusze – najlepsze i najgorsze dla świata – finału tej wojny widzi Pan?

MK: Najgorszym scenariuszem dla światowej gospodarki byłoby wznowienie pełnoskalowych operacji powietrznych. Taki scenariusz zakończyłby się z jednej strony degeneracją potencjału gospodarczego Iranu, z drugiej odpowiedzią ze strony tegoż Iranu, która już raczej nie ograniczałaby się w takiej sytuacji do baz amerykańskich, ale objęłaby również infrastrukturę przemysłową krajów regionu. W momencie, jeśli Stany Zjednoczone zniszczyłyby sektor petrochemiczny i wydobywczy Iranu, Iran starałby się zniszczyć albo chociaż na dłuższy czas wyłączyć z eksploatacji pola naftowe, pola gazowe, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu oraz Iraku. Oznaczałoby to już nie tyle problemy, co katastrofę na rynku ropy naftowej, z którego wypadłoby dalsze kilka nawet do kilkunastu milionów baryłek Europy dziennie. Takie obustronne zniszczenie mogłoby się dla światowej gospodarki skończyć katastrofalnie.

Z drugiej strony taki bardzo optymistyczny scenariusz to ten, w którym Stany Zjednoczone zawierają porozumienie na kształt tego z 2015 roku, czyli tzw. umowę nuklearną z Iranem czy też porozumienie nuklearne i ropa zaczyna swobodnie płynąć. Dzięki obecności Iranu na światowych rynkach cena ropy spada.
Marcin Krzyżanowski

Oczywiście, można wtedy wysnuwać wątpliwości co do tego, czy wzmacnianie gospodarcze Iranu, które wiązałoby się z takim porozumieniem było dobre dla świata na dłuższą metę. Na pewno byłoby lepsze niż ten pesymistyczny scenariusz.

KŁ: Mimo wszystko przecież konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem nie jest nowy, więc optymistyczny scenariusz, to powrót do punktu wyjścia.

MK: Tak, jest to konflikt fundamentalny, konflikt między pryncypiami. Jeszcze koło 2001 roku za prezydentury (Mohammada) Chatamiego była szansa na naprawdę głębokie porozumienie, ale od tamtej pory dużo mleka się rozlało, dużo krwi przelano i w tym momencie takie odwrócenie niemalże o 180 stopni relacji amerykańsko-irańskich jest skrajnie mało prawdopodobne.

Reklama

KŁ: Polska perspektywa konfliktu na Bliskim Wschodzie w dużej mierze ogranicza się do zależności międzynarodowych, ale sam Iran to kraj, który ma swoje olbrzymie problemy wewnętrzne, w tym obecnie choćby dostępność paliw dla zwykłych Irańczyków. W jaki sposób ta wojna wpływa na gospodarkę Iranu i obywateli tego kraju?

MK: Gospodarka Iranu coraz mocniej pogrąża się w kryzysie, a jeszcze przed wojną jej sytuacja była kiepska. Zniszczenia wojenne dodatkowo ją pogorszyły, zwiększyła się znacząco inflacja, zwiększyło się bezrobocie. Krótko mówiąc, coraz więcej Irańczyków po prostu biednieje, coraz więcej Irańczyków schodzi pod próg ubóstwa.

Z punktu widzenia makro sytuacja nie jest tragiczna. Władze w Iranie deklarują, że wystarczy im jeszcze sił na to, żeby prowadzić walkę z kryzysem przez co najmniej kilka miesięcy.

Każdy tydzień amerykańskiej blokady to bardzo wymierne straty dla irańskiej gospodarki, które coraz trudniej będzie Iranowi niwelować po ewentualnym pozytywnym zakończeniu konfliktu.
Marcin Krzyżanowski

KŁ: A samą aktualną władzę Iranu ten konflikt raczej wzmacnia?

MK: Problemy gospodarcze stanowią, oczywiście, dla władz Republiki Islamskiej bardzo duże zagrożenie, ale zdecydowany i relatywnie jak na irańskie możliwości skuteczny opór, jaki Teheran stawił wobec Stanów Zjednoczonych spowodowały, że w Iranie różne siły zwarły szeregi. Paradoksalnie władze Republiki Islamskiej są teraz w nieco lepszej pozycji niż przed wojną. Wojna jednocześnie nie rozwiązała żadnych problemów, które trawią Iran.

Reklama