Reklama
  • ANALIZA
  • W CENTRUM UWAGI

Ostatnia noc świata. O wojnie, godzinie Trumpa i niszczeniu cywilizacji

Pod koniec lat 90-ych, kiedy ledwo nauczyłam się czytać, często na samym końcu gazet, zwykle na tylnej okładce, publikowano napisy „koniec jest blisko”. Chodziło, oczywiście, o nowe millenium, któremu przypisywano magiczną sprawczość definitywnego zakończenia działalności naszej planety.

Fragment tryptyku "Ogród rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha, scena z panelu przedstawiającego piekło, ukazująca długie promienie światła emitowane z płonącego miasta.
Fragment tryptyku "Ogród rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha, scena z panelu przedstawiającego piekło, ukazująca długie promienie światła emitowane z płonącego miasta.
Autor. https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15384540

I mam nadzieję, że teraz piszę właśnie taki tekst jak te tylne okładki gazet z lat 90-ych: niespełnioną zapowiedź katastrofy. Niepokój narasta chyba w każdym, kto obserwuje wiadomości ze świata, spływające do nas tak szybko jak nigdy, i w których jakby próżno szukać sensu, przyczyny i skutku.

What if this present were the world's last night?

Dziwnym trafem najlepszym podsumowaniem naszej rzeczywistości okazuje się karykatura polityki uosabiana przez Donalda Trumpa grożącego Iranowi na balkonie Białego Domu z wielkanocnym królikiem u boku. Tylko im dłużej patrzę na ten absurdalny obrazek, tym bardziej przypomina mi on Franka, króliczego przyjaciela Donniego Darko, co podpowiedziały mojemu mózgowi już porównania z mediów społecznościowych, a to chyba jeden z bardziej niepokojących obrazów kina z początku XXI wieku.

YouTube cover video

Trwa Oktawa Wielkanocna. Chrystus, jak co roku, zmartwychwstał – zniszczył stary świat, dał początek nowemu, temu, który ma nieść nadzieję. Szybko jednak okazało się, że ten sam Chrystus – a być może raczej jakiś inny bożek, którego trudno określić – ma według Donalda Trumpa popierać wojnę Izraela i USA przeciw Iranowi, bo Bóg „lubi widzieć, że ludzie są zaopiekowani”. Brzmi niedorzecznie? Najwyraźniej niektórym się to jakoś klei.

Trump wyznaczył też sobie dokładną godzinę totalnego zniszczenia Iranu – w Polsce ma to być godzina 2 w nocy 8 kwietnia 2026 r. Już wcześniej prezydent USA wycofywał się z podobnych, narzucanych samemu sobie deadline’ów i mam najszczerszą, najgłębszą nadzieję, że tak będzie i tym razem. Trump chce „zniszczyć cywilizację”, zrównać z ziemią Iran, bo ten nie ugina się pod żadnymi groźbami, w tym z naciskiem związanym z blokadą kluczowej dla światowego handlu cieśniny Ormuz.

Iran pokazał dotychczas w tej wojnie, że nie ma nic do stracenia. Nieprzemyślana, chaotyczna komunikacja USA i podejmowane przez nie decyzje, zdają się jedynie (z wzajemnością) rozwścieczać Teheran. Ze strony Iranu też mamy do czynienia z doborowym spektaklem. W telewizji publicznej przedstawiciel władz nawoływał dziś do tworzenia ludzkich tarcz wokół elektrowni, których zniszczeniem grożą USA. W przypadku, gdyby doszło do ataku na taką otoczoną ludzką tarczą infrastrukturę – jakkolwiek brzmi sam pomysł – możliwe by było oskarżenie amerykańskich decydentów o zbrodnie wojenną.

Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) zapowiedział z kolei, że Teheran od teraz nie będzie już tak „powściągliway” jak był dotąd, ogłaszając zmasowane ataki w regionie Zatoki Perskiej wobec „partnerów” Stanów Zjednoczonych. Iran ponownie zagroził także zablokowaniem drugiej kluczowej cieśniny – Bab al-Mandab, łączącej Morze Arabskie z Morzem Czerwonym, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli. Gwardia Rewolucyjna (IRGC) zapowiedziała także, iż w przypadku przekroczenia przez Stany Zjednoczone „czerwonych linii” podejmie działania przeciwko infrastrukturze, co „pozbawi na lata USA i ich sojuszników ropy i gazu, wydobywanych w regionie”.

Tymczasem kryzys może doprowadzić do krytycznych niedoborów ropy w Europie, jak wynika z analizy przygotowanej przez amerykański bank J.P. Morgan. Według wyliczeń ekspertów import ropy do Europy całkowicie ustanie od 10 kwietnia, kiedy na kontynent dotrą ostatnie transporty wysłane przed wybuchem wojny.

Jak szybko zawędrowaliśmy od Donalda Trumpa obrażonego na nieotrzymanie pokojowej nagrody Nobla do Donalda Trumpa, który wprost grozi „zniszczeniem cywilizacji”? Czy szaleństwo jest tym magicznym składnikiem, który pociąga tłumy, wynosi na najwyższe stanowiska nad wyraz pewnych siebie ludzi, a potem skłania do podpalania świata? Bez względu na to, co jeszcze wydarzy się w tej wojnie, pewne jest to, że obecny prezydent USA zapisze się w historii.

Reklama

Czy przeżywamy więc teraz „ostatnią noc świata”, jak by to ujął, choć w innym sensie i innym czasie, C.S. Lewis (a raczej w jeszcze innym angielski poeta John Donne)? Gdybym w to wierzyła, prawdopodobnie nie spędzałabym czasu na spisywaniu wydarzeń, o których i tak nikt już nigdy nie przeczyta. Tylko uwiera mnie być może bardziej niż codziennie jeden z głównych problemów z wojnami: taką ostatnią noc swojego świata przeżywają codziennie ludzie w różnych jego miejscach, niekoniecznie jej oczekując.

Zobacz również

Reklama